Creation's Garden/ Żel pod prysznic o zapachu kokosa i mango

Kilka dni temu wybrałam się na zakupy w poszukiwaniu żelu pod prysznic, ale chciałam żeby był inny niż wszystkie, ponieważ takie marki jak Dove, Nivea, Palmolive, już dawno zdążyły mi się znudzić, a ja lubię próbować czegoś nowego. Dlatego kiedy tylko zobaczyłam tubkę Creation's Garden, od razu wiedziałam, że muszę go mieć. Opakowanie wygląda troszkę jak krem, ale tak naprawdę w środku ukryty jest żel pod prysznic. 

Moja opinia





Strasznie podoba mi się  intensywny zapach tego żelu. Wspaniałe połączenie kokosa i mango, naprawdę sprawiają, że odprężamy się i uspokajamy. Już przy pierwszym użyciu zauważyłam, że jest inny niż wszystkie. Po nałożeniu na dłonie i potarciu, nie pieni się tak jak tego typu produkty. Działa bardziej jak pianka do golenia, którą dopiero po aplikacji na ciało zmienia swój stan. Jest bardzo wydajny i nie trzeba wyciskać wielkich ilości, choć na początku zdawało mi się, że nie starczy na długo. 
Jak już pisałam w żelu bardzo podoba mi się poręczne i ładne opakowanie. Bardzo łatwo się go aplikuję. Konsystencja żelowa tak jak na ten produkt przystało, o przezroczystej barwie, bardzo gęsta. Producent zapewnia, że dzięki temu, można używać go jako żel do golenia z czym oczywiście się zgadzam. Wystarczy tylko wycisnąć większą ilość. Skóra po jego użyciu jest gładka i mięciutka, ale jakiegoś wielkiego efektu nawilżenia nie zauważyłam. Może troszkę, ale rewelacji nie ma. 

Mimo wszystko polecam ten produkt i bardzo mi się spodobał, właśnie dlatego, że jest inny od żeli pod prysznic, które znam. Chciałabym jeszcze wypróbować reszty zapachów. Do wyboru mamy: mango i kokos, granat, lawenda i rumianek, eukaliptus i mięta pieprzowa.











Pojemność: 296 ml
Cena:  ok. 30 zł


M.

Ocena: 9/10

L'Oreal True Match/ Podkład dopasowujący się do skóry

Od lat jestem wierną użytkowniczką podkładu Revlon Colorstay, ale ostatnio chciałam wypróbować coś nowego. Bardzo zależało mi by znaleźć coś z wygodnym, łatwym w użyciu opakowaniem i naturalnym kolorem, do wykonania szybkiego makijażu. Bardzo ciężko było mi dostać produkt, który w stu procentach nadawałby się dla mnie. W ostateczności zdecydowałam się więc na L'Oreala i miałam ogromną nadzieję, że się sprawdzi. 

Moja opinia



Bardzo spodobało mi się, że podkład ten posiada pompkę, co mega ułatwia nakładanie i właśnie o to mi chodziło. Niestety to jest chyba jedyny plus jaki znalazłam w tym produkcie. Już po pierwszym nałożeniu strasznie się zawiodłam. To na pewno nie jest podkład odpowiedni dla mojej trądzikowej cery. Może i efekt matu jest, ale jak dla mnie aż za mocny. Cera wygląda strasznie sztucznie, jakbym przesadziła z pudrem transparentnym. W ogóle nie stapia się ze skóra, nie wchłania i tworzy straszny efekt maski. Krycie też pozostawia wiele do życzenia, nawet przy nałożeniu kilku warstw. Na pewno nie da się nim zrobić szybkiego makijażu, ponieważ ciężko się go nakłada. Robi straszne smugi i muszę poświęcić dużo czasu, aby dobrze wyglądał, poza tym strasznie szybko zasycha i i nic już nie da się z nim zrobić. Zawsze przed aplikacją nakładam tonę kremu nawilżającego na twarz ponieważ strasznie podkreśla suche skórki i dodatkowo przesusza moją skórę jeszcze bardziej. Przez to, że nie stapia się z cerą, bardzo łatwo się  ściera, praktycznie przy każdym dotknięciu. A efekt zmatowienia utrzymuję się może dwie godziny. Poza tym nie potrafię przeżyć tego strasznego, duszącego zapachu, tak jakbym nałożyła tonę pudru. 
Naprawdę bardzo się zawiodłam na tym podkładzie. Użyłam go tylko kilka razy i zastanawiam się teraz co z nim zrobić, bo raczej nie zmuszę się by nałożyć go ponownie. Może to tylko ja mam takie odczucia, ponieważ posiadam tłustą cerę z plamami potrądzikowymi. Nie wiem jak podkład ten wpływa na posiadaczki innych typów skóry. Tak czy siak, na pewno nigdy więcej nie sięgnę po niego.



Odcień: Golden Ivory


Pojemność: 30ml
Cena: 59 zł

M.
Ocena: 1/10

Kilka słów o wodzie toaletowej Ted Baker W dla kobiet.

Chociaż wykorzystałam już swój miesięczny limit pieniędzy przeznaczonych na kosmetyki, kilka dni temu, gdy weszłam do sklepu i zobaczyłam wodę toaletową marki Ted Baker od razu wiedziałam, że muszę ją mieć :) Dlaczego? Skusiło mnie bardzo opakowanie i oczywiście zapach, któremu nie można się oprzeć.

Opis produktu

 
Ted Baker W for Woman to urzekający zapach damski, który sprawi niezapomniane wrażenie na wszystkich w Twoim otoczeniu. Ta woda toaletowa idealnie pasują do kobiet dynamicznych i pełnych temperamentu, świadomych swych pragnień i oczekiwań względem swego otoczenia. Użytkowniczka zapachu W for Woman jest pewna siebie i nieskrępowana, posiada jednak jednocześnie czułą i romantyczną duszę.
Wysokie akordy zapachu Ted Baker W for Woman zawierają esencję soczystych fig i kwiatowe aromaty fiołków oraz delikatnej piwonii. Serce przenikają specyficzne nuty czarnej porzeczki, słodkich malin i zmysłowej orchidei. Zachwycający finał kompozycji składa się z ciepłych akordów drewna cedrowego i subtelnej wanilii. Ten ekskluzywny i wyrafinowany zapach damski marki Ted Baker jest idealny do noszenia na co dzień.
Woda toaletowa Ted Baker W for Woman jest pełna niepohamowanej energii i romantyki. Symbolizuje współczesne kobiety, które charakteryzuje własny styl życiowy, niezależność, pomysłowość i namiętność.



Skład

Głowa: piwonia, figa, fiołek
Serce: czarna porzeczka, malina, orchidea
Podstawa: cedr, wanilia

Ja od siebie mogę tylko dodać, że jest to produkt naprawdę godny polecenia. Woda jest pięknie zapakowana w różowe pudełeczko ozdobione chmurkami. W środku znajdziemy buteleczkę o kształcie, którego nigdy wcześniej nie widziałam, choć posiadałam już mnóstwo perfum. Trwałość tej wody toaletowej jest naprawdę bardzo dobra, mogę chyba zaryzykować mówiąc, że niewiele jej brakuje do perfum. Poza tym zapach nie jest intensywny i duszący, na co zawsze zwracam uwagę przy wyborze tego typu produktów. Jak dla mnie super!

Pojemność: 75 lub 30 ml
Cena: ok. 60 zł za 30ml

M.

Ocena: 10/ 10

Australian Gold Dark Tanning Accelerator/ Balsam przyspieszający opalanie



Lato tuż, tuż i tylko czekać aż będziemy prażyć się w Słońcu i spijać drinki z palemką. Ja jestem zagorzałą fanką wylegiwania się i każdego ranka o własnych siłach targam leżak, a później już tylko się smaruję i czekam aż skóra zacznie zmieniać kolor. Wiem jednak, że nie każdy jest matką, która nie musi iść do pracy na wyznaczoną godzinę i większość społeczeństwa w najlepsze Słońce podlicza kolejne słupki, prowadzi lekcję czy piecze chleb. Ratujemy się wtedy balsamami brązującymi lub na szczęście coraz rzadziej korzystamy z solarium. Już takie mamy czasy, że wszystko byśmy chcieli szybko. Zakupy online nie ograniczają nas już do czekania kilka dni na paczkę, bo możemy ją mieć następnego dnia, jeszcze tego samego, a nawet już za pół godziny od złożenia zamówienia. Opalać też byśmy chcieli się szybciej i stąd często sięgamy po balsamy przyspieszające opalanie. Ja najczęściej używam Australian Gold Dark Tanning Accelerator, który ogłaszany był jednym z najlepszych w swojej kategorii.



Inglot S-Bond Treatment/ Lakier do paznokci z metioniną

Jestem wielką fanką akrylowych i żelowych paznokci. Niestety musiałam zrezygnować z wizyt w salonie kosmetycznym chociaż na jakiś czas, ponieważ to ciągłe piłowanie, ścieranie, klejenie, doprowadziło moje paznokcie do strasznego stanu. Stały się bardzo łamliwe i rozdwojone, a płytka nierówna i brzydka. Kiedy odwiedziłam salon Inglot w poszukiwaniu nowych lakierów, kobieta w sklepie poleciła mi właśnie S-Bond Treatment i zapewniała, że to pomoże moim paznokciom się odbudować. 

Moja opinia


                         
Produkt ten jak dla mnie posiada same plusy:
- rzeczywiście poprawił kondycję moich paznokci, stały się mocniejsze i nie łamią się już tak szybko
- bardzo szybko schnie
- można go używać jako podkład pod lakier, dzięki czemu zdaję mi się, że wydłuża jego trwałość
- ładnie się błyszczy i może być stosowany jako lakier bezbarwny
- długo się trzyma
- zapakowany w ładne, estetyczne, białe pudełeczko
- jest wydajny i starcza na długi czas
- bardzo łatwo się go aplikuje
 - mam wrażenie, że troszkę wygładził niedoskonałości na mojej płytce
- posiada wygodny w użyciu pędzelek
- podoba mi się jego fajny, lekko fioletowy odcień
- zawiera metioninę (budulec białka)
- pozbawiony jest szkodliwego Toluenu, Formaldehydu, Ftalanu Dibutylu i Kamfory





Jak sami widzicie lakier ten ma bardzo dużo przydatnych cech i z mojej strony żadnego minusa. Oczywiście nie ma co wierzyć w cuda, ale jak dla mnie naprawdę działa. Moje paznokcie już po dwóch tygodniach zaczęły ładnie odrastać i nie łamały się już tak często. Naprawdę polecam!

Skład: Butyl Acetate, Ethylacetate, Nitrocelulose, Acety Triethyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Phthalic Anhyddride/Trimellitic Anhydride/Glycols Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Mek, Alcohol Denat., Acrylates Copolymer,Dimethiconol,Srearalkonium Hectroite,Adipic Acid/Fumaric Acid/Phthalic Acid/Tricyclodecane Dimenthanol Copolymer,Benzophenone,Polysilicone6,Citric Acid, Methionine,Red 33, Violet 2. 
Pojemność: 15 ml
Cena: ok. 20 zł


M.

Ocena: 10/10
 



Rimmel Stay Matte/ Puder

Ostatnio na moim blogu gości dużo kosmetyków marki Rimmel. Dziś także chciałabym wam przedstawić coś od tego producenta, a mianowicie puder. Jest to jeden z moich ulubionych i używam go zawsze kiedy skończą mi się dostępne fundusze i nie mogę pozwolić sobie na zakup ukochanego Estee Lauder :)

Moja opinia

Do wyboru mamy siedem odcieni tego pudru: Warm Beige, Silky Beige, Sandstorm, Pink Blossom, Transparent i Peach Glow. Ja ostatnio kupiłam mamie odcień Silky Beige.
Moja tłusta cera wprost uwielbia ten produkt. Naprawdę matuję i nie muszę go poprawiać miliony razy w ciągu całego dnia, raz wystarczy. Krycie też ma nieskazitelne, ale co bardzo mi się podoba, nie tworzy efektu maski i daję fajne, naturalne, satynowe wykończenie. Nie ciemnieje nawet po upływie kilku godzin i cały czas wygląda nieskazitelnie. Posiada ładny, delikatny zapach, który lubię. Myślę, że nikomu nie powinien przeszkadzać. Zaraz po zmyciu makijażu moja skóra dzięki niemu nie wygląda na szarą i nie ma na niej śladu przesuszenia. Nie boję się więc używać go codziennie, bo wiem, że nie zrobi krzywdy mojej cerze. Poza tym nie zatyka porów i nic po nim nie wyskakuje.
Do minusów muszę zaliczyć opakowanie, ponieważ zbyt łatwo się otwiera i nie nadaje się do noszenie w torebce, a i uszkodzić je jest łatwo. Poza tym napisy na wieczku szybko się ścierają i nie wygląda to zbyt ładnie. Co jeszcze mi w nim przeszkadza?  Bardzo się pyli i brudzi wszystko naokoło. Poza tym jest bez skazy i jak najbardziej polecam!


Pojemność: 9g
Cena: ok.20 zł

M.

Ocena: 9/10

Rimmel Apocalips/ Lakier do ust

O lakierze do ust Rimmela, słyszałam praktycznie wszędzie. Wiele dziewczyn, które posiadały ten produkt miało mieszane opinie. Niby dobry, ale jednak nie. Jedne polecały i kupiłyby jeszcze raz, inne znowu były zawiedzione. W internecie też można znaleźć mnóstwo przeciwniczek, jak i zwolenniczek. Komu więc uwierzyć? Może najlepiej spróbować samemu? Zwłaszcza, że pomadka ta kusi pięknym opakowaniem i wspaniałymi kolorami. Po prostu nie można się oprzeć by jej nie kupić :)

Moja opinia

Produkt dostępny jest w ośmiu kolorach: Galaxy, Celestial, Nova, Apocoliptic, Big Bang, Luna, Stella i Eclipse. 



Usta zaraz po nałożeniu tej szminki, faktycznie wyglądają na polakierowane. Możemy według upodobań uzyskać efekt matowy, lub bardzo błyszczący, ale ta druga opcja wymaga już kilkakrotnego powtórzenia aplikacji. Poza tym, ten fantastyczny połysk, utrzymuje się tylko krótki czas, a później znika bez śladu.
Sama szminka utrzymuje się dosyć długo na ustach i należy się wielki plus dla tego produktu za dobrą trwałość. 
Bardzo dobrze kryje już za pierwszym pociągnięciem, kolor jest mocny i intensywny. Nie polecam nakładania na spierzchnięte usta, ponieważ podkreśla suche skórki i wygląda to strasznie nieestetycznie. Dodatkowo wymaga od nas ciągłego spoglądania w lusterko, ponieważ odbija się na zębach, czego bardzo nie lubię, poza tym szybko się rozmazuje, brudzi wszystko czego tylko dotkniemy, na przykład szklanki, jedzenia lub nawet ubrania. 
Kolory tej szminki są naprawdę piękne i aż chciałoby się kupić wszystkie, niestety jak na moją opinię, nie bardzo nadają się do nakładania na co dzień. Odcień który posiadam, czyli Stella jest tak bardzo zauważalny, że jedynie w sztucznym świetle nie kłuje w oczy :) 
I chociaż produkt ten wytrzymuje długie godziny, gdy już nadejdzie jego czas, schodzi okropnie. Roluje się i zbiera w kącikach ust i nie wyglądamy wtedy już tak dobrze. 



Na koniec napisze jeszcze kilka słów o aplikatorze. Pojemniczek wyposażony jest w fajny separator, dzięki któremu unikniemy wyjęcia zbyt dużej ilości pomadki. W samym środku "pędzelka" znajduje się mała dziurka, tak naprawdę to nie wiem co producent miał na myśli umieszczając ją w tym miejscu, ale może to dla posiadaczek pełniejszych ust, które potrzebują troszkę większej ilości lakieru, aby uzyskać upragniony efekt. 
Podsumowując, jest to fajny produkt, choć nie da się ukryć, że ma bardzo dużo minusów.  Jednak efekt polakierowanych ust uzyskamy nim na pewno, także może przyda się na jakieś wieczorne wyjście. Sama nie wiem czy bym go jeszcze kupiła. Choć przyznam szczerze, że zastanawiam się nad odcieniem Eclipse Nude ;) Cóż, zobaczymy :)

Kolor: Stella
Modelka: Paula



 Pojemność: 5,5 ml
Cena: ok. 30 zł

M. 

Ocena: 5/10









Wild Strawberry Body Spray/ Truskawkowa mgiełka do ciała

Wprost uwielbiam mgiełki do ciała! Pamiętam jak kiedyś zamawiałam ich mnóstwo z Avonu, ale teraz żaden z moich znajomych nie jest konsultantem i jakoś nie mam możliwości nabycia tych kosmetyków. Postanowiłam zatem, wypróbować jakiś innych produktów z tej serii. Niestety na półkach w drogerii, nie ma zbyt dużego wyboru mgiełek do ciała, naprawdę nie wiem dlaczego. Wybrałam więc serię Natural Collection i miałam wielką nadzieję, że się nie zawiodę. Wybór zapachów jest ogromny, między innymi truskawka, wanilia, mango i papaja, marakuja, jabłko i limonka. Ja skusiłam się na truskawkę, ale mam zamiar w przyszłości wypróbować wszystkie. 

Moja opinia

Uwielbiam zapach tego sprayu! Zachwycił mnie od pierwszego użycia. Jest naprawdę bardzo, bardzo truskawkowy. Prosto się go aplikuje, wyposażony jest w wygodną w użyciu pompkę i wystarczy tylko kilka przyciśnięć by wysmarować całe ciało. Nie wymagałam od tej mgiełki za wiele, ponieważ kupiłam ją za niską cenę i dlatego wcale się nie zwiodłam, gdy okazało się, że zapach tak naprawdę utrzymuje się tylko kilka godzin. Mi to jednak wystarcza. Nakładam ją przeważnie przed pójściem spać i później koszula nocna i cała pościel pachnie przyjemnie truskawkami. Nawet jakiś czas po aplikacji, gdy wchodzę do łazienki, czuję woń tego sprayu. Daję fajny efekt odświeżenia i często nie używam już perfum, ponieważ zapach truskawek, podąża za mną :) 
Na początku miałam lekkie obawy, że produkt ten będzie przesuszał moją skórę, ponieważ na pierwszym miejscu w składzie widnieje alkohol. Nic z tych rzeczy. Naprawdę nie zauważyłam, żeby kondycja jakoś się pogorszyła lub coś w tym rodzaju. Skóra pozostaję gładka, ale efektu nawilżenia nie ma i wcale mnie to nie dziwi, ponieważ to nie balsam. Jedna buteleczka starcza na bardzo długi czas i do wydajności też nie mogę się przyczepić. Myślę, że produkt fajnie nadaję się na lato i na pewno zaopatrzę się w nowe zapachy przed urlopem.
Jak najbardziej polecam, mimo tej niezbyt dobrej trwałości, ponieważ tłumaczę to niską ceną.


Skład: Alcohol denat., Aqua, Dipropylene Glycol, Parfum, Propylene, Glycol, Eugenol, Fragaria Vessa, Denatonium Benzoate, Benzoic, Acid, Methylparaben, CI 17200, CI 14700.
Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 10 zł

M.

Ocena: 9/10


Oeparol/ Krem kondycjonująco-nawilżający.

Moja kolejna recenzja dotyczyć będzie kremu kondycjonująco-nawilżającemu marki Oeparol. Nigdy wcześniej nie używałam produktów tej firmy i w sumie nawet nie słyszałam o niej, ale kremik ten kupiony został z polecenia pani w aptece, która bardzo go zachwalała i twierdziła, że dużo osób ostatnio o niego pyta. Producent obiecuje nam zawartość wysokiej jakości naturalnych składników, w tym oleju z nasion wiesiołka. I to właśnie ten składnik odgrywa główną rolę w tym kremie, ponieważ zawarte w nim trójglicerydy są składnikiem budulcowym skóry, zapobiegają utracie wody, poprawiają krążenie i dotleniają. Stosować go mogą osoby o każdym typie cery, codziennie rano i wieczorem.

Moja opinia 




Przyznam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam krem  bardzo zachwyciło mnie opakowanie, ponieważ jest inne niż wszystkie, tak minimalistycznie, ale ciekawie zrobione.  Bardzo łatwo wydobywa się z niego produkt, ale problem zaczyna się dopiero przy zakręcaniu, ponieważ strasznie się brudzi i po jakimś czasie, gdy resztki zasychają, wygląda naprawdę nieestetycznie. Staram się go czyścić za każdym razem, ale to już zabiera czas.
Zupełnie nie mogę się przyczepić do nawilżenia, ponieważ jest świetne. Idealnie eliminuje suche skórki, koi, nadaje cerze miękkość i delikatność. Myślę, że po dłuższym stosowaniu, mógłby poprawić kondycję skóry, ale ja musiałam zrezygnować z nakładania go na twarz. Kompletnie nie nadaje się dla posiadaczy cery tłustej, ponieważ jak później zauważyłam ma w swoim składzie parafinę i kiedy nakładam go na noc, następnego dnia moja twarz wygląda okropnie. Krem strasznie zapycha i może spowodować, że zacznie nam wyskakiwać coś nieprzyjemnego na buzi. Pod makijaż też się nie nadaję, ponieważ pozostawia tłusty film i wszystko spływa bardzo szybko, a poza tym wygląda nieładnie.
Zapach kremu też mi się nie podoba, jest zbyt duszący, ale to kwestia gustu. Mogę dodać jeszcze, że należy mu się plus za niską cenę.
 Łatwo się rozprowadza, jest dosyć rzadki, w białym, typowym dla kremu kolorze. Niestety trzeba poczekać troszkę, aby porządnie się wchłonął. 


Podsumowując, nigdy więcej nie kupię kremu, ponieważ nie jest to produkt dla mnie. Mogę go jednak polecić wszystkim posiadaczom bardzo suchej cery, bo na pewno się sprawdzi. Ja używam go teraz tylko na dłonie i ciało i do tego nadaje się świetnie, ale na pewno nigdy więcej nie nałożę go na twarz.

Skład: aqua, paraffinum liquidum, glycerin, helianthus annus seed oil, cetearyl alcohol, propylene glycol, oenothera paradoxa oil, petrolatum, cera microcrystallina, isopropyl myristate, cetyl alcohol, lanolin, ceteareth-20, tocopheryl acetate, calendula officinalis extract, methylparaben, parfum, propylparaben, chlorhexidine diglucoante, disodium EDTA, sodium citrate, bha, PEG-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbic acid, citric acid, benzyl salicuylate, hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, linalool, coumarin, hydroxycitronellal
Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 15 zł

M.

Ocena Twarz: 3/10
Ocena Ciało: 10/10

Rimmel Lasting Finish Soft Color Blush/ Róż do policzków


 Hej!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z wami opinią na temat różu marki Rimmel z serii Lasting Finish. Kupiłam go wczoraj dla mojej mojej mamy, ponieważ wielkimi krokami zbliża się jej święto. Ja używałam go już jakiś czas temu, ale później zamieniłam naturalny odcień, na bardziej wieczorowy i mocno podkreślający kości policzkowe.

Moja opinia

Róż ten dostępny jest w czterech kolorach: Bronze, Pink Rose, Live Pink, Santa Rose.  Ja kupiłam ten ciemno różowy odcień Live Pink.






 Najpierw wymienię wszystkie plusy produkty, które zauważyłam podczas użytkowania:

- bardzo naturalne odcienie, ładnie dopasowujące się do makijażu
- wygodne opakowanie
- łatwo się aplikuje, nie zostawia smug
- niska cena
- jedwabista, lekka konsystencja
- wydajny
- zmieści się w każdej kosmetyczce :)
- możemy stopniować odcień według upodobań






 Minusy:
- nie posiada pędzelka
- opakowanie powinno być mocniejsze
- fajnie gdyby paleta kolorów była bardziej obszerna
- producent powinien  troszkę poprawić trwałość produktu, ponieważ utrzymuję się kilka godzin, ale na pewno nie 6, tak jak nam obiecano
- bardzo się pyli i sypie

Myślę, że jak za tak niską cenę, nie powinniśmy więcej wymagać od tego różu. Na pewno warto go kupić i choć nie jest najpopularniejszym produktem w swojej kategorii, jak najbardziej polecam i pewnie jeszcze nie raz znajdzie się w mojej kosmetyczce.

Pojemność: 4g
Cena: ok. 18 zł

M.

Ocena: 7/10

Garnier/ Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry/ regenerujący krem do rąk

Krem do rąk Garniera z serii Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry, jest dla mnie numerem jeden w tej kategorii. Od lat szukam naprawdę dobrego kremu dla moich zniszczonych, między innymi przez egzemę dłoni i ten jako jedyny spełnia swoją rolę doskonalę.

Moja opinia

Nie wiem czy zdecydowałabym się kupić ten produkt, bo raczej sama nie podejrzewałabym Garniera o stworzenie takiego cudu. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że jest to marka sprzedająca produkty złej kategorii, ale zdarzają im się wpadki i nie wszystkie kosmetyki mnie zachwycają.
 Krem do rąk dołączony był jako gratis do balsamu do ciała z tej samej serii, który tak w nawiasie mówiąc też bardzo lubię. Przez długi czas leżał w mojej szufladzie i nawet nie myślałam o tym by go wypróbować. Ale ostatnimi czasy skończył mi się krem, którego używałam codziennie, nie miałam więc wyjścia i sięgnęłam po Garniera, schowanego właśnie na takie nieoczekiwane wypadki. Nie spodziewałam się niczego specjalnego, ale chwilę po pierwszym użyciu bardzo zachwycił mnie zapach, lekko glicerynowy. Naprawdę ładny i delikatny. Efekt nawilżenia wprost świetny! Moje dłonie były super mięciutkie i zregenerowane jak nigdy. Każdy krem dawał efekt nawilżenia, ale suche "załamania" i skórki, nigdy nie zniknęły. Aż do użycia Garniera. Ręce od razu wyglądały na bardziej zadbane i ładne. Krem pozostawia cieniutki film ochronny, ale zupełnie nie mam z tym problemu. Jest bardzo wydajny i myślę, że tubka którą posiadam wystarczy mi na naprawdę długi czas. 
Najbardziej jednak zszokowała mnie trwałość produktu. Utrzymuje się naprawdę godzinami i nawet, gdy kończę prace, moje dłonie ciągle są miękkie i nawilżone. Uważam, że jak na tak dobrą jakość, cena jest bardzo niska i opłaca się wydać na niego każde pieniądze. Kolejny produkt do mojej listy kosmetyków, z którymi się nigdy nie rozstanę. 



 

Posiada jak na tego typu produkt przystało, kremową konsystencję o lekko różowym kolorze. Zapakowany w fajną, wygodną w użyciu, czerwoną tubkę. Bardzo szybko się wchłania i nie ma żadnego problemu z aplikacją. 

Jak najbardziej polecam!

 










Skład: Aqua, Water, glycerin, Peg-2 stearate, Cetearyl alcohol, oleth-12, Stearyl alcohol, Dimethicone, Allantoin, Disodium edta, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycyrrhetinic acid, Sodium methyl cocoyl taurate, bht, Sodium chloride, Imidazolidinyl urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum/fragrance, ci 14700, red-4, Alpha-isomethyl ionone, Benzyl benzoate, Benzyl salicylate, Butylphenyl methylpropional citronellol, Geraniol, Hexyl cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, Limonene, Linalool
Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 7 zł

M.

Ocena: 10/10

St. Ives/Morelowy peeling do twarzy

Większość moich kosmetyków na blogu posiada bardzo wysokie oceny. Pewnie dzieje się tak dlatego, że zanim coś kupię, czytam tysiące komentarzy, by sprawdzić czy warto. Zdarza mi się czasem sięgnąć po jakiś produkt tak bez patrzenia w internet i upewnienia się czy powinnam. Tak też było z peelingiem od St. Ives. Po prostu zobaczyłam go na półce w drogerii i stwierdziłam, że spróbuję. Od czasu do czasu staram się szukać dobrej jakości produktów za niską cenę i miałam nadzieję, że tak też będzie tym razem.

Moja opinia

Bardzo nie lubię wystawiać negatywnych komentarzy, ale niestety zawiodłam się zaraz po pierwszym użyciu tego peelingu. Jak dla mnie w ogóle nie spełnia swojego zadania. Może został stworzony dla delikatnej skóry, ale na pewno nie powinny używać go osoby, które posiadają tłustą, skłonną do wyprysków cerę. Drobinki myjące są tak delikatne, że praktycznie w ogóle ich nie czuję, nawet przy nałożeniu bardzo dużej ilości produktu. Nie dają nic naszej skórze i nie mam pojęcia po co zostały umieszczone w środku. Marzyłam o pięknym, morelowym zapachu, ale tu też kompletna klapa, jak dla mnie sama chemia, która na upartego mogłaby być morelą. Skóra zaraz po użyciu strasznie się świeci i jest tłusta, mam wrażenie, że ją obciąża. Możliwe, że gdybym używała tego produktu codziennie, to zaczęłyby mi wyskakiwać jakieś nowe, przykre niespodzianki, ale nie miałam na tyle odwagi by się o tym przekonać.
Plusa mogę dać jedynie za to, że nie zawiera parabenów. Czasami jeszcze używam go jako żel do mycia twarzy, ponieważ w jakiś sposób muszę się go pozbyć. Już nie mogę się doczekać kiedy to nastąpi. Z pewnością nigdy więcej nie sięgnę po ten produkt!

Na zdjęciu obok przedstawiona jest konsystencja produktu, naprawdę bardzo dziwna, niby jak krem z jakimiś kuleczkami, które są widoczne gołym okiem i wydają się bardzo duże, ale na tym się kończy...













Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 20 zł

M.

Ocena: 0/10

No7 Completely Quenched Moisturising Body Lotion i Cleansing Body Polish

Po raz kolejny na moim blogu zawita marka Boots i jej kosmetyki z serii No7. Balsam nawilżający i peeling do ciała dostałam na Święta Bożenarodzeniowe od siostry, wraz z piękną i delikatną myjką i malutką świeczką. Nie wiem czy sama zdecydowałabym się sięgnąć po te produkty, mimo iż linia No7 jest jedną z moich ulubionych. Cieszę się jednak, że miałam okazję je wypróbować.

Moja opinia

Completely Quenched Moistursing Body Lotion/ Balsam do ciała


Balsam zapakowany jest w ładną, brązową tubkę, bardzo wygodną w użytkowaniu i przechowywaniu, otwieraną na charakterystyczny "klik". Wystarczy naprawdę niewielka ilość, by wysmarować całe ciało. Duży plus zatem za wydajność. Posiada piękny, lekko perfumowany zapach, który podczas użytkowania pozwala na poczuć odrobinę luksusu, nie jest jednak przytłaczający i duszący. Skóra zaraz po użyciu jest mięciutka i aksamitna.Wspaniale nawilża i na długi czas pozostawia uczucie miłej delikatności. Bardzo szybko się wchłania i nie trzeba się męczyć z wmasowywaniem produktu w ciało. Nie zostawia uczucia lepkości i tłustego filmu, efektów tych nie cierpię i może dlatego No7 tak przypadł mi do gustu. Zauważyłam także, że po systematycznym używaniu tego kremu, poprawiła się kondycja mojej skóry i już nie łuszczy się tak szybko. Mam nadzieję, że to zasługa balsamu ;)Niestety muszę odjąć jeden punkt za cenę. Uważam, że jest za wysoka jak na balsam do ciała. Równie dobre są produkty Neutrogeny i Garniera, a można je dostać za niższe ceny, dlatego nie wiem czy zdecydowałabym się go kupić. Chyba, że w promocji ;) 
Skład: Aqua (Water), Paraffinum liquidum (Mineral oil), Glycerin, Cocos nucifera (Coconut) oil, Steareth-21, Petrolatum, Dimethicone, Cetearyl alcohol, Butylene glycol, Butyrospermum parkil, Steareth-2, Phenoxyethanol, Parfum, Carbomer,Methylparaben, Ethylparaben, Potassium hydroxide, Dipropylene glycol, Tetrasodium EDTA.  
Pojemność:  200 ml                                                                                    
Cena:  ok. 50 zł              
                                                                         
Ocena: 9/10 

Cleansing Body Polish




Znacznie bardziej do gustu przypadł mi peeling do ciała. Już po pierwszym użyciu wpadłam w zachwyt i postanowiłam, że nigdy się z nim nie rozstanę :) Próbowałam naprawdę wiele scrubów i sama też robiłam kilka domowych sposobem, ale żaden nie dawał tak wspaniałych efektów! Oczywiście także posiada nieziemski zapach, który po prostu uwielbiam. Sposób użycia jest prosty: wystarczy nanieść niewielką ilość peelingu na rękę i okrężnymi ruchami wmasowywać produkt w skórę. Myślę, ze najlepiej stosuję się go pod prysznicem, jest wtedy szybciej i wygodniej. Nie wiem jak działa na bardzo wrażliwą skórę, ponieważ ja takiej nie posiadam, ale mogę potwierdzić, że jego drobinki myjące są naprawdę bardzo delikatne. Fajnie, że mimo to peeling super ściera martwy naskórek i nadaję się naprawdę idealnie do tego typu domowych zabiegów. Po użyciu wystarczy tylko spłukać wszystko ciepłą wodą i po wszystkim :) Gwarantuję, że skóra zaraz po będzie bardzo gładka, lśniąca i przyjemna w dotyku. Doskonale nadaję się nawet do użytku codziennego. Dodatkowo jest hypoalergiczny, nie musimy się więc obawiać żadnych przykrych konsekwencji. Niestety posiada SLS, co bardzo mnie zasmuciło :/ Poza tym jest po prostu świetny!
Skład:  Aqua (Water), Sodium laureth sulfate, Glycerin, Polyethylene, Acrylates/palmrth-25 acrylate copolymer, Cocamidopropyl betaine, PEG-40 hydroger, ated castor oil, Cocamide DEA, parfum, Prunus amygdalus dulcis oil, Phenoxyethanol, Sodium chloride, Dipropylene, Sodium Hydroxide, Potassium sorbate, Rosa moschata seed oil, Tetrasodium EDTA, Diosodium phosphate, Ascrobyl palmitate.
Pojemność:  200 ml
Cena: ok. 40 zł

M.

Ocena: 10/10


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig