Farmona/ Dermacos Anti Acne/ Krem matujący.

Witam!
Z okazji, że mam dziś troszkę czasu, wpadłam na chwilę by was zaprosić do polubienia mojego bloga na facebooku i bloglovin z powodu nadciągających zmian. Dodatkowo chciałabym wspomnieć wam krótko o produkcie marki Farmona, a dokładnie kremie matującym dla skóry trądzikowej, tłustej i mieszanej. Niestety nie posiadam całego produktu, swoją opinię wyrobiłam sobie tylko i jedynie po użyciu próbki.

Producent obiecuje nam:
  • wyraźne zredukowanie niedoskonałości 92%
  • natychmiastowe zmatowienie skóry 97%
  • zmniejszenie wydzielania sebum 92%
  • złagodzenie stanów zapalnych 97%
  • wygładzenie powierzchni skóry 86%
  • skóra aksamitnie gładka i świeża 100%

Moja opinia

Do próbki podeszłam bardzo sceptycznie, ponieważ wiem z własnego doświadczenia, że tego typu kremy nie działają cudów. Może i matują, ale nie na długo i po kilku godzinach efekt jest marny, a makijaż nie wygląda estetycznie.
Spodobało mi się, że produkt bardzo szybko się wchłania i łatwo się go aplikuje. Jest naprawdę wydajny, ponieważ te 2ml starczyły mi lekko na trzy razy i w sumie zasmuciłam się, że kremik się skończył. Od razu po pierwszym użyciu zerknęłam na stronę by sprawdzić ile kosztuje i gdzie mogę go kupić. Moja cera była naprawdę wygładzona, delikatna i zmatowiona. Już po kilku minutach spokojnie mogłam nakładać makijaż i ku mojemu zdziwieniu efekt utrzymał się cały dzień, bez żadnego świecenia :) Dodatkowo wyglądał naprawdę pięknie, świeżo i promiennie. 

Posiada typową dla kremu konsystencje o białym kolorze. Zapach jak dla mnie jest bardzo ładny, łagodny i lekki. 
Krem nie wysusza, nie ściąga skóry, nie zostawia tłustego filmu. Posiada filtry UVA, UVB. 
Nie jestem pewna co do redukowania niedoskonałości, ponieważ produkt użyłam tylko trzy razy i ciężko mi powiedzieć jak działa przy codziennym używaniu. Dla mnie jednak najważniejsze, że spełnia swoje zadanie i matuje. I chociaż ma on wiele przeciwniczek, ja dam mu szansę i kupię jego pełną wersję. 
A może wy dziewczyny miałyście już ten kremik i jesteście mi wstanie powiedzieć coś więcej o nim?



Skład:
Pojemność: 50ml
Cena: ok.15 zł

M.


Zapraszam na Bloglovin i Facebook! Zmiany na bloggerze!

Hej Dziewczynki!

Wiem, że ostatnio u mnie dosyć słabo z postami, ale w pracy mamy mnóstwo zamówień i codziennie wzywają mnie na nadgodziny. Nie mam czasu nawet dobrze się wyspać i zjeść, nie mówiąc już o pisaniu. Bardzo mi przykro z tego powodu i staram się chociaż w wolnym czasie zajrzeć do was i zostawić ślad po sobie. Na pewno pod koniec tygodnia to się zmieni i wrócę z postami, a dodatkowo nawet z pierwszym rozdaniem! A dzisiaj chciałabym was zachęcić do polubienia mojego bloga na facebooku:

Możecie go znaleźć Tutaj .

I dodatkowo jeśli chcecie, możecie obserwować go na bloglovin, baner znajdziecie z prawej strony bloga.


Nie wiem dlaczego zostają wprowadzone zmiany i bardzo mi się to nie podoba, bo boję się, że stracę wiele blogerek, które lubię czytać i cieszę się, gdy one odwiedzają moją stronę. Ciekawa jestem jak to teraz będzie wyglądać, ale mam nadzieję, że nie będzie źle.
A was dziewczyny gdzie teraz można znaleźć?

Moje nabytki kosmetyczne ( i nie tylko) w czerwcu.

Hej!

W tym miesiącu troszkę przesadziłam z kosmetycznymi zakupami, ale nic nie poradzę na to, że ciągle mi mało :) I mimo iż został nam jeszcze jeden tydzień czerwca, ja robię już małe podsumowanie tego co nabyłam. Wiem, że w przyszłym tygodniu kategorycznie nie mogę dać się skusić. Zwłaszcza, że w następnym miesiącu ruszam na wakacje i będę musiała pomyśleć nad kosmetykami przydatnymi na plażę i Słońce (mam nadzieję, że pogoda mi dopiszę). Tymczasem zastanawiam się co ciekawego wybrać dla was dziewczynki, ponieważ w następną sobotę udostępnię wam moje pierwsze rozdanie i jeszcze nie wiem dokładnie co się w nim znajdzie. Postaram się troszkę pomieszać kolorówkę z kosmetykami do makijażu, ale wszystkiego dowiecie się już za tydzień. Natomiast teraz przedstawię wam cały mój zbiór z tego miesiąca:


1. Pianka do mycia twarzy z No7.

2. Sanctuary SPA 2day Moisture Shower Gel Oil- nawilżający olejek do ciała, przeznaczony do używania pod prysznic.

3. Nspa Shower Mousse- mus do mycia ciała z jojobą i białym piżmem.





1. Paul Mitchel seria do włosów kręconych: Ultimate Wave i Full Circle-In Treatment- dwie próbki z GLOSSYBOXA, produkty te mają nawilżać i chronić przed zniszczeniem. 

2. Phytorelax Plus 33 szampon oczyszczający-  olejki eteryczne + wyciągi z roślin medycznych dla skóry głowy z łupieżem; tłustych włosów. Łagodzi zaczerwienienie, poirytowanie, świąd oraz efekt nadmiernego przetłuszczania się skóry głowy i włosów. Idealnie oczyszcza skórę głowy i włosy.

3. L'Oreal Ever Strong  Reinforcing & Vitality Shampoo- szampon wzmacniający i odżywiający.

 

 1. Maseczki- postanowiłam zmienić zdanie o maseczkach i wypróbować kilka, poświęciłam temu osobnego posta, znajdziecie go TUTAJ . 

2. Organic Surge- intensywnie nawilżający krem. Dostałam go jako dodatek do GLOSSYBOXA na miesiąc czerwiec.

3.  Hand Pack- rękawiczki nawilżające z wyciągiem z róży i shea butter. 


1. Nail Inc- lakier do paznokci, który także dostałam w GLOSSYBOXIE. 

2. Models Own Ice Neon-  różowy lakier do paznokci, jego recenzje możecie znaleźć TUTAJ

3. Fast & Fruity- zmywacz do paznokci o zapachu brzoskwini. 





1. Nivea Invisible for Black & White- antyperspirant, który pozwoli cieszyć się nieskazitelną bielą i czernią Twoich ubrań skutecznie chroniąc je przed plamami. Zapewnia niezawodną ochronę przed przykrym zapachem i nadmiernym poceniem. 

2. Dove  Invisble Dry- antyperspirant w aerozolu zawiera kombinację półprzezroczystych składników antyperspiracyjnych, które zapewniają ochronę przed poceniem i przykrym zapachem przez 24 godziny, ograniczając do minimum efekt białych śladów. 

 

 

 1. Figs & Rogue- balsam do ust przeznaczony do pielęgnacji wrażliwej skóry ust. 

2. Pamadka M.A.C Sheen Supreme- recenzje jej możecie znaleźć TUTAJ .

3. Nivea Pure Pure & Natural Milk & Honey- pomadka ochronna z mlekiem i miodem.

4. Helene E- konturówka do ust, dostałam ją w GLOSSYBOXIE, ma odcień ciemnego brązu. 

5. BeneFit Brow Zings- zestaw do makijażu brwi, recenzja TUTAJ .

6. Revlon Colorstaypodkład pewnie już wam dobrze znany, ponieważ wspominałam o nim setki razy. Recnzja również jest dostępna na moim blogu TUTAJ.



1. Spirytus salicylowy- zakupiłam go do odkażanie pęsety.

2. Kosmetyczka Ted Baker- musiałam spełnić swoje marzenie i kupić sobie ją w tym miesiącu, opis jej znajdziecie TUTAJ .

3. Magic Fashion Tape- "magiczna" taśma, której zadaniem jest przytrzymywaniem dekoltów. Recenzja już wkrótce :)

4. Delia Henna Cream- brązowa henna do brwi.

5.  Pure 3in1 Make Up Removal- chusteczki do demakijażu. 

6. The Body Shop Moisture Gloves- bawełniane rękawiczki przeznaczone do używania razem z naszą ulubioną maską do rąk lub kremem. 

7. Body Shop tarka do stóp- recenzja TUTAJ .

 

To na razie tyle. Niektóre recenzje możecie znaleźć na moim blogu, a innych produktów jeszcze nie zdążyłam opisać, ale przyjdzie i kolej na nie :) 

A wy dziewczynki używałyście jakiś kosmetyków z mojej listy i co o nich sądzicie? :)


Estee Lauder Double Wear- Podkład Stay in Place

Witajcie Dziewczynki!
Chętnie podzielę się z wami moją opinią na temat podkładu Stay in Place marki Estee Lauder. Mój "związek" z nim zaczął się już jakiś rok temu, kiedy skuszona opiniami na Wizażu, pobiegłam do drogerii i kupiłam swoją pierwszą buteleczkę tego podkładu. Od dawna szukałam czegoś dobrego dla siebie, bo chociaż jestem dozgonną wielbicielką Revlona, to tym razem miałam ochotę na coś innego. Niestety na  mojej trądzikowej, problematycznej cerze, praktycznie każdy podkład wygląda źle. Świeci się po upływie kilku godzin, spływa, a dodatkowo nie zakrywa blizn, które są moim wielkim kompleksem.

Moja opinia

Muszę szczerze przyznać, że jest to jeden z moich ulubionych podkładów. Bardzo podoba mi się, że zakrywa wszystko co trzeba i moja twarz po jego nałożeniu wygląda idealnie bez efektu maski. Choć łatwo z nim przesadzić. Dodatkowo mogłabym go nosić chyba z dwa dni i nie zauważyłabym ani śladu kłopotliwego świecenia. A wypróbowywałam go już chyba w każdych warunkach. Sprawdził się w upalne dni i nawet po całej nocy spędzonej na imprezie, gdzie zawsze jest duszno i przy intensywnym tańczeniu, cały makijaż może spłynąć, on był w ogóle nienaruszony.
Aplikacja jest dosyć łatwa, jednak bardzo ucieszyłabym się gdyby producent wyposażył swoje cudo w bardziej wygodny dozownik. Ja już mam wprawę w używaniu podkładów, które wylewa się przez dziurkę, ale nie każdy wie jak to się robi i myślę, że ten drobny mankament może też odstraszać. 
Nazwa "Stay in Place", jak dla mnie trafiona. Podkład zostaje na twarzy długie godziny, nawet jeśli będziemy dotykać ją rękoma. Niestety bardzo brudzi ubrania, czego nie lubię, bo jak same wiecie, takie plamy na białych ubraniach, naprawdę ciężko doprać. A szkoda :/
Podkład jest bardzo wydajny i starcza na długi czas, jednak mam wrażenie, że właśnie przez to, że nie posiada dozownika czasami marnuję się, ponieważ wyleję go za dużo. Dla mnie nie jest to jakimś ogromnym problemem, ponieważ mam go tak długo, że rekompensuje mi wszelkie drobne straty :)
Jak widzicie na zamieszczonych zdjęciach, umieszczony jest w buteleczce z grubego szkła, zakręcanej złotym koreczkiem. Na samym środku widnieje logo i nazwa firmy Estee Lauder. I znowu niby wszystko świetnie, ale jednak muszę sobie ponarzekać. Nie wiem jak jest z wami, ale ja za każdym razem, gdy używam jakiegoś kosmetyku do makijażu, zaraz po aplikacji dokładnie go wycieram. Z tym podkładem właśnie mam wielki problem. Szkło, w którym się znajduję jest matowe (prawdopodobnie moczone było w kwasie), przez co nawet po dokładnym umyciu pojemnika, nie jest on czysty. Poza tym duża ilość produktu zostaje na zakrętce i szyjce, zasycha i później nie wygląda to estetycznie.
Duży plus za SPF 10 :) Każda dodatkowa ochrona nigdy nie zaszkodzi.






 
Pure Beige

Konsystencja jest bardzo lekka i fajna. Szybko dopasowuje się do cery, dając nam idealne wykończenie. Produkt ten posiada ogromną gamę kolorów :


Ja niestety ze swojego nie jestem zadowolona, ponieważ posłuchałam się pani doradzającej w sklepie, noszącej miano "ekspertki". Mój standardowy odcień to Desert Beige, ale tym razem na lato chciałam coś troszeczkę ciemniejszego. Kobieta w drogerii, która bardzo chciała mi pomóc, poleciła mi Pure Beige, który kompletnie nie pasuje do mojej cery. Wygląda przez to bardzo sztucznie i muszę się naprawdę namęczyć, żeby uzyskać naturalny wygląd. Dlatego też dobór koloru w przypadku tego podkładu jest bardzo ważny.
Wspomnę jeszcze, że mimo iż moja cera jest problematyczna, to nie wyskakują mi po nim żadne niespodzianki, choć widziałam, że dużo dziewczyn miało taki problem. Faktycznie jest dosyć ciężki, ale jedyne co zauważyłam to przesuszona i szara cera.
Podsumowując jest to naprawdę bardzo dobry produkt. Ma oczywiście swoje wady, ale jak dla mnie nie są one tak bardzo uciążliwe. Naprawdę przetestowałam mnóstwo podkładów, ale ten jak jedyny tak dobrze kryje, nie świece się po nim i dodatkowo mam go na twarzy calutki dzień. Wiem, że ma on tak samo dużo zwolenniczek jak i przeciwniczek, ja jednak jak najbardziej polecam!
A wy co o nim sądzicie dziewczyny?


Skład: Water Purified (Aqua Purificata), Cyclopentapentasiloxane, Trimethylsiloxyloxysilicate, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Tribehehenin, PEG/PPG-20/20 Dimethithicone, Sorbitan Sesquioleate, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Phetaphenyl Trimethicone, Polcone, Polymethylsil sesquioxquioxane, Methicone, Laureth-7, Xanthan Gum, Alumimina, BHT, Sodium Dehydroacedroacetate, Imidazolidinyl Urea, Chloroxylenol, Phenoxyenoxyethanol [+/- (may contain) iron oxides (CI 77491, CI 77499), MCA, Titanium Dioxide (CI 77891)]
Pojemność:  30ml
Cena: ok. 140 zł

M.
Ocena: 8/10

BeneFit Brow Zings- zestaw do brwi.

Witajcie Dziewczyny!

Od jakiegoś czasu na ulicach pełno kobiet z mocno podkreślonymi brwiami. Nie wiem skąd się wzięła taka moda i ile już trwa, ale ja dopiero ostatnio zwróciłam na to uwagę i przyznam, że nawet mi się to spodobało. Oczywiście niektóre dziewczyny przesadzają i cały makijaż wygląda przez to dosyć teatralnie, ale lekko podkreślone brwi wyglądają naprawdę ślicznie. Próbowałam uzyskać taki efekt za pomocą kredki, jednak nigdy nie wychodziło mi tak jakbym chciała. Wtedy siostra poleciła mi bym spróbowała użyć specjalnego cienia, a ja od razu sięgnęłam po pomoc do internetu i znalazłam firmę BeneFit i jej zestaw Brow Zings. Dla siebie wybrałam odcień Medium, ale dostępne też są Light i Dark.



Prostownica ceramiczna GHD IV Styler.

Hej Dziewczyny!

Dzisiaj chciałam z wami podzielić się moją opinią na temat prostownicy marki GHD. Marzyłam o niej od dawna, ponieważ widziałam mnóstwo pozytywnych opinii, filmików na You Tube i wszystkie panie były nią zachwycone. Ja tak naprawdę chyba nie wierzyłam w jej super moce, a do tego kosztuję tyle pieniędzy. Bałam się, że po zapłaceniu pięciuset złotych okaże się, że prostownica jest taka sama jak inne, a obietnice producenta są mocne przesadzone.

 Zalety:
• Zaokrąglone na brzegach płytki umożliwiają łatwiejsze tworzenie fal, loków czy prostowanie włosów.
• Tryb SLEEP MODE zapewnia bezpieczną pracę - urządzenie wyłączy się samo po 30 minutach bezczynności.
• Zastosowana, cyfrowa technologia automatycznego kontrolowania temperatury pomaga w jeszcze łatwiejszej stylizacji.
• Ceramiczne grzałki i aluminiowe płytki prostownicy sprawiają, że włosy stają się lśniące.
• Tryb bezpieczeństwa SHIVER MODE - prostownica sama się wyłącza gdy w pomieszczeniu jest poniżej 5 stopni Celsjusza, aż do ponownego wzrostu temperatury.
• Technologia FLOATING PLATES - równomierne roprowadzenie nacisku na włosy podczas stylizacji.
• Tryb UNIVERSAL VOLTAGE - dostosowana jest do napięcia prądu 120, 220, 230 V co umożliwia korzystanie z niej na całym świecie.




Moja opinia



Szczerze przyznam, że na początku użytkowania byłam nią bardzo zawiedziona. Jakoś nie mogłam się przyzwyczaić do tej prostownicy, ponieważ jest dużo mniejsza od mojej poprzedniej. Ale zdanie zmieniłam już po kilku dniach i teraz chyba nie zamieniłabym jej na żadną inną :)


Plusy:
- szybko się nagrzewa
- nie zaczepia i nie ciągnie włosów
- zmniejsza czas prostowania
- wystarczy jedno przeciągnięcie by włosy były proste
- możemy uzyskać dzięki niej piękne loki
- faktycznie nie zauważyłam by niszczyła włosy i pogorszyła ich stan
- dla bezpieczeństwa wyłącza się po trzydziestu minutach, choć przyznam, że ja nigdy nie o tym nie zapominam :)
- jej efekty utrzymują się długi czas
- włosy nie tylko są proste, ale także gładkie i lśniace
- wygląda bardzo elegancko i przy zakupie zapakowana jest w ładne, czarno- złote pudełko
- posiada obrotowy kabel, który zdecydowanie ułatwia użytkowanie
- szybko się schładza



Do minusów zaliczam na pewno cenę, ale to chyba jedyny co mogę jej zarzucić. Jak najbardziej polecam!

M.

Cena: ok. 550 zł

Ocena: 10/10

M.A.C - Pomadka Sheen Supreme

Witam!

Jakiś czas temu umieściłam na blogu swoją listę pożądanych rzeczy na miesiąc czerwiec. Znalazła się na niej między innymi pomadka marki M.A.C Sheen Supreme, którą tak bardzo chciałam mieć. Tydzień temu listonosz przyniósł mi paczkę z moim cudeńkiem i wprost nie mogłam doczekać się aż ją wypróbuję. Jak pewnie wiecie, zrezygnowałam z mocnych czerwieni i rażących kolorów, ponieważ w ogóle nie pasują do mojego typu urody. W mojej kosmetyczce znalazły się teraz same "leciutkie" kolory takie jak kremowy, czy jasny róż. Dlatego też decydując się na tą pomadkę wybrałam odcień o nazwie Supremely Confident, który wygląda tak:

Moja opinia




Chwilę po pierwszym pomalowaniu ust byłam naprawdę zachwycona. Osiągnęłam naturalny kolor tak jak chciałam, a do tego jeszcze bardzo spodobał mi się zapach tej pomadki. Nie potrafię go dokładnie zdefiniować, ponieważ nie jestem w tym dobra, ale coś w stylu kawowego cukierka :)
Aplikacja też nie była trudna i spokojnie możemy używać jej bez potrzeby patrzenia w lusterko, co zawsze jest dla mnie dużym plusem.


Niestety na tym kończą się plusy tego produktu, co strasznie mnie zasmuciło :( Już po upływie kilkudziesięciu minut pomadka zniknęła z moich ust, zostawiając swój ślad tylko w miejscu suchych skórek. Wyglądało to koszmarnie i wprost nie mogłam uwierzyć, że jej trwałość jest aż taka zła. Próbowałam dać jej szansę jeszcze kilka razy, nawilżając najpierw usta różnego rodzaju kremami czy specjalnymi pielęgnacyjnymi pomadkami, a później aplikując Sheen Supreme. Niestety to też nie pomogło i ani na trochę nie przedłużyło jej trwałości. Nie wiem dlaczego ona po prostu się wchłania, pozostawiając  okropne uczucie suchości. Potem przez długi czas muszę doprowadzać moje usta do normalnego stanu, ponieważ pękają i już żadna szminka nie wygląda na nich dobrze. Możliwe, że to ja tylko mam taki problem, bo przed zakupem pomadki czytałam opinie o niej i były naprawdę dobre. Wręcz nie znalazła żadnej negatywnej, a nawet jedna z kobiet opisała ją jako "nawilżającą".


Dodatkowo w pomadce przeszkadza mi konsystencja. Niby fajnie, że taka kremowa, ale bardzo szybko się rozpuszcza, brudzi opakowanie i praktycznie cały czas trzeba ją trzymać w lodówce. A przecież nie jest to możliwe, gdy chcemy gdzieś wyjść. Nie chce sobie wyobrażać co by się z nią stało po upalnym dniu spędzonym w torebce.
Naprawdę bardzo bym chciała wystawić jej pozytywną opinię, ale nie mogę. Na pewno nigdy więcej jej nie kupię. Sugerowałam się też zdjęciami znalezionymi w internecie i u innych dziewczyn wygląda naprawdę super, ale u mnie niestety nie :/
Może wy miałyście tą pomadkę i jesteście z niej zadowolone? Bo ja musiałam odłożyć ją na bok i zacząć szukać czegoś innego. Spodziewałam się czegoś lepszego po pomadce za taką cenę...








A oto jak się prezentuje na moich ustach:






Pojemność: 3,6 g
Cena: ok. 60 zł

M.

Ocena: 2/10

GLOSSYBOX June 2013.

Hej!
Dzisiaj otrzymałam mój pierwszy GLOSSYBOX i chciałam się z wami podzielić swoimi wrażeniami.
Dopiero kilka dni temu, przypadkiem trafiłam na tą stronę internetową i od razu pomyślałam, że to coś dla mnie. Nigdy nie jestem na sto procent pewna czy powinnam kupić dany kosmetyk czy nie i najpierw muszę przeszukać setki stron internetowych i poczytać opinie żeby się na niego zdecydować. Dlatego bardzo spodobała mi się koncepcja dostawania co miesiąc kosmetyków i próbek wybranych przez kogoś innego. Pozwali mi to poznać nowe marki, o których nigdy nie słyszałam i wypróbować kosmetyki, po które normalnie pewnie bym nie sięgnęła. Wystarczyło więc, że przeczytałam regulamin, rozejrzałam się troszkę po stronie i od razu zdecydowałam się na comiesięczną subskrypcje. Kosztowało mnie to około 50 zł. Pomyślałam, że nie jest do ani dużo, ani mało i warto spróbować. Bardzo spodobało mi się, że firma ta daję nam możliwość rezygnacji w każdej chwili i nie jesteśmy zobowiązani kontynuować współpracy jeśli nie mamy na to ochoty.
Na przesyłkę czekałam cztery dni i bardzo się ucieszyłam, gdy dziś listonosz zapukał do moich drzwi. Wszystkie kosmetyki zapakowane były w piękne pudełko, owinięte ładnym papierem i przewiązane wstążeczką. Z resztą same zobaczcie :





W pierwszej chwili po otwarciu paczki, nie byłam zadowolona z jej zawartości, ponieważ kosmetyki które dla mnie wybrano, kompletnie nie należą do tych które sama bym kupiła, mimo iż każdy przed rozpoczęciem współpracy wypełnia specjalną ankietę o tym jakie produkty lubi, podaje swoje dane o kolorze włosów, rodzaju cery, odcieniu skóry itp. Później jednak po krótkim przemyśleniu doszłam do wniosku, że właśnie o to mi chodziło, żeby mogła wypróbować coś czego sama nigdzie bym nie znalazła i nie miała szansy przekonać się jakie jest. A oto zawartość pudełeczka:

Figs & Rogue balsam do ust (12,5 ml)- jest to sto procent organiczny produkt, który pielęgnuję wrażliwą skórę ust. Składa się z naturalnych, jadalnych i certyfikowanych składników. Organic Surge intensywnie nawilżający krem (50ml). Czytałam, że poprawia kondycję suchej skóry i nie zawiera środków chemicznych. Nails Inc lakier do paznokci (4ml). Śliczna próbka lakieru do paznokci o kolorze zwanym Portobello. Helene E konturówka do ust o ciemnym kolorze brązu. Paul Mitchel seria do włosów kręconych: Ultimate Wave i Full Circle-In Treatment (15ml)- produkty te mają nawilżać i chronić przed łamaniem.

 

 

 

 



Jest to specjalna seria dedykowana na lato 2013. Czy się sprawdzi? O tym przekonam się już wkrótce.
A wy co sądzicie o GLOSSYBOX i co dostałyście w tym miesiącu?

M.

Tarka do stóp z Body Shop.

Hej!
Mój ostatni post dotyczył pielęgnacji stóp i dzisiaj chciałabym kontynuować temat. Oprócz maseczek i peelingów, używam także specjalnej tarki, którą ścieram zrogowaciały naskórek. Długi czas szukałam odpowiedniej. Gdy byłam z wizytą w salonie kosmetycznym widziałam jak koleżanka używała tej z Organique i bardzo sobie ją chwaliła, ale niestety ja u siebie nie mogę znaleźć takiej. Poszperałam więc troszkę w internecie, poczytałam i dużo kobiet polecało tarkę ze sklepu Body Shop. Postanowiłam więc, że spróbuję i kupiłam ją kilka miesięcy temu z myślą, że lato tuż tuż i będzie trzeba zadbać o stopy.

Moja opinia




Bardzo się cieszę, że sugerowałam się pozytywnymi opiniami, bo naprawdę warto było zainwestować w tą tarkę. Jest poręczna, lekka i łatwa w użyciu. Wyposażona w mały sznureczek, który ułatwia przechowywanie. Można ją używać tylko na sucho. Drobinki ścierające umieszczone z obu stron, są bardzo ostre i świetnie radzą sobie ze zrogowaciałym naskórkiem, ale nie można sobie nią zrobić krzywdy. Bardzo łatwo się ją czyści, wystarczy tylko wypłukać pod bieżącą wodą. Schnie też w mgnieniu oka. Mimo iż rączka jest drewniana, wydaje się solidna i nie sądzę, że mogłabym ją złamać lub uszkodzić. Uwielbiam ją za to, że mogę uzyskać gładziutkie i miękkie stopy w parę chwil i zrezygnowałam już z wizyt w salonie kosmetycznym :) Ogólnie zdaje mi się, ze jest niezniszczalna, bo używałam ją już setki razy, a jej szorstka powierzchnia ciągle jest taka sama, jak za dnia kiedy ją kupiłam.

Podsumowując polecam ten produkt, bo naprawdę warto w niego zainwestować i jeśli tarka mi się zniszczy, na pewno kupię drugą taką samą :)



Cena: ok. 25 zł

Ocena: 10/ 10

Foot Pack Intensive Rejuvenation- "skarpetki" z Ginko Biloba

Hej Dziewczyny!

Dziś opowiem wam troszkę o moich super nawilżających "skarpetkach". Produkt ten zobaczyłam ostatnio przypadkowo na półce jakiegoś sklepu, gdy wybrałam się na uzupełnienie kosmetycznych braków. Nie byłam do końca przekonana czy powinnam je kupić, ponieważ nie są produkowane przez jakąś znaną markę i bardzo tanie, ale postanowiłam, że spróbuję. Raczej nie powinno mi to zaszkodzić. 
Moja opinia



"Skarpetki" te umieszczone są w małej saszetce i można je użyć tylko raz. Na opakowaniu jest nawet napisane żeby wykorzystać zaraz po otwarciu, ponieważ produkt szybko wysycha i nie będzie nadawał się już do użycia.


Na odwrocie znajdziemy krótki opis użycia. Przed aplikacją należy umyć stopy, później nakładamy skarpetki na dwadzieścia minut, a po upływie tego czasu ściągamy i efekt nawilżenia gotowy! :) Bardzo prosto i szybko, nie potrzebne nam już wizyty u kosmetyczki :)


W środku saszetki znajdziemy oto takie duże, złączone ze sobą "buciki". 
Wystarczy lekko pociągnąć wzdłuż linii, a łatwo się przerwą i otrzymamy dwie "skarpetki", które wyglądają tak: 














Wewnątrz wyłożone są powłoczką, gęsto nasączoną rzadkim płynem. Po nałożeniu odczuwamy dziwny chłód i od razu czujemy intensywny zapach. Na początku wydawał mi się bardzo znajomy, ale długo nie mogłam sobie przypomnieć skąd go znam, aż w końcu udało mi się zlokalizować jego pochodzenie. A mianowicie u dentysty :) Identyczny! I pewnie każdy z nas go dobrze zna, ale niekoniecznie kojarzy się dobrze :) Ja jednak przyzwyczaiłam się do niego i po chwili nie przeszkadzał mi już. 
Odczekałam dwadzieścia minut, ściągnęłam i musiałam czekać jakiś czas aż kosmetyk, którym są nasączone "skarpetki" wchłonie się całkowicie. Zaraz po tym przeszłam do dotykania :) I ku mojemu zdziwieniu spisały się świetnie! Moje stopy są teraz gładziutkie i miękkie. Zdecydowanie odżywiły skórę i sprawiły, że wygląda na zdrowszą. Zniknęły wszelki oznaki suchości i nawet pięty zrobiły się przyjemne i nie są już tak twarde. Naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył ten produkt i na pewno kupię go jeszcze raz. Spróbuję sobie aplikować go co tydzień, zwłaszcza teraz latem. Jak dla mnie super! 

Skład:
Pojemność: dwie "skarpetki"
Cena:  ok. 8 zł

M.

PS: Zapraszam do obserwowania mojego bloga i polubienia go na fb, ponieważ już niedługo pierwsze rozdanie! :)

Ocena: 10/10

Eveline-Maseczka głęboko oczyszczająca.

Pierwsza recenzja lakieru już za mną, pora więc na pierwszą recenzję maseczki. Najpierw zdecydowałam się na wypróbowanie Eveline dla głębokiego oczyszczenia twarzy.







Od producenta: 
  • oczyszcza pory i zmniejsza ich widoczność
  • reguluje wydzielanie sebum
  • maksymalnie matuję skórę
  • skutecznie zapobiega powstawaniu zaskórników
  • doskonale łagodzi podrażnienie 
Posiada składniki aktywne o wysokiej skuteczności działania:
bioGlinka zielona -bogata w cenne mikroelementy, jest najsilniej działającą glinką. Doskonale oczyszcza skórę, odblokowuje pory i zmniejsza ich widoczność.
Fast-mat Complex-reguluje wydzielanie sebum, sprawia, że skóra jest perfekcyjnie matowa przez długi czas.
Kompleks cynkowy- wzmacnia skórę oraz wpływa na jej zdrowy wygląd.
Wyciąg z aloesu-oczyszcza skórę z toksyn, nawilża i działa łagodząco.
Wyciąg antyseptyczny-na bazie naturalnych wyciągów roślinnych z łopianu, nagietka, cytryny, szałwii i chmielu zapobiega powstawaniu zaskórników.
D-panthenol i alantoina- działają kojąco i łagodząco.

Sposób użycia: Na oczyszczoną skórę twarzy i szyi i nałożyć maseczkę. Pozostawić na 10-15minut, po czym dokładnie zmyć letnią wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu.


Moja opinia   

Maseczka bardzo mi się spodobała i myślę, że spełnia swoje zadanie. Aplikuje się bardzo łatwo, nie ściąga skóry. Po kilku minutach praktycznie nie czułam, że mam ją na twarzy. Wiem, że takie produkty są jednorazowe, ale mi nie udało się zużyć całej maseczki, chociaż nałożyłam naprawdę grubą warstwę. Spokojnie starczy mi jeszcze na jeden raz. Zmyła się bardzo łatwo i nie miałam problemu z pozbyciem się jej. Twarz była naprawdę głęboko oczyszczona. Zniknęły wszystkie zanieczyszczenia, a skóra stała się mięciutka i idealnie gładka. Producent w ogóle nie kłamał obiecując maksymalne zmatowienie, bo efekt jest natychmiastowy, a skóra nie świeci się przez długi czas. Doskonale łagodzi i odżywia cerę. Zdaje mi się jednak, że troszkę przesuszyła moją skórę, a dodatkowe zawiera parabeny, dlatego odejmuje jej jeden punkcik. 


Maseczka ma kolor miętowy, jak widać na zdjęciu obok. Konsystencja nie jest bardzo gęsta, dzięki czemu łatwo się ją aplikuje. Fajny produkt do użycia raz w tygodniu dla głębokiego oczyszczenia.



Pojemność: 10ml
Cena:  ok. 2zł

M.

Ocena:9/10

Kosmetyczka od Teda Bakera.

Hej Dziewczyny!
Dziś chciałam się wam troszkę pochwalić kosmetyczką, która właśnie niedawno "przyjechała" do mnie :) Od dawna zamierzałam ją kupić, ale jakoś zawsze miałam inne wydatki. Aż w końcu w tym miesiącu zdecydowałam, że przyszła jej kolej i muszę ją w końcu kupić. I wcale nie żałuję! :)


Jest naprawdę piękna. Zrobiona z błyszczącego i śliskiego materiału, co bardzo mi się podoba, ponieważ łatwo będzie się czyścić. Na samym środku przyczepiona jest malutka kremowa kokardka z logiem producenta. Jest to bardzo charakterystyczne dla Teda Bakera. Prawie wszystkie jego produkty posiadają właśnie takie wykończenie. Zamykana na zameczek. Bardzo podoba mi się wielkość tej kosmetyczki. Ani mała, ani duża. Spokojnie zmieści się do torebki, a do środka możemy zapakować tusz, podkład, pędzel, kredki i pomadkę. Naprawdę polecam! :)


Cena: ok. 100 zł
M.

Models Own- pierwsza recenzja lakieru do paznokci.

Witam!
Dziś po raz pierwszy na moim blogu zrecenzuję lakier do paznokci. Kiedyś nie byłam ich wielbicielką, ponieważ bez przerwy biegałam do salonu kosmetycznego zrobić paznokcie, albo metodą akrylową, albo żelową. Po czasie jednak przestały mi się podobać, zaczęły przeszkadzać i postanowiłam, że poczekam aż moje troszkę odrosną. Oczywiście trwało to bardzo długo i nawet teraz nie wyglądają tak jak bym chciała. Używam jednak odżywek (między innymi Inglota- recenzja TUTAJ), a na co dzień maluję paznokcie na różne kolory, aby je troszkę wzmocnić, ponieważ są słabe i łamliwe. Ostatnio w modzie pastele, postanowiłam zatem, że zaopatrzę się w kilka i dlatego w mojej kosmetyczce znalazł się między innymi lakier Models Own o różowym odcieniu.

Moja opinia


Lakier kupiłam sugerując się buteleczką i spodziewałam się, że kolor będzie troszkę jaśniejszy, ale mimo wszystko bardzo mi się podoba. Cała seria nazywa się Ice Neon i do wyboru mamy pięć kolorów: Pukka Purple (fioletowy), Pink Punch (pomarańczowy), Bubblegum (różowy, który ja posiadam), Luis Lemon (żółty) i Toxic Apple (zielony).

Pędzelek nie przeszkadza w aplikacji, ale konsystencja lakieru jest bardzo gęsta, przez co rozlewa się i łatwo z nim przesadzić. Już po pierwszym przeciągnięciu uzyskamy bardzo dobre krycie, choć na zdjęciu moje paznokcie pomalowane są dwoma warstwami. Kolor jest wtedy bardziej intensywniejszy i mocniejszy. Jest matowy, ale sprawia, że paznokcie lekko się błyszczą. Mam wrażenie, że w każdym świetle wyglądają inaczej :) 
Na trwałość też nie narzekam, choć szału nie ma. Myślę jednak, że spokojnie mogę go porównać z lakierami Inglota. Na pewno jeszcze nie raz kupię produkty tej firmy i chciałabym wypróbować całą kolkekcję Ice Neon, ponieważ wszystkie kolory są świetne.







(Przepraszam, że nie widać dobrze koloru, ale nie posiadam jeszcze tak ładnych paznokci, aby lakier się fajnie prezentował). 

Pojemność: 14 ml
Cena: ok. 20 zł
M.

Ocena: 9/10

© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig