Libster Award.

Witajcie Kochane!


Jakiś czas temu dostałam dwie nominacje do Libster Award od Olci Rybickiej z bloga "Trochę o wszystkim",  adres bloga tutaj i drugą od Natalii NBlog, która jest właścicielką bloga "Zdrowie Uroda Natura", adres bloga tutaj . Bardzo dziękuję dziewczynki i przepraszam, że dopiero dzisiaj odpowiadam na pytania, ale wcześniej naprawdę nie miałam czasu.



I.  Odpowiedzi na pytania zadane przez Ole Rybicką:

1. Jaki typ muzyki lubisz?
 Słucham każdego utworu, który wpadnie mi ucho, rodzaj muzyki nie gra roli :)

2. Bardziej lubisz Mazury czy Bieszczady?

Nie byłam nigdy ani na Mazurach ani w Bieszczadach, więc ciężko mi ocenić ;)

3. Ulubiona przekąska?


Uwielbiam zdrowe przekąski firmy Graze, wszystkie zestawy :)

4. Jak opisałabyś swój styl ubierania się?
Bardzo luźny. Typowa dresiara :) Chociaż potrafię wyglądać bardzo elegancko, ale to zależy od okazji ;)

5. Ulubiona piosenka polska?
Uwielbiam Sylwię Grzeszczak "Małe rzeczy".

6. Piosenka z dzieciństwa, którą najmilej wspominasz?
Chyba "Angel" Kelly Family :)

7. Ulubiony film?
Mój chłopak zaraził mnie pasją do oglądania filmów. Widziałam ich już setki i nie mam jednego ulubionego.

8. Gdybyś miała być jedną postacią z Kubusia Puchatka to kim byś była?
Prosiaczkiem :)

9. Wolisz lato czy zimę?
Zdecydowanie lato :)

10. Znienawidzony przedmiot w szkole?
Matematyka oczywiście ;)


Blogi, które ja nominuję:
1.  http://kosmetykowka.blogspot.com/
2. http://ladiesarebeautiful.blogspot.com/
3. http://stylowakosmetyczka.blogspot.com/
4. http://hushaaabye.blogspot.com/
5. http://frambuesa-beauty.blogspot.com/
6. http://bella-beauty-bella.blogspot.com/
7. http://inspirujemniezycie.blogspot.com/
8.http:// kuferekkosmetyczny.blogspot.com/
9. http://notsunset.blogspot.com/
10. http://cosmetics-my-live.blogspot.com/
11. http:// drop-of-sherry.blogspot.com/

A  oto moje pytania:

1. Ulubiony kosmetyk?
2. Jaką nazwę nosi Twoja ulubiona strona internetowa?
3. Jak się nazywa Twój ulubiony blog?
4. Co zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?
5. Ile czasu zajmuję Ci codzienny makijaż?
6. Gdybyś mogła, co zmieniłabyś na świecie?
7. Co sądzisz o zakochaniu od pierwszego wejrzenia?
8. Jakie trzy kosmetyki zabrałabyś ze sobą na plażę?
9. Czym się zajmujesz na co dzień?
10. Co sądzisz o zdrowym odżywianiu?

II. Odpowiedzi na pytania zadane przez Natalię  NBlog:



1. Jakie są Twoje ulubione perfumy?
 Oczywiście Lady Million  od Paco Rabanne :)

2. Idealny sposób na nudę?
Testowanie kosmetyków. Nakładanie maseczek, robienie peelingów,malowanie paznokci, itp :)

3. Blog czy Vlog?
Blog.

4. Ulubiony słodycz, jaki kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Czekolady, ale te czekolado podobne :) 

5. Jaki styl ubioru preferujesz?
Jak już pisałam bardzo luźny. Mam setki spodni dresowych i bluz :)

6. Gdybyś miała możliwość spełnienia swojego marzenia wybrała byś...?
Życie wieczne dla całej mojej rodziny :)

7. Wybieramy kolor samochodu - jest nim...?
Czerwień :)

8. Jak według Ciebie wygląda idealny look na imprezę?
Jak dla mnie oczywiście sexy sukienka, nie wyzywająca, ale rzucająca się w oczy. Do tego wysokie szpilki, mała kopertówka i długie, lekko pofalowane włosy :)

9. Włosy proste czy kręcone?
Kręcone :)

10. No make-up day. Jesteś za czy przeciw?
Oczywiście przeciw :)

11. Spójrz w lustro i powiedz co uwielbiasz w sobie najbardziej.
Moje oczy :)

A oto blogi nominowane przeze mnie:

1.  http://nightlyw0lf.blogspot.com/
2. http://coralblush19.blogspot.com/
3. http://www.naturania.com.pl/
4. http://dziewczynazjasla.blogspot.com/
5. http://natiblondi.blogspot.com/
6. http://kosmetycznieee.blogspot.com/
7.  http://kosmetykove-love.blogspot.com/
8. http://fabrykaaurody.blogspot.com/
9. http://malinka24.blogspot.com/
10. http//daariaaa.blogspot.com
11. the-vanity-life.blogspot.com


Moja pytania:

1. Jaki kosmetyk najbardziej chciałabyś posiadać?
2. Jakiej marki kosmetycznej najbardziej nie lubisz?
3. Czy kiedykolwiek byłaś na spotkaniu blogerek?
4. Jaka jest Twoja wymarzona długość włosów?
5. Jak długo posiadasz bloga?
6. Jak często dodajesz posty na swojego bloga?
7. Blond, brąz, rude czy czarne?
8. Gdzie chciałabyś pracować?
9. Jaki jest Twój ulubiony gadżet?
10. Makijaż mocny czy lekki?


Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację i przepraszam, że tak późno odpowiedziałam :)

Illamasqua Rich Liquid Foundation/ Podkład mocno kryjący.

Cześć Dziewczyny!

Jestem z powrotem na chwilkę i od razu przychodzę do was z recenzją podkładu, który zakupiłam niedawno przez internet. Setki razy pisałam wam o moich problemach z cerą po ciężko przebytym trądziku. Teraz już jest o niebo lepiej i chociaż nic nie wyskakuje, zostały mi po nim brzydkie blizny, które staram się zakrywać makijażem. Normalnie Revlon Color Stay radzi sobie nieźle, ale ja uwielbiam testować, dlatego też postanowiłam, że skuszę się na inny podkład, skierowany bardziej na krycie niż na mat. Illamasqua Rich Liquid nosi nawet miano mocno kryjącego, ale czy tak jest? Opowiem wam o tym w mojej recenzji poniżej.

Urlop i kilkudniowa nieobecność na blogu.

Witajcie Dziewczyny! 
Pisałam wam już pewnie ze sto razy, że wybieram się na urlop. No i w końcu doczekałam tego szczęśliwego dnia :)  Właśnie piszę do was z Paryża, po całym dniu zwiedzania. Było naprawdę bardzo, bardzo gorąco, niesamowity tłok, a później wspaniały ciepły, letni deszcz. To już mój drugi raz w tym mieście zakochanych, ale przyznam się szczerze, że spodziewałam się czegoś lepszego :)  To tylko moje osobiste odczucia , bo może wy macie inne zdanie, ale ja zdecydowanie wolę Brukselę :)
Dziś nocka w hotelu, a jutro wyjazd do Niemiec. Naprawdę tęsknię już za wami moje kochane blogerki i ciężko mi, że nie mogłam nic zrecenzować dla was, ale niestety 
w związku z tym, że ciężko mi teraz napisać cokolwiek, przez kilka dni nie będę obecna na blogu, ale obiecuję, że wrócę do was, gdy tylko dojadę do domu w Polsce :)  Poza tym, zostało już tylko kilka dni do ogłoszenia zwycięzcy mojego rozdania. Naprawdę już nie mogę się doczekać, tak ciekawi mnie kto to będzie :) Mam nadzieję, że poczta polska mnie nie zawiedzie i wszystko dojdzie na czas.
Pozdrowienia z Paryża. Buziaczki
PS: Post pisany 27/07/2013 o godz.22.35.

I love... Mango & Papaya exfoliating shower smoothie/ Złuszczający żel pod prysznic.

Dzień dobry !
Przyszła pora na kolejnego posta i chociaż myślałam już,  że nie dam rady nic dodać, jakoś mi się udało. Znowu dziś idę na nadgodziny i jutro też, a dodatkowo jeszcze mam na głowie pakowanie,  ostatnie zakupy przed urlopem itp. No, ale oby do piątku ;)
Kosmetyk o którym chcę wam opowiedzieć to złuszczający żel do ciała o zapachu mango i papai,  który kupiłam wieki temu, ale dopiero niedawno mi się o nim przypomniało. Postanowiłam już,  że zacznę w końcu wykańczać powoli swoje zapasy i postaram się ograniczyć kupowanie i jak na razie coraz lepiej mi idzie ;)


MOJA OPINIA





 Żel ten pokochałam od pierwszego użycia. Ma naprawdę przepiękny zapach,  bardzo intensywny i aż by się go chciało spróbować ;) Nawet producent umieścił na opakowaniu notkę , w której wspomina,  że rozumie pokusę, ale prosi o nie spożywanie produktu,  ponieważ jest on przeznaczony wyłącznie do użytku zewnętrznego :)


Od zawsze jestem wielbicielką mocnych ścieraków, ale niestety ten produkt do takich nie należy. Ma bardzo miękkie drobinki, które nie dają żadnego efektu i w sumie nie wiem po co producent je umieścił w środku.
Moja skóra zaraz po użyciu żelu jest gładka, miękka i miła w dotyku. Intensywny zapach utrzymuje się jeszcze jakiś czas. Nie wysusza i nie podrażnienia, idealny do użytku codziennego.

 Zapakowany w bardzo poręczną tubkę, którą stawiamy otwarciem do dołu, dzięki czemu nie musimy czekać aż produkt spłynie do dziurki i jest gotowy do użycia w każdej chwili. Przezroczyste ścianki pozwalają nam kontrolować zużycie kosmetyku. Szata graficzna bardzo skromna i minimalistyczna,  ale w ogóle mi to nie przeszkadza.W tym przypadku nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia.  Zdecydowanie króluje czarny kolor. Ciekawym pomysłem okazał się opis na tubce. Gdy go czytamy, mamy wrażenie jakby to żel chciał przekazać nam jak działa i w jaki sposób powinniśmy go użyć. Między innymi: "Wyciśnij mnie na rękę , potrzyj, a później nałóż na zwilżoną skórę. Kiedy uznasz, że masz już dosyć, spłucz mnie i ciesz się super gładką i pięknie pachnącą skórą" :)


Żel ma brzoskwiniowy kolor i na pewno dojrzymy w nim drobinki ścierające, choć z wyczuciem ich już będzie gorzej. Jest dosyć gęsty,  nie spływa i nie rozlewa się. Do wydajności też nie mogę się przyczepić, bo wystarczy odrobina produktu by się dobrze spełnił i umył całe ciało.





PODSUMOWANIE

Plusy:
-pięknie pachnie
-jest wydajny
-pozostawia naszą skórę przyjemnie gładką 
-posiada ciekawe opakowanie
-wygodny w użyciu

Minusy:
-drobinki ścierające nie dają żadnego efektu

Skład:


Pojemność: 200ml
Cena: ok. 15-20 zł

M.

Ocena:8/10

Beach bag, czyli z serii : Co zabieram ze sobą na plażę?

Hej!

Jak już pewnie wiecie w następnym tygodniu wybieram się na urlop i mam ogromną nadzieję, że pogoda dopisze i w końcu będę mogła wybrać się na plażę. Wczoraj już zaczęłam pakowanie i przede wszystkim przemyślałam jakie kosmetyki potrzebne mi będą w gorące dni, chociaż muszę też być przygotowana, że z upałów mogą być nici. Nie piszę jednak przed czasem czarnych scenariuszy i dziś chciałabym wam pokazać, co przeważnie znajduje się w moim koszyczku, który zabieram ze sobą na plażę.








1. Avon Naturals/ Juicy Watermelon/ Refreshing Body Spray/ Mgiełka do ciała o zapachu arbuza- pewnie każda z was zna ten produkt :) Uwielbiam mgiełki dostępne w Avon i chociaż ich zapach ulatuje bardzo szybko, świetnie odświeżają i nie wyobrażam sobie plażowania bez nich :)

2. Anatomicals Spray Misty - odświeżający spray co twarzy, który dostałam wraz z lipcowym Glossyboxem. Miałam już okazję wypróbować i niedługo podzielę się z wami moją opinią :)

3. Alterna Haircare Bamboo Style Boho Waves Tousled Texture Mist- też już wcześniej pokazywany przeze mnie produkt, nadający naszym włosom objętości i tworzący efekt fal, który uzyskuje się dzięki wilgoci podczas pobytu na plaży.

4. Bioderma Photoderm Spot SPF 50+/Krem ochronny przeciw przebarwieniom- jest to produkt, który poleciła mi pani dermatolog, a jego zadaniem jest ochrona przed szkodliwymi promieniami słonecznymi. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, oraz reakcjom alergicznym. Ogranicza ryzyko wystąpienia przebarwień i zabezpiecza przed poparzeniami. 

5. Mua Bronzed Perfection- puder brazujący, który nadaję naszej skórze ładny, opalony wygląd. Można go używać na policzki lub całą twarz. Ja należę do osób, które nie opalają buzi. I chociaż staram się nie nakładać mocnego makijażu idąc na plażę, lubię dodać jakiś mocniejszy efekt na pokrytą kremem BB twarz.

6. Avon Sun Quick Dry Clear Spray SPF20- spray do ciała z SPF20. Szybko wysychający, używam go zawsze przed opalaniem.

7. Nivea Pure and Natural/ Milk & Honey/ Pomadka ochronna z mlekiem i miodem- pomadka do ust, która wspaniale chroni, odżywia i nawilża. Moje usta bardzo szybko wysychają, pękają i psują się, zwłaszcza latem. Dlatego też zawsze w upalne dni zabieram ze sobą coś super ochronnego i ten produkt właśnie do takich należy.

8. Nivea Invisible for Black and White- mój ulubiony antyperspirant, bez którego nie wyobrażam sobie funkcjonowania  w upalne dni. Naprawdę świetnie chroni i ładnie pachnie, a do tego nie zostawia plam na ubraniach.

9. Garnier Ambre Solaire After Sun Gel- żel do ciała, który wsmarowuję w swoje ciało po całodniowym opalaniu. Świetnie koi i nawilża.

10. Wild Strawberry Body Spray- spray do ciała, bardzo podobny do tego z Avon, jednak ten ma zapach truskawek. Kupiłam ją jeszcze kiedy nie znałam żadnej konsultantki, a miałam wielką ochotę znowu przypomnieć sobie te mgiełki :) Recenzja tutaj.


I to chyba na tyle :) Nie jest tego dużo, ale myślę, że do podstawowej pielęgnacji wystarczy. Teraz tylko czekać na Słońce i wysokie temperatury, a potem prosto na plażę. A wy dziewczyny co sądzicie o zawartości mojego koszyczka i które kosmetyki już miałyście okazję testować?
Buziaki :*


Nspa Jojoba and White Musk Shower Mousse/ Pianka pod prysznic od Nspa.

Witajcie Dziewczynki!

Przyszła pora na kolejnego posta. Weekend zbliża się do nas wielkimi krokami i dziś ostatni dzień do pracy. Pogoda dopisuje i wciąż męczymy się z upałami, ale żeby nie było nie narzekam :) Widziałam, że w Polsce też już coraz ładniej i mam nadzieję, że do następnego tygodnia będzie ciepło i słonecznie. W pracy też coraz spokojniej i wyprzedaż powoli się kończy, mam nadzieję więc, że nie dostanę więcej wiadomości, że mam przyjść na nadgodziny. Tymczasem odliczam dni do urlopu ;)
Nie zanudzając was za bardzo, przejdę do recenzji produktu jaki wybrałam na dziś. Jest to pianka pod prysznic od Nspa z jojobą i białym piżmem, doskonała do mycia całego ciała.

MOJA OPINIA

Jest to ciekawy produkt, troszkę inny od zwyczajnych żeli pod prysznic. Bardzo łatwy w użyciu. Moja skóra po umyciu tą pianką jest gładka, miękka i przyjemna w dotyku, ale efekt nie utrzymuje się długo.





Szata graficzna opakowania jest bardzo minimalistyczna, jednak podoba mi się. Zamykane na matowe wieczko, pod którym ukryty jest naprawdę wygodny aplikator. Wystarczy lekko docisnąć by wydobyć zawartość ze środka. Nic się nie rozleje i nie wycieknie, uwielbiam takie proste rozwiązania i niby mała rzecz, ale dla mnie ma ogromne znaczenie.










Aby umyć całe ciało, muszę użyć naprawdę dużej ilości pianki. I niestety za każdym razem nie jestem do końca przekonana czy dokładnie poradziła sobie z kurzem i zanieczyszczeniami z całego dnia. Jest bardzo delikatna i może właśnie przez to mam wątpliwości co do jej dokładnego czyszczenia. Jedno opakowanie powinno starczyć na miesiąc, ale nie gwarantuję tego. 



Pianka jak to zawsze bywa jest białego koloru, dosyć rzadka. Pachnie delikatnie, ledwo wyczuwalnie, kremowo.









Na koniec mogę tylko powiedzieć, że jest to produkt, który mnie nie zachwycił. Zwyczajny, bez żadnych rewelacji, działa jak zwykłe mydło. Kupiłam raz i na pewno więcej tego nie zrobię. Producent poleca by użyć piankę z innymi produktami tej serii, ponieważ jak pewnie zauważyłyście na opakowaniu napisane jest krok pierwszy, następny to ścieranie, a ostatni ma na celu nawilżenie. Może gdybym użyła wszystko razem byłabym bardziej zadowolona, ale ja potrzebowałam tylko żelu pod prysznic, bo do reszty pielęgnacji mam inne produkty. Myślę, że dużo bardziej by mi się podobał, gdyby nie zawierał parabenów.

Skład:  Aqua, Sodium Laurent Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, PEG-80 Sorbitan Laurate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Santalum Album Oil, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil,trideceth-9, Propylene Glycol, Glycerin, Hexylene Glycol, Diosodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Methylcloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, Sodium Chloride, Linalool, Alpha-Isomethyl  Ionone, Limone.
Pojemność: 150ml
Cena: ok. 20 zł

M.

Ocena: 5/10

COOLA Mineral Face SPF20/ Balsam bezzapachowy do twarzy.

Hej!
Dwa dni temu pochwaliłam się wam zawartością mojego lipcowego GLOSSYBOXA. Jako, że lato u mnie w pełni i dzień w dzień nie dają nam żyć upały, mam świetną okazję na wypróbowanie wszystkich kosmetyków, które zostały przygotowane właśnie z myślą o takiej pogodzie.
W niedzielę wraz z całą rodzinką wybraliśmy się do parku i cały dzień spędziliśmy na opalaniu i leniuchowaniu, a co za tym idzie musiałam zaopatrzyć nas w wysokie filtry, aby zabezpieczyć skórę przed szkodliwymi promieniami. Pomyślałam, że przy okazji wypróbuję krem do twarzy Coola Organic Suncare i dziś mogę się z wami podzielić moimi spostrzeżeniami.
MOJA OPINIA 
Krem ten nałożyłam na twarz zaraz przed makijażem i miałam lekkie obawy czy aby nie skróci jego trwałości, ale nic z tych rzeczy. Moja twarz wyglądała tak jak zawsze, zero święcenia i efekt zmatowienia utrzymywał się tyle co zwykle. Bardzo szybko się wchłania i już po kilku minutach mogłam aplikować podkład. Niestety zostawia nielubiany przeze mnie biały film, ale nie jest on intensywny i jakoś mocno nie rzuca się w oczy. Poza tym duży plus za to, że krem się nie roluje i w ogóle nie idzie odczuć, że się go ma na twarzy. Nie zapycha i nie wyskoczyły mi po nim żadne niespodzianki, ale nie wiem jakby to wyglądało przy dłuższym stosowaniu.
Aplikacja nie sprawiła mi żadnych problemów. Produkt bardzo łatwo się rozsmarowywał i wystarczyła naprawdę niewielka ilość by pokryć całą buzię. Podejrzewam więc, że jest wydajny i starcza na długo.
O wyglądzie nie mogę za wiele powiedzieć, ponieważ dostałam próbkę, która umieszczona jest w małej, białej tubce, zamkniętej na koreczek, ale na stronie producenta widziałam, że oryginalne opakowanie wygląda całkiem inaczej. Jest niebieskie i posiada aplikator, podejrzewam więc, że jest jeszcze wygodniejsze w użyciu.
Tak jak producent obiecuje, krem jest zupełnie bezzapachowy o białej, dosyć rzadkiej konsystencji.
O działaniu nie mogę za wiele powiedzieć, ponieważ nie jestem w stanie sprawdzić czy filtr faktycznie chroni moją skórę, ale mam nadzieję,  że tak jest :) 
Dodatkowo jest hipoalergiczny, a w jego składzie nie znajdziemy parabenów. Zawiera przeciwutleniacze i właściwości zwalniające proces starzenia, dzięki wyciągowi z czarnej herbaty i ekstraktowi z nasion organicznych winogron. W 98% składu znajdziemy naturalne składniki. Wodoodporny.
Podsumowując mogę jedynie powiedzieć, że produkt bardzo mi się spodobał i mam zamiar zamówić sobie jego pełna wersję, aby chronić swoją skórę w upalne dni ;) 
Skład:  Water (Aqua), Aloe Barbadensis (Organic Aloe Vera) Leaf Juice, C12-15 Alkyl Benzoate, Butyloctyl Salicylate (SPF Booster), Glycerin (Plant Derived), Caprylic/Capric Triglyceride (Plant Derived), Brassica Campestris (Rapeseed)/Aleurites Fordi Oil Copolymer, Abyssinian Oil (Crambe Abyssinica Seed Oil), Cetearyl Alcohol (Plant Derived), Glyceryl Stearate (Plant Derived), Polysorbate-60 (Plant Derived), Cetearyl Glucoside, Magnesium Silicate, Glyceryl Caprylate (Natural Preservative), Glyceryl Undecylenate (Natural Preservative), Xanthan Gum (Natural Thickener), Lonicera Japonica (Honeysuckle) Extract (Natural Preservative), Ethylhexylglycerin (Plant Derived Preservative), Tocopherol (Antioxidant), Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Extract.
Składniki organiczne:
- Czarna herbata
- Masło kakaowe
- Masło shea
- Ekstrakt z pestek winogron 
- Ekstrakt z szałwii
Pojemność:  50 ml
Cena: ok. 130 zł


PS: Liczba obserwatorów na moim blogu wczoraj dobiła pierwszej setki! Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze, to dzięki wam ciągle chce mi się tu zaglądać i to co robię sprawia mi ogromną radość. Dziękuję za każde odwiedziny i komentarze! Jesteście kochani :*
M.

GLOSSYBOX July 2013!

Witajcie Dziewczynki!

Wczoraj listonosz przyniósł mi w końcu tak długo wyczekiwany zestaw od Glossybox na miesiąc lipiec. Wiązałam z nim wielkie nadzieję, ponieważ w tamtym miesiącu nie do końca byłam zadowolona z tego co otrzymałam i otwarcie napisałam do nich, że nie dopasowali żadnego produktu do mnie, a przecież każda z nas wypełnia swój "Beauty Profile". Widocznie robimy to tylko oby było i nikt nie bierze tego pod uwagę. Jeśli macie ochotę przypomnieć sobie co otrzymałam w zeszłym miesiącu, wystarczy, że klikniecie tutaj .

Wczorajszym pudełkiem byłam naprawdę mile zaskoczona, ponieważ jest naprawdę piękne, turkusowe, przypominające wodę i takie też miało być przesłanie. Tytuł zestawu z tego miesiąca brzmi:


Chyba nie da się go dokładnie przetłumaczyć, ale jak dla mnie to Morskie pluśnięcie :) 
W środku znalazłam kosmetyki, które przydadzą mi się na plaże i ochronią przed Słońcem. Tym razem byłam naprawdę zadowolona z zwartości Glossyboxa, ponieważ wszystko będę mogła zabrać ze sobą na urlop ( o ile pogoda w Polsce się poprawi i powrócą upały )  :)









A oto co ukryte było w środku pudełka:



ESSIE SLEEK STICKS- naklejki na paznokcie o ciemnym kolorze z wzrokiem zebry.






ANATOMICALS SPRAY MISTY- odświeżający spray do twarzy. Bardzo przydatny w gorące dni. Zawiera składniki chłodzące, które pozwalają naszej skórze twarzy odzyskać wilgotność i nawilżenie.




COOLA ORGANIC SUNCARE COLLECTION MINERAL FACE SPF20 - krem do twarzy z SPF 20 (filtr), wysoko nawilżający i chroniący przed szkodliwymi promieniami Słońca. Bez parabenów!




SLEEK MAKEUP POUT PAINT- dwie miniaturki pigmentów do ust. Można je stosować pojedynczo lub mieszać z innymi kolorami. Dostępne są w 9 kolorach, ja otrzymałam : Minx i Mauve Over.

 

ALTERNA HAIRCARE BAMBOO STYLE BOHO WAVES TOUSLED TEXTURE MIST- mgiełka dodająca włosom tekstury. Nadaje fryzurze efekt naturalnie potarganych, delikatnie usztywnionych fal, jak po powrocie z plaży.



























W tym miesiącu naprawdę jestem zadowolona z każdego produktu jaki otrzymałam. Przydadzą się w upalne dni, a takie teraz mam u siebie. Już nie mogę doczekać się testowania! A wy dziewczyny co myślicie o zawartości lipcowego  pudełka?

M.

L'Oreal Paris/ Ever Strong/ Szampon do włosów łamliwych.

Hej!
Jakiś czas temu wspominałam wam o kondycji  moich włosów. Mają one chyba wszystkie możliwe problemy. Od przetłuszczania się w kilka godzin, wypadania, do plątania i łamania. Dlatego tak trudno było mi znaleźć szampon doskonały i wypróbowałam ich chyba tysiące. Między innymi właśnie produkt marki L'Oreal Ever Strong.

MOJA OPINIA



Jedyne co mi się spodobało w tym szamponie to opakowanie. Bardzo wygodna tubka, stawiana otwarciem do dołu, dzięki czemu nie musimy czekać aż produkt spłynie po ściankach i zawsze jest gotowy do użycia. Zamykana na typowy klik, bardzo łatwo ją otworzyć i nie trzeba do tego używać siły. 
Niestety na tym się kończą plusy tego produktu. A oto minusy:

  •  posiada bardzo mocny i drażniący, chemiczny zapach
  • obciąża moje włosy
  • efekt przetłuszczenia widoczny  już po kilku godzinach
  • jest bardzo rzadki
  • moje włosy tracą objętość i nie dają się ułożyć


Ani trochę nie pomógł moim włosom, a dodatkowo jeszcze pogorszył ich stan. Byłam naprawdę bardzo zawiedziona, bo pokładałam w nim wielkie nadzieję, no i to opakowanie bardzo mi się spodobało :)
 Ciężko mi powiedzieć czy jest wydajny, ponieważ użyłam go tylko dwa razy i nie zrobię tego nigdy więcej. Dałam mu jeszcze jedną szansę i poprosiłam siostrę o wypróbowanie, ale ona miała taką samą opinię jak ja.  Widziałam komentarze na jego temat i wszyscy sobie strasznie zachwalają, a dodatkowo nie znalazłam żadnego negatywnego. Możliwe, że po prostu źle dobrałam ten szampon i nie jest odpowiedni dla mojego typu włosów. Na pewno nie kupię tego produktu nigdy więcej, ale może wy dziewczyny macie inne opinie?

Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 20 zł

M.

Ocena: 1/10

The Body Shop/Rękawiczki wspomagające nawilżanie dłoni.

Witam!

Jak już kiedyś pisałam moje dłonie przez pracę i przebywaną co jakiś czas egzemę, nie są w super kondycji. Dzień w dzień muszę skrupulatnie zajmować się nimi, aby wyglądały ładnie i estetycznie. Moim numerem jeden w pielęgnacji rąk jest krem z Garniera, jego recenzję możecie znaleźć Tutaj. Dodatkowo staram się stosować różnego rodzaju maski i peelingi. W jeszcze dokładniejszym nawilżaniu pomagają mi bawełniane rękawiczki zakupione w The Body Shop i to o nich chciałabym wam dziś opowiedzieć.

MOJA OPINIA

Gadżet ten używa się z kremem lub z innym ulubionym produktem. Wystarczy nanieść go na dłonie, a później nałożyć na nie rękawiczki. Czas noszenia zależy tylko i wyłącznie od nas. Ja czasami ubieram je i zostawiam na całą noc lub po prostu, siedzę z nimi przed telewizorem, kiedy się relaksuje :) 
Myślę, że duże znaczenie w tym procesie nawilżania mają nie tylko rękawiczki, a produkt z jakim je stosujemy. One są tylko dodatkiem i mają nam pomóc, wzmocnić działanie. Dlatego by osiągnąć lepszy efekt, należy wybrać  dobrej jakości krem lub maskę. Ja używam tej kokosowej marki Ziaja ( RECENZJA ) lub kremu Oeparol ( RECENZJA ). Pisałam już kiedyś o tych produktach i jeśli czytałyście posta na temat maski, to wiecie, że nie byłam zadowolona z jej działania. Obiecałam, że wypróbuję ją właśnie z tymi rękawiczkami i szczerze przyznam, że znacznie wzmocniły jej efekt i tylko dzięki nim zużyję ją do końca. Ale pewnie nawet najgorszej jakości produkt pozostawiony na całą noc w takim bawełnianym gadżecie, dawałby świetne  efekty. Nie zmieniam więc zdania o tej masce i dalej jestem na nie. 
Działanie rękawiczek jest bardzo proste. Dzięki nim produkt utrzymuje się na skórze cały czas bo, nie może się zetrzeć. Dodatkowo utrzymują ciepło i to ono wspomaga wchłanianie i przenikanie składników w głąb skóry. I oto cała filozofia.
Po użyciu wystarczy dokładnie wypłukać produkt lub wyprać. Oczywiście z czasem rękawiczki tracą swoją miękkość i delikatność, ale to normalne. Wszystko się zużywa. Niemniej jednak te z The Body Shop są bardzo dobrej jakości i można je używać długi czas. Ja nawet nie pamiętam ile miałam swoje ostatnie :)
Podsumowując powiem tylko tyle, że jest to bardzo przydatny gadżet, ale idzie się też bez niego obejść. Ja bardzo lubię go używać, bo często ratuje moje dłonie, kiedy są naprawdę suche. Jak najbardziej polecam! 

Skład: 90% organic cotton i 10% elastane 
Cena: ok. 25 zł

M.

Ocena: 10/10

PS: Dostałam dziś w komentarzu nominację, ale niechcący zamiast "Opublikuj", wcisnęłam "Usuń" i wszystko zniknęło bezpowrotnie :/ Prosiłabym dziewczynę, która go dodała o ponowne wysłanie :) Z góry przepraszam, niezdara ze mnie ;)

Phytorelax Plus 33 Szampon Oczyszczający/ Kojąco- łagodzący.

Hej Dziewczyny!
Na dziś przygotowałam wam recenzję szamponu do włosów, którego obecnie używam. Ostatnimi czasy moje włosy wiele przeszły i chyba dotknęły mnie wszelkie problemy jakie tylko są możliwe. Bo jak nie były przetłuszczone po kilku godzinach, to wypadały całymi garściami, nie chciały się układać i wyglądały jak siano. Nie wiedziałam co robić, aby poprawić ich kondycję i poprosiłam o pomoc moją fryzjerkę. Ona doradziła mi zestaw Nioxin i zaczęłam go używać na zmianę właśnie z szamponem Plus 33. Producent obiecuję naprawdę wiele i mimo iż rzadko umieszczam notki podane przez niego, ta może was zaciekawić.

OD PRODUCENTA

Szampon kojąco-łagodzący z dużą zawartością olei roślinnych (33 oleje) i wyciągów z roślin leczniczych. Gwarantuje natychmiastową ulgę i poprawę kondycji dla wrażliwej, poirytowanej, zestresowanej skóry głowy w wyniku farbowania, trwałej ondulacji,  systematycznego modelowania i stylizowania włosów.

W laboratorium HARBOR powstała specjalistyczna linia do pielęgnacji włosów i skóry głowy PHYTORELAX ESENTIAL OILS PLUS 33 wykorzystująca dobrodziejstwo działania wyselekcjonowanych 33 naturalnych olejków, w trosce o   zdrowie i piękno  włosów  i dobrą kondycję skóry głowy. Stres, negatywne czynniki środowiska zewnętrznego, niewłaściwe środki pielęgnacyjne, dieta powodują zakłócenie równowagi we wzroście , kondycji i wyglądzie  włosów. Włosy zaczynają wypadać, skóra swędzieć, jest zaczerwieniona i poirytowana, pojawia się łupież i zostaje zakłócona gospodarka gruczołów łojotokowych.
Linia PLUS 33 wykorzystuje właściwości kojące i łagodzące olejków roślinnych oraz wyciągów z  roślin o właściwościach wzmacniających i leczniczych, które tonizują skórę głowy, oczyszczają, przywracają równowagę biologiczną procesów zachodzących w skórze głowy i we włosach.  W efekcie działania antystresowego produktów z serii PLUS 33 skóra głowy i włosy odzyskują zdrowy wygląd. Włosy odzyskują sprężystość i połysk, zwiększa się ich objętość. Skóra głowy  odzyskuje równowagę hydrolipidową, traci nadwrażliwość wywołaną zabiegami z wykorzystaniem środków chemicznych, koloryzujących.


MOJA OPINIA

Szamponu używam od niedawna, ale już po kilku pierwszych użyciach zauważyłam, że moje włosy wyglądają po nim lepiej. Naprawdę nabrały objętości i odżyły. Zaczęły ładnie lśnić i układać się tak jak sobie tylko tego zażyczę.  Nie zostaje już ich tak wiele na szczotce i praktycznie przestałam zauważać, że wypadają. Wiem, że dużą zasługę w tym też ma Nioxin, ale o tym w innym poście. Najważniejsze, że łupież zniknął, głowa przestała mnie swędzieć i przetłuszczać się tak bardzo. A oto właśnie mi chodziło. 
Aplikacja jak dla mnie nie należy do przyjemnych, ponieważ szampon słabo się pieni i nigdy nie wiem czy nałożyłam jego wystarczającą ilość. Na szczęście z rozprowadzaniem pomaga mi troszkę szczotka Tangle Teezer Aqua Splash, której recenzję możecie znaleźć Tutaj
Zapach też nie jest atutem tego produktu i nie należy do moich ulubionych. Bardzo ziołowy, coś jak pokrzywa, ale idzie się do niego przyzwyczaić. 
Poza tym w ogóle nie jest wydajny. Muszę nakładać naprawdę wielkie ilości, aby coś poczuć i jedna buteleczka nie starcza nawet na miesiąc. 
Opakowanie dosyć fajne. Zielona butelka, lekko przezroczysta, spokojnie możemy kontrolować ile szamponu zostało w środku. Wyposażony jest w wygodny dozownik, zamykany na charakterystyczny "klik". Butelka jest dosyć miękka i nie ma problemu z wydobywaniem produktu, nawet jeśli zostanie nam go tylko troszkę na dnie.
Konsystencja jest bardzo rzadka, przezroczysta, strasznie się rozlewa i może dlatego tak ciężko się pieni :/


Podsumowując mogę tylko stwierdzić, że jestem bardzo zadowolona z tego szamponu i mimo iż ma sporo wad to najważniejsze w tej kwestii jest dla mnie działanie, a rezultaty są naprawdę zadowalające. Myślę, że skuszę się na niego raz jeszcze, bo inne szampony kompletnie nie zdają egzaminu.

Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 40 zł

M.

Ocena: 8/10

Sanctuary SPA 2 Day Moisture Shower Oil/ Olejek pod prysznic dający efekt dwudniowego nawilżenia.

Halo!
Dzisiaj troszkę późno, ale nie zapomniałam o napisaniu posta. Chciałam się z wami podzielić moją opinią na temat olejku pod prysznic, którego używam od niedawna. Ogólnie nie jestem wielbicielką balsamów do ciała i zawsze o nich zapominam lub po prostu nie mam czas na zabawę z nimi. Szukam więc już od jakiegoś czasu produktu, dzięki któremu osiągnę efekt nawilżenia już podczas mycia. Za każdym razem producenci tylko ładnie obiecują, a efekty są marne. Wiem, że staram się znaleźć kosmetyk idealny, ale ja wierzę, że kiedyś mi się uda :) Nawet nie wyobrażacie sobie jaka była moja radość, gdy na stronie internetowej mojej ulubionej drogerii znalazłam olejek Sanctuary SPA i od razu postanowiłam go wypróbować.

MOJA OPINIA

  PLUSY :
- ładny zapach, bardzo intensywny i wypełniający całą łazienkę, ale mnie przy okazji relaksuje i daje uczucie odprężenia
- wygodne opakowanie; ładna przezroczysta buteleczka ,dzięki której możemy kontrolować ile produktu zostało w środku; idealnym rozwiązaniem jest zamknięcie, ponieważ do standardowego wieczka, producent dodatkowo dołączył matową "przykrywkę" chroniącą przed rozlaniem
- konsystencja bardziej przypomina żel pod prysznic niż olejek i nie zostawia tłustych, nieprzyjemnych plam
- doskonale się zmywa
- wygładza skórę i sprawia, że staję się miękka i przyjemna w dotyku
- jest bardzo wydajny
- świetnie nadaje się do depilacji
MINUSY:
- nie nawilża ani trochę, nie starcza nawet na jeden dzień, nie mówiąc już o dwóch
- zawiera parabeny
- nie pieni się za mocno, ale to już zależy od gustu, ja jestem wielbicielką ogromnej ilości piany, dlatego minus za to :)






Bardzo lubię ten produkt  i świetnie sprawdza się jako żel pod prysznic, a jego jedyną i w sumie najważniejszą wadą jest to, że nie daje zamierzonego efektu. Niemniej jednak chyba skusiłabym się na niego raz jeszcze, ponieważ przy każdym użyciu daje nam odczuć odrobinę luksusu jak w salonie SPA :)




Dobrej nocy Dziewczynki i wciąż zapraszam na rozdanie :*

Skład: Glycerin, Laurenth-3,MIPA  laureth sulfate, PEG-8, Laureth-7 citrate, Caprylic, Propylene Glycol, Parfum, PEG-150 distearate, Benzyl benzoate, Hexyl cinnamal, Linalool, Limonene, Olea europaea fruit oil, Camelina sativa seed oil, Benzyl salicylate, Coumarin, Alaria esculenta extract.
Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 35 zł

M.

Ocena: 8/10

Boots No7 Perfectly Bronzed Quick Dry 360 Airbrush - Light to Medium

Witajcie Dziewczyny!

Dwa dni temu pisałam wam o piance do twarzy marki No7 i wspomniałam tam także, że jest to jedna z moich ulubionych marek i jeszcze nigdy się na niej nie zawiodłam. Ja ogólnie nie jestem fanką samoopalaczy i wszelkiego rodzaju balsamów brązujących, choć zdarza mi się po nie sięgnąć od czasu do czasu. Natomiast moja siostra uwielbia tego typu kosmetyki i wszyscy zgodnie twierdzimy, że jest od nich uzależniona :) Wypróbowała już chyba wszystkie marki jakie są tylko możliwe i ostatnio zdarzyło jej się właśnie trafić na spray od No7. Wiedziała, że jest to moja ulubiona marka i dlatego też tym razem skusiła się na ich samoopalacz. A oto jej opinia:

Opinia mojej Sis

Motywowana nieustannie przez siostrę w końcu postanowiłam spełnić jej życzenie i napisać kilka słów o jednym z produktów marki No7 , a mianowicie Perfectly Bronzed Quick Dry 360 Airbrush - Light to Medium. Jako wielka fanka „Fake” opalenizny w każdej formie i pod każdą postacią sięgnełam pewnego razu i po ten produkt. Przyciągnęła mnie z pewnością niska cena, zapłaciłam ok. 75 PLN i szczęśliwa postanowiłam wypróbować nabytek jeszcze tego samego dnia. Warto podkreślić, że i sam wygląd mnie przyciągnął. Butelka wyglądała super profesjonalnie. Zazwyczaj stosuje FAKE BAKE bo według mnie jest najlepszy, ale tym razem zabrakło go na półce.

Dla laików w temacie powiem tylko, że SELF TAN to z reguły balsam/spray który ma intensywnie brązowy kolor. Aplikuje się go na skórze , pozostawia 2 do 5 godzin ( zależnie od zaleceń producenta) po czym zmywa się powierzchowną warstwę pod która kryję się cały efekt końcowy.
Oczywiście NO7 poszło totalnie w innym kierunku, spray działa bardziej na zasadzie balsamu brązującego, pozostawiony na skórze na kilka godzin nadaje jej kolor.

Jak zwykle przed zastosowaniem sprayu zrobiłam grubo ziarnisty peeling całego ciała żeby uniknąć niepotrzebnych plam. Warto wybrać taki który dodatkowo nie nawilża skóry i nie zostawia żadnej tłustej warstwy na jej powierzchni gdyż skóra musi być oczyszczona i sucha przed aplikacją. ( ja użyłam peelingu z NO7 podkradzionego z łazienki siostry :), gdyż wieżę,że warto stosować kosmetyki z tej samej serii dla poprawienia efektu ).
Spray Tan zawsze rozprowadzam na skórze za pomocą specjalnej rękawicy zwanej „ mitt”. Pierwsza rzecz która zaniepokoiła mnie gdy przystąpiłam do aplikacji był fakt,że spray jest totalnie przezroczysty (?!). Nie przywykłam do tego, gdyż wszystkie produkty z tej grupy dają natychmiastowy widoczny efekt, co oczywiście pomaga w równej aplikacji. Spróbujcie sobie wyobrazić,że macie wetrzeć w skórę równomiernie produkt który konsystencją przypomina wodę , na marginesie zapachem też … Nawet dla mnie – osoby która robi to już od dawna było to nie lada wyzwanie. Kolejny aspekt to czas wysychania. Po kilku sekundach na skórze nie było żadnego śladu, gdy nie byłam pewna czy jakaś część mojego ciała została pokryta poprawnie musiałam ryzykować, że albo zostawię białą plamę albo nałożę podwójną warstwę – SUPER !

Zaraz po aplikacji trochę zdegustowana i niepewna co do efektu, założyłam czarne ubrania by przespać się kilka godzin w oczekiwaniu na efekt.

To co zobaczyłam po przebudzeniu nawet mi się nie śniło. Dosłownie. Wyglądałam jak jedna wielka plama. Całe szczęście na mojej skórze były jeszcze pozostałości wcześniejszych aplikacji więc nie rzucało się tak bardzo w oczy, że efekt wyszedł tragiczny. Byłam wściekła. Jedyne co pozytywne,to fakt że airbrush dawał naprawdę ładny kolor, taki zdrowy brąz jak po udanych wakacjach za granicą, szkoda tylko że wyglądałam jak Łaciata. Ten produkt nauczył mnie trochę pokory, a , że nie chciałam się od razu poddać dałam szanse numer 2 wyżej opisanemu produktowi.

Postarałam się jeszcze bardziej z peelingiem otworzyłam nowy mitt, poprosiłam chłopaka o pomoc w aplikacji....Najpierw stopy, później łydki, uda, brzuch...i to by było na tyle. Spray przestał działać, kiedy potrząsałam butelką miałam wrażenie, że jest pełna mimo to nie udało mi się już z niego wydusić ani kropli. Na szczęście szybki prysznic uratował moją skórę przed kolejną porażką, tym razem w stylu biało-czarna.
Podsumowując, nie polecam tego produktu ani trochę. To jest właśnie dowód na to, że przesadna oszczędność wcale nie popłaca. Korzystając z okazji nakłaniam i przekonuję wszystkich wielbicieli opalenizny do korzystania z produktów tego typu. Ryzyko zachorowania na raka skóry zwiększa się każdego roku, lepiej pocieszyć się sztuczną opalenizną niż narażać nasze życie i zdrowie spędzając czas na opalającym łóżku.
Paula


A oto efekty:






Pojemność:  125ml
Cena: ok. 75 zł

Ocena: 1/10

© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig