Boots No7 Perfectly Bronzed Quick Dry 360 Airbrush - Light to Medium

Witajcie Dziewczyny!

Dwa dni temu pisałam wam o piance do twarzy marki No7 i wspomniałam tam także, że jest to jedna z moich ulubionych marek i jeszcze nigdy się na niej nie zawiodłam. Ja ogólnie nie jestem fanką samoopalaczy i wszelkiego rodzaju balsamów brązujących, choć zdarza mi się po nie sięgnąć od czasu do czasu. Natomiast moja siostra uwielbia tego typu kosmetyki i wszyscy zgodnie twierdzimy, że jest od nich uzależniona :) Wypróbowała już chyba wszystkie marki jakie są tylko możliwe i ostatnio zdarzyło jej się właśnie trafić na spray od No7. Wiedziała, że jest to moja ulubiona marka i dlatego też tym razem skusiła się na ich samoopalacz. A oto jej opinia:

Opinia mojej Sis

Motywowana nieustannie przez siostrę w końcu postanowiłam spełnić jej życzenie i napisać kilka słów o jednym z produktów marki No7 , a mianowicie Perfectly Bronzed Quick Dry 360 Airbrush - Light to Medium. Jako wielka fanka „Fake” opalenizny w każdej formie i pod każdą postacią sięgnełam pewnego razu i po ten produkt. Przyciągnęła mnie z pewnością niska cena, zapłaciłam ok. 75 PLN i szczęśliwa postanowiłam wypróbować nabytek jeszcze tego samego dnia. Warto podkreślić, że i sam wygląd mnie przyciągnął. Butelka wyglądała super profesjonalnie. Zazwyczaj stosuje FAKE BAKE bo według mnie jest najlepszy, ale tym razem zabrakło go na półce.

Dla laików w temacie powiem tylko, że SELF TAN to z reguły balsam/spray który ma intensywnie brązowy kolor. Aplikuje się go na skórze , pozostawia 2 do 5 godzin ( zależnie od zaleceń producenta) po czym zmywa się powierzchowną warstwę pod która kryję się cały efekt końcowy.
Oczywiście NO7 poszło totalnie w innym kierunku, spray działa bardziej na zasadzie balsamu brązującego, pozostawiony na skórze na kilka godzin nadaje jej kolor.

Jak zwykle przed zastosowaniem sprayu zrobiłam grubo ziarnisty peeling całego ciała żeby uniknąć niepotrzebnych plam. Warto wybrać taki który dodatkowo nie nawilża skóry i nie zostawia żadnej tłustej warstwy na jej powierzchni gdyż skóra musi być oczyszczona i sucha przed aplikacją. ( ja użyłam peelingu z NO7 podkradzionego z łazienki siostry :), gdyż wieżę,że warto stosować kosmetyki z tej samej serii dla poprawienia efektu ).
Spray Tan zawsze rozprowadzam na skórze za pomocą specjalnej rękawicy zwanej „ mitt”. Pierwsza rzecz która zaniepokoiła mnie gdy przystąpiłam do aplikacji był fakt,że spray jest totalnie przezroczysty (?!). Nie przywykłam do tego, gdyż wszystkie produkty z tej grupy dają natychmiastowy widoczny efekt, co oczywiście pomaga w równej aplikacji. Spróbujcie sobie wyobrazić,że macie wetrzeć w skórę równomiernie produkt który konsystencją przypomina wodę , na marginesie zapachem też … Nawet dla mnie – osoby która robi to już od dawna było to nie lada wyzwanie. Kolejny aspekt to czas wysychania. Po kilku sekundach na skórze nie było żadnego śladu, gdy nie byłam pewna czy jakaś część mojego ciała została pokryta poprawnie musiałam ryzykować, że albo zostawię białą plamę albo nałożę podwójną warstwę – SUPER !

Zaraz po aplikacji trochę zdegustowana i niepewna co do efektu, założyłam czarne ubrania by przespać się kilka godzin w oczekiwaniu na efekt.

To co zobaczyłam po przebudzeniu nawet mi się nie śniło. Dosłownie. Wyglądałam jak jedna wielka plama. Całe szczęście na mojej skórze były jeszcze pozostałości wcześniejszych aplikacji więc nie rzucało się tak bardzo w oczy, że efekt wyszedł tragiczny. Byłam wściekła. Jedyne co pozytywne,to fakt że airbrush dawał naprawdę ładny kolor, taki zdrowy brąz jak po udanych wakacjach za granicą, szkoda tylko że wyglądałam jak Łaciata. Ten produkt nauczył mnie trochę pokory, a , że nie chciałam się od razu poddać dałam szanse numer 2 wyżej opisanemu produktowi.

Postarałam się jeszcze bardziej z peelingiem otworzyłam nowy mitt, poprosiłam chłopaka o pomoc w aplikacji....Najpierw stopy, później łydki, uda, brzuch...i to by było na tyle. Spray przestał działać, kiedy potrząsałam butelką miałam wrażenie, że jest pełna mimo to nie udało mi się już z niego wydusić ani kropli. Na szczęście szybki prysznic uratował moją skórę przed kolejną porażką, tym razem w stylu biało-czarna.
Podsumowując, nie polecam tego produktu ani trochę. To jest właśnie dowód na to, że przesadna oszczędność wcale nie popłaca. Korzystając z okazji nakłaniam i przekonuję wszystkich wielbicieli opalenizny do korzystania z produktów tego typu. Ryzyko zachorowania na raka skóry zwiększa się każdego roku, lepiej pocieszyć się sztuczną opalenizną niż narażać nasze życie i zdrowie spędzając czas na opalającym łóżku.
Paula


A oto efekty:






Pojemność:  125ml
Cena: ok. 75 zł

Ocena: 1/10

© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig