Gwiazda ze spalonego teatru/ Sylveco odżywcza pomadka peelingująca.



Hej!

Każda z nas posiada ulubione pomadki. Różowe, czerwone, ciemne i jasne. Jedne dobre są na każde okazje, a drugie zarezerwowane na szalone noce w klubie i na parkiecie. Jednak niestety często te po które sięgamy wysuszają nasze usta, a nawet jeśli nie to na pewno żadna nie ma tak wspaniałych właściwości, że wyglądając dobrze jednocześnie odżywia i  regeneruje. I żeby cieszyć się pięknymi, zdrowymi, nie pękającymi ustami, należy najpierw odpowiednio o nie zadbać. Pewnie każda z Was ma już swoje sprawdzone sposoby, które w mniejszym lub większym stopniu pomagają w regeneracji popękanych i suchych ust, a jeśli nie to w dzisiejszym poście podpowiem co należy robić by każda pomadka wyglądała u nas ładnie i estetycznie, oraz dowiecie się jak oceniłam Odżywczą pomadkę peelingującą od Sylveco.
Zapraszam na ostatni w tym roku post!


Ulubieńcy roku 2015 w kategorii: Makijaż/ Pielęgnacja twarzy i ciała/ Zapach oraz Włosy.

Cześć!

Nadszedł koniec roku, czas podsumowań i rachunku sumienia. Jest to też doskonały okres na snucie noworocznych postanowień, o których powstają już memy, a Facebook aż huczy od informacji, że nikogo nasze plany nie obchodzą. Bo znowu będziemy chciały schudnąć, nauczyć się chińskiego czy znaleźć dobrze płatną pracę. Ja nic nie planuję, tylko obiecałam sobie, że w Nowym Roku poświęcę jeszcze więcej czasu synkowi i narzeczonemu i choć niestety na pewno ucierpi na tym troszkę blog (mam nadzieję, że mi wybaczycie),  to postaram się żebyście nie odczuły większej różnicy.
A skoro robimy podsumowania to muszę wspomnieć o moich ulubieńcach, których miałam okazję używać w 2015 roku. Post na pewno dodam do Menu u góry strony, ponieważ sama chcę mieć całą listę na wyciągnięcie ręki bym w każdej chwili mogła do niej wrócić. Co prawda kategorii jest sporo, ale starałam się o każdym produkcie pisać po kilka zdań lub po prostu odeślę Was do gotowej już recenzji.
Zapraszam na post!






I Ty możesz się poczuć jak w luksusowym Spa/ Krótki instruktaż/ Bieledna Golden Oils: Ultra odżywczy Olejek do Kąpieli, Ultra Ujędrniający Peeling do ciała i Ultra Ujędrniające Mleczko do Ciała.




Cześć!


Było bieganie, było sprzątanie, były zakupy i pakowanie prezentów. Wszystko to już za nami i pora wrócić do codzienności. Mam nadzieję, że miło spędziłyście ten czas, a Mikołaj przyniósł Wam to co sobie wymarzyłyście, bo ja dostałam aż za dużo i się zastanawiam czy rzeczywiście zasłużyłam :)
Wiem, że miałyście sporo stresów, a dwa dni to na pewno za krótko by odpocząć. Mam nadzieję jednak, że w ciągu tygodnia znajdziecie choć jeden dzień na chwilę relaksu i zadbanie nie tylko o umysł, ale i o ciało. Dziś przygotowałam krótki instruktaż jak sprawić by we własnym mieszkaniu poczuć się jak w salonie Spa, choć jestem pewna, że każda z Was raz na jakiś czas spędza tak weekendowe wieczory. Dodatkowo poznacie moją opinię na temat kosmetyków marki Bieledna z serii Golden Oils.
 Czytajcie do końca, bo naprawdę warto :)
Zapraszam na post!


Kosmetyczna Wishlista na 2016 rok.




Hej! 


Nie było mnie tylko kilka dni, a już zdążyłam się za Wami stęsknić :) Na recenzję jednak jeszcze trochę musicie poczekać i pierwsza pojawi się na pewno dopiero po Świętach. Na szczęście prawie wszystko mam już zrobione i na mojej długiej liście, tylko gotowanie zostało do odhaczenia. Aż nie chce mi się wierzyć, że już jutro Wigilia, bo nawet nie wiem kiedy ten czas mi zleciał! I mimo, że rok jeszcze się nie skończył, to ja już zdążyłam przygotować listę kosmetyków, którą będę starała się zrealizować od stycznia. Z racji, że w domu mam nadal spory zapas, postanowiłam skupić się na bardziej wyszukanych produktach, albo takich, których zakup planuję od dawna. Koniecznie dajcie znać czy kojarzycie jakikolwiek produkt i czy jesteście w stanie mi o nim opowiedzieć :) 
Zapraszam na post!




Odbuduj włosy w jeden tydzień! Gliss Kur Serum Deep Repair/ Maska do włosów ekstremalnie nadwyrężonych i szorstkich.



Dbanie o włosy nigdy nie było moim priorytetem (a szkoda). Makijaż czy paznokcie zawsze stawiałam na pierwszym miejscu, a gdy patrzyłam na koleżanki z lśniącymi, zdrowymi włosami, myślałam sobie, że ja i tak nigdy takich nie będę miała i poświęcanie czasu na ich pielęgnację to tylko strata czasu. Na szczęście z czasem zdałam sobie sprawę, że ich kondycja i wygląd tak naprawdę zależą tylko i wyłącznie ode mnie i od produktów, którymi je traktuję. Powiększyłam więc swój asortyment o odżywki, spraye, maski, olejki i zaczęłam się też troszkę dokształcać w tym kierunku. Olejowanie, które kiedyś było dla mnie jakąś abstrakcją, nagle stało się ulubionym zabiegiem, a ja po kilku miesiącach stwierdziłam, że przerodziłam się w prawdziwą włosamaniaczkę :) I trwałam w tym przekonaniu aż do momentu kiedy dowiedziałam się, że inne dziewczyny myją włosy płynem do higieny intymnej, wcierają w nie dziwne specyfiki i dodatkowo nie lubią się z lokówkami i prostownicami. Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę jak mało wiem i jak wiele jeszcze przede mną. Jednak każdy od czegoś zaczynał, a ja jestem dumna, że słyszę teraz komplementy na temat moich włosów, a fryzjerka do której regularnie chodzę, w końcu nie musiała podcinać końcówek, bo były w takim dobrym stanie jak nigdy wcześniej. Ich poziom nawilżenia również uległ poprawie i w końcu zaczęły lśnić.
Dziś chciałabym przedstawić Wam produkt marki Gliss Kur, czyli Maskę do włosów ekstremalnie nadwyrężonych i szorstkich. Uwielbiam ich odżywki w sprayu. Miałam już kilka i jak dla mnie to jedne z lepszych. Czasem można znaleźć nawet całkiem niezłe składy, ale oczywiście na ich widok na pewno nie krzykniecie wow. Z resztą wszystkiego dowiecie się w dalszej części.
Zapraszam post!

O czym mój Mikołaj powinien wiedzieć/ Christmas Wishlist December 2015.




 Witam!


Wiecie, że nie jestem fanką w kółko powielanych tematów, ale zarówno Denko jak i Wishlist to jedne z moich ulubionych i zawsze chętnie zaglądam, gdy widzę u Was takie posty. Szczerze przyznam, że bardzo ciężko było mi zrobić moją listę, bo już taka jestem, że jak się na coś uprę, to muszę to mieć, choćbym miała odkładać pół wieku. Są jednak rzeczy, które gdzieś mi się tam marzą po nocach, ale jakoś zawsze mam ważniejsze zakupy, albo zwyczajnie szkoda mi na nie pieniędzy, bo nie są mi niezbędne (chociaż czy naprawdę potrzebuję setnego podkładu, albo balsamu do ciała?). 
Gdyby Mikołaj naprawdę istniał, był dziadkiem z białą brodą, wielkim workiem i okrągłym brzuszkiem, a jego mocą byłoby spełnianie wszystkich marzeń, na pewno moja lista wyglądałaby inaczej. A może wcale by jej nie było? Bo jedyne czego bym od niego chciała to żeby zniknęła cała ta podłość i fałsz. W dzisiejszych czasach po prostu nie da się ufać ludziom. Co druga osoba, którą mijam na ulicy, ma na twarzy wymalowaną złość, wrogość i nieuprzejmość. Wychodząc na zakupy z synkiem spotykam się z oburzonymi minami i frustracją, bo jak ta głupia baba mogła wziąć to dziecko na zakupy i jeszcze myśli, że ją przepuszczę, bo pcha się z tym wielkim wózkiem?! Nie obchodzi ich to, że zamiast tego wózka, w drugiej ręce mam jeszcze ciężki koszyk, a syna nie mogę zostawić w domu, bo nie mam z kim. Uwierzcie, że bardzo bym chciała. Drogie prezenty, które wybieramy (ja też) to jakiś sposób na dowartościowanie się, na poprawę humoru i pokazanie innym, że ja też mam i stać mnie. Wiemy, że to nie jest fajne, zdajemy sobie sprawę, że to bezsensu, ale wychowaliśmy się w takich czasach, gdzie o wartości człowieka mówi stan jego konta, wsiąknęliśmy w to, powtarzano nam o tym na każdym kroku i ciężko jest to odrzucić. Może to nie grzech, o ile nie krzywdzi się tym drugiej osoby. Ja oczywiście ucieszyłabym się z fajnego, kolorowego kubka i paczki własnoręcznie zrobionych ciastek i myślę, że takie prezenty cieszą najbardziej. Jednak moja próżność( i zbieractwo kosmetyków, a także gadżetów) pozwala mi marzyć o przedmiotach, które kosztują troszkę więcej i na pewno też poprawiłyby mi humor :) 
Zapraszam na moją Wishlistę :) 







Czy wiesz jak prawidłowo aplikować perfumy?/ B.U. Woda perfumowana i dezodorant w sprayu.




Cześć!

Nie jestem fanką perfum i nigdy nie czułam potrzeby by posiadać te z wyższych półek, od znanych projektantów czy celebrytów. Wymagam od nich tylko trwałości i by zapach był taki mój, czyli połączenie słodyczy, klasy, świeżości i "tego czegoś". Chyba nie posiadam swojego ideału. Zapachu, który by mnie zaczarował, uwiódł, sprawił, że poczułabym się elegancką kobietą w wielkim mieście, z drogą torebką i kubkiem Starbucks w ręku. Lub szaloną imprezowiczką, której słodka woń perfum dodaje pewności siebie, siły i energii. W klubie przyciągałaby wzrok mężczyzn, kobiet, barmanów, ochroniarzy i kolorowych tancerek. A może tak naprawdę powinien pasować do pani domu, takiej bardzo zajętej kobiety, krzątającej się w pięknie wyprasowanym fartuszku, z dzieckiem na ręku i marzącej o wielkim świecie? Sama nie wiem i chyba dlatego tak trudno znaleźć mi swojego ulubieńca, choć na razie na szczycie listy są flakoniki od Chanel No5, Flower Bomb od Viktor & Rolf i Lady Million by Paco Rabanne. Tylko one w jakimś stopniu spełniają moje oczekiwania i zawsze chętnie do nich wracam. 
Dziś jednak chciałabym Wam opowiedzieć o wodzie toaletowej i dezodorancie w sprayu marki B.U.- RockMantic, których nigdy wcześniej nie znałam i podejrzewam, że gdybym zobaczyła je stojące na półce w drogerii, to tylko opakowanie przyciągnęłoby na chwilę mój wzrok, ale na pewno nie zdecydowałabym się na ich zakup. Myślcie, że jestem zadowolona, że jednak miałam okazję je testować?
 Zapraszam na post!


Moje początki z z glinką / Argiletz glinka zielona w paście.




Hej!


Nie martwcie się, nie będę Was zamęczać długimi opisami i litaniami na temat rodzajów i właściwości glinek. Większość z Was doskonale wie jaką dopasować do swojego rodzaju cery, a jeśli nie to w Internecie jest mnóstwo artykułów na ten temat i nie będę powielać w kółko tego samego, bo jestem pewna, że i tak byście to przewinęły i zeszły dalej :) 
wstyd się przyznać, ale ja dopiero zaczynam swoją przygodę z glinkami, bo nigdy wcześniej nie miałam z nimi do czynienia. Co prawda czytałam, że mają wspaniałe właściwości, ale zawsze mam tyle na głowie, że wizja odmierzania, mieszania i mozolnego zmywania przerażała  mnie i trzymałam się od nich z daleka. Jednak nie od dziś wiadomo, że problem z rozszerzonymi porami i zaskórnikami spędza mi sen z powiek, bo wszystkie podkłady kryjące i matujące tylko je podkreślają i nie wygląda to estetycznie. Na szczęście z pomocą przyszła mi Iwonka (Iwona Gold: Blog o perfumach i kosmetykach ) i przekonała mnie bym zdecydowała się na zakup glinki zielonej, która jest wręcz idealna dla mojej tłustej cery. Wyobrażenie perfekcyjnie czystej i gładkiej buzi, tak mnie zmotywowało, że już nawet mierzenie, mieszanie i zmywanie nie było mi straszne :) Los jednak sprawił, że nie musiałam się aż tak poświęcać. Na przeciw moim oczekiwaniom wyszła firma Argiletz, dzięki której w moje ręce wpadła gotowa już pasta, którą wystarczy bez zbędnych zabiegów bezpośrednio  nałożyć na twarz, a to co będzie dalej jest to tylko kwestia Waszej inwencji twórczej. Jeśli jesteście ciekawe co wydarzyło się u mnie i co sądzę o zielonej glince Argiletz, zapraszam na post!



Przeżyj prawdziwy Orangeasm!/ Czyli żel pod prysznic Soap & Glory/ + NIESPODZIANKA



Hej!

"Chciałbym Cię mydlić mydełkiem Fa. Byłoby fajnie. Szabadabada". Każda z nas na pewno kojarzy ten utwór disco polo, bardzo popularny w latach dziewięćdziesiątych. Ja do dziś pamiętam mamę, krzątającą się po kuchni, między garnkiem z zupą, a patelnią z kotletami, ubraną we wzorzysty fartuszek i podśpiewującą utwór razem z przystojnym Markiem Kondratem.  Piosenka zrobiła niezłą reklamę marce Fa, bo kasety kupowały miliony ludzi i z każdego bloku słychać było wesołe "Ty i ja, ty i ja" :) Nie wiem czy wiecie, ale piosenka tak naprawdę miała wyśmiewać popularne tamtego czasu stragany z pirackimi kasetami kiczowatą muzyką rozbrzmiewającą wesoło z kolorowych magnetofonów. A do umieszczenia w tytule popularnego mydła, autorów przekonała puszczana wszędzie i molestująca ludzi reklama z mocno roznegliżowanymi kobietami, właśnie tego produktu.  Niestety (dla wykonawców) wszystkim utwór bardzo się spodobał i żadna impreza już nie odbywała się bez niego. Każdy, nawet największy sztywniak radośnie podrygiwał i tańczył w rytm wesołej melodii, a Marek Kondrat do dziś wstydzi się, że brał w tym udział :)
Jednak popularne w tamtych czasach mydła, wypchnęły i zdominowały żele pod prysznic. Dziś mamy ogromny wybór pomiędzy piankami, peelingami myjącymi, sufletami, olejkami i jeszcze innymi cudami. Po mydła rzadko kto sięga, a jeśli nawet to obowiązkowo tylko naturalne. Ja od jakiegoś czasu szukam swojego numeru jeden w tej kategorii i przyznam, że szło mi bardzo ciężko. Bo nawet piękna pianka z Organique, taka różowa i pachnąca okazała się sporym zawodem, a po jej użyciu westchnęłam i powiedziałam: tylko tyle? Mój ostatni żel pod prysznic lałam na siebie litrami by jak najszybciej go zużyć, bo w pięknym, różowym worku czekał już na mnie produkt marki Soap & Glory, czyli Orangeasm Body Wash i to o nim dziś opowiem. 
Zapraszam na post!



Szach i mat / Jak szybko pozbyć się nadmiaru sebum bez użycia pudru?/ Theatric Professional/ Bibułki matujące/ Super absorbujące.



Cześć!

Nie wiem jak jest u Was, ale ja nigdy nie ruszam się z domu bez torebki. Zawsze muszę ją mieć przy sobie i jest nieodłącznym  elementem mojej garderoby, gdy wychodzę z domu. Jednak od kiedy urodził się mój synek, musiałam w kąt odłożyć Michaela Korsa, River Island czy Teda Bakera, a za moją torbę robi teraz ta od wózka. Nie mówię, że to źle, bo nie muszę już dopasowywać kroju i koloru do swojego ubrania, bo jak wiadomo torba od wózka ma pasować tylko do niego i to mnie cieszy :) Dodatkowo jest wielka i pojemna, dzięki czemu nie muszę się martwić, że nie zmieszczę w niej swoich najważniejszych przedmiotów. Na szczęście od czasu do czasu mam też swoje wyjścia. Idę sama, odszykowana i umalowana, a pod pachą dzierżę ładną i zgrabną kopertówkę. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że do niej się nic nie mieści! Bo jak do tego małego prostokąta włożyć dokumenty, klucze, portfel, pomadki, lusterko, perfumy i oczywiście puder z pędzlem, a co za tym idzie kosmetyczkę (bo przecież trzeba zabezpieczyć wnętrze torebki przed pobrudzeniem)? I tak zawsze przed wyjściem rozkładam wszystko na stole, oglądam, siedzę i myślę jakby to skondensować. Może upchnę rękę, może nogą? Ale nie. Nigdy nie ma możliwości bym dała radę. I zawsze muszę z czegoś zrezygnować, co mi się bardzo nie podoba.  Na szczęście nadeszła pomoc. Będąc na urlopie w Polsce, w jednej z drogerii zauważyłam bibułki matujące. A, że żar lał się z nieba to pomyślałam, że to jest ten czas. Wzięłam, przetestowałam i dziś przychodzę do Was z recenzją produktu marki Theatric Professional
Zapraszam na post!

Soraya Clinic Clean/ Delikatny Płyn Micelarny do demakijażu twarzy i oczu/ Cera wrażliwa i wrażliwe oczy.



Witam!

Obserwując Wasze blogi i rozmawiając ze znajomymi dziewczynami, przekonałam się, że wiele z Was doskonale wie, że zmywanie makijażu jest bardzo ważne. Ja przyznam się szczerze, że jeszcze kilka lat temu zdarzało mi się zasnąć w pełnej charakteryzacji i chociaż rano nie czułam się komfortowo  (zwłaszcza gdy tusz zalepiał mi oczy), to jednak nie zdawałam sobie sprawy jaką krzywdę wyrządzam mojej cerze. Dokładne usuwanie makijażu pozwala naszej skórze oddychać, zapobiega powstawaniu wyprysków, zaskórników i plam. Dodatkowo również przyczynia się do usunięcia martwego naskórka i stymuluje mikrokrążenie. Na szczęście na rynku mamy mnóstwo kosmetyków do demakijażu. Od mleczek, wód micelarnych po ściereczki i żele. W poście o produkcie marki Lirene wspominałam, że mam swojego ulubieńca, którego nie zmieniam od lat. Dopiero po przetestowaniu kilku innych kosmetyków z tej kategorii, zrozumiałam, że moja woda micelarna wypada dosyć słabo w porównaniu do innych drogeryjnych produktów do demakijażu. Dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią na temat płynu marki Soraya
Zapraszam na post! 



Project Empty/Październik i Listopad 2015/Elancyl, Klorane, Green Pharmacy, Gucci, Neutrogena, Joanna/ WYNIKI ROZDANIA




Witam!

W październiku nie było posta z serii Project Empty, ponieważ mój narzeczony chciał "posprzątać" i wyrzucił wszystko co udało mi się zużyć. Postanowiłam więc, że podsumuje dwa miesiące w jednym wpisie, bo i tak kolejny raz za wiele produktów nie uzbierałam. Staram się jednak jak mogę i jestem pewna, że w następnym miesiącu będzie lepiej. Chociaż czy ja już kiedyś tego nie pisałam? :)
Zapraszam na post!



Schwarzkopf Essence Ultime/Odżywka w sprayu do włosów słabych i delikatnych/ Czy w ogóle warto po nie sięgać?

Cześć.

Chyba nie pamiętam czasów od kiedy zaczęłam używać odżywek w sprayu. Od zawsze goszczą w moim domu i nie potrafię wyobrazić sobie by mogło mi ich zabraknąć. Ostatnio jednak pisałam o produktach marki Schauma i po przeczytaniu Waszych komentarzy, które dały mi wiele do myślenia zaczęłam się zastanawiać jaki ma sens używanie tego typu produktów
Wiele z Was pisało, że są one zbędne, bo praktycznie nic nie robią z włosami, a mogą je jeszcze dodatkowo obciążyć. Usiadłam więc, pomyślałam, poczytałam i już dziś wiem, że będę musiała wprowadzić pewne zmiany. Moim głównym powodem używania tego typu produktów był fakt iż tak jest najszybciej i najwygodniej. I nie faszerowałam nimi włosów po to by były piękne, lśniące i puszyste, a jedynym powodem były to, że niemożliwie mi się plączą, a ich rozczesywanie to prawdziwy koszmar. Z lejącymi się łzami i strachem w oczach na widok szczotki, niczym okropnego narzędzia tortur. Głowę myję każdego wieczora przed pójściem spać (wiem, że to niedobrze, jestem zła i okropna, ale nie mam innego wyjścia), a należy pamiętać, że takie produkty działają najlepiej, kiedy skierujemy na nie ciepło suszarki. Dzięki nim włosy lepiej się modelują i łatwiej jest nam nad nimi zapanować. Jaki jest więc sens nakładania takiej odżywki przed pójściem spać? No właśnie nie ma żadnego. Tego typu produkt mogę zabrać na jakiś wyjazd, gdzie nie będę miała czasu na przesiadywanie z maską na włosach. Niestety wstyd się przyznać, ale wychodzi na to, że odżywka w sprayu używana jest przeze mnie tylko i wyłącznie przez moje lenistwo. Jej plusy to szybka aplikacja, łatwe rozczesywanie i większa wydajność. Bo przecież po użyciu maski, moje włosy też będą się świetnie rozczesywać, a dodatkowo odżywię je, nawilżę i ochronię. Od dziś spraye zostawiam do użycia na urlopie lub przed jakimś wyjściem, a moim włosom obiecuję teraz częstsze stosowanie masek i kompresów. Na pewno mi się za to odwdzięczą. 

Schauma z rokitnikiem do włosów osłabionych i bez energii/Szampon i odżywka w sprayu.

Witam!

Kiedyś co chwila się żaliłam, że szukam szamponu idealnego i mimo iż próbowałam tych tańszych i droższych, żaden nie spełniał moich oczekiwań. Za każdym razem kupowałam, zużywałam i zapominałam. Jednak kiedy moje włosy pierwszy raz spotkały się z produktami marki Klorane, pokochały je, a ja przestałam szukać i skupiłam się tylko na nich. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Jednak od jakiegoś czasu próbuję się dowiedzieć czy informacja, która wszędzie powtarzana jest jak mantra, że należy co jakiś czas zmieniać szampon, bo włosy się przyzwyczają, jest prawdziwa. Opinie są sprzeczne. Jedni piszą, że to prawda, a inni, że zostały nad tym przeprowadzone badania (jak zwykle) i okazuje się, że jest to mit. I teraz wierz kobieto w co chcesz. Ja jestem pewna, że marka Klorane będzie gościć w moim domu jeszcze długi czas, ale moja natura na pewno nie pozwoli mi przejść obojętnie obok innych tego typu produktów. I dziś właśnie przedstawię Wam dowód mojej chwilowej zdrady, czyli duet marki Schauma. Szamponu i odżywki z rokitnikiem, do włosów osłabionych i bez energii. Zapraszam na post!




Iwostin Perfectin Purritin/ Profesjonalny peeling na noc do skóry tłustej i trądzikowej/ Mój wybawiciel.

Witam!

Tego roku moja skóra po lecie wyglądała strasznie. Mnóstwo przebarwień, plam, zaskórników i wyprysków. Próbowałam wielu produktów, ale nic nie było w stanie jej uspokoić. Kiedy w moje ręce wpadł peeling marki Iwostin, troszkę się bałam go użyć. Najbardziej zniechęcał mnie fakt, że zawiera on w swoim składzie kwasy i mimo iż zdawałam sobie sprawę, że nie ma ich tam wiele, bałam się tego ogromnego wysypu, o którym ciągle piszą blogerki. Jednak po jakimś czasie byłam tak zdesperowana, że stwierdziłam iż gorzej już nie mogę wyglądać i zaczęłam kurację peelingiem Iwostinu. Jego działanie zaskoczyło mnie ogromnie, ale zacznę po kolei... 
Zapraszam na post!

Himalaya Herbals Nourishing Skin Cream/ Krem odżywczy do twarzy/ Obiecanki cacanki.

Dzień Dobry!

Kremy do twarzy zmieniam bardzo rzadko, bo przy mojej trądzikowej cerze łatwo o zapychanie i zaskórniki. Dodatkowo oprócz mocnego nawilżenia wymagam też szybkiego wchłaniania i lekkości, oraz obowiązkowo mój krem musi ograniczać wydzielanie sebum. Nie jest łatwo znaleźć tak wielofunkcyjny produkt i jeśli mi się uda, trzymam się go tak długo jak tylko mogę. Rzadko kupuję kremy w drogerii i raczej staram się sięgać po te dostępne tylko i wyłącznie w aptekach. Jednak produkt, o którym dziś napiszę otrzymałam do testów. Opis  producenta zapewnia, że krem Himalaya Herbals jest lekki, nie zawiera tłuszczu, odżywia i sprawia, że nasza skóra staje się jędrna i zdrowa. Dodatkowo krem ten nazywa ziołowym i podkreśla, że zawiera on wyciąg z aloesu, wiśni, drzewa kino i indyjskiego żeń-szenia. Cały ten opis zachęca do użycia i przez chwilę nawet byłam pewna, że może trafić na listę moich ulubieńców. Ale o całej reszcie dowiecie się w dalszej części posta. Zapraszam!


Elancyl Huile De Soin Vergertures/ Olejek przeciw rozstępom.

Witam!

Rozstępy są zmorą wielu kobiet na świecie. Przeważnie pojawiają się w okresie dojrzewania, podczas gwałtownego przybrania na wadze lub nagłej jej utraty, oraz jakże często nabywamy je w trakcie ciąży. Ja właśnie zaliczam się do tej ostatniej grupy. Przed ciążą ważyłam 45 kilogramów, a w dziewiątym miesiącu już 73 i praktycznie cały ostatni trymestr nie miałam żadnego rozstępu. Niestety końcowe tygodnie nie były dla mnie łaskawe i mój brzuch pokrył się brzydkimi bliznami. Jestem jednak pewna, że przy tak ogromnym przyroście wagi było to nieuniknione. Najgorszy jest jednak fakt, że są one tak trudne do usunięcia i nie pozostaje nam nic innego jak je zaakceptować. Nie mogę czytać artykułów, w których "znawcy" wypowiadają się, że najlepiej unikać ich powstawania i nie dopuszczać do szybkiego tycia i nagłych wahań wagi. Serio? Gorszych rad w życiu nie czytałam. Co prawda kobietom w ciąży mogę polecić intensywne nawilżanie ciała, bo wierzę, że może to zdziałać cuda. O takim właśnie produkcie natłuszczającym chciałabym Wam dziś napisać. Bardzo żałuję, że nie miałam w swoich zbiorach olejku marki Elancyl, kiedy sama byłam w ciąży. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem i chociaż rozstępów już się nie pozbędę, to nie miałam oporów przed użyciem tego produktu i bardzo chętnie podzielę się z Wami opinią, bo może są wśród Was przyszłe mamy, a jak nie to myślę, że każda z nas spokojnie może sięgnąć po ten olejek, a zwłaszcza kiedy boryka się z problemem suchej skóry. Zapraszam na post!

Kosmetyczne pomyłki, czyli produkty, którym mówię stanowcze nie/ Inglot, E.L.F, Models Own, Maybelline, Collection.

Witam!

Pewnie każda z Was ma już swój ulubiony podkład, balsam czy krem, który odmładza w pięć minut. Używa go regularnie, a gdy opakowanie sięga dna z żalem biegnie do drogerii po następne. Jednak droga do znalezienia takiej perełki nie zawsze usłana jest różami. Często zdarza się, że przekonane pozytywnymi opiniami sięgamy po produkty, które dopiero w trakcie używania okazują się kompletną pomyłką. Albo nie robią tego czego od nich wymagamy, a obietnice producenta, piękne wypisane na opakowaniu to zwykłe lanie wody, albo co gorsza pogarszają stan naszej skóry i sprawiają, że żałujemy ich zakupu do końca życia. Dzisiejszy post został poświęcony, właśnie takim produktom, które zupełnie się u mnie spisały i tak naprawdę nie mam pojęcia co z nimi zrobić. Zapraszam na post!


Dr Irena Eris/ Provoke/ Matt Fliud/ Podkład matujący/ Podejście drugie.

Cześć.

Dawno nie pisałam o podkładach, a wszystko to chyba wina tego, że po zakupie Makeup Atelier i Bourjois Air Mat nie miałam już ochoty testować niczego nowego. Mając w swoim zbiorze jeszcze Revlon Colorstay nic więcej mi do szczęścia nie było potrzeba :) Wszystkie te podkłady dawały mi świetne krycie, trwałość, idealny wygląd i nie zawodziły nawet w najcięższych warunkach. Całkiem niedawno jednak przypomniało mi się, że w moim zbiorze posiadam jeszcze jeden podkład, o którym jeszcze nie pisałam. Nie używałam go już jakiś czas i na dniach znowu wpadł w moje ręce. Postanowiłam, że przypomnę sobie jego działanie i podzielę się z Wami spostrzeżeniami. Marka Dr Irena Eris jest pewnie znana każdej z Was. Ja niestety jako, że w Polsce nie mieszkam, nie mam do niej dostępu na co dzień. Podkład Provoke Matt Fluid kupiłam po przeczytaniu pozytywnych opinii i pamiętam, że na początku nie byłam nim zachwycona i odstawiłam go na trochę by dać mu szansę innym razem. Dziś przychodzę do Was z recenzją i zapraszam na post!

Yes To/ Coconut Polishing Body Scrub/ Dry Skin/ Miał być bubel, a jest hit?

Hej.

Moja miłość do mocnych, ostrych peelingów nie zna końca. Szukam tylko takich i inne nawet nie wchodzą w grę. Co prawda kilka razy już zdarzyło mi się, że przekonana o słusznym wyborze i pewna, że w moim koszyku jest właśnie taki zdzierak, później zawodziłam się, gdy zakup okazał się kompletnym niewypałem. Drobinki peelingu ginęły gdzieś niepostrzeżenie, a ja czułam się jakbym kupiła krem do twarzy i chciała nim usunąć martwy naskórek. Gęsta konsystencja skutecznie pożerała małe, ostre ziarenka, które nie miały szansy wykonać tego co do nich należy. Produkt od razu stawał się zbędnym i na stałe dołączał do listy bubli
Kosmetyki marki Yes To chodziły za mną już dawno, bo producent skutecznie kusi naturalnymi składnikami, witaminami i minerałami, które dodaje do swoich produktów. Dlatego kiedy tylko skończył mi się kolejny peeling, wiedziałam, że tym razem postawię właśnie na tę markę. Nie czytałam opinii i nie wiedziałam na co się piszę, ale byłam pewna, że nie mogę się zawieść. Dzisiaj opowiem Wam o mojej historii z Coconut Polishing Body Scrub. Zapraszam!


Bielenda Super Power Mezo Maska/Aktywna Maska Korygująca dla cery z niedoskonałościami.

Cześć.

Te z Was, które śledzą mojego bloga, wiedzą doskonale, że systematyczność to nie jest moja mocna strona. I mogą to być postanowienia noworoczne czy obietnice na początku każdego miesiąca, prędzej czy później i tak znajdę wymówkę i sobie odpuszczę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wychodzi to na dobre mojej skórze, ale staram się jak mogę. Z wszystkich postanowień chyba najbardziej chciałabym regularnie nakładać maseczki. Na rynku jest ich mnóstwo i aż w głowie się kręci kiedy zaczynam coś wybierać, przeglądam sto stron, tysiąc recenzji, a na koniec i tak sprawę zostawiam na później i myślę, że może innym razem. Żeby zdobyć dodatkową motywację, postanowiłam, że raz w tygodniu zrobię sobie taki domowy SPA dzień. I tak jak peelingi, malowanie paznokci czy namiętne balsamowanie wychodzi mi świetnie, tak do maseczek zawsze podchodzę sceptycznie. Nie chcę mi się siedzieć z zimną i mokrą mazią na buzi przez piętnaście minut, później jeszcze zmywanie i zwyczajnie jest mi szkoda czasu. 
Maskę o, której Wam dziś opowiem, zupełnie przypadkiem zobaczyłam w Rossmannie i od razu zapragnęłam ją mieć. Najbardziej zaintrygowała mnie nowoczesna forma, a przynajmniej mi nieznana. Już na opakowaniu producent informuje, że po otwarciu możemy spodziewać się hydroplastycznego płatu 3D, a nie kremowej czy żelowej konsystencji. Oczywiście od razu pomyślałam, że to coś dla mnie i bez wahania sięgnęłam po Super Power Mezo Maskę od Bielendy. Zapraszam na post!

Missha Creamy Latte Stawberry Cleansing-truskawkowa pianka do mycia twarzy/WPIS GOŚCINNY

Hej.

Ostatnio troszkę narzekałam na blogosferę i zasady jakimi się rządzi. Jednak po Waszych komentarzach zrozumiałam, że nie ma sensu denerwować się sprawami, na które nie mam wpływu i których na pewno nie zmienię. Aby wprowadzić troszkę pozytywnej energii postanowiłam, że pochwalę te dziewczyny, które polecają strony innych blogerek, chwaląc ich ciężką pracę i sprawiając, że trafia do większego grona odbiorców. Uważam, że to bardzo miło z ich strony i skrycie marzę, że może kiedyś i ja zostanę pochwalona. Ale wpadłam też na pomysł, że i ja mogę pomóc początkującej blogerce, która dopiero zaczyna i ciężko jest jej zdobyć nowych obserwatorów. Dziś polecam Wam zatem blog uroczej osóbki, który nosi nazwę White Zephyr . Zdradziła mi, że jej obsesją są azjatyckie kosmetyki, o których ja nigdy nie pisałam. Jeśli i Was interesuje ten rodzaj produktów, serdecznie zapraszam do odwiedzenia jej bloga. Mam nadzieję, że chociaż zajrzycie i pozostawicie po sobie miłe słowo i wsparcie :)
Oliwia przygotowało dla Was post o Truskawkowej piance do mycia twarzy marki Missha. Przekazuję jej pałeczkę i zapraszam do czytania!


Tami MyCare/ Oczyszczające płatki do twarzy/ Ekstrakt z ogórka i aloesu.

Cześć!

Oczyszczanie jest bardzo ważnym elementem w pielęgnacji twarzy. Jeśli chcemy mieć piękną, zdrową skórę, bez zaskórników i zmian trądzikowych, nie możemy o nim zapominać. Sposobów na pozbycie się zanieczyszczeń jest mnóstwo. Od płynów micelarnych, po mleczka, toniki, a nawet różnego rodzaju szczotki czy inne gadżety typu Foreo. Za mną od dawna chodziły płatki. Nigdy w taki sposób nie oczyszczałam twarzy i bardzo chciałam spróbować. Metoda ta niestety nie jest tak popularna i na rynku, a zwłaszcza w drogeriach za wielkiego wyboru nie ma. W Polsce przypadkiem w moje ręce wpadł produkt marki Tami. Nie jest mi ona znana i nigdy wcześniej się z nią nie spotkałam, ale postanowiłam, że spróbuję, zwłaszcza, że ich cena jest naprawdę niska. Dziś podzielę się z Wami moją opinią na temat Oczyszczających płatków z ekstraktem z ogórka i aloesu. Zapraszam!


O komentarzach słów kilka. Kto się ze mną zgadza ręka w górę.

Hej.


Miał być post, miała być recenzja, ale muszę wypowiedzieć się na temat, który chodzi za mną od dosyć dawna i nie daje mi spokoju do tego stopnia, że muszę się wypowiedzieć, bo oszaleje. Oczywiście już na początku zaznaczam, że jest to moje osobiste zdanie i nikt się ze mną zgadzać nie musi, a nawet może mieć odmienne poglądy. Chętnie poznam Wasze opinie na ten temat. Chciałabym powiedzieć słów kila na temat komentarzy pod postami, bo albo mi się zdaję, albo to wszystko idzie w złym kierunku, a obawiam się, że z czasem może być jeszcze gorzej. Jestem pewna, że mój post prawdopodobnie nic nie zmieni, ale jak już wcześniej wspomniałam muszę wylać swoje żale. 

Ikoo Home Brush/ I Tangle Teezer musi oddać koronę...

Hej.

Od kiedy tylko Tangle Teezer wszedł na rynek, wszystkie włosomaniaczki i nie tylko oszalały na jego punkcie, a wraz z nimi ja. Miałam dość lejących się ciurkiem łez przy rozczesywaniu, strachu i trzęsących się rąk po każdym myciu. Gdy zobaczyłam na blogach to cudo, od razu pobiegłam do sklepu by mieć ją tylko dla siebie. Oczywiście obowiązkowo różowa, jak dla księżniczki, bo inaczej być nie mogło. Później nabyłam jeszcze wersję do mokrych włosów (ten sam kolor) i od tamtej pory się z nimi nie rozstaję i byłam pewna, że to się nigdy nie zmieni. Aż do czasu kiedy w moje ręce wpadła złudnie je przypominające koleżanka. Mowa tu o szczotce Ikoo edycja Home. Na początku podeszłam do niej bardzo sceptycznie. Nie ze mną takie numery. Tangle Teezer jest tylko jeden i nie uda wam się podrobić tego fenomenu za żadne skarby. Po pierwszym użyciu przepadłam... Zapraszam na post!


Lirene ultra-nawilżający płyn micelarny/ Dobry, ale...

Cześć!


O płynach micelarnych nie poczytacie na moim blogu. Od lat mam jednego ulubieńca, którego butelka starcza mi na rok i jakoś nie czuję potrzeby wymiany. W mojej łazience goszczą jednak jeszcze dwa produkty tego typu, ale nie zostały kupione przeze mnie. Jeden dostałam w prezencie, a drugi otrzymałam do testów i to o nim dziś będę pisać. Marka Lirene jest mi bardzo dobrze znana, ale sama nie wiem co o niej sądzę. Z tego co pamiętam to ich produkty są całkiem średnie i efektu wow nigdy nie było. Żadnej miłości, przywiązania, szacunku. A skoro nie pamiętam, nie mogę sobie przypomnieć i zdania nie mam to w moim przypadku oznacza jedno: nie wart uwagi. Ale przecież dostałam, opinie muszę wystawić, więc zabieram się do testów. Mój ulubieniec akurat się skończył, więc nawet mi to było na rękę. Zapraszam na post!


Wibo Baked Mix Bronzer i Glamour Shimmer/ I nie opuszczę was aż do śmierci?

Dzień Dobry!

Chyba już nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć kiedy blogi i kanały You Tube, szturmem opanowała moda na konturowanie. A z dnia na dzień pomysłów na nowe metody przybywa. Czasami aż nie mogę uwierzyć, gdy widzę dziewczyny malujące na swojej twarzy wzory, niczym mehendi (sztuka zdobienia ciała henną), by po kilku machnięciach blenderem wyszedł z tego przepiękny makijaż. Ja niestety takich cudów nie potrafię, bo talent do pięknego rysowania to nie jest moja mocna strona. Podstawy konturowania jednak znam i stosuję je w swoim codziennym makijażu. Poszukiwanie produktów idealnych, które ułatwiłyby mi tę sztukę wciąż trwa. Niestety do tej pory nie udało mi się znaleźć takiej paletki, która spełniałaby moje oczekiwania, chociaż produkty które Wam dziś pokażę, jak na razie należą do moich ulubionych w tej kategorii. Zapraszam na post o rozświetlaczu i bronzerze marki Wibo.


Pantene Pro-V/Aqua Light/Lekka odżywka w piance pod prysznic/ Gdzie byłaś całe moje życie?

Witam!

Jako bardzo mało systematyczna osoba, regularne olejowanie włosów, nakładanie odżywek czy masek, oraz używanie kwasów każdego dnia to dla mnie ogromne wyzwanie. I chyba za każdym razem udaje mi się znaleźć super wymówkę by dziś sobie odpuścić. Bo za dużo sprzątania było, bo mały marudził, bo jak jeden dzień odpuszczę to nic się nie stanie. A następnego wieczora znowu to samo. Co prawda jak się czasem uprę, to potrafię doczołgać się do łazienki i z  otwartym tylko jednym okiem wsmarowywać specyfiki, które mają cudownie zadziałać za kilka tygodni, ale nie często mi się to zdarza. Dlatego kiedy tylko zobaczyłam cudo o mianie "odżywka w piance", aż mi się oczy zaświeciły. Nigdy wcześniej nie miałam okazji używać tego typu produktu w tak ciekawej formie. W dzisiejszym poście dowiecie się jak spisała się odżywka marki Pantene. Zapraszam!


Libster Award! Trochę ciekawostek na mój temat :)

Hej!

Pewnie każda blogerka wie co oznacza Libster Award :) Nominacje, pytanie, odpowiedzi i dobrą zabawę. Oj już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam okazję brać udział w takim wyzwaniu, ale bardzo mi miło, że zostałam zauważona. Taka ciekawa odmiana na pewno się przyda, bo nie samymi recenzjami blog "żyje" (jakkolwiek to zabrzmiało). Oczywiście dziękuję Andżelice, właścicielce bloga Kuferk z pięknem za nominacje i zauważenie mnie w gąszczu innych stronek.

Green Pharmacy Olejek kąpielowy/ Sandałowiec, Neroli, Roża.

Cześć!

Gdy tylko podstępnie i niezauważenie do mojej codzienności wkradło się zimno, chłód, smutek i szarość, bardzo szybko zatęskniłam za latem, Słońcem i radością, jaką ze sobą przynosi. Niestety wehikułu czasu nie posiadam, ani nawet maszyny zmieniającej pory roku i tak jak każdy śmiertelnik, muszę sobie radzić z przeszywającym na wskroś wiatrem i zacinającym deszczem. Ale, zaraz, zaraz! Oto wpadłam na pomysł, żeby jakoś sobie ten czas umilić. Bo przecież nic tak nie wprawia w dobry nastrój jak wanna z gorącą wodą, piękna, kwiatowa woń i blask świec, dzięki którym dom staje się przytulniejszy. Co prawda już raz zawiodłam się na marce Green Pharmacy, bo pewnie pamiętacie, że ich peeling okazał się totalną katastrofą... Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dałam więc marce drugą szansę i sięgnęłam po Olejek kąpielowy o zapachu, który jest jednym z moim ulubionych. Przypomina mi dzieciństwo, gorące lato i powietrze niosące woń siana. Zapraszam na post!


Under Twenty Intense Anti acne/ 3-stopniowa kuracja Intensywnie złuszczająca i redukująca zmiany trądzikowe i przebarwienia/ Czy jeden produkt jest w stanie zastąpić wszystkie inne przenaczone do pielęgnacji twarzy?

Cześć!

Nie wiem czy zauważyłyście, ale ostatnio posty dodawane są tylko dwa razy w tygodniu. Bardzo Was za to przepraszam, ale właśnie wróciłam do pracy i dzielimy się z narzeczonym opieką nad synkiem, plus staram się jakoś ogarnąć dom, a na dodatek prawdopodobnie szykują się jeszcze inne wielkie zmiany, więc już w ogóle nie wiem jak to wszystko pogodzę. Ale nie martwcie się o blogu nie zapomnę i będę Was w razie co informować na bieżąco o zmianach, jeśli będą miały nastąpić. Dodatkowo przypominam, że pozostało jeszcze tylko kilka godzin do zakończenia Rozdania, a te które śledzą mojego Facebooka, pewnie wiedzą już co będzie można zgarnąć w następnym konkursie, który już za kilka dni zagości na blogu :)
Dziś zapraszam na recenzję kuracji Under Twenty, której zadaniem jest redukowanie zmian potrądzikowych i przebarwień. Bardzo się ucieszyłam kiedy w mojej paczce z Nowościami Rossmanna znalazł się właśnie ten produkt. Rzadko spotyka się tego typu rozwiązania i normalnie kupujemy kilka kosmetyków by mieć kompletną pielęgnację. Tutaj producent zapewnia nas, że wystarczy tylko ten jeden zestaw i niczego więcej nam do szczęścia nie potrzeba. Czy oby na pewno? Zapraszam na post!


Empty Project Wrzesień 2015/Ziaja,Batiste, Elancyl, A-Derma, Vichy, Iwostin, Percy & Reed,Charles Worthington, Thierry Mugler.

Hej.

Wrzesień minął, nawet nie wiem kiedy i przyniósł ze sobą wiele zmian. Zakończyły się pewne przyjaźnie, odeszło lato, a wraz z nim moje macierzyńskie i w końcu wróciłam do pracy. Troszkę za nią zatęskniłam i ogromnie ucieszyłam się, że gdy mnie nie było zaszło wiele pozytywnych zmian i teraz pracuje się o wiele przyjemniej. Najbardziej jednak szkoda mi pogody, bo jestem ciepłolubna i kiedy tylko robi się chłodniej, nie marzę o niczym innym jak zawinięciu się w ciepły koc z kubkiem gorącej herbaty w ręku. A o wyjściu z domu nawet nie myślę.
Przechodząc jednak do sedna, czyli do tematu zużyć to nie było ich zbyt wiele w tym miesiącu, z resztą jak zawsze, ale dopiero nabieram wprawy, więc może będzie lepiej :) Cieszę się jednak z każdego pustego opakowania, bo górka z kosmetykami do przetestowania tylko rośnie i muszę się jej jak najszybciej pozbyć. Serdecznie zapraszam na post!


Iwostin Purritin Aktywny krem eliminujący niedoskonałości i Żel punktowy/Moja miłość do dermokosmetyków...

Hej!

I oto jestem z powrotem. Bardzo dziękuję, że zaglądałyście do mnie mimo iż troszkę mnie nie było i ogromnie się cieszę, że post o podkładzie Bourjois cieszył się takim zainteresowaniem. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo tęskniłam i z niecierpliwością czekałam aż znowu będę mogła usiąść z ciepłą kawą przed laptopem i coś dla Was napisać. Walizki rozpakowane, praca zaliczona, w domu posprzątane, więc siadam i piszę.
 Od dawna na recenzję czekają dwa produkty od Iwostin Purritin. Bardzo lubię kosmetyki tej marki i od kilku lat używam ich płynu do mycia twarzy, oraz kiedyś już pisałam Wam o żelu redukującym zmiany potrądzikowe (jeśli jesteście ciekawe recenzja tutaj ). Jedyny ich produkt, na którym się zawiodłam to peeling , ale tylko dlatego, że uwielbiam mocne zdzieraki, a ten do takich nie należy. Dziś natomiast przygotowałam recenzję Żelu punktowego i Aktywnego kremu eliminującego niedoskonałości. Obu produktów używam już od jakiegoś czasu i myślę, że nadszedł dzień by w końcu podzielić się z Wami swoją opinią. Zapraszam!



Bourjois Air Mat/Podkład matujący/Hit czy kit?/ OGŁOSZENIE

Cześć!

Wiem, że ostatnim razem obiecałam Wam, że na razie odpuszczę sobie podkłady i napiszę o czymś innym, ale gdy ostatnio pokazałam nowość od Bourjois, to wiele z Was wyraziło ogromną chęć poznania mojej opinii na jego temat. Zdążyłam już dokładnie go przetestować i bardzo mi zależało na tym by poznać wszystkie wady i zalety tego produktu. Dziś z czystym sumieniem mogę napisać co mi się w nim podobało, a co nie i czy kiedykolwiek jeszcze po sięgnę po ten podkład . Wszystkie ciekawskie zapraszam na post, a na koniec mam dla Was krótkie ogłoszenie :) Zapraszam!


Nowości w kolorówce wrzesień 2015/Rimmel, Bourjois, Makeup Revolution,Gerard Cosmetics, Nyx, Fulllips.

Dzień Dobry!

Wybaczcie, że troszkę mnie mało ostatnio, ale właśnie przygotowuję się do wyjazdu i muszę ogarnąć listy, pakowanie i ostatnie zakupy. Dziś postanowiłam troszkę Wam się pochwalić co w tym miesiącu (który dopiero się zaczął) wpadło w moje ręce. Jakiś czas temu pisałam o kosmetykach do pielęgnacji, a teraz kolej na kolorówkę. Oczywiście zawsze najbardziej cieszą mnie podkłady, ale postanowiłam, że tym razem nie poprzestanę na nich i wypróbuję coś jeszcze. Dajcie koniecznie znać czy już coś testowałyście i co Wy sądzicie na temat moich nowości
Zapraszam do zwiedzania :)



Makeup Atelier Paris Waterproof Liquid Foundation/Wodoodporny podkład kryjący/Nowa miłość?

Cześć!

Przyszedł w końcu czas na kolorówkę i od razu przepraszam, że będzie to znowu podkład, ale cierpliwości, szykuję już coś innego i jestem pewna, że Wam się spodoba :) Zanim jednak przejdę do sedna powiem tylko, że zanim kupiłam ten podkład na mojej liście był inny, który chciałam mieć bardziej. Mowa tu o najnowszym cudzie od Too Faced, a mianowicie Born This Way. Niestety za każdym razem, gdy już myślałam, że będzie mój, po kilku dniach przychodził email, że niestety kolor, który wybrałam nie jest już dostępny, a w Uk jest tylko jeden sklep internetowy, gdzie można go nabyć. Strasznie więc zniechęcona, stwierdziłam, że nie będę dłużej czekać i sięgnęłam po produkt marki Makeup Atelier Paris i ich wodoodporny podkład. Czy żałuję, że nie uzbroiłam się w cierpliwość i nie poczekałam aż Too Faced będzie dostępny? Tego dowiecie się w poście. Zapraszam!

Neutrogena Body Oil/Olejek sezamowy do ciała/Tak, tak, tak!

Witam!

Bardzo często czytałam na blogach o zbawiennych działaniach olejków. Nigdy jednak nie chciałam po nie sięgać, ponieważ nie lubię tego okropnego uczucia lepkości i wchłaniania, które trwa godzinami. Najpierw jednak zaczęłam stosować na włosy olejek kokosowy i arganowy i bardzo szybko zakochałam się w ich właściwościach i postanowiłam jakoś się przemóc i zacząć nakładać je na ciało. Było ciężko i szybko się zniechęciłam, ale ponieważ lubię produkty marki Neutrogena i kiedyś przypadkiem zobaczyłam w sklepie ich olejek sezamowy, stwierdziłam, że może akurat spróbuję. Dziś macie okazję się przekonać, czy polubiłam się z tym produktem. Zapraszam!



Klorane Shampooing au beurre de mangue/ Szampon i balsam na bazie masła mango/ Duet bliski ideału!

Hej.

Każda kobieta marzy o pięknych, zdrowych i lśniących włosach, utrzymujących świeżość cały tydzień i świetnie się układających. Niestety ja do nich nie należę, ani nawet nie jestem blisko. Te z Was, które śledzą mojego bloga na bieżąco, wiedzą, że moje szybko się przetłuszczają, plączą się strasznie i za żadne skarby nie chcą się układać. Dlatego od dawna już szukam szamponu idealnego i zdaje mi się, że właśnie znalazłam taki, który jest całkiem blisko. A na myśli mam produkt francuskiej firmy kosmetycznej Pierre'a Fabre. Głównie zajmuje się ona wytwarzaniem kosmetyków do włosów, które sygnowane są nazwą Klorane. Ja testowałam ich linię do włosów zniszczonych i suchych, a mianowicie szampon i balsam.


Powrót Empty Project, czyli zużycia sierpnia 2015.

Hej.

Chyba jestem jedną z ostatnich, która piszę tego typu post. Dawno go u mnie nie było, ale postanowiłam, że notki o denku koniecznie muszą wrócić na bloga, bo dzięki nim mam większą motywacje do systematycznego zużywania, a poza tym nie zawsze uda mi się napisać recenzję produktu zanim go wykończę. Więc oto dziś jest. Niewiele tego mam, ale jak dla mnie to zawsze coś, a już na pewno dla mojego narzeczonego, który ciągle narzeka, że nic nie ubywa, a góra kosmetyków tylko rośnie i rośnie :) Ale już bez zbędnego tłumaczenia zapraszam na sierpniowe denko.


Rossman/ Synergen Deep Clean/ Peeling do cery zanieczyszczonej.

Hej.

I przybywam już z kolejną recenzją. Ostatnio ostro się wzięłam za testowanie produktów przywiezionych z Polski. Pisałam już o o mydle Ziaja i olejku Rossmana, a dziś kolejny produkt, który nabyłam właśnie w tej drogerii. Uwielbiam mocne zdzieraki (ale to pewnie już wiele z Was zdążyło zauważyć), jednak nie miałam tyle miejsca w bagażu by zabrać swoich ulubieńców i musiałam kupić coś na miejscu. Nie byłam pewna co jest warte mojej uwagi, ale na szczęście mam swoją doradczynie  w tych kwestiach i nawet chwili się nie zastanawiając sięgnęłam po peeling Synergen. Nigdy wcześniej nie miałam żadnego produktu tej marki i nigdy wcześniej także o nim nie słyszałam. Jeszcze tego samego dnia wzięłam się za testowanie. Zapraszam serdecznie na post!




Haul zakupowy, czyli kilka nowości/Rimmel,Smashbox,Iwostin, Bliss, Avene i inne..

Cześć!

Pewnie Wam też się zdarza iść do drogerii po upatrzony już i wymarzony kosmetyk, ale mimo wszystko wychodzicie z pełną reklamówką produktów i dopiero po czasie zastanawiacie się czy w ogóle były Wam potrzebne. Mi niestety bardzo często to się zdarza, chociaż najczęściej staram się najpierw przeczytać opinię i dowiedzieć się co sądzą o danym kosmetyku dziewczyny z podobną cerą i preferencjami. Dziś przedstawię listę kilku produktów kupionych w Polsce, ale też i w Uk. O większości nic nie wiem i nawet nie zdążyłam przeczytać czy warto. Mam nadzieję, że będziecie znały choć kilka z nich i dodacie coś od siebie. Zapraszam!





Green Pharmacy Foot Scrub/ Scrub do stóp/ Hit czy kit?

Hej. 

Lato już dobiega końca i żałuję tylko, że i ja nie mogłam chociaż troszkę doświadczyć tych afrykańskich upałów w Polsce. W ten czas co miałam urlop to padało i nie było za wiele Słońca. Mimo wszystko okres wakacyjny, jest to pora roku kiedy o nasze stopy troszczymy się troszkę bardziej. Bo dopiero wtedy wkładamy sandałki czy klapki, które je eksponują i chcemy by były zadbane i ładne. Każdy ma swoje własne sposoby. Ja przeważnie odwiedzałam kosmetyczkę, ale ostatnio stałam się fanką maseczek i peelingów robionych w domu. Niestety na urlopie nie chciało mi się wymyślać i kombinować. Pobiegłam więc czym prędzej do drogerii i tak oto wpadł w moje ręce scrub od Green Pharmacy. Przyznam szczerze,  że skusiłam się na niego przede wszystkim, ponieważ zobaczyłam informację:" 0% parabens" i "artifical couloring". Zapraszam na wyniki testowania!

E.L.F Acne Fightening Foundation/ Najtańszy i najbardziej efektywny podkład jaki miałam!

Cześć!

Od jakiegoś czasu w mojej łazience co chwila goszczą nowe podkłady. Nie wiem jak to się stało, ale kupuję jeden za drugim, testuje, odkładam i tak dalej... Uwielbiam Revlona, ale nie oszukujmy się ma swoje wady i straaasznie mi się już znudził. Szukam więc jego najlepszej alternatywy. Myślałam, że muszę więcej zainwestować by kupić podkład, który spełni moje oczekiwania. Na szczęście zanim kupiłam Diora, najpierw zaopatrzyłam się w jego próbkę. Pierwsze chwile bo nałożeniu byłam zdumiona. Podkład wyglądał ślicznie, aż nie mogłam się napatrzeć na moją twarz. Niestety już po dwóch godzinach utlenił się, a moja buzia okropnie się świeciła. Ale nie o nim dziś będzie mowa.   Bo zamiast drogiego i nieskutecznego Diora, ja znalazłam tanią i wspaniałą perełkę. Jest nią podkład marki E.L.F (Eyes Lips Face) o nazwie Acne Fighting Founadtion. Jak sama nazwa mówi ma on pomóc dziewczynom (lub chłopakom, bo ostatnio też taka moda jest), które zmagają się z trądzikiem i mają problematyczną cerę. Chociaż zdradziłam już w tytule co o nim sądzę, mam nadzieję, że zostaniecie do końca, bo uwierzcie, że warto :)



Eco Spa/Hydrolat neroli/Cud, miód i malina...a może pomarańcza?


Hej.


Dziś postanowiłam pokazać Wam kolejny produkt, o którego istnieniu nawet nie wiedziałam i gdyby nie moja Dobra Dusza, nie wiem czy kiedykolwiek by się to zmieniło. Mam na myśli Hydrolat neroli. Sama nazwa bardzo dziwna i ciężko cokolwiek z niej odczytać (przynajmniej dla mnie). Nie miałam pojęcia jakie ma właściwości i do czego można go stosować. Szybko jednak odnalazłam, że świetnie nadaje się do tworzenia naturalnych perfum, jako tonik oraz dodatek do domowych masek. Ja używałam go jedynie jako zastępstwo toniku i każdego dnia wieczorem przecierałam nim całą twarz. Ale może zacznę od początku...



Znam już zwyciężczynie Wakacyjnego Konkursu!

Witam!

Hej Kochane.

Nie wiem czy jeszcze pamiętacie, że na moim blogu trwał konkurs, w którym można było wygrać krem marki Rodial warty ok. 700zł. Aby go wygrać między innymi trzeba było odpowiedzieć na pytanie: Jak dobrze wyglądać bez makijażu?


Tołpa Botanic Czarny Owies/Odżywczy szampon odbudowujący, oraz odżywcza maska odbudowująca.

Witam!

Kolejny szamponowy post. Ostatnio jest ich u mnie coraz więcej, ponieważ przez długi czas nie mogłam znaleźć swojego ideału i próbowałam wielu produktów, a żaden nie spełniał oczekiwań moich wymagających włosów. Kosmetyki marki Tołpa polubiłam już wcześniej, kiedy testowałam ich linię na cellulit, o której też niebawem wspomnę. Szampon i maska to prezent, za który jestem bardzo wdzięczna ( dziękuję Kochana :* ). Wcześniej nawet nie wiedziałam, że mają także produkty do włosów. Troszkę czekałam z recenzją, bo moje zdanie na temat szamponu zmieniało się z tygodnia na tydzień. Wolałam poczekać, aż będę pewna co tak naprawdę o nim sądzę. I w końcu udało się :) Dziś przychodzę do was z recenzją. Zapraszam!



Daty przydatności kosmetyków.

Hej.

Nie wiem jak wy, ale ja jestem zakupoholiczką. Nigdy nie mam za dużo ubrań, butów, a już na pewno nie kosmetyków. I o tyle co garderoba nie traci daty ważności i może leżeć w szafie latami, o tyle kosmetyki niestety mają swoje terminy po których upłynięciu nie nadają się do użycia. Wiele z nas jednak zapomina o tym i przechowuje cały stosy produktów, bo albo czekają na swoją kolej, albo szkoda ich wyrzucić. Jednak nakładanie kosmetyków po upłynięciu terminu ważności to tak jak jedzenie przeterminowanej żywności. Nasza skóra chłonie wszystko jak gąbka i bardzo łatwo nabawić się można alergii, infekcji lub wysypki. Szczególną uwagę należy zwrócić na kosmetyki w słoiczkach, gdzie wydobycie ich odbywa się poprzez zanurzenie dłoni, na której jest mnóstwo bakterii. Warto również pamiętać, że różnego rodzaju preparaty na trądzik, zawierają benzoyl peroxide i już po trzech miesiącach może on stracić swoje właściwości. Sprzątanie stanowiska do makijażu,mycie pędzli i kosmetyczek jest kolejnym bardzo ważnym aspektem w tym temacie. Pamiętajcie o regularności, a na pewno nie nabawicie się żadnych problemów skórnych. Znam to uczucie kiedy wyrzucanie produktów do makijażu to niczym pozbycie się złota, ale uważam, że nasza cera i zdrowie są znacznie cenniejsze




Ziaja/Kremowe mydło z jedwabiem.

Cześć.

Po dość długim czasie w końcu zaczęłam testować produkty Ziaji, które przywiozłam z Polski trzy miesiące temu. Na pierwszy ogień poszło mydło, bo akurat skończył mi się zapas żeli. To był mój pierwszy raz z produktem w tej kategorii. Wcześniej testowałam już kosmetyki marki Ziaja, ale były to tylko kremy. Po mydło to sięgnęłam tylko dlatego, że pani w sklepie tak zachwalała i akurat promocja była, więc pomyślałam: dlaczego nie? Jeśli jeszcze nie próbowałyście, a zastanawiałyście się czy warto go nabyć, może najpierw przekonajcie się co ja o nim sądzę ;) Zapraszam na post!



Christian Dior/Dior Blush/Róż do policzków.

Witam!

Na blogu dawno już nie pisałam o kolorówce, sama nie wiem dlaczego. Może powodem jest to, że w tej kwestii akurat rzadko coś się zmienia. Mam swoich ulubieńców, które zdają egzamin na mojej wymagającej cerze i raczej nie mogę pozwolić sobie na szaleństwa i zmianę podkładu. Od czasu do czasu ryzykuję, ale przeważnie nie wychodzi mi to na dobre. A wracając do tematu to róż od Diora, o którym wam dziś wspomnę musiałam mieć, bo zakochałam się w nim od razu, gdy go tylko zobaczyłam. Kupiłam bez chwili zastanawiania się, ale czy wyszło mi to na dobre?...


Rossman Wellnes & Beauty/Olejek do ciała/Kwiat Wiśni & Róża.

Hej.

Kolejnego posta przygotowałam na temat olejku do ciała marki Rossman. Wiem, że ma on swoją własną linię produktów sygnowanych nazwą Wellness & Beauty i przyznam szczerze, że to mój pierwszy produkt z tej serii. Kupiłam go zresztą za namową przyjaciółki i nie  żałuję, chociaż mam kilka zastrzeżeń, ale o tym wspomnę dalej.


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig