Liz Earle Cleanse Polish Hot Cloth Cleanser/ Żel do mycia twarzy, inny niż wszystkie.



Witam ponownie!

Uwielbiam testować żele do mycia twarzy i miałam ich już chyba tysiące. Z marką Liz Earle spotkałam się w pracy, ponieważ każdy klient dostawał od nas próbkę tego właśnie kosmetyku i tak pewnego dnia trafiła też do mnie. Nie używałam jej i odłożyłam gdzieś do koszyczka z innymi próbkami. Aż pewnego dnia niespodziewanie skończył mi się żel do mycia twarzy, a nie miałam żadnego zapasowego, sięgnęłam więc po ten produkt. Bardzo mnie zaskoczył, bo szczerze przyznam, że nie spodziewałam się takiego działania. Jakiś czas potem zaopatrzyłam się w pełnowymiarowe opakowanie, a teraz mogę z wami podzielić się opinią na jego temat. Zapraszam. 









Na początku powiem kilka słów o opakowaniu. Jest to wygodna, zielonkawa, plastikowa butelka z fajnym aplikatorem w postaci pompki, który znacznie ułatwia użytkowanie. Zawsze uda nam się wycisnąć odpowiednią ilość, bez marnowania czy rozlewania. Pojemność 100 ml spokojnie wystarczy na długie miesiące. Przy okazji muszę pochwalić producenta, który wysyła do nas produkt wraz z listem, w którym znajdziecie podziękowania za zakup i szczerze przyznam, że byłam bardzo zaskoczona takim miłym gestem. Dodatkowo otrzymujemy kosmetyczkę i dwie duże, muślinowe szmatki z piękną lamówką i logiem firmy. W razie gdybyśmy nie miały pojęcia jak użyć żelu, na butelce znajdziemy wszelkie możliwe informacje, wraz ze składem i instrukcją. A gdyby tego było mało, w środku kosmetyczki umieszczona została tekturowa karteczka, na której opisany został sposób użycia krok po kroku i wskazówki jak dbać o muślinowe szmatki. 








Żel ma bardzo gęstą konsystencję o białym kolorze. Zapach niestety nie przypadł mi do gustu, nie wiem czy dlatego, że byłam w ciąży i miałam bardziej wyostrzone zmysły, ale mi kojarzył się z lekiem, bo był bardzo ziołowy. To pewnie zasługa rumianku i rozmarynu. Nie przeszkadza mi to jednak aż tak bardzo w użytkowaniu i raczej nie dałabym mu za tego wielkiego minusa.






Sposób użycia jest dosyć prosty. Wystarczy nanieść żel na suchą twarz i szyję, a następnie leciutko masować okrężnymi ruchami. Później do całego procesu angażujemy muślinową szmatkę. Moczymy ją w ciepłej wodzie, wyciskamy i wycieramy dokładnie wszystkie okolice na które został naniesiony produkt. Po wszystkim jeszcze raz możemy wypłukać twarz i gotowe! Może się wydawać, że cały proces zajmuje sporo czasu i muszę przyznać, że chyba troszkę tak jest. Później jeszcze musimy dokładnie wypłukać szmatkę, tak by nie zostały na niej ślady makijażu. Jej pielęgnacja wymaga także prania po każdych trzech użyciach. 


 Na koniec wspomnę o działaniu produktu. Oczywiście jestem bardzo zadowolona z efektu jaki uzyskałam używając tego żelu. Moja buzia stała się gładka i mięciutka. Doskonale usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia. I chociaż producent uważa, że nadaje się do każdego typu cery, podejrzewam, że najbardziej zadowolone by były posiadaczki suchej skóry, ponieważ żel świetnie nawilża. Chociaż muszę przyznać, że ja mimo iż mam problematyczną cerę, to nie zauważyłam żeby produkt mnie zapchał lub spowodował wysyp zaskórników. Aplikacja jest łatwa, choć zabiera troszkę czasu, ale mnie bardzo cieszył fakt, że żel nie szczypie w oczy, ponieważ nie cierpię, gdy zostaję oślepiona przez jakikolwiek kosmetyk, a specyfiki usuwające makijaż niestety mają to do siebie. Jedyny minus jaki znalazłam to ta muślinowa szmatka. Jednak najpierw muszę przyznać, że świetnie radzi sobie z makijażem i mam wrażenie, że potrafi także lekko usuwać martwy naskórek, ale ponarzekać chciałam na jej pielęgnację. Niestety ja jestem leniuchem i nie mam ochoty na czyszczenie szmatki co dwa lub trzy użycia, albo po prostu zapominam o tym. Chciałam zrobić po swojemu i wrzuciłam ściereczkę do czyszczenia dopiero po tygodniu użytkowania i niestety muszę przyznać, że nie dało się usunąć z niej wszystkich zanieczyszczeń, mimo iż nie posłuchałam producenta, który zaleca pranie w 40 stopniach i ustawiłam znacznie wyższą temperaturę. Po wszystkim wyglądała strasznie nieestetycznie i nie zachęcała do dalszego użytkowania. Dla mnie to minus, ale może dlatego, że po prostu nie miałam ochoty na pranie co dwa dni. Myślę jednak, że znajdą się i takie panie, którym raczej to nie będzie przeszkadzać. 





Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do tego produktu, ale na razie ma dość :) 

Pozdrawiam :)


Skład:  Water, capric/caprylic triglyceride, cocoa seed butter, cetearyl alcohol, cetyl esthers, sorbitan stearate, polysorbate 60, glycerin, beeswax, propylene glycol, hops extract, panthenol, rosemary extract, chamomile extract, sweet almond extract, eucalyptus extract, limonene, citric acid, sodium hydroxide, phenoxyethanol, benzoic acid, ethylhexylglycerin, dehydroacetic acid, polyaminopropyl biguanide





Cena: ok. 75zł za 100ml


Ocena: 8/10

© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig