Gadżety kobiety...

Witam!

W dzisiejszych czasach otacza nas mnóstwo przedmiotów i urządzeń, które zostały wynalezione po to by ułatwić nam życie. Na rynku kosmetycznym różnego rodzaju gadżety rosną jak grzyby po deszczu i ciągle zadziwiają swoją funkcjonalnością i efektami jakie możemy dzięki nim osiągnąć. Przyznam szczerze, że ja uwielbiam tego typu urządzenia i gdy tylko zobaczę coś nowego zaraz muszę to mieć :) Choć nie zawsze mój wybór okaże się strzałem w dziesiątkę. Dziś chciałabym wam pokazać gadżety, które można znaleźć w mojej łazience. Dużo ich nie ma, ale jak na razie zupełnie wystarczy :) Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam :)







1. Lee Stafford De-Stress the Mess Comb Infused with Moroccan Oil- bardzo długa nazwa, ale gadżet ten to nic innego jak grzebień do rozczesywania mokrych włosów. Posiada on szerokie zęby, zaokrąglone końce i rowki, które pod prysznicem ułatwią nam równomiernie rozprowadzić odżywkę ,a poza nim umiejętnie usunąć nadmiar wody z naszych mokrych włosów. Idealny dla każdego, ale myślę, że najbardziej zadowolone by były posiadaczki loczków i bardzo grubych włosów takich jakie ja mam. Końcówki grzebienia fajnie też masują naszą głowę, dzięki czemu kąpiel staje się jeszcze przyjemniejsza :) Jednak najbardziej urzekł mnie taki mały dodatek jak przyssawka dzięki, której mogę sobie mój gadżet powiesić pod prysznicem i mam go zawsze pod ręką. Uwielbiam go i nie wyobrażam sobie mycia głowy bez niego. Znacznie ułatwia rozczesywanie i jest moim numerem jeden :)
Cena: ok. 25 zł











2. Sholl Exoress Pedi- o tym urządzeniu pewnie słyszała nie jedna z was. Pilnik ten zakupiłam kiedy byłam w ciąży i nie miałam czasu i siły chodzić do kosmetyczki. Nie wierzyłam w jego fenomen i byłam sceptycznie nastawiona, ale moje stopy wołały o pomstę do nieba, nie miałam więc innego wyjścia. Urządzenie to fajnie leży w dłoni, jest bardzo wygodne w użyciu i daje naprawdę niezłe efekty. Wiem, że dla niektórych chodzi zbyt głośno i przypisuje mu się za to minus, ale jak dla mnie to zwykłe czepianie się. Jest na pewno lepszy od zwykłych tarek, przez które musimy się trochę namęczyć żeby zobaczyć efekty. A tu jest szybko, łatwo i wygodnie :) Naprawdę polecam :)
Cena: ok. 100 - 150 zł















3. Brushegg- fajne, małe, niepozorne jajeczko bez którego nie wyobrażam sobie mycia pędzli. Posiada dwa rodzaje rowków: na dole podłużne linie i u góry wypukłe kropeczki. Tymi pierwszymi czyścimy duże pędzle, na przykład do różu lub pudru, a tymi drugimi te które używamy do makijażu oczu lub ust. Uwielbiam ten przyrząd, ponieważ spisuje się naprawdę świetnie. Bardzo szybko usuwa zanieczyszczenia z pędzli i nawet głęboko wbity puder lub podkład znikają w kila chwil. 
Cena: ok. 5 zł




4. Foreo Luna- tego urządzania pewnie już nie muszę przedstawiać rasowym blogerkom i gadżeciarom, bo przez jakiś czas było o nich głośno. Ja posiadam szczoteczkę w kolorze niebieskim dla cery tłustej i mieszanej. Uwielbiam ten gadżet za to, że jest taki higieniczny i łatwy w użyciu. Ładuje się go raz na trzy miesiące i nie trzeba wymieniać końcówek. Wiem, że wydaje się nieporęczne, ale to tylko złudzenie. Naprawdę świetnie leży w dłoni i idealnie dopasowuje się do naszej twarzy. Dodatkowo urządzenie co piętnaście sekund poinformuje nas abyśmy zmieniły partię twarzy na następną. Kiedy już skończymy, naciskamy środkowy przycisk, myjemy buzię i nakładamy na nią produkty pielęgnujące. Później już tylko pozostaje nam obrócić szczoteczkę na drugą stronę tak zwaną anty-aging i przyłożyć ją w każde miejsce, gdzie tworzą się zmarszczki. Wiem, że wszystko może wydawać się czasochłonne, ale tak nie jest. Razem cały zabieg trwa około dwie minuty. Efekty widoczne są po dwóch tygodniach. Skóra twarzy jest świetnie oczyszczona  jędrna i gładka. Uwielbiam!
Cena: ok. 700 zł




5. BayBliss Curl Secret- lokówka, dzięki której w końcu mogę cieszyć się pięknymi lokami. Normalnie nigdy nie mogłam sama nakręcić sobie włosów, ponieważ pojedyncze nawijanie pasm trwało zbyt długo i było zbyt pracochłonne. Po jakimś czasie wszystkie włosy zaczęły mi się mieszać, ręce cierpnąć i poddawałam się w połowie głowy. Kiedy zobaczyłam reklamę tego cuda w telewizji pomyślałam, że to coś w sam raz dla mnie. Już po pierwszym użyciu byłam zachwycona. Pasma same się nawijają, dodatkowo możemy regulować stopień skręcenia jaki tylko nam się podoba. Krótki sygnał dźwiękowy da nam znać, że nasz lok jest już gotowy i możemy go rozwinąć. Nic prostszego!
Cena: ok. 400 zł




6. GHD Eclipse- to moja druga prostownica tej marki. Jest świetna! Na pewno ucieszy posiadaczki grubych włosów, kręconych i afro. W bardzo szybki sposób prostuje nawet grube pasma, łatwo i bez problemu aż po same końce. Dodatkowo efekt ten utrzymuję się przez długi czas, nawet w deszczowe dni. Nagrzewa się w kila sekund, a jej specjalna izolacja sprawia, że obudowa mimo to jest chłodniejsza. Utrzymuję stałą temperaturę 185 stopni, która daję najlepsze efekty w stylizacji. Jak na razie mój numer jeden.
Cena: ok. 800 zł



I to by było na tyle jeśli chodzi o moje beauty gadżety. Teraz moim marzeniem jest depilator Philips Lumea, ale jak na razie odkładam to w przyszłości, bo mam ważniejsze wydatki :) A wy Kochane bez jakiego urządzenia nie możecie się obyć? Chętnie się dowiem. Pozdrawiam!





© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig