Missha Creamy Latte Stawberry Cleansing-truskawkowa pianka do mycia twarzy/WPIS GOŚCINNY

Hej.

Ostatnio troszkę narzekałam na blogosferę i zasady jakimi się rządzi. Jednak po Waszych komentarzach zrozumiałam, że nie ma sensu denerwować się sprawami, na które nie mam wpływu i których na pewno nie zmienię. Aby wprowadzić troszkę pozytywnej energii postanowiłam, że pochwalę te dziewczyny, które polecają strony innych blogerek, chwaląc ich ciężką pracę i sprawiając, że trafia do większego grona odbiorców. Uważam, że to bardzo miło z ich strony i skrycie marzę, że może kiedyś i ja zostanę pochwalona. Ale wpadłam też na pomysł, że i ja mogę pomóc początkującej blogerce, która dopiero zaczyna i ciężko jest jej zdobyć nowych obserwatorów. Dziś polecam Wam zatem blog uroczej osóbki, który nosi nazwę White Zephyr . Zdradziła mi, że jej obsesją są azjatyckie kosmetyki, o których ja nigdy nie pisałam. Jeśli i Was interesuje ten rodzaj produktów, serdecznie zapraszam do odwiedzenia jej bloga. Mam nadzieję, że chociaż zajrzycie i pozostawicie po sobie miłe słowo i wsparcie :)
Oliwia przygotowało dla Was post o Truskawkowej piance do mycia twarzy marki Missha. Przekazuję jej pałeczkę i zapraszam do czytania!


Tami MyCare/ Oczyszczające płatki do twarzy/ Ekstrakt z ogórka i aloesu.

Cześć!

Oczyszczanie jest bardzo ważnym elementem w pielęgnacji twarzy. Jeśli chcemy mieć piękną, zdrową skórę, bez zaskórników i zmian trądzikowych, nie możemy o nim zapominać. Sposobów na pozbycie się zanieczyszczeń jest mnóstwo. Od płynów micelarnych, po mleczka, toniki, a nawet różnego rodzaju szczotki czy inne gadżety typu Foreo. Za mną od dawna chodziły płatki. Nigdy w taki sposób nie oczyszczałam twarzy i bardzo chciałam spróbować. Metoda ta niestety nie jest tak popularna i na rynku, a zwłaszcza w drogeriach za wielkiego wyboru nie ma. W Polsce przypadkiem w moje ręce wpadł produkt marki Tami. Nie jest mi ona znana i nigdy wcześniej się z nią nie spotkałam, ale postanowiłam, że spróbuję, zwłaszcza, że ich cena jest naprawdę niska. Dziś podzielę się z Wami moją opinią na temat Oczyszczających płatków z ekstraktem z ogórka i aloesu. Zapraszam!


O komentarzach słów kilka. Kto się ze mną zgadza ręka w górę.

Hej.


Miał być post, miała być recenzja, ale muszę wypowiedzieć się na temat, który chodzi za mną od dosyć dawna i nie daje mi spokoju do tego stopnia, że muszę się wypowiedzieć, bo oszaleje. Oczywiście już na początku zaznaczam, że jest to moje osobiste zdanie i nikt się ze mną zgadzać nie musi, a nawet może mieć odmienne poglądy. Chętnie poznam Wasze opinie na ten temat. Chciałabym powiedzieć słów kila na temat komentarzy pod postami, bo albo mi się zdaję, albo to wszystko idzie w złym kierunku, a obawiam się, że z czasem może być jeszcze gorzej. Jestem pewna, że mój post prawdopodobnie nic nie zmieni, ale jak już wcześniej wspomniałam muszę wylać swoje żale. 

Ikoo Home Brush/ I Tangle Teezer musi oddać koronę...

Hej.

Od kiedy tylko Tangle Teezer wszedł na rynek, wszystkie włosomaniaczki i nie tylko oszalały na jego punkcie, a wraz z nimi ja. Miałam dość lejących się ciurkiem łez przy rozczesywaniu, strachu i trzęsących się rąk po każdym myciu. Gdy zobaczyłam na blogach to cudo, od razu pobiegłam do sklepu by mieć ją tylko dla siebie. Oczywiście obowiązkowo różowa, jak dla księżniczki, bo inaczej być nie mogło. Później nabyłam jeszcze wersję do mokrych włosów (ten sam kolor) i od tamtej pory się z nimi nie rozstaję i byłam pewna, że to się nigdy nie zmieni. Aż do czasu kiedy w moje ręce wpadła złudnie je przypominające koleżanka. Mowa tu o szczotce Ikoo edycja Home. Na początku podeszłam do niej bardzo sceptycznie. Nie ze mną takie numery. Tangle Teezer jest tylko jeden i nie uda wam się podrobić tego fenomenu za żadne skarby. Po pierwszym użyciu przepadłam... Zapraszam na post!


Lirene ultra-nawilżający płyn micelarny/ Dobry, ale...

Cześć!


O płynach micelarnych nie poczytacie na moim blogu. Od lat mam jednego ulubieńca, którego butelka starcza mi na rok i jakoś nie czuję potrzeby wymiany. W mojej łazience goszczą jednak jeszcze dwa produkty tego typu, ale nie zostały kupione przeze mnie. Jeden dostałam w prezencie, a drugi otrzymałam do testów i to o nim dziś będę pisać. Marka Lirene jest mi bardzo dobrze znana, ale sama nie wiem co o niej sądzę. Z tego co pamiętam to ich produkty są całkiem średnie i efektu wow nigdy nie było. Żadnej miłości, przywiązania, szacunku. A skoro nie pamiętam, nie mogę sobie przypomnieć i zdania nie mam to w moim przypadku oznacza jedno: nie wart uwagi. Ale przecież dostałam, opinie muszę wystawić, więc zabieram się do testów. Mój ulubieniec akurat się skończył, więc nawet mi to było na rękę. Zapraszam na post!


Wibo Baked Mix Bronzer i Glamour Shimmer/ I nie opuszczę was aż do śmierci?

Dzień Dobry!

Chyba już nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć kiedy blogi i kanały You Tube, szturmem opanowała moda na konturowanie. A z dnia na dzień pomysłów na nowe metody przybywa. Czasami aż nie mogę uwierzyć, gdy widzę dziewczyny malujące na swojej twarzy wzory, niczym mehendi (sztuka zdobienia ciała henną), by po kilku machnięciach blenderem wyszedł z tego przepiękny makijaż. Ja niestety takich cudów nie potrafię, bo talent do pięknego rysowania to nie jest moja mocna strona. Podstawy konturowania jednak znam i stosuję je w swoim codziennym makijażu. Poszukiwanie produktów idealnych, które ułatwiłyby mi tę sztukę wciąż trwa. Niestety do tej pory nie udało mi się znaleźć takiej paletki, która spełniałaby moje oczekiwania, chociaż produkty które Wam dziś pokażę, jak na razie należą do moich ulubionych w tej kategorii. Zapraszam na post o rozświetlaczu i bronzerze marki Wibo.


Pantene Pro-V/Aqua Light/Lekka odżywka w piance pod prysznic/ Gdzie byłaś całe moje życie?

Witam!

Jako bardzo mało systematyczna osoba, regularne olejowanie włosów, nakładanie odżywek czy masek, oraz używanie kwasów każdego dnia to dla mnie ogromne wyzwanie. I chyba za każdym razem udaje mi się znaleźć super wymówkę by dziś sobie odpuścić. Bo za dużo sprzątania było, bo mały marudził, bo jak jeden dzień odpuszczę to nic się nie stanie. A następnego wieczora znowu to samo. Co prawda jak się czasem uprę, to potrafię doczołgać się do łazienki i z  otwartym tylko jednym okiem wsmarowywać specyfiki, które mają cudownie zadziałać za kilka tygodni, ale nie często mi się to zdarza. Dlatego kiedy tylko zobaczyłam cudo o mianie "odżywka w piance", aż mi się oczy zaświeciły. Nigdy wcześniej nie miałam okazji używać tego typu produktu w tak ciekawej formie. W dzisiejszym poście dowiecie się jak spisała się odżywka marki Pantene. Zapraszam!


Libster Award! Trochę ciekawostek na mój temat :)

Hej!

Pewnie każda blogerka wie co oznacza Libster Award :) Nominacje, pytanie, odpowiedzi i dobrą zabawę. Oj już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam okazję brać udział w takim wyzwaniu, ale bardzo mi miło, że zostałam zauważona. Taka ciekawa odmiana na pewno się przyda, bo nie samymi recenzjami blog "żyje" (jakkolwiek to zabrzmiało). Oczywiście dziękuję Andżelice, właścicielce bloga Kuferk z pięknem za nominacje i zauważenie mnie w gąszczu innych stronek.

Green Pharmacy Olejek kąpielowy/ Sandałowiec, Neroli, Roża.

Cześć!

Gdy tylko podstępnie i niezauważenie do mojej codzienności wkradło się zimno, chłód, smutek i szarość, bardzo szybko zatęskniłam za latem, Słońcem i radością, jaką ze sobą przynosi. Niestety wehikułu czasu nie posiadam, ani nawet maszyny zmieniającej pory roku i tak jak każdy śmiertelnik, muszę sobie radzić z przeszywającym na wskroś wiatrem i zacinającym deszczem. Ale, zaraz, zaraz! Oto wpadłam na pomysł, żeby jakoś sobie ten czas umilić. Bo przecież nic tak nie wprawia w dobry nastrój jak wanna z gorącą wodą, piękna, kwiatowa woń i blask świec, dzięki którym dom staje się przytulniejszy. Co prawda już raz zawiodłam się na marce Green Pharmacy, bo pewnie pamiętacie, że ich peeling okazał się totalną katastrofą... Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dałam więc marce drugą szansę i sięgnęłam po Olejek kąpielowy o zapachu, który jest jednym z moim ulubionych. Przypomina mi dzieciństwo, gorące lato i powietrze niosące woń siana. Zapraszam na post!


Under Twenty Intense Anti acne/ 3-stopniowa kuracja Intensywnie złuszczająca i redukująca zmiany trądzikowe i przebarwienia/ Czy jeden produkt jest w stanie zastąpić wszystkie inne przenaczone do pielęgnacji twarzy?

Cześć!

Nie wiem czy zauważyłyście, ale ostatnio posty dodawane są tylko dwa razy w tygodniu. Bardzo Was za to przepraszam, ale właśnie wróciłam do pracy i dzielimy się z narzeczonym opieką nad synkiem, plus staram się jakoś ogarnąć dom, a na dodatek prawdopodobnie szykują się jeszcze inne wielkie zmiany, więc już w ogóle nie wiem jak to wszystko pogodzę. Ale nie martwcie się o blogu nie zapomnę i będę Was w razie co informować na bieżąco o zmianach, jeśli będą miały nastąpić. Dodatkowo przypominam, że pozostało jeszcze tylko kilka godzin do zakończenia Rozdania, a te które śledzą mojego Facebooka, pewnie wiedzą już co będzie można zgarnąć w następnym konkursie, który już za kilka dni zagości na blogu :)
Dziś zapraszam na recenzję kuracji Under Twenty, której zadaniem jest redukowanie zmian potrądzikowych i przebarwień. Bardzo się ucieszyłam kiedy w mojej paczce z Nowościami Rossmanna znalazł się właśnie ten produkt. Rzadko spotyka się tego typu rozwiązania i normalnie kupujemy kilka kosmetyków by mieć kompletną pielęgnację. Tutaj producent zapewnia nas, że wystarczy tylko ten jeden zestaw i niczego więcej nam do szczęścia nie potrzeba. Czy oby na pewno? Zapraszam na post!


Empty Project Wrzesień 2015/Ziaja,Batiste, Elancyl, A-Derma, Vichy, Iwostin, Percy & Reed,Charles Worthington, Thierry Mugler.

Hej.

Wrzesień minął, nawet nie wiem kiedy i przyniósł ze sobą wiele zmian. Zakończyły się pewne przyjaźnie, odeszło lato, a wraz z nim moje macierzyńskie i w końcu wróciłam do pracy. Troszkę za nią zatęskniłam i ogromnie ucieszyłam się, że gdy mnie nie było zaszło wiele pozytywnych zmian i teraz pracuje się o wiele przyjemniej. Najbardziej jednak szkoda mi pogody, bo jestem ciepłolubna i kiedy tylko robi się chłodniej, nie marzę o niczym innym jak zawinięciu się w ciepły koc z kubkiem gorącej herbaty w ręku. A o wyjściu z domu nawet nie myślę.
Przechodząc jednak do sedna, czyli do tematu zużyć to nie było ich zbyt wiele w tym miesiącu, z resztą jak zawsze, ale dopiero nabieram wprawy, więc może będzie lepiej :) Cieszę się jednak z każdego pustego opakowania, bo górka z kosmetykami do przetestowania tylko rośnie i muszę się jej jak najszybciej pozbyć. Serdecznie zapraszam na post!


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig