Czego nie mówi się o maseczkach?/ Trzy najlepsze maseczki do cery tłustej i mieszanej.



Mój rok 2016 będzie przede wszystkim obfitował w maseczki! Te przez lata znienawidzone, odrzucone w kąt i zapomniane przez własne lenistwo i głupie wymówki. Bo nie mam czasu, może jutro, pewnie nie znajdę odpowiedniej itp. Na szczęście dzięki własnej, niepohamowanej kosmetycznej ciekawości, odkryłam naprawdę świetne benefity płynące z regularnego używania maseczek. To dzięki nim w kilka chwil mogę się pozbyć niedoskonałości, które przez lata spędzały mi sen z powiek. Oczywiście maseczki nie zastąpią nam codziennej pielęgnacji i oczyszczania, ale mogą dopełnić cały ten proces, a my będziemy miały pewność, że zrobiłyśmy wszystko co w naszej mocy by dopieścić cerę i dać jej to co najlepsze. 
Jeśli zapytam Was czy wiece jak powinno się aplikować maseczkę to jestem przekonana, że 99 % odpowiedziałoby iż tak, bo przecież co może być trudnego w nałożeniu lepkiej mazi na twarz, odczekaniu wyznaczonego na opakowaniu czasu i zmyciu? Jednak moja dociekliwość nie dała mi spać spokojnie i postanowiłam sprawdzić czy rzeczywiście robię wszystko jak należy. Miałam wielką ochotę poznać jakieś sekretne triki, które pozwolą mi cieszyć się jeszcze lepszymi rezultatami. Jesteście ciekawe co znalazłam? A może chcecie poznać trzy godne uwagi maseczki przeznaczone do cery tłustej i mieszanej?





Bardzo istotną i ważną informacją okazała się wskazówka by tego typu produkty nakładać albo w wannie, albo pod prysznicem, ewentualnie zaraz po skończeniu kąpieli. Ja przyznam, że przeważnie w ciągu dnia przypominałam sobie, że dziś maseczkowy dzień, biegłam do łazienki, aplikowałam wybrany produkt, a później przez kilkanaście minut straszyłam krzątając się po domu. Chociaż mojego synka chyba bardziej to bawiło niż przerażało :) Niestety nawyk ten będę musiała jak najszybciej zmienić. Okazuje się, że gorąca woda, która wytwarza parę niczym w greckiej łaźni, otwiera pory i zmiękcza skórę, dzięki czemu szybciej usuniemy z niej zanieczyszczenia. Przecież to takie oczywiste! :)

Kolejna sprawa to szyja... No tak! Zapominam o niej bardzo często. Zapominam kremować, peelingować, a teraz dochodzi jeszcze pozbawianie jej wspaniałych maseczkowych właściwości. Przecież skóra, która ją pokrywa jest równie ważna co ta na twarzy i dzięki dbaniu o nią, odsuniemy w czasie procesy starzenia, które same wiemy co strasznego niosą za sobą.

O spryskiwaniu wodą maseczek glinkowych pewnie już wiecie. A jeśli nie to pamiętajcie, że nie możecie dać im wyschnąć, bo zaczną wtedy zabierać wilgoć ze skóry i zrobicie sobie więcej szkody niż pożytku. Jest to bardzo istotna i ważna informacja, dlatego przypominam Wam o tym raz jeszcze.

A czy zdajecie sobie sprawę, że należy uważać z maseczkami nawilżającymi? Oczywiście są świetne pod względem swojego działania, ale nie powinnyśmy trzymać ich za długo na skórze, ponieważ mogą zatkać pory. Chociaż tutaj uważam, że pewnie w dużej mierze zależy to od rodzaju cery. Moja tłusta na pewno bardzo szybko się zapycha i dlatego nawilżać ją wolę poprzez używanie kremu lub serum, a maseczce pozostawiam oczyszczanie

Przechodząc do najważniejszej części posta chciałabym podzielić się z Wami trzema ulubionymi maseczkami do skóry tłustej i mieszanej. Na tapetę dziś idą: Argiletz Glinka Zielona w paście, o której pisałam Wam już tutaj, Bania Agafii maseczka dziegciowa i Kiko Purifying Mask

Glinki zielonej od Argiletz nie będę opisywać, bo doskonale znacie moje zdanie na jej temat, a jeśli nie to wiecie, gdzie szukać więcej informacji. Na maseczkę od Agafii namówiło mnie mnóstwo pozytywnych komentarzy, pełno ochów i achów. Kosztuje niewiele, więc wiedziałam, że nic nie stracę sięgając po nią.


 Uwielbiam ten produkt przede wszystkim za opakowanie! W standardowych maseczkach zawsze odrzucała mnie forma w jakiej się nam je sprzedaje. Jednorazowe saszetki, prawie zawsze można użyć jeszcze kilkakrotnie, co sprawia, że przez kilka dni leżą otwarte, wyglądają nieestetycznie i co najgorsze wysychają. Agafia (jak na każdą babcię przystało, która zna odpowiedź na każde pytanie i rozwiąże wszystkie problemy) znalazła jakże proste i oczywiste rozwiązanie, zakańczając swoje maseczki koreczkiem! Tego typu opakowania zawsze wyglądają ładnie, dają możliwość dozowania takiej ilości produktu, jaka rzeczywiście jest nam potrzebna i przede wszystkim bacznie chronią zawartość przed wyschnięciem i utratą właściwości. Dodatkowo posiada wspaniały skład, pachnie słodko (jak dla mnie troszkę migdałowo) i jest dosyć miękka, kremowa, dzięki czemu łatwo się ją rozprowadza. 



Nie będę inna, nie będę narzekać i tym razem mogę potwierdzić wszystkie pochlebne recenzje. Rzeczywiście wspaniale oczyszcza, matuje, odblokowuje pory i co najważniejsze usuwa zaskórniki! Moją zmorę, której żaden produkt nie jest straszny. Idealnie spisuje się przed wielkim wyjściem i pozwoli naszej twarzy wyglądać nieskazitelnie przez kilka godzin. Uwielbiam jak koi i uspokaja moją cerę. Jedyne co jej mogę zarzucić to działanie, niczym zaklęcie dobrej wróżki z "Kopciuszka". Spodziewałam się, że efekt utrzyma się troszkę dłużej, a wszystko szybko wraca do normy i czar pryska. Mimo to bardzo ją lubię i w tamtym roku była chyba moim największym odkryciem.


Kiko Purifying Mask też posiada wygodne opakowanie, czyli małą tubkę, która jest plastyczna i łatwa w przechowywaniu. Zapach ma praktycznie identyczny co jej poprzedniczka i to akurat bardzo mnie cieszy. Poza tym jest zdecydowanie bardziej zbita i gęstsza niż ta od Agafii, przez co ciężej się ją wydobywa i rozprowadza, ale oczywiście nie trzeba mieć super mocy by wycisnąć ją ze środka. Tą maseczkę uwielbiam za zawarte w środku ostre drobinki, bo przy aplikacji i zmywaniu dodatkowo wykonują pracę, która normalnie zarezerwowana jest dla peelingów, co uskutecznia jej działanie. 




Tak samo jak w przypadku Agafii świetnie oczyszcza, odświeża matuje i mam wrażenie, że ze wszystkim radzi sobie o wiele lepiej niż maseczka dziegciowa, ale w jednej jakże ważnej kwestii zostaje pokonana. Nie usuwa tak dobrze zaskórników, na których pozbyciu zależy mi najbardziej. A szkoda, bo byłaby moim lekiem na całe zło. 


Podsumowując najlepsza ze wszystkich pod względem działania jest Bania Agafii i zdecydowanie to ona powinna stanąć na podium. Bardzo dobrze działa, posiada przyzwoity skład i dodatkowo kosztuje najmniej. Uwielbiam ją i wybaczam nawet krótkotrwałe działanie. 

A wśród Waszych ulubieńców, której maseczce byście przyznały medal?

Cena BA maseczka dziegciowa: ok. 7zł za 100 ml

Cena Kiko PM: ok. 25 zł (obecnie trwa promocja i można ją kupić za 11 zł) za 55ml
Ocena BA maseczka dziegciowa: 9/10
Ocena: Kiko PMask: 8,5/10

Skład BA masczka dziegciowa: Aqua, Dicaprylyl Ether, Butirospermum Parkii (Shea Butter), Organic Salvia Officinalis Leaf Extract , Mel, Rapa Salt, Pix Liquida Betula, Kaolin, Glyceryl Stearate, Organic Borago Officinalis Oil, Cetearyl Alcohol, Sorbitane Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid.
 

Skład Kiko PM: AQUA (WATER/EAU), SOLUM FULLONUM (FULLERS EARTH) , C12-15 ALKYL BENZOATE, KAOLIN, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, CETYL ALCOHOL, LUFFA CYLINDRICA FRUIT, GLYCERIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, ORYZA SATIVA BRANOIL(ORYZASATIVA(RICE) BRANOIL), XANTHAN GUM, CAPRYLYL GLYCOL, SODIUM DEHYDROACETATE, TOCOPHEROL, DEHYDROACETIC ACID, LACTIC ACID, BENZYL ALCOHOL, PHENOXYETHANOL, IMIDAZOLIDINYLUREA.


Pozdrawiam!



© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig