Czy warto przepłacać? Foreo Luna Vs zwykła myjka.

Cześć!


Foreo chyba nie muszę przedstawiać żadnej z Was. Bo albo jesteś już jego posiadaczką, albo wciąż czeka na Twojej Wishliście. Przyznam, że i ja gdy tylko zobaczyłam tą innowacyjnie wyglądającą myjkę, a dodatkowo przeczytałam wiele pozytywnych recenzji, pomyślałam, że oto nadeszło wybawienie i rozwiązanie wszystkich problemów! Kiedy w końcu znalazła się w moich rękach cieszyłam się jak dziecko. Oglądałam, dbałam i postępowałam zgodnie z instrukcją producenta. Czekałam dzień, dwa, miesiąc i kiedy zorientowałam się, że dobrze oczyszczona i gładka twarz to jedyne co może mi dać, zapytałam: dlaczego? Kupiłam więc zwykłą myjkę, taką za 5 zł i postanowiłam sprawdzić jakie różnice zaobserwuję i czy faktycznie mogę zacząć płakać nad wyrzuconymi w błoto pieniędzmi. Jesteście ciekawe wyników?
Zapraszam na post!



Wygląd

                                                                                          


Tutaj zdecydowanie wygrywa Foreo. Wygląda futurystycznie i nowocześnie, zupełnie inaczej niż dostępne na rynku szczotki do mycia twarzy. Nie musimy wymieniać końcówek, bo myjka składa się tylko z jednej części. Jest owalna, wielkości dłoni, a na jej czubku znajduje się las wypustek, których zadaniem jest masaż skóry twarzy i jej dokładnie oczyszczenie. Moja z tyłu posiada jeszcze funkcję anti-aging, która dodatkowo ma poprawić wchłanianie kremów lub innych produktów pielęgnacyjnych. Ponoć jej sukces zawdzięczamy technologii sonicznej, nad którą pracował sztab dermatologów i specjalistów. Nie pozostaje nam nic innego niż wierzyć na słowo. I jestem przekonana, że głównie wygląd odpowiedzialny jest za tak silne pragnienie posiadania Foreo. 
 Myjka jest od niego o wiele mniejsza i wypustki zamieszkują całą jej powierzchnię. Po obróceniu, ujrzymy drobną przyssawkę, która ułatwia wygodne trzymanie w dłoni, ale za jej pomocą możemy również przytwierdzić myjkę do dowolnego miejsca w łazience.



Czyszczenie

                                                                                          


Punkt przyznaje różowej myjce. Foreo niestety w tej kwestii zawiodło na całej linii. Oczywiście wiedziałam, że muszę zachować ostrożność i dbać o nie jak o największy skarb. I tak robiłam. Przed użyciem zmywałam makijaż wodą micelarną, myłam żelem całą twarz i później dopiero powtarzałam tę czynność już sięgając po Foreo. Po kilku myciach zauważyłam, że nosi na sobie ślady podkładu, mimo iż czyściłam ją dokładnie po każdym użyciu. Zdaję sobie sprawę, że jest to głównie wina ciężkich, kryjących produktów, ale przecież robiłam wszystko by temu zapobiec...
Myjka różowa do dziś wygląda jak nowa, a wszelkie zabrudzenia wystarczy wypłukać pod bieżącą wodą, bez używania produktów myjących. Szybko, łatwo i satysfakcjonująco. 


Funkcjonalność

                                                                                          


Foreo i tym razem zostaje pokonane. Moim zdaniem jego grubość nie pozwala idealnie dostać się do każdego zakamarka twarzy. Różowa myjka jest mięciutka i świetnie wyczyści płatki nosa czy dołek w brodzie. Co prawda nie posiada całej tej sonicznej mocy i nie potrafi sama masować, ale to zdążyło mi się znudzić już po kilku użyciach. Natomiast funkcja anti-aging w Foreo, jest dla mnie po prostu zbędna. Nie zauważyłam wielkiej różnicy między zwykłym wklepaniem opuszkami palców, a wmasowywaniem kremów Foreo. Oprócz tego, że robiąc to samemu, na pewno zaoszczędzimy czas.
Dodatkowo na myjkę możemy nakładać takie produkty, jakie tylko zechcemy, bez obawy o uszkodzenie. Robiłam nią nawet ostre peelingi, które nie pozostawiły po sobie żadnego śladu. Na Foreo należy uważać, bo nie obroni się przed silikonami, czy produktami z drobinkami. 





Działanie

                                                                                          


W tej kategorii przyznaję remis. Obie myjki działają tak samo. Bardzo dobrze oczyszczają, a co za tym idzie pozostawiają skórę gładką i przyjemną w dotyku. Nie zauważyłam zwężenia porów, a jeśli nawet to minimalne. Zaskórniki też pozostały, a na ich usunięciu zależało mi najbardziej i może to naiwne wierzyć, że da im radę myjka, ale opisywane w samych superlatywach Foreo wydawało mi się ósmym cudem świata, dlatego wiązałam z nim ogromne nadzieje. Oczywiście niedoskonałości również przestały się pokazywać, ale to dzięki dokładnemu oczyszczaniu twarzy regularnie, każdego dnia.





Podsumowanie
                                                                                         

Podsumowując nie mogę napisać, że Foreo nie działa, bo faktycznie poprawia stan skóry i bardzo dobrze ją oczyszcza. Jednak nie wierzę w żadne soniczne moce i masaże. To chwyt marketingowy i  działa u nas na zasadzie placebo. Zwykłą myjką osiągniecie ten sam efekt bez wydawania naprawdę sporej sumy. Co więcej to właśnie malutką, różową, niepozorną myjkę pokochałam bardziej i kiedy znowu wróciłam do Foreo by jeszcze raz dokładnie je przetestować, nie mogłam doczekać się momentu, aż będę mogła wrócić do jego mniejszej i tańszej koleżanki.



Wiem, że moje porównanie i tak Was nie przekona , bo nie raz dziewczyny mówiły mi, że zdają sobie sprawę z faktu, że zwykła myjka działa identycznie, ale i tak chcą mieć Foreo dla samego zaspokojenia chęci posiadania. I tutaj gratulacje dla producenta, ponieważ to właśnie wysoka cena sprawia, że większość dziewczyn chce je mieć. Aby pokazać na Instagramie czy Facebooku, pochwalić się, gdyż fakt że je posiadamy, jest swego rodzaju prestiżem i luksusem. Bo przecież nie każdego stać na myjkę za 700 zł, co jej posiadaczki czyni wyjątkowymi. Ja wiem jedno: wyrzuciłam pieniądze w błoto. Foreo leży od bardzo dawna i kurzy się, a mogłabym kupić za to kilka dobrych kosmetyków od Chanel, MAC itp. Ja nie mam zamiaru wracać  do tego urządzenia, ale decyzję o zakupie pozostawiam Wam.


I jak? Dalej marzycie o Foreo?


Ocena Foreo: 6/10
Ocena różowej myjki: 9/10


Cena Foreo: ok. 700 zł
Cena myjki: ok. 5 zł



© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig