Drogie i ekskluzywne kosmetyki/ Rodial Dragon's Blood Sculpting gel




Każda z nas uwielbia być rozpieszczana, choć niestety bardzo często bywa tak, że to my same musimy zadbać o swoje małe przyjemności. Nie zdziwi mnie fakt, że Wy- blogerki kosmetyczne powiecie iż najlepiej w takiej chwili wybrać się do drogerii lub pobuszować online sprawiając sobie jakiś drogi i ekskluzywny kosmetyk, który od dawna znajduje się na Waszej wishliście. Jednak pewnie nie raz miałyście sytuację, w której przeczytałyście mnóstwo pozytywnych recenzji na temat upragnionego produktu, a kiedy już zaczęłyście go używać okazało się, że nie ma nic wspólnego z przeglądanymi wpisami. I o ile kosmetyk kosztował kilkanaście złotych, żal i ból był o wiele mniejszy, o tyle kiedy bublem okazał się produkt warty sporo pieniędzy, miałyście ochotę wyskoczyć przez okno. 

Dziś chciałabym się podzielić z Wami moim spostrzeżeniami na temat ekskluzywnych kosmetyków, a przy okazji dowiecie się czy warto kupić żel marki Rodial z serii Drogon's Blood wart około 365 złotych.




Kosmetyki testuję od lat, zarówno te tanie, jak i trochę droższe. Przeważnie bywa tak, że z jednej obsesji przerzucam się na drugą. Raz kupuję tylko drogie, by później znaleźć jakiś bubel i z urażoną miną przerzucić się na te tańsze. 

A oto jakie różnice zauważyłam w kupowaniu drogich kosmetyków:


  •  w większości przypadków zapakowane są w piękne i przyciągające wzrok opakowania i choć nie dla każdej z nas ma to znaczenie, to myślę, że to one głównie są winowajcami kuszenia
  • naturalne składniki nie są im obce i choć nie każdy je posiada, to jednak czasem płacimy więcej właśnie za to, że produkt został pozbawiony parabenów, SLS-ów, silikonów i chemii, ale przynajmniej mamy pewność, że nie zapchają cery i nie spowodują trądziku
  • problem z dobraniem odpowiedniego odcienia podkładu znacznie się zmniejsza w przypadku drogich kosmetyków, ponieważ ich producenci oferują większą gamę kolorystyczną, przez co łatwiej jest dobrać odpowiedni dla naszego odcienia i rodzaju cery
  • zrobienie perfekcyjnego makijażu często trwa dobre kilka chwil, jednak ze swojego doświadczenia wiem, że używając kosmetyków wysokopółkowych zdecydowanie skracamy czas przygotowań
  • cienie, róże czy pudry posiadają lepszą i bardziej intensywną pigmentację, dzięki czemu są bardziej wydajne
  • oczywiście ich trwałość też jest lepsza (choć nie zawsze)
  • możliwość testów na żywo to chyba najlepsze co można nam zaoferować, bo obecnie wystarczy iść do drogerii, gdzie piękna Pani wykona Ci makijaż na przykład podkładem, który Cię interesuje,a będziesz wtedy miała pewność jak się sprawuje i czy warto w niego inwestować
  • znam to Wasze całe narzekanie na kremy i peelingi w słoiczkach i zgadzam się, że to niehigieniczne, na szczęście przy droższych tego typu kosmetykach otrzymujemy w zestawie szpatułkę, którą ja uwielbiam i zawsze zostawiam na później :) 

Jeśli zauważyłyście jeszcze jakieś różnice koniecznie dajcie znać, chętnie poczytam, a kończąc ten temat przejdę do recenzji luksusowego kremu marki Rodial o nazwie Dragon's Blood Sculpting Gel.


Tylko spójrzcie. Czyż nie jest piękny? Już na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo luksusowy. I chociaż wieczko, które szczelnie go okrywa to jedynie gruby plastik nie szkło, myślę, że akurat ten fakt działa na korzyść produktu, bo jest dużo lżejszy i łatwiej go przewieźć. Kojarzycie zmywacze wyposażone w pompkę, a nie okropną dziurkę, która zawsze wylewa za dużo? Uwielbiam je! Dlatego widząc taki patent w żelu marki Rodial, aż uśmiechnęłam się pod nosem. Wszystkie wiemy, że tego typu rozwiązania są lepsze od kremów umieszczonych w słoiczkach, gdzie choć byśmy nie wiem jak się starały, zawsze zostawiamy bakterie, codziennie maczając w nich palce (nawet jeśli myślimy, że są czyste). Radość trwała do momentu aż żel nie zaczął sięgać dna. Wtedy to wspaniała pompka najpierw postanowiła wypluwać produkt ze środka, a później po prostu odmówiła współpracy i kazała odkręcać wieczko, rozsiewając bakterie we wnętrzu opakowania. Bardzo nieładnie i bardzo frustrująco.



Kolejny raz mogę napisać, że o zapachu jakiegoś produktu wypadałoby napisać książkę. I to jaką!  Przepełnioną świeżością, ale z nutą owocowej słodyczy i takiej wyjątkowości o jakiej każde perfumy marzą. Utrzymuje się na twarzy bardzo, bardzo długo. Podąża za nami, śledzi i nie daje o sobie zapomnieć. Uzależnia i wdziera się w umysł by pozostać w nim na zawsze. Jeśli kiedykolwiek któraś z Was nosiłaby na sobie ten żel, od razu bym to wiedziała, bez chwili zastanowienia :)



Konsystencja nie jest typowo żelowa, a bardziej nazwałabym ją budyniową. Bardzo łatwo sunie po skórze i chwilę po aplikacji czujemy chłód, ale nie taki przeszywający i przyprawiający o dreszcze, a bardziej kojący i uspokajający. Nie wchłania się w pięć minut i na całkowite zniknięcie musimy dać mu trochę czasu by z lekko lepkiej i kleistej cery zmienił ją w gładką jak jedwab.



Rzadko wypisuję obietnice z opakowania, bo często są tylko upustem wyobraźni producenta, który ma sprawić byśmy dany produkt kupiły. Tym razem jednak warto o nich wspomnieć, ponieważ poza tymi mówiącymi o utracie zmarszczek czy modelowaniu twarzy, których nie jestem w stanie sprawdzić, praktycznie wszystkie się potwierdziły. Żel marki Rodial rzeczywiście zwiększa jędrność skóry i staje się ona bardziej napięta, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu (nie myląc z z ściągniętą). Naprawdę łagodzi i leczy podrażnienia, uspokaja cerę i zapobiega odwiedzinom niespodzianek oraz pomaga w regeneracji. Świetnie nawilża i pozwala szarej i zmęczonej skórze odzyskać blask. Dodatkowo posiada w swoim składzie granat, który zawiera garbniki, stymulujące produkcje kolagenu i odnowę wewnętrzną komórki. Jest też silnym antyoksydantem, czyli związkiem usuwającym z naszego organizmu nadmiar wolnych rodników odpowiedzialnych za przyspieszanie procesu starzenia.



Żel od Rodial- Dragon's Blood jest naprawdę świetnej jakości produktem, jednak jeszcze raz sięgnęłabym po niego tylko i wyłącznie za kilkanaście lat, żeby sprawdzić czy rzeczywiście pozwala walczyć z oznakami starzenia. Jeśli i w tej kwestii sprawdziłby się świetnie, dopiero wtedy wpisałabym go na moją listę kosmetyków must have. W przeciwnym razie uważam, że nie powinno się wydawać na niego swoich oszczędności. Obecnie na rynku znajdziemy wiele tańszych i podobnie działających kremów (w kwestii nawilżenia i odżywienia) na naszych drogeryjnych półkach. Decyzję o zakupie pozostawiam Wam :)

Ocena: 9/10
Cena: ok. 365 zł za 50ml

Skład: Aqua (Water), Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Hydrogenated Polyisobutene, Butylene Glycol, Polysilicone-11, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Laureth-4, Polyacrylamide, Phenoxyethanol, C13-14 Isoparaffin, Benzyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Laureth-7, Disodium EDTA, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Croton Lechleri Resin Extract, Lupinus Albus (White Lupin) Extract, Parfum (Fragrance), Propylene Glycol, Limonene, Dehydroacetic Acid, Commiphora Mukul Resin Extract, Geraniol, Potassium Sorbate, Linalool, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract, Sorbic Acid, Tocopherol, Anemarrhena Asphodeloides Root Extract

                                                         

PS: Od dziś wprowadzam na bloga nową serię postów pod tytułem Luxury Day, w którym będę wspominać o drogich i ekskluzywnych kosmetykach. Myślę, że Wam się spodoba :)

Miłego dnia :)






© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig