Nie taki diabeł straszny, czyli czego nauczyły mnie blogerki?



Blogi rosną jak grzyby po deszczu i choć wróży nam się rychły upadek (ponoć świat woli Snapchat i You Tube), to na szczęście jeszcze początku końca nie widać. Co więcej, ostatnio udaje mi się trafić na dopiero raczkujące blogerki, których jakość treści i fotografii zawstydzić może największe weteranki. W Biblii głoszą: oddziel ziarno od plew i tą zasadą właśnie kieruję się przy dobrze strony,  której odwiedziny powinny zaowocować nowym, fajnym doświadczeniem, ciekawostką, o której nie miałam pojęcia, kreatywnym i genialnym DIY czy świetnym przepisem na jakąś nie znaną dotąd potrawę. Jest ciężko i przyznam,  że to nie lada wyzwanie wychwycić perełki odznaczające się rzetelnością i pomysłowością, bo przeważnie jednej z tych cech brakuje, a to już nie to samo. Kilka dobrych lat spędzonych w czeluściach blogosfery na szczęście dało mi sporo porządnej wiedzy, dzięki której dziś jestem inną osobą, moja cera jest inną cerą, która nie woła już o pomoc, a włosy pięknieją z każdym dniem. Jedyny minus to biedna kieszeń, która została porządnie naciągnięta przez Wasze świetne, pochlebne recenzje, ale dzięki nim mam już sporą sumkę kosmetycznych fenomenów na toaletce :) 
Dziś pokażę listę przydatnych doświadczeń zaczerpniętych od innych blogerek. Kto wie, może wychwycicie w niej swój udział? :)



Różowi super geniusze, czyli Soap & Glory Hand Dream i Heel Genius/ Krem do rąk i stóp.


Tegoroczne postanowienia spisane zostały tylko i wyłącznie w mojej głowie, a później głęboko ukryte w skrzyneczce pod tytułem: zrobię to! Nie wrzuciłam ich do: "muszę się za to wziąć", "chciałabym popracować nad tym" lub "zamierzam zrealizować w tym roku", bo wiem, że raz tam ukryte, zostałyby wydobywane tylko na chwilę, a później znowu wrzucane na swoje miejsce, aż do całkowitego zapomnienia. Tak to się kończyły co roku, tak to wygląda od zawsze. Dlatego muszę powiedzieć samej sobie, że coś zrobię, wykonam i nie ma innej opcji. Jeśli w coś mocno wierzysz, powtarzasz każdego dnia i jesteś pewna, że się to wydarzy to prędzej czy później tak będzie (to nie moja teoria). Najmniej ufałam postanowieniu poprzestania zaniedbywania dłoni i stóp. Pielęgnowanie ich zawsze przychodziło mi bardzo ciężko i nawet, gdy już coś zaczęło iść w dobrym kierunku, systematyczność z dnia na dzień spadała, by w końcu przerodzić się w lenistwo. Są jednak dwa morowe, słodziutko-różowiutkie produkty, które znacznie ułatwiają wykonie tego ważnego postanowienia. Mowa o kremie do rąk i stóp od Soap & Glory, które nie tylko przyciągają wzrok, ale i nie pozwalają porzucić się po kilku dniach używania. 


Skutki ignorowania składów, czyli o hipokryzji słów kilka/ Korres Pomegranate Mattifying Treatment.



Zacznę od wyznania. Takiego jak w konfesjonale, gdy klękasz na wygodnej poduszce, mimo iż tym razem nie doceniasz tego komfortu, ponieważ masz ochotę jak najszybciej wstać i wyjść. Gdzie nie tylko dziękujesz Bogu za odpuszczenie grzechów, ale jednocześnie za ten niepozorny kawałek drewna, który chroni Cię przed wyznaniem najgorszych grzechów, obcej osobie w twarz. Dziś się przyznam do hipokryzji. Zdarza mi się od czasu do czasu, choć oczywiście tylko przypadkowo i poprzedza ją chwilowy zanik mózgu, na który cierpię od dawna. Mówię do Was, mówię do znajomych i sióstr by czytać składy! Zapewniam, że tylko w ten sposób zapobiegniemy najazdu niespodzianek, niepotrzebnemu wysuszeniu cery czy jej podrażnieniu. A sama co robię? Idę do sklepu i biorę coś, bo ktoś polecał, nie patrząc na skład, a co gorsza daję się naciągnąć na obiecującą, napisaną drukowanymi literami notkę: brak SLS, Mineral Oil itp. Przyznam, że dawno już mi się to nie zdarzyło (choć ostatnio popełniłam tą zbrodnie dwa razy), ale mam na kogo zgonić. To te nieszczęsne youtuberki! Pół życia ich nie oglądałam i mi się na starość zachciało to mam. A tak na serio, to faktycznie jak dziecko dałam się przekonać, że to co pokazują i chwalą, sprawdzi się również u mnie. Normalnie nie wierzę w ani jedno ich słowo lub biorę na nie poprawkę, ale wystarczyła chwila słabości i zapomnienia by odrzucić wszystkie swoje zasady. Mam nadzieję, że zdarzyło mi się to ostatni raz, a chwilowy zanik mózgu dopadnie mnie następnym razem we śnie. 



#luxury #day / Anastasia Beverly Hills Contour Cream Kit/ Paletka do konturowania



O konturowaniu na pewno słyszała już każda z Was, nawet jeśli sama jeszcze nie próbowała. Kiedyś technikę tą stosowali tylko wizażyści, a w 2012 roku celebrytka Kim Kardashian zapoczątkowała modę na konturowanie w zaciszu domowym. Publikując na Instagramie swoje zdjęcia zrobione przed nałożeniem makijażu i po jego wykonaniu, pozwoliła innym kobietom zrozumieć, że wcale nie trzeba być profesjonalistką by uzyskać podobny efekt. Wystarczy tylko umiejętne wykorzystanie kosmetyków od dawna nam znanych. Oczywiście Kim nie była pomysłodawczynią tej metody, ani nawet jej wizażysta (Scott Barnes), bo początki konturowania sięgają aż roku 1500, a jako pierwsze stosowały ją aktorki wychodzące na czerwony dywan lub charakteryzujące się do konkretnej roli. 




5 urodowych mitów powtarzanych od lat. Nie daj się oszukać!



Przez ostatnie kilka miesięcy w odstawkę poszła telewizja. Nie żebym płakała z tego powodu, bo oczywiste jest, że wyjdzie mi to na dobre i też nie myślcie, że jestem jakąś buntowniczką, która brata się z przyrodą, je trawę, a zamiast oglądać kolorowe, przeskakujące obrazki biega naga po polu. Ja po prostu nie mam na to czasu, bo wolę przeczytać jakąś dobrą książkę, posty na blogach lub artykuły w internecie by ciągle poszerzać swoją wiedzę w tematach, które mnie najbardziej interesują. Jednak mam wrażenie, że ostatnio roi się od ekspertek, które mało wiedzą, a dużo ściemniają. I tak okazuje się, że otacza mnie guru tu, albo guru tam, a te rady, które wciska ludziom aż się proszą o pomstę do nieba. Wiem, że często też Wam coś proponuję, polecam i wychwalam, ale nawołuję byście sprawdzały mnie, sprawdzały inne blogerki i każdy artykuł z tych a`la specjalistycznych portali, na których pięć sekund po wejściu oślepia Cię reklama butów, szamponu czy jogurtu, który koniecznie musisz zjeść by włosy zaczęły Ci rosnąć jak szalone, a zmarszczona skóra naciągnęła się jak prześcieradło w wojsku. Jest mnóstwo mitów, które powtarzane są na portalach, w telewizji, a przede wszystkim w blogosferze. I ja dzisiaj właśnie o nich będę mówić. 



Zakochana w korundzie/ Organique Eternal Gold Corundum Peeling-Złoty peeling korundowy i Sylveco oczyszczający peeling do twarzy.



Chciałabym napisać Wam piękną historię o spotkaniu z peelingiem korundowym, który okazał się moim wybawcom, ja się w nim zakochałam, a potem żyliśmy długo i szczęśliwie. Taki fajny wstęp, który wywiera ogromne wrażenie, wzbudza emocje i daje do myślenia. W tym przypadku jednak nie było ciekawego  pierwszego spotkania, niespodziewanego odkrycia czy ckliwej historii. Zaczęło się bardzo zwyczajnie i prosto: dostałam próbkę od kosmetyczki i zużyłam ją tylko dlatego, że aktualnie skończył mi się zapas peelingów (sytuacja bardzo nietypowa u osoby, która posiada już własny pokój na kosmetyki, a jednak zdarza się). Dopiero teraz będą fajerwerki, bo już po pierwszym dotknięciu, bliższym zapoznaniu się z zapachem i wspaniałych efektach, wiedziałam, że to jest to czego szukałam od lat! Mówię tu o konkretnym peelingu marki Organique z serii Eternal Gold. Ale produkt ten był tylko początkiem mojej historii z korundem, kryształem cenniejszym dla mnie niż diament, który ponoć jest najlepszym przyjacielem kobiety. Nie. Najlepszym przyjacielem Magdaleny jest korund (drugi najtwardszy po diamencie minerał). Dlaczego? Dziś właśnie o tym będę opowiadać.



Najlepsze polskie kosmetyki. Co mi polecisz?



Dziś nie będę się mądrzyć, nie będę krytykować, ani marudzić. Bo dziś to ja przychodzę do Was z ogromną prośbą. Już powoli, małymi kroczkami zbliża się mój urlop w Polsce i prócz układania listy ważnych rzeczy, które muszą się znaleźć w walizce i odkreślania każdego dnia grubą kreską w kalendarzu, chciałabym jeszcze stworzyć listę kosmetyków, które warto kupić. Mam już kilka w głowie, ale w sumie sama nie wiem czy naprawdę warto, a tak będę miała czarno na białym sprawdzone przez Was produkty :)


Źródło

#luxury #day/ NARS Sheer Glow Foundation/ Rozświetlający podkład kryjący.


POST Z NOWEGO CYKLU LUXURY DAY

Gdybym miała wymienić najczęściej zadawane mi pytanie to pewnie bez zastanawiania wymieniłabym: po co Ci tyle kosmetyków? Obecnie mój narzeczony, który przywykł do odpowiedzi: "bo tak", oraz siostry, które chyba mnie trochę rozumieją są jedynymi bliskimi, którzy przestali już pytać. A osobą, której najczęściej muszę tłumaczyć, że mam bloga i ogólnie uwielbiam kupować kosmetyki, bo zawsze jest coś co może mi się przydać, jest moja mama. Uwielbiam jej zdziwioną minę i choćbym nie wiem jaki argument podała zawsze rozmowa kończy się tym samym: "a przestań":) Wiem, że każda z Was ma jakiś konkretny, ulubiony rodzaj kosmetyków, których nigdy dość. Są to lakiery, rozświetlacze, cienie lub tak jak w moim przypadku podkłady. Nigdy nie mam ich wystarczająco dużo i przy zakupie każdego następnego zawsze mam nadzieję, że to będzie ten jedyny. Posiadam już listę swoich ulubieńców i jeśli ich jeszcze nie znacie zapraszam do zakładki FAQ. Dziś opowiem jednak o innym produkcie testowanym przypadkiem, choć od kilku dobrych miesięcy chodził za mną krok w krok. Zapraszam Was na spotkanie z jego wysokością: podkładem Nars Sheer Glow.


Kosmetyczne trendy, które powinny zginąć!



Jeszcze jakiś czas temu do wykonania makijażu potrzebowałaś podkładu, pudru, różu, ewentualnie korektora, później tusz, może jakaś kreska (o ile Twoje umiejętności na to pozwalały) i to by chyba było na tyle. Mam jednak wrażenie, że w przeciągu kilku lat wizażyści i marki kosmtyczne, prześcigają się w wymyślaniu coraz to idiotyczniejszych trendów, które większość dziewczyn (zwłaszcza młodych) obsesyjnie próbuje wprowadzić w swoją makijażową rutynę. Gdy oglądam je w Internecie, łapię się za głowę i myślę na Boga, jak w ogóle ktoś może powielać te idiotyczne pomysły? Wiem, że głównym sprawcą jest dosyć popularna ostatnio aplikacja Instagram, która potrafi zrobić wodę z mózgu. Postanowiłam przekonać się na własnej skórze i wypróbować te cudowne odkrycia, które przecież mają zmienić mnie w seksowną i piękną Angeline Jolie. Wiecie jaki był efekt? Marny! I wcale nie sądzę, że wynika to z braku moich umiejętności, a raczej z braku sensu tych metod. Przyjrzyjmy im się zatem bliżej. 

Źródło


Kosmetyki w słoiczkach, czy należy ich się bać?/ Moje trio: Soap & Glory, Efektima i L'oreal.



Pewnie każda z Was na hasło krem, balsam czy mleczko od razu w swojej głowie widzi konkretny produkt lub opakowanie. Oczywiście powód jest dosyć prosty: producenci niezależnie od marki czy ceny, przeważnie umieszczają podkłady w buteleczkach, pudry w okrągłych pojemniczkach, maseczki w małych saszetkach itp. Jasne, że nie jest to reguła czy zasada, której należy się trzymać, ale w większości przypadków właśnie tak jest i przez lata się to nie zmienia. Mi na przykład krem od zawsze będzie kojarzył się z malutkim, szklanym słoiczkiem z pięknie pachnącą, miękką jak chmurka zawartością. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że to milutko kojarzące się opakowanie, może być najgorszym rozwiązaniem z możliwych i stratą pieniędzy. Dziś porozmawiamy o produktach spoczywających w słoiczkach oraz podzielę się z Wami moimi ulubieńcami w tej kategorii.




Rozdanie z Bielenda! 3 zestawy! 3 zwycięzców!

Sisi już niedługo będzie oglądać swój nowy zestaw, który wygrała w ostatnim Rozdaniu. A dziś wraz z marką Bielenda przygotowaliśmy super niespodziankę. Trzy zestawy kosmetyków do oddania! Co oznacza, że wygrywają aż trzy osoby
To jak? Zapoznajemy się szybko z regulaminem i do dzieła! :)

Zapraszam! 


5 nie-celebryckich blogów, które polecam.



Posty z listą ulubionych blogerek. Oj wiele z nas lubi sprawdzać tego typu wpisy z lekką adrenaliną, kołaczącym sercem i nadzieją, że w końcu została wyróżniona. Czytasz, przewijasz i  okazuje się, że nie znalazłaś się na niej? Nie martw się nie Ty jedna. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że  stałymi jej bywalczyniami są Kosmetyczna Hedonistka, Alina, czy Agu Blog. Rozumiem zachwyt, ale serio? W całej blogosferze nie ma innych utalentowanych dziewczyn? Przecież te o których piszecie wszystkie doskonale znamy i myślę, że polecać ich nie potrzeba. Prawie każdy lubi ich blogi lub chociaż czyta, ale się nie przyznaje. Nie wierzę, że nie znacie innych blogerek, które nie są super sławne, ale talent mają i to niezwykły. Co więcej połowa z Was nie wie, że te z największą liczbą obserwatorów czy wejść tak naprawdę prowadzą ukryte współprace, a 95% ich postów jest sponsorowana. Może nie ma w tym nic złego, ale ja jednak wolę blogi, na których dziewczyny dają coś z siebie, ciężko pracują nad napisaniem posta i jest on tylko i wyłącznie skutkiem ubocznym ich wyobraźni czy wiedzy. Zwłaszcza, że ostatnio coraz mniej nam się ufa kiedy recenzujemy produkty ze współprac. Większość raczej preferuje te notki, w których natchnienie przychodzi samo, a nie  podyktowane jest otrzymaniem darmowego produktu. Ja tej kwestii zawsze nawoływać będę o umiar :)


Bądź człowiekiem i wybierz Disqusa!



Jakiś czas temu pytałam Was co sądzicie o dosyć popularnym już systemie komentowania zwanym Disqus. Zdziwiłam się bardzo widząc, że ma on praktycznie tyle samo zwolenników co przeciwników. Ja osobiście uważam, że to świetne narzędzie, które znacznie ułatwia komunikację na linii autor i czytelnik. Jednak Wasze zdanie również było dla mnie bardzo ważne. Przeczytałam naprawdę mnóstwo artykułów i znalazłam argumenty za i przeciw. Były nawet blogerki, które stron bez Disqusa nie obserwują, bo ponoć bardzo cenią sobie swój czas. I choć niektóre opinie głęboko osadzone były w przesadę, pomogły mi jednak podjąć decyzję, a dzisiejszego posta kieruję do tych z Was, które jeszcze się wahają lub narzędzia tego nie zdążyły poznać. 


5 ważnych nawyków, które odmieniły moje włosy.




Blogerką jestem już jakiś czas. Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że znam się naprawdę dobrze na kosmetykach i pielęgnacji. Stąd też pomysł założenia bloga. Jednak prawdziwą fanatyczką, czytającą i zagłębiająca się w temat aż do bólu jestem dopiero kilka dobrych miesięcy. I tak samo jak dłonie czy stopy traktowałam po macoszemu, równie bezdusznie spoglądałam na włosy. Są zniszczone, krótkie i nieładne, więc po co o nie dbać? I tak nic z tego nie będzie. Na szczęście czytając blog za blogiem, artykuł za artykułem zrozumiałam, że może jeszcze nie jest za późno, przyswoiłam sobie mnóstwo ważnych informacji i postanowiłam, że spróbuję coś zmienić. Wiedziałam, że efekty nie będą zauważalne od razu i jedyne co będę mogła zrobić przez pierwsze miesiące to uzbroić się w cierpliwość, która nie jest moją mocną stroną. A jednak się udało! Wprowadziłam do swojej włosowej pielęgnacji kilka nawyków, które sprawiły, że dotąd plątające się i przeszkadzające kosmyki, dziś wyglądają o wiele lepiej, a ja w końcu mogę być z nich dumna. 
Jestem niezmiernie ciekawa czy u Was także się sprawdziły? 



© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig