5 ważnych nawyków, które odmieniły moje włosy.




Blogerką jestem już jakiś czas. Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że znam się naprawdę dobrze na kosmetykach i pielęgnacji. Stąd też pomysł założenia bloga. Jednak prawdziwą fanatyczką, czytającą i zagłębiająca się w temat aż do bólu jestem dopiero kilka dobrych miesięcy. I tak samo jak dłonie czy stopy traktowałam po macoszemu, równie bezdusznie spoglądałam na włosy. Są zniszczone, krótkie i nieładne, więc po co o nie dbać? I tak nic z tego nie będzie. Na szczęście czytając blog za blogiem, artykuł za artykułem zrozumiałam, że może jeszcze nie jest za późno, przyswoiłam sobie mnóstwo ważnych informacji i postanowiłam, że spróbuję coś zmienić. Wiedziałam, że efekty nie będą zauważalne od razu i jedyne co będę mogła zrobić przez pierwsze miesiące to uzbroić się w cierpliwość, która nie jest moją mocną stroną. A jednak się udało! Wprowadziłam do swojej włosowej pielęgnacji kilka nawyków, które sprawiły, że dotąd plątające się i przeszkadzające kosmyki, dziś wyglądają o wiele lepiej, a ja w końcu mogę być z nich dumna. 
Jestem niezmiernie ciekawa czy u Was także się sprawdziły? 




                     Regularne stosowanie odżywek
                                                                                        

Nie było łatwo, musiałam często przekonywać samą siebie, że warto i sporo czasu minęło zanim zaczęłam opróżniać wszystkie możliwe odżywki w domu, które ustawione w rządku i zapomniane, leżąc w starym kartonie, już od dłuższego czasu czekały na swoją kolej. Dziś już nie mam z nimi żadnego problemu. Są tak samo ważne jak cała reszta i na pewno nigdy z nich nie zrezygnuję. Obecnie używam odżywek od 3 do 4 razy w tygodniu i jestem im wdzięczna za dodanie ekstra nawilżenia, dzięki czemu moje włosy są lśniące, gładkie i w końcu wyglądają na zdrowe. Bo chociaż znacznie chętniej sięgam po maski, odżywek nie odrzucam i też mają swoje honorowe miejsce w mojej łazience.

Odpowiednia pora na czesanie
                                                                                             

Rozczesywanie włosów zaraz po ich umyciu było dla mnie tak oczywiste jak wypicie szklanki wody, gdy poczuję pragnienie. Musiałam zbierać szczękę z podłogi, gdy okazało się, że przez te wszystkie lata popełniałam ogromny błąd. Nigdy nie pomyślałam o tym, że pod wpływem wody włosy pęcznieją, zmieniają strukturę i stają się słabsze. Rozczesywanie i ciągniecie ich kiedy są mokre, to tak jak napadanie na wioskę zamieszkałą tylko i wyłącznie przez kobiety i dzieci. Otóż włosy powinno się czesać przed umyciem, a nie po. Jeśli jednak nie godzicie się ze mną i jesteście prawie pewne, że nie będziecie umiały wyeliminować tego okropnego nawyku, to odsyłam Was do Marty z bloga Martusiowy Kuferek. pl, która podpowiada jak czesać mokre włosy by ich nie zniszczyć. Radzę też nie sięgać po szczotkę za często. Jeden lub dwa razy dziennie wystarczy. Ewentualnie w grę wchodzi jeszcze rozczesanie przed snem, by oczyścić włosy z kurzu i brudu nagromadzonego przez cały dzień.

Właściwa temperatura wody
                                                                                          

Nikt tak jak ja nie kocha gorących kąpieli! Wieczny zmarzluch z zimnymi stopami i dłońmi, cały dzień czeka na strumień cieplutkiej, parującej wody, która działa niczym ukojenie, wybawienie i zabiera precz wszystkie stresujące chwile. Pozwala rozluźnić się moim mięśniom i świetnie przygotowuje mnie do snu. Nigdy nie zmieniałam temperatury wody, nawet kiedy musiałam polać nią włosy. Przerażała mnie wizja zmiany mojej gorącej lawy w zimny jak lód górski strumyk. No i znowu z pomocą przyszedł jakiś mądry artykuł, który nawkładał mi do głowy, że moje ukochane ciepełko wysusza skórę głowy, która w rezultacie zaczyna się bardziej przetłuszczać (jakby obecnie nie była wystarczająco tłusta). Chcąc nie chcąc powoli zaczęłam nawyk ten zmieniać i nawet dosyć szybko przywykłam, a moja skóra w końcu odetchnęła z ulgą. Jak mogłam ją tak torturować?

 Odpowiednia ilość kosmetyków
                                                                                        

Zarówno szampon i odżywkę zawsze nakładałam po równo na całą głowę. Źle! W przypadku tego pierwszego należy głównie skupić się na samym skalpie. To na nim jest najwięcej tłuszczu i produktów do stylizacji. Końcówki nie wymagają ogromnych ilości szamponu i wystarczy odrobinka by się porządnie oczyściły. Jeśli natomiast chodzi o odżywkę, najlepiej aplikować ją od połowy głowy w dół. Czyli tam gdzie włosy są najbardziej przesuszone i podatne na rozdwajanie. Oczywiście możecie potraktować nią również skalp, ale na moich łatwo przetłuszczających się włosach zazwyczaj kończy się to obciążeniem.

 Unikanie akcesoriów do stylizacji
                                                                                        

Jeszcze niedawno patrzyłam ze zdziwieniem na włososmaniaczki, które przyrzekały, że mówią precz lokówkom, prostownicom i suszarkom. Myślałam, że to jakaś fanaberia i totalna przesada. Obecnie sama staram się ich unikać i robię wszystko by te piękne akcesoria jak najdłużej spoczywały na dnie szuflady. Na szczęście jako mama rzadko mam wychodne, więc stylizacja mojej fryzury odbywa się raz na jakiś czas i nie jest w stanie zaszkodzić włosom :) 



                                             

Wiem, że niektóre nawyki pewnie stosujecie już od lat i nie są dla Was nowością. Mi przyswojenie każdego z osobna, a później wprowadzenie do włosowej pielęgnacji, zajęło troszkę czasu. Jednak kiedy zaczęłam widzieć pozytywne rezultaty z uśmiechem stwierdzam, że było warto i żałuję, że dowiedziałam się o nich tak późno.

A które nawyki najtrudniej Wam było przyswoić? 

Miłego popołudnia! 





© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig