#luxury #day / Anastasia Beverly Hills Contour Cream Kit/ Paletka do konturowania



O konturowaniu na pewno słyszała już każda z Was, nawet jeśli sama jeszcze nie próbowała. Kiedyś technikę tą stosowali tylko wizażyści, a w 2012 roku celebrytka Kim Kardashian zapoczątkowała modę na konturowanie w zaciszu domowym. Publikując na Instagramie swoje zdjęcia zrobione przed nałożeniem makijażu i po jego wykonaniu, pozwoliła innym kobietom zrozumieć, że wcale nie trzeba być profesjonalistką by uzyskać podobny efekt. Wystarczy tylko umiejętne wykorzystanie kosmetyków od dawna nam znanych. Oczywiście Kim nie była pomysłodawczynią tej metody, ani nawet jej wizażysta (Scott Barnes), bo początki konturowania sięgają aż roku 1500, a jako pierwsze stosowały ją aktorki wychodzące na czerwony dywan lub charakteryzujące się do konkretnej roli. 






Dziś za rozpowszechnienie tej metody możemy dziękować profesjonaliście ze szkoły makijażu od Max Factor, który w 1934 roku opublikowali w gazecie pierwszy przewodnik jak krok po kroku wymodelować twarz bez użycia skalpela. 



Przyznaję, że do  dziś uczę się jak powinno wyglądać poprawne konturowanie i nie zawsze wychodzi tak jakbym chciała. Największy problem miałam jednak ze znalezieniem odpowiednich produktów. I o ile bronzer współpracuje całkiem przyzwoicie, o tyle rozjaśnienie konkretnych miejsc zawsze kończyło się nie tak jakbym chciała. Od kiedy kwasy wybieliły moją cerę, musiałam przejść na bardzo jasne podkłady i znalezienie produktów, które jeszcze by je rozjaśniły, okazało się praktycznie niemożliwe. Wszystkie po zblendowaniu perfekcyjnie stapiały się z cerą i ślad po nich ginął, a o konturowaniu nie było mowy. Moja kolekcja rozświetlaczy i bronzerów rosła, a ja i tak za każdym razem zostawałam z niczym. Postanowiłam więc sięgnąć po najbardziej chwalone produkty do konturowania od Anastasia Beverly Hills i przekonać się, czy faktycznie to co modne i wynoszone pod niebiosa głównie przez jedne z najczęściej oglądanych youtuberek, naprawdę warte jest swojej ceny. Zwłaszcza, że ostatnio dosyć często ich opinie brane są w wątpliwość, a same dziewczyny oskarża się o przekupstwo. 


Większość z Was pewnie kojarzy produkty od Anastasia Beverly Hills, ale nie każda zna historię tej rumuńskiej kobiety, tak ckliwą i poruszającą, że spokojnie nadawałaby się na plan naszych polskich seriali. Mówi się, że przyjechała do Stanów nie znając ani trochę języka angielskiego, co obecnie jest dosyć często spotykane. Z resztą moje początki za granicą wyglądały tak samo. Na początku pracowała w salonie kosmetycznym, a kiedy zaczęła przyjmować piękne i bogate aktorki była zdumiona, że tak mało uwagi poświęcają brwiom. Sama studiowała sztukę i pamiętała lekcje, na których nauczyciel ciągle powtarzał, że jeśli rysując portret chce się zmienić ekspresję twarzy, należy skupić się na brwiach. Anastasia postanowiła więc splądrować biblioteki by znaleźć odpowiedź na pytanie: jak wyglądają te perfekcyjne. Udało jej się odkryć technikę, dzięki której każda z nas w zaciszu domowym mogłaby sama idealnie wystylizować swoje brwi. Później dla jednej z klientek, która nie wyobrażała już sobie życia bez efektów, jakie wyczarowała u niej Anastasia wycięła szablon, by korzystała z niego wtedy, gdy nie będzie mogła się z nią zobaczyć. Szybko zrozumiała, że taki gadżet posiadać powinna każda kobieta i stąd też pomysł by zacząć je sprzedawać. Później powstawały kolejne kosmetyki takie jak palety cieni czy rozświetlaczy. Wszystko dlatego, że nie było ich na rynku, a Anastasia potrzebowała całej tej kolekcji by uzyskać efekty, na które sama wpadła. Tak wyglądała cała jej historia, w której genialny pomysł przerodził się w żyłę złota, a dziś niejedna kobieta po spróbowaniu choć jednego produktu od Anastasia Beverly Hills chce tylko więcej i więcej. Tutaj aż ciśnie mi się na usta powtarzane od lat powiedzenie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.



Dziś jednak postanowiłam opowiedzieć Wam o palecie do konturowania na mokro, która jest główną bohaterką posta. 

Sama posiadam odcień Light, ale na rynku dostępne są jeszcze: najjaśniejszy czyli Fair, później jest mój, a następnie Medium i Dark. 



Jako wielbicielka prostych i mało pstrokatych opakowań (nie kupuję The Balm, tylko dlatego, że ich szaty graficzne uważam za okropne), uwielbiam te od Anastasia Beverly Hills. Paletkę otrzymujemy ukrytą pod kartonowym opakowaniem, które ja oczywiście zachowałam (takie moje zboczenie, że wszystkie kosmetyki mam ciągle w pudełeczkach). W środku znajdziemy plastikową kasetkę wypełnioną sześcioma konturującymi i rozjaśniającymi kremami, przez której przezroczystą klapkę, możemy podziwiać całą, wspaniałą zawartość.  W mojej znajdują się takie odcienie jak: Fair (najjaśniejszy), Neutral (bardziej przybliżony do korektorów, które używamy na co dzień), Banana (już sama nazwa wskazuje, że będzie to żółtawy odcień), Java (najjaśniejszy brązer), Light Sculpt (powiedziałabym mleczna czekolada) i Havana (ciemny brąz). Fajnym pomysłem wydaje mi się możliwość wymiany poszczególnych odcieni. Oczywiste jest, że normalnie używamy kilku konkretnych, ulubionych i to po nie sięgamy najczęściej. A kiedy się kończą kupujemy następną paletkę i tak zbiera nam się ich niezliczona ilość. Tutaj wystarczy jedynie dokupić te fragmenty, z którymi musiałyśmy się rozstać najszybciej. Genialne!

Tak wygląda paletka używana trzy miesiące. Jak widać nie jest źle i nie ma problemu z czyszczeniem, w przeciwieństwie do tej z pudrami :)

Zdecydowanie mogę powiedzieć, że paletka do konturowania od Anastasia Beverly Hills jest najlepszym tego typu produktem, jaki miałam okazję używać, ale... ma swoją wadę, o której zaraz wspomnę. Najpierw skupię się na moim ulubionym worku pozytywnych spostrzeżeń, do którego wrzucam przede wszystkim bardzo kremową i fajną konsystencję. Dlaczego fajną (przecież to pojęcie względne)? Otóż te produkty blendują się fenomenalnie i śmiem nawet stwierdzić, że świetnie nadają się dla początkujących, którym brak wprawy i dopiero wchodzą w ten niełatwy świat konturowania. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się bym została z plamami i wyglądała jak cyrkowy klown. Wystarczy zwykła gąbeczka (ja używam tej od RT) i w kilka sekund wszystkie odcienie łączą się ładnie z całym makijażem, ale pozostawiają po sobie idealne kontury, które sobie nadałyśmy. Ja bym nazwała to takim magicznym dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie męczymy się, nie musimy machać pędzlem jak szalone i pocierać biedną skórę by wszystko ładnie się stopiło. 

Po paletkę sięgam tylko od czasu do czasu i jestem pewna, że starczyłaby mi na lata, choć jej data przydatności to jedynie 12 miesięcy. Każdy odcień jest tak napigmentowany, że wystarczy odrobina byśmy uzyskały efekt jaki sobie wymarzyłyśmy. Produkty nie ścierają się w ciągu dnia i nie wpływają na jakość makijażu.


Wada, która uważam jest warta omówienia to możliwość wysuszania okolic oczu. Podkreślę jednak, że u mnie praktycznie każdy korektor pozostawia takie skutki. Tylko te przypominające konsystencją podkład, wyglądają idealnie bez użycia kremu pod oczy. Wszystkie zbite, bardzo kremowe czy kamuflujące, podkreślają u mnie suche skórki, których normalnie nie zauważam. Oczywiście jeśli przygotuję odpowiednio skórę, wszystko wygląda idealnie, ale zdarzało mi się zapomnieć wysmarować okolice oczu i wtedy widziałam już ten mankament. 



W podsumowaniu na pewno kolejny raz powtórzę, że uwielbiam ten produkt, chociaż uważam, że wersja pudrowa jest o wiele lepsza. Jeśli nie lubicie ciężkiego konturowania lub wykonujecie je od wielkiego dzwonu, to nie jestem pewna czy warto inwestować w tą paletkę. No chyba, że nie jest Wam szkoda wydać pokaźnej sumki na produkt, który przez większość czasu będzie leżał w szufladzie. Mocnego konturowania każdego dnia raczej nie polecam, ale jeśli są takie hardcorowe zawodniczki, to one na pewno będą zadowolone. Nie jest to produkt niezbędny i da się bez niego żyć, ale jak fajnie jest wiedzieć, że należy tylko do nas :)


Po z pudrem, różem i rozświetlaczem





Jeśli jesteście ciekawe jak sprawuje się paletka w rękach profesjonalistki zapraszam na film Katosu, która instruuje jak powinno się konturować i demonstruje między innymi te produkty od Anastasia Beverly Hills :)




Chcecie czy nie? :)

Ocena: 8/10
Cena: 39 funtów

PS: Spektakularnego efektu nie ma tylko dlatego, że dopiero po zakupie paletki zdałam sobie sprawę, że moja szczupła i podłużna twarz jako takiego konturowania nie potrzebuje. Rozświetlaczy jednak używam na każde wyjście i z paletki korzystają również moje siostry, więc zakupu nie żałuję :)


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig