Różowi super geniusze, czyli Soap & Glory Hand Dream i Heel Genius/ Krem do rąk i stóp.


Tegoroczne postanowienia spisane zostały tylko i wyłącznie w mojej głowie, a później głęboko ukryte w skrzyneczce pod tytułem: zrobię to! Nie wrzuciłam ich do: "muszę się za to wziąć", "chciałabym popracować nad tym" lub "zamierzam zrealizować w tym roku", bo wiem, że raz tam ukryte, zostałyby wydobywane tylko na chwilę, a później znowu wrzucane na swoje miejsce, aż do całkowitego zapomnienia. Tak to się kończyły co roku, tak to wygląda od zawsze. Dlatego muszę powiedzieć samej sobie, że coś zrobię, wykonam i nie ma innej opcji. Jeśli w coś mocno wierzysz, powtarzasz każdego dnia i jesteś pewna, że się to wydarzy to prędzej czy później tak będzie (to nie moja teoria). Najmniej ufałam postanowieniu poprzestania zaniedbywania dłoni i stóp. Pielęgnowanie ich zawsze przychodziło mi bardzo ciężko i nawet, gdy już coś zaczęło iść w dobrym kierunku, systematyczność z dnia na dzień spadała, by w końcu przerodzić się w lenistwo. Są jednak dwa morowe, słodziutko-różowiutkie produkty, które znacznie ułatwiają wykonie tego ważnego postanowienia. Mowa o kremie do rąk i stóp od Soap & Glory, które nie tylko przyciągają wzrok, ale i nie pozwalają porzucić się po kilku dniach używania. 




Opakowania produktów Soap & Glory są jedynymi pstrokatymi wytworami w świecie kosmetycznym, które jestem w stanie zaakceptować, a moja pobłażliwość chyba również bierze się z sentymentu do niegdyś kochanego koloru różowego. Marka znana jest z wymyślnych i ciekawych opakowań nawiązujących do lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, które uwielbiane są przez kobiety na całym świecie. Ja kocham ich niebanalne oznaczenia, które nie są nudnymi i powtarzanymi w kółko regułkami informacyjnymi. Biorąc do ręki krem do rąk S&G masz pewność, że dowiesz się wszystkiego co chcesz, a dodatkowo na Twojej twarzy na pewno zagości uśmiech. 


 Krem do rąk znam od dawna (używam go na zmianę z ukochanym Hand Food). Bardzo lubię jego matową i wygodną w użyciu, szeleszczącą tubkę. Często noszę ją w torebce, chociaż z wiadomych względów ta mniejsza wersja kremów od S&G bardziej się nadaje do utknięcia w niezliczonych warstwach mojego wora bez dna. 
 
Krem pachnie cudownie i słodko, a jego woń jest tak intensywna, że przez chwilę może nawet się gryźć z perfumami. Wiele osób zwraca uwagę na roznoszący się za mną woal, stworzony z cukierkowego i uwodzącego zapachu, pytając kto jest  tego sprawcą. 
 
 
 
Biała i niegęsta masa, bardzo szybko się wchłania i pozostawia na skórze wyczuwalny film. Nie jest to jednak tłusta warstwa, do której przyczepia się kurz, brud i tupecik wuja Frania. To bardziej gładka otoczka, która sprawia, że masz ochotę dotykać swoich dłoni non stop, zachwycając się ich idealną miękkością i delikatnością. Jeśli ktoś podałby Ci teraz rękę na przywitanie, jestem pewna, że pomyślałby: wow, jak ona to robi, że ma tak dopieszczone dłonie? 
 
 
 
Producent zapewnia, że krem Hand Dream jest tak wyjątkowy iż będziesz musiała się uszczypnąć by sprawdzić, czy to co właśnie uczynił dzieje się naprawdę :) Na tej różowiutkiej tubce, umieścił również informację ostrzegającą, bo w środku znajdziesz nie tylko odżywcze olejki, ale i również hydrokwasy AHA, które mogą zwiększyć wrażliwość skóry na promienie słoneczne, przez co zaleca stosowanie filtrów przeciwsłonecznych ( zaznacza również, że powinnyśmy to robić cały rok bez względu na rodzaje aplikowanych kosmetyków). Pierwsze miejsca w składzie to woda, gliceryna i inne emolienty plus substancje wpływające na konsystencję produktu oraz jego dłuższą przydatność do użycia. Jest ich dosyć sporo. Dopiero nieco dalej mamy olejek kokosowy, olej z pestek winogron i makadamia, masło shea, a następnie znowu całą masę konserwantów. Zaraz za nimi kolejno ujrzymy kwas mlekowy i inne olejki takie jak neroli czy z owoców drzewa bergamotowego. Nie ma szału, ale nie jest też źle. W tego typu produktach głównie liczy się dla mnie działanie, któremu nie mogę nic zarzucić. 
 
 
 
Krem do stóp mieści się w środku błyszczącej i równie różowej jak jego poprzednik tubce. Na szczęście nie ma tu zakrętek biegających po łazience i wciskających się w najtrudniej dostępne zakamarki. Muszę powiedzieć: lubię to! Jasno niebieska niczym pasta do zębów konsystencja, również pachnie bardzo ładnie, chociaż mocno wyczuwalna jest tu woń mentolu, który chłodzi i koi zmęczone po całym dniu stopy. Mój wieczorny rytuał, w którym mi towarzyszy zakańczam nałożeniem bawełnianych skarpetek, a potem prosto do łóżka. W zależności ile kremu nałożę na stopy, zdarza się, że jeszcze rano muszę wsmarowywać jego resztki, zanim odzieję skarpetki. Jak więc łatwo się domyślić o szybkim wchłonięciu nie ma mowy, chociaż to też pewnie zależy od ilości kosmetyku, jaką normalnie sobie serwujecie.
 
Czy nazwałabym ten krem geniuszem w swojej kategorii? To zależy czego się od niego wymaga i w jakich warunkach jest testowany.  Przyznam, że kiedy wdrażałam to ważne postanowienie w życie, moje stopy wołały o pomstę do nieba. Wystarczył jeden produkt (niedługo o nim napiszę), który szybko doprowadził skórę do normalnego stanu i teraz spokojnie mogę ją nazwać zadbaną. Obecnie regularnie używam Heel Genius i nigdy wcześniej moje stopy nie były w tak świetnym stanie. Nie mam pojęcia czy jeśli sięgnęłabym po inny produkt to efekt byłby niezadowalający, ale pewna jestem, że krem od S&G bardzo lubię i na razie nie będę sięgać po konkurencję. Świetnie nawilża, chłodzi i zmiękcza całą powierzchnię stopy. Dawno już zapomniałam o brzydkiej, grubej i zaniedbanej skórze na piętach i palcach. Niczego więcej nie mogę wymagać. U nas w Polsce nie dostał dobrych recenzji, ale w UK prawie na każdej stronie ma ponad 4 gwiazdki na 5 i same pozytywne opisy. Na swoim koncie ma również określenie Świętym Gralem kremów do stóp.



Mała analiza informacji na opakowaniu i jemu się przyda. Tutaj producent żartobliwie pisze, że krem testowany był na ludziach i jeśli nie wierzycie, że działa to tylko dlatego, że nie widzieliście ich stóp :) W składzie znowu na pierwszych miejscach emolienty i humektanty (wpływają na konsystencję produktu oraz nawilżają), a dopiero dalej (ósme miejsce) mamy olej z nasion makadamia, wyciąg z klonu srebrzystego (zawiera sole mineralne i witaminę C-złuszcza martwy naskórek), ekstrakt z olejku neroli, ekstrakt z cytryny (również źródło witaminy C), wyciąg z trzciny cukrowej, oraz ekstrakt z czarnej borówki. Sporo fajnych składników jak na krem do stóp, które przeważnie zawierają mnóstwo parafiny i nic poza tym. 


Uwielbiam oba produkty, chociaż chyba Hand Food (kultowy krem do rąk od S&G) jest troszkę lepszy od Hand Dream. Nie zmienia to faktu, że kolejne spotkanie z Soap & Glory zakończone jest sukcesem i moja miłość do ich pielęgnacyjnych kosmetyków nie zna końca. Polecam każdej z Was zarówno krem do rąk, jak i do stóp oraz gwarantuję, że będziecie zadowolone, a jeśli nie Wy to na pewno już w rodzinnym domu znajdziecie chętnych na jego zużycie :)


Cena Heel Genius: ok. 30 zł
Cena Hand Dream ok. 40 zł





 
Jak tam Wasze kosmetyczne postanowienia? Spełniają się w towarzystwie równie fajnych produktów? A może po recenzji już nie chcecie innych i zaraziłam Was moją różową miłością? :)

Dobrej nocy!


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig