Olejki do tłustej i trądzikowej cery?/ Moja historia czyli drogo, naturalnie i boleśnie/ Trilogy CoQ10 Booster Serum i Replenishing Night Cream.



Nie będę już we wstępie pisać, że moda na wszystko co naturalne i vege z dnia na dzień rozszerza swoje horyzonty, bo mam wrażenie, że ostatnio o niczym innym nie mówię. Moja niepokorna natura jednak nie pozwala mi milczeć, zwłaszcza, że trafiła kosa na kamień. Podążanie za modą może być ryzykowne, niebezpieczne i nieść za sobą poważne konsekwencje, zwłaszcza jak w parze z nią idzie również niewiedza. Mam wrażenie jednak, że ten trend uwiesił mi się na ramieniu i raz po raz szepcze do ucha, że powinnam spróbować, bo przecież te super kosmetyki "są naturalne i zaprojektowane by naprawiać i odżywiać cerę, więc nie powinny pogarszać jej stanu". Teraz już wiem co szkodzi mojej skórze i jakich składników powinnam wystrzegać się jak ognia, jednak aby się o tym przekonać musiałam kilka razy leczyć rany i przez jakiś czas wyglądać jak trędowata. Jeśli wciąż nie wierzysz, że naturalne kosmetyki mogą pogorszyć stan cery, myślę, że dziś będę w stanie Cię przekonać





Markę Trilogy obserwuję już od dawna, a ich produkty wręcz krzyczały do mnie bym koniecznie spróbowała. Sam producent twierdzi, że jego kosmetyki mają maksymalny wpływ na skórę, a minimalny na środowisko i z tym muszę się zgodzić, bo na moją tak wpłynęły, że do końca życia będę o tym pamiętać. Tym razem przeczytałam skład i podejrzewałam, że serum i krem mogą mi zaszkodzić. Podkreślam słowo mogą, bo wszędzie, gdzie próbowałam dowiedzieć się czegoś więcej o konkretnych składnikach, każdy zaznaczał, że ich szkodliwość jest prawdopodobna, ale oczywiście nie każda tłusta cera jest taka sama i to co u jednej się nie spisze, u drugiej może świetnie działać. Napisałam nawet do samej marki i otrzymałam odpowiedź, którą zaznaczyłam cudzysłowem we wstępie. Mam wrażenie, że wygenerował ją robot i nikt nie pofatygował się nawet by mi pomóc. 

Zarówno serum jak i krem zapakowane są naprawdę przepięknie, chociaż słoiczki zawsze będą wzbudzały we mnie swego rodzaju niesmak. Co prawda do kremu dołączona jest szpatułka i oprócz zakrętki mamy też dekielek, ale mnie to i tak nie przekonuje. Serum natomiast pochodzi z innej bajki. Ciemna buteleczka i pipeta to chyba jedno z najbardziej ukochanych przez nas rozwiązań. Forma ta sprawia iż kosmetyk od razu nabiera luksusowego wyglądu, a my punktujemy producenta za wkład w dbałość o szczegóły, bo estetyka jest ważna, a tutaj dostajemy ją jeszcze w parze z wygodą. 


Oba produkty posiadają wspaniałe konsystencje, które ani przez chwilę nie pozwalają nam zwątpić, że mamy do czynienia z kosmetykami wypełnionym po brzegi samymi drogocennymi składnikami. Wielbicielki ładnych, perfumowanych zapachów używając ich będą musiały przyzwyczaić się do mocnej, przeszywającej na wskroś woni, która nie da o sobie zapomnieć nawet następnego dnia rano. Jestem pewna, że nie wymarzę jej z pamięci do końca życia. Atakuje nie tylko nozdrza, ale działa też na wyobraźnie i pozwala przenieść się do zaczarowanego lasu pachnącego mokrym mchem, gdzie wśród wilgotnych listków spijających ostatnie krople porannej rosy, z grubego pnia drzewa ocieka gęsta i lepka żywica. Olejki naprawdę wiodą tu prym i bez zaglądania do składów jesteś pewna, że faktycznie muszą być bazą tych kosmetyków. Żółte i tłuste serum oraz biały jak śnieg i gęsty krem nie wchłoną się szybko, a kiedy wstaniesz o świcie do pracy, będziesz jeszcze musiała wsmarować resztki produktów, z którymi Twoja skóra tak łatwo sobie nie poradzi, nawet jeśli jest bardzo sucha. 


Kiedy zaraz po zakupie szkoda Ci będzie tych wydanych milionów, w tym przypadku szybko uleczysz się z wyrzutów sumienia. Zarówno krem jak i serum są bardzo wydajne, a tego pierwszego zalecam użyć jedynie kilka kropelek, bo wyssanie całej pipety pozwala wysmarować pół rodziny. Nie musisz się więc martwić, że po kilku tygodniach będziesz zmuszona biec po następne opakowanie. Zdecydowanie jest to wydatek długoterminowy. 

Te z Was, które uwielbiają naturalne składy i olejki na pierwszych miejscach będą zachwycone. Serum to prawdziwa wylęgarnia dobroci. Już na samym podium mamy olejek makadamia, olej jojoba, Tocopheryl acetate (substancja hamująca procesy starzenia się skóry), olejek z czarnuszki, olej tamanu, koenzym Q10 i jeszcze olejek z jagód acai (bomba witaminowa). Jestem pewna, że to jeden z lepszych składów, jakie widziałam. Jest po prostu idealny! Możliwe, że gdybym używała go solo byłoby lepiej, ale wolałam już więcej nie ryzykować.

W kremie  tych dobroci mamy jeszcze więcej. Pierwsze miejsca to woda, olejek ze słodkich migdałów, emolienty (jeden z nich otrzymywany na bazie oliwy z oliwek), masło kakaowe, ekstrakt z korzenia lukrecji oraz ogórka, itd. Ich nazwy pewnie nie dla wszystkich są ważne, więc nie będę opisywać każdego z osobna. Standardowo przy końcu umieszczę wszelkie dodatkowe informacje na temat kosmetyków, bo jestem pewna, że te z Was, które się składami interesują, nie potrzebują mojej pomocy w ich studiowaniu :)



Mogę uwierzyć, że zarówno krem, jak i serum działają cuda. Nie dla każdej cery jednak będą zbawieniem. Moją trądzikową doprowadziły do strasznego stanu. Już po dwóch dniach na twarzy zauważyłam ogromne, podskórne i bolące wypryski. Dodatkowo pory wyglądały jak wulkaniczne kratery, a nos przez ogromną ilość zaskórników prezentował się niczym wielkanocny makowiec. Wiem, że nie brzmi to dobrze i tak też nie wyglądało. Zarówno olejek ze słodkich migdałów, jak i makadamia są komedogenne i mogą zapychać. Ja jestem świetnym dowodem na to iż groźby te nie są wyssane z palca i mają sporo wspólnego z prawdą. Przyznam, że w składzie są też olejki, które mają zbawienny wpływ na trądzikową cerę, ale jak widać połączone z tymi nieodpowiednimi dla mnie, nie mają prawa do pomocy. Oczywiście skórę miałam nawilżoną świetnie, ale i tak doświadczyłam więcej szkody niż pożytku. Leczenie zajęło długie tygodnie, a rozjaśnienie kolejnych plam na pewno nie potrwa miesiąc. Zdecydowanie nie polecam wszystkim tym dziewczynom, które mają problematyczną cerę, ale śmiem twierdzić, że posiadaczki ciągle przesuszonej i spragnionej skóry będą zadowolone.

Nie każda z nas potrafi czytać składy, bo nie wszystkie potrzebujemy się na tym znać. Ja zaczęłam studiować je właśnie wtedy, gdy zauważałam, że moja cera po użyciu ostatnio zakupionego kosmetyki wygląda gorzej. Z natury jestem bardzo podejrzliwa i nie wystarczy mi słowo, czasami nawet najlepszego eksperta. Muszę na własnej skórze przekonać się, czy rzeczywiście ma racje i choć nie zawsze wychodziło mi to na dobre, dzięki każdemu z tych doświadczeń dziś już wiem co dla mojej skóry jest dobre, a czego powinnam unikać. 

Nie myślcie, że każę Wam zrezygnować z używania olejków. To, że jesteście posiadaczkami cery trądzikowej czy przetłuszczającej się wcale nie znaczy, że powinnyście omijać wszystko co tłuste i klejące. My też możemy znaleźć dla siebie olejki, które będą miały zbawienny wpływ na naszą skórę. Ja obecnie nie wyobrażam sobie wieczornej pielęgnacji bez nich, a zwłaszcza oczyszczania.

Jakie oleje zatem poleca się do cery tłustej? 



Przedstawię Wam kilka tych, które moim zdaniem są najlepsze. Zaliczam do nich:

- olejek arganowy  
- olejek jojoba (mój numer jeden)
- olejek z pestek żurawiny
- olejek z krokosza barwierskiego
- olej lniany

 Oczywiście nie mogę gwarantować, że naprawią w mig wszelkie niedoskonałości i problemy oraz, że nikomu nie zaszkodzą. Bardzo chciałabym mieć taką pewność i chociaż nie lubię tego powiedzenia, to jednak muszę się zgodzić, że każda z nas ma inną cerę i nawet najlepszy ekspert nie może przewidzieć jak będzie reagować na konkretne składniki w kosmetykach, dlatego to my powinnyśmy znać jej słabości najlepiej. Przy skórze tłustej, trądzikowej trzeba zachować szczególną ostrożność w nakładaniu olejków, ponieważ łatwo się zapycha i możemy napytać sobie biedy.


Kosmetyki od Trilogy z serii Age Proof, nie są niestety odpowiednimi dla mojej cery. Mam nadzieję, że teraz już wiecie, dlaczego ostatnio ciągle trąbie o możliwej szkodliwości naturalnych kosmetyków. Nie są to górnolotne formułki, wyczytane w jakiejś mądrej książce. Konsekwencje mojej niewiedzy i słabości do panującej mody przeżyłam na własnej skórze, w dosłownym tego słowa znaczeniu, a dziś piszę o tym by Was ostrzec i pomóc uniknąć bolesnych rozczarowań. Sama marka ma u mnie ogromny minus, bo chociaż kosmetyki rzeczywiście posiadają świetne składy, opakowania przyjazne naturze i nie są testowane na zwierzętach, to jednak podejście do klienta jest co najmniej karygodne. Nikt nie pofatygował się by zadać mi więcej pytań i pomóc w rozwiązaniu problemu. Regułkę, którą dostałam w odpowiedzi, mogę znaleźć na stronie i nie potrzebuję do tego pisać e-maila. Nieładnie!


Co myślicie o stosowaniu olejków? Też miałyście takie bolesne przygody zanim doskonale poznałyście swoją cerę?


Skład kremu: Aqua (water), Sweet almond oil, Cetearyl alcohol, Cetearyl olivate (and) sorbitan olivate, Cocoa seed butter, Licorice root extract, Mulberry root extract, Cucumber fruit extract, Chamomile flower extract, Witch hazel, Evening primrose oil, Hyaluronic acid , Acai oil, Vitamin E, Marula oil, Olive fruit oil, Avocado oil, Aloe vera leaf extract, Calendula officinalis flower extract (and) glycine soja (soybean) oil, Certified Organic Rosehip Oil , Green tea leaf extract, Rosemary leaf extract, Citric acid, Dehydroacetic acid (and) benzyl alcohol, Parfum, Citral, Citronellol, Linalool, Geraniol, Limonene 


Skład  serum:  Macadamia seed oil, Jojoba seed oil, Vitamin E, Black caraway seed oil, Tamanu oil, Co-enzyme Q10, Calendula officinalis flower extract (and) glycine soja (soybean) oil, Acai oil, Lecithin, Parfum, Citral, Geraniol, Citronellol, Limonene, Linalool


Cena kremu i serum ok.150 zł


PS: Jeśli macie jakieś pytania zapraszam do wciąż otwartej dla Was zakładki FAQ i obiecuję, że już niedługo będzie jej aktualizacja :)

Pozdrawiam!

© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig