Co nowego w pielęgnacji?



"Nie bój się tego, co nowe-chociaż Ci miły spokój". A ja sądzę, że właśnie ten spokój jest mi teraz potrzebny, bo szafki uginają się pod ciężarem nowych kosmetyków, które zalegają w każdym kącie i zaczynają straszyć nawet mnie. Stało się jednak i dziś przychodzę do Was z postem pełnym nowości. Na moim blogu tego typu wpis pojawił się prawdopodobnie tylko raz, ale postaram się to nadrobić, bo wiem, że to jedne z najbardziej lubianych notek :) Usiądźcie więc wygodnie, bo zabieram Was do krainy pełnej kolorowych kosmetyków i pięknych zapachów, które tym razem musicie sobie wyobrazić :) 








 Kosmetyków marki Evree nigdy za dużo :) Jak na razie miałam od nich tylko krem różany, który bardzo lubiłam, a obecnie testuję tonik, również obdarzony tym piękny, słodkim zapachem. Najbardziej ucieszyła mnie w nim forma podania, czyli spray. Uwielbiam takie rozwiązanie, które ułatwiają aplikacją i sprawiają, że staje się przyjemniejsza. Kolejne produkty to super zestaw do stóp w sam raz na lato, czyli Krem Instant Help i Deorepair. Oba produkty poszły już w ruch, ale jeszcze nie zdradzę co o nich sądzę. Na koniec prezent od ukochanej Malkontentki, czyli Regenerujące serum do paznokci Max Repair. Produkt w sam raz dla mnie, bo staram się właśnie doprowadzić do porządku troszkę osłabione przez hybrydy paznokcie. Dziękuję Kasiu :*



 Kolejne dwa kosmetyki mają zadbać o buntującą się ostatnio skórę pod oczami. Żółte, słoneczne i ciekawe pudełeczko to Rival de Loop Revital Q10, czyli przeciwzmarszczkowe płatki pod oczy. Zdążyłam już je użyć i wywarły na mnie naprawdę dobre wrażenie, ale nie chcę ich jeszcze oceniać, bo mogłabym zbyt szybko wydać pozytywny werdykt. Drugi produkt to krem od Pat&Rub, którego zadaniem jest usuwanie cieni pod oczami, czyli mojej zmory, która spędza mi sen z powiek. Posiada fajny, naturalny skład i chociaż bardzo zaskoczyła mnie jego rzadka konsystencja, wciąż ma szansę się wykazać :)


 Lirene Folacyna i ich przeciwzmarszczkowe serum napinające to nowość z pudełka od Rossmanna. Nie przepadam za marką i ten produkt też nie jest ich fenomenem. Skład nie powala, ale chociaż zapakowano je w piękne, szklane opakowanie i uwieńczono ślicznym zapachem. Emulsja do nawilżania i łagodzenia od Dermiki to kolejny Malkontentkowy prezent. Wiążę z nim ogromne nadzieję, ale na razie czeka na swoją kolej :) 


 Tak, tak i tak! Trzy razy tak! Uwielbiam cały zestaw Slim Cellu Corrector (Skoncentrowane Termoaktywne Serum, Skoncentrowane Chłodzące Serum, Skoncentrowany korektor Cellulitu) i chociaż w cuda o zniknięciu cellulitu nie wierzę, to jednak tych kosmetyków można używać dla samych ciekawych doznać. Od zimnego, przeszywającego jak lód chłodu do gorącego i palącego żaru, który rozgrzeje w zimne dni ( na szczęście jest ich coraz mniej). Zdecydowanie moi ulubieńcy. Już wkrótce opowiem o nich więcej :)


 Marka Kneipp jest Wam coraz bardziej znana. Ja też uwielbiam ich olejki, które pięknie pachną i posiadają fajne składy. Na zdjęciu widzicie owoc wymiany z Madame Oleosa , czyli żel pod prysznic, który tak cudownie pachnie, że aż ma się ochotę go spróbować :) Właśnie kończy się obecnie używany żel i ten na pewno będzie następny. Jak widzicie dużo dziś produktów antycellulitowych i wyszczuplających, bo chociaż ja nie mam go zbyt wiele, to jednak dodatkowe ujędrnianie i poprawa wyglądu zawsze się przyda. Yoskine Tsabuki Slim Body to zabieg wyszczuplająco łagodzący z kwasem glikolowym. Miałam już kiedyś podobny balsam i szału nie robił. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej :)



Kolejne dwie perełki testuję dzięki uprzejmości sklepu Mizon. Do testów wybrałam sobie Black Snail All In One Cream, który zawiera aż 90% filtratu z wydzieliny ślimaka afrykańskiego i choć na początku byłam bardzo pesymistycznie nastawiona do tego typu kremów, to jednak moja ciekawość w tym przypadku zwyciężyła :) Drugi produkt to Pore Clearing Volcanic Mask, czyli intensywnie oczyszczająca maska z popiołem wulkanicznym z wyspy Jeju. Już wkrótce recenzja :)


 AA Collagen Inetsive to kolejny kosmetyk z pudełka nowości Rossmanna. Jest to balsam nawilżający z kwasem hialuronowym i algami oceanicznymi. Lekki, pięknie pachnący i całkiem fajny kosmetyk. Drożdżowa maseczka do włosów Receptury Agafii to następny podarek od mojej Malkontentki. Uwielbiam tą markę i jestem pewna, że z tego produktu też będę bardzo zadowolona. Natomiast galaretkę od Balea wybrała dla mnie Madame Oleosa i pierwszy raz będę miała do czynienia z tego typu mazidłem. Też z niecierpliwością czekam testów, zwłaszcza, że uwielbiam zapach arbuza :)



 Na koniec dwie maseczki, na które skusiłam się dzięki Iwonce. O tej błotnej z Sephory pisała u siebie na blogu, a innym razem wspominała mi też, że warto zainwestować w te algowe, więc wybrałam markę Nacomi i nie żałuję :) Olejek arganowy do włosów od Alverde też pochodzi z wymiany i jest cudowny :) To mój ulubiony produkt do olejowania i nie mam zamiaru się z nim rozstawać :)

                                                                                          

Uff.. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca :) Następnym razem pokażę Wam kolorówkę, ale nie martwcie się, bo jest jej zdecydowanie mniej :)

PS: Co Wam wpadło w oko? :) 

 
© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig