Otulam się nawet latem, czyli Pat&Rub otulający balsam do rąk, żel myjący i scrub.





 Wiem, że są zapachy, które mają moc tylko o określonej porze roku. Te ciężkie, korzenne i słodkie świetnie wpisują się w klimat zimy, gdy w iście świątecznym humorze pieczemy bożonarodzeniowe ciasta, a kwiatowe, rześkie i morskie najlepiej “smakują” gorącym latem. Jeśli mnie znacie, wiecie, że jestem zapachową ignorantką, o perfumach nie mam pojęcia i dopiero od niedawna nieco lepiej zaczynam odgadywać poszczególne składniki, wyróżniając więcej woni niż róża. Niestety jeszcze trochę mi brakuje do dzielenia zapachów na pory roku, dlatego niech Was nie zdziwi, że to właśnie teraz zdecydowałam się na użycie kosmetyków z serii otulającej Pat&Rub, którą doskonale opisuje karmel, cytryna i wanilia. Jednak takiemu łasuchowi jak ja, słodkości nigdy za dużo, a poza tym kupione chłodną porą kosmetyki, nie mogły czekać do zimnej, deszczowej jesieni. Aż tak cierpliwa nie jestem. Cała seria ogromnie mnie zaskoczyła, a moja opinia zmieniała się kilka razy w czasie stosowania kosmetyków i sporo musiałam się zastanawiać czy werdykt faktycznie jest słuszny. Ale o tym na końcu, najpierw zróbmy mały przegląd każdego produktu z zestawu. 

 Pat&Rub Otulający scrub cukrowy




 Przygodę zacznę od scrubu otulającego. Jego pękate opakowanie ze słodkim, ale nieco orzeźwiającym zapachem, na myśl przywodzi słoje konfitur opasane nalepką z babcinym pismem, takie pachnące i kuszące, że ma się ochotę je jeść aż do ujrzenia grubego dna. Chociaż stworzone jest z tandetnego plastiku, tym razem doceniam tworzywo za brak możliwości łatwego zniszczenia i nawet wielka zakrętka wcale mi nie przeszkadza. Piękny, prawdziwie otulający zapach wypełnia prysznic już chwilę po ujrzeniu peelingu w całej jego krasie, pozwalając się zrelaksować i odprężyć. 

Niestety problem zaczyna się już przy wydobyciu estetycznie prezentującej się zawartości. Gęsta, ciężka konsystencja wręcz zabrania łatwego wydobycia. Masa jest tak zbita iż przypomina masło, ale takie mocno zastygnięte, które ciężko rozsmarować, a do użycia nadaje się dopiero po kilku godzinach stania na kuchennym blacie. Lepiąca maź bardzo ciężko sunie po ciele i dopiero gdy poczuje ciepło, nieco się uelastycznia i mięknie, ale niestety wtedy też rozpuszczają się drobinki cukru, odbierając produktowi peelingującą moc. Mało wdzięczna masa zjada kryształki i pochłania je nie dając dojść do głosu i choć spróbować swoich sił. Zmycie produktu z ciała graniczy z cudem i jakby tego było mało cała łazienka jest nim pokryta, a prysznic tak się ślizga, że należy ćwicząc koordynację, uważać by nie stracić jakiejś części ciała. Tylko użycie silnych detergentów da sobie radę z usunięciem peelingu, a któż lubi przysparzać sobie pracy późnym wieczorem, gdy marzy tylko o ciepłym łóżeczku? Po wszystkim zamiast świeżego i i gładkiego ciała dostajemy lepkość i nawet ręcznik nie jest w stanie usunąć tłustej powłoczki, a po użyciu nadaje się tylko do prania. Gdybym miała zobrazować uczucie towarzyszące mi po aplikacji tego produktu, to chyba nie różniłoby się od tego przy wysmarowaniu całej mojej powierzchni smalcem. Jedyny plus takiego działania jest taki, że na pewno nie będziecie musiały sięgać po dodatkowo nawilżenie, bo jeszcze następnego ranka Wasza skóra będzie nosiła ślady olejków, które scrub posiada w składzie. 

Akurat w tej kwestii produkt ma się czym pochwalić. Już na pierwszych miejscach znajdziemy olejek winogronowy, oliwę z oliwek, olej z nasion palm Orbignya Oleifera,  masło shea, a dalej jeszcze kilka innych tego typu składników. Otulający scrub od Pat&Rub na pewno nie nadaje się na lato, a według mnie nie ma takiej pory roku, w której chciałabym do niego wrócić. Próbowałam go polubić i nawet chyba na chwilę mi się udało, ale im dłużej go używałam, tym bardziej moja sympatia malała. Teraz nie mogę się doczekać aż sięgnie dna. 

Pat&Rub Otulający żel myjący




 Otulający żel myjący to już całkiem inne wrażenia. Uwielbiam jego plastikowe opakowanie z otwarciem u nasady, które wystarczy lekko przydusić i już możemy wylewać produkt na dłoń. Bez zakrętek, bez korków, łatwo i wygodnie. W tym przypadku jednak troszkę zawiódł mnie zapach. Nie jest już tak mocny i wyrazisty jak to się ma przy scrubie. Też nie odmówię mu wyjątkowości i uroku, ale raczej nie wypełni on całej łazienki. Znika zaraz po spłukaniu i nie zostawia po sobie śladu, a szkoda. Poza tym całkiem dobrze się pieni, idealnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i nie obdarowuje nas tłustą warstwą. Po prostu robi to co do niego należy. Jeśli miałabym ponarzekać to przyczepiłabym się do wydajności. Jakoś strasznie szybko mi ubywa, a jego akurat bardzo lubię. Tak jak w przypadku scrubu, posiada naturalny skład z łagodnymi substancjami myjącymi, pochodzenia naturalnego. Bez obawy otulam nim synka i nie zauważyłam by jego skóra ucierpiała na tych zabiegach. Ten produkt na pewno kupiłabym ponownie, bo chociaż wymagałabym od niego mocniejszych doznać zapachowych, to jednak cenię go za fajne opakowanie i przyjazny skórze skład. Dodatkowo po kąpieli ciało jest miękkie, gładkie i brak mu oznak przesuszenia. Jeśli chodzi  o otulający żel myjący od Pat&Rub to jestem na tak.



Pat&Rub Otulający balsam do rąk



 
 Ulubieńca zostawiłam na koniec. Normalnie napisałabym last but not least, ale tekst ten jest już oklepany, więc podaruję sobie :) Jeśli mnie czytacie, to wiecie, że od lat numerem jeden w pielęgnacji dłoni jest krem od Soap&Glory. Z balsamem od Pat&Rub zdradzam go już jakiś czas i to właśnie peany na jego tematy skusiły mnie do kupienia całego zestawu. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe, gdy znowu pozachwycam się chwilę opakowaniem. Bo chociaż jest uciekający korek to mamy też buteleczkę typu airless, która dosyć często oskarżana jest o zjadanie produktu i brak możliwości zużycia go do ostatniej kropli. Ja uważam, że nie ma bezpieczniejszej i bardziej higienicznej formy opakowania, dlatego nie będę narzekać. Zaryzykuję też stwierdzeniem, że  właśnie krem do rąk pachnie najmocniej i najładniej. To tutaj jetem pewna na sto procent, że spotykam cytrynę, wanilię i karmel. Jeśli kiedykolwiek gdzieś w świecie poczuję podobną woń, to na pewno pierwszym skojarzeniem będzie właśnie ten produkt. A co więcej  piękny, słodko-kwaśny zapach czuję jeszcze długie minuty po aplikacji kremu. Co prawda nie wchłania się on w kilka sekund, niczym produkt marzeń, ale pozostawia po sobie film, który nie powoduje żadnego dyskomfortu. Wyraźnie czuć, że otula dłonie niewidzialną otoczką, która zmiękcza skórę, nawilża ją i widocznie odżywia. Używany regularnie na pewno poprawi stan dłoni i sprawi, że już nigdy nie będziesz ukrywać ich w kieszeniach grubej kurtki. Tak samo jak reszta towarzyszy może pękać z dumy, gdy zwrócimy uwagę na jego skład. Już na drugim miejscu znajdziemy olejek słonecznikowy, a na szóstym ekstrakt z cytryny, następnie masło z oliwek, olejek z awokado i ekstrakt z owoców żurawiny. 


                                                                                                    

 Nie będę udawać, że zestaw od Pat&Rub zachwycił mnie, skradł moje serce i stał się hitem, bo jednak spodziewałam się czegoś więcej po tak wychwalanej serii. Może nie dużo więcej, ale tak chociaż odrobinę, zwłaszcza po peelingu. Doceniam piękny, zapadający w pamięć zapach, fajne opakowania i naturalne składy, ale taki zestaw na pewno nigdy więcej nie zagości pod moim dachem, a tak szczerze to tęskniłabym tylko za balsamem do rąk. Nie żałuję zakupu, naszych wspólnie spędzonych chwil czy nowych doświadczeń i pewnie nie spałabym spokojnie, gdybym w końcu nie spróbowała otulającej serii Pat&Rub. Ocenę czy warto spróbować pozostawiam Wam, bo jednak zestaw zbiera sporo pozytywnych recenzji i ma rzeszę fanów. Obecnie głośno się mówi o sporze Pat&Rub z Aromeda, a Kinga Rusin zapowiada otwarcie nowego sklepu już we wrześniu (jeśli zapiszecie się na stronie do  dnia 15.08.2016, dostaniecie rabat gdy wystartuje).  Ponoć receptury kosmetyków będą udoskonalone, a te które obecnie oferuje Naturativ od dobrze nam znanych produktów, różnią się tylko logiem i opakowaniem. Nie powinno więc być problemu z kupnem serii otulającej, o której właśnie mieliście okazję czytać :)

A co Wy sądzicie o serii otulającej? Też kusi Was poznanie tego wychwalanego przez wszystkich zapachu?


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig