Czy też dałam się rozkochać?/ Bielenda Zmysłowe Olejki Multifazowy Olejek do ciała/ Rozkoszna regeneracja


Olejek, o którym dziś postanowiłam opowiedzieć pewnie zna już większość z Was (jak nie wszyscy). Sławny był już zanim pojawił się w sprzedaży, a zniecierpliwiony tłum nie mógł doczekać się, gdy te kolorowe i cudnie wyglądające produkty trafią do drogerii. Mnie ominął wielki szał, bo kosmetyk ten posiadałam jeszcze nim usłyszał o nim świat. Cieszę się, że jako ogromna fanka kiedyś znienawidzonych olejków, mogłam podejść do niego  na chłodno, bez szufladkowania i uprzedzeń, bo chociaż nigdy się nimi nie kieruję, to jednak zawsze z tyłu głowy pozostają ciągle powtarzające się recenzje. Multifazowy olejek od Bielendy zdecydowanie królował wśród ostatnich ulubieńców i uznawany był za hit lata, jeżdżąc w ciasnym bagażu po całym świecie. W moim też znalazło się dla niego trochę miejsca, ale czy ten piękny produkt spoczywał pod stertą ubrań, bo bez niego nie wyobrażałabym sobie podróży? A może był tylko pasażerem na gapę? Już nie mogę doczekać się by Wam o tym opowiedzieć. 

Bielenda zmysłowe Olejki/Multifazowy olejek do ciała/

Rozkoszna regeneracja


Spójrzcie tylko na opakowanie olejku! Tak, to stąd ten cały szum. Jest naprawdę bardzo ładne, rzucające się w oczy i tak mocno kojarzy się z latem. Czymś słodkim, orzeźwiającym i owocowym. Ja zdecydowanie preferuję nadające luksusu szklane buteleczki, ale tej na pewno nie odmówię uroku, a dodatkowo plastik zdecydowanie lepiej znosi wycieczki :) Pochwalić można wygodną pompkę, która pozwala łatwiej aplikować produkt, ale smuci mnie fakt iż zamiast leciutkiej mgiełki, mamy plucie produktem, który często lądował tam gdzie nie powinien. Rozumiem, że konsystencja olejków wymaga jakiś poświęceń, ale mi to zdecydowanie utrudniło używanie. Poza tym im więcej produktu ubywało tym trudniej było pokryć nim nogi, ponieważ całość spływała do góry i pompka nie radziła sobie z nabraniem produktu. Trzy fazy: różowa, biała i pomarańczowa nadają olejkowi niespotykanego wyglądu i aby je ze sobą złączyć trzeba go energicznie wstrząsnąć. W tym przypadku też mam trochę zastrzeżeń, bo kolory tak szybko się rozdzielają, że muszę co chwila od nowa je mieszać, przez co aplikacja trwa nieco dłużej i jest uciążliwa. 


Byłam zachwycona kiedy przeczytałam, że olejek pachnie kwiatem pomarańczy, bo to zdecydowanie jedna z moich ulubionych woni. W rzeczywistości jest on bardzo słodki, owocowy i mało w nim zapachu, który uwielbiam, ale na pewno może w sobie rozkochać. Niestety dosyć szybko ulatuje, znika i pozostawia po sobie jedynie zmysłowe wspomnienie. Jego różowa, olejowa konsystencja łatwo się rozprowadza i otula ciało lekko lepką warstwą, która również moment się wchłania, tak by nie powodować dyskomfortu.

SKŁAD
Multifazowy Olejek Bielenda rzeczywiście może sprawić iż dbanie o ciało stanie się trochę przyjemniejsze. Swoim wyglądem kusi do zakupu i ręka same lgnie w jego stronę. Fajnie obchodzi się ze skorą dając jej trochę miękkości oraz gładkości. Widoczne natłuszczenie sprawi iż będzie wyglądać zdrowiej i podkreśli zdobytą latem opaleniznę. Wiem, że sporo było zastrzeżeń co do parafiny w składzie. Rzeczywiście znajduje się dosyć wysoko i wydaje się być zbędnym elementem. Przecież zaraz mamy też olejek z awokado oraz brzoskwini. Nie wymagałabym od tego produktu cudów i nie spodziewałabym się super nawilżonej i odżywionej skóry. Nie poradzi sobie z mocniejszym przesuszeniem i wymagające, spękane ciało, nie znajdzie w nim  ukojenia.


Nie będę udawać, że multifazowy olejek od Bielenda skradł moje serce i zachwycił mnie działaniem. Posiadam dwa podobne produkty innej, drogeryjnej marki i uważam, że nie ma między nimi większej różnicy. Tylko swoim wyglądem produkt od Bielendy kusi bardziej i wzmaga pragnienie posiadania. Jednak na pewno jest to fajny kosmetyk na lato, by pokreślić brązową, pięknie prezentującą się skórę i uczynić ją bardziej atrakcyjną oraz dodającą uroku. Fajnie jest mieć go pod ręką. Sami zdecydujcie czy to wystarczająco by po niego sięgnąć :)

Bardzo jestem ciekawa czy już zdążył skraść Wasze serca? :)



© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig