Odchodzę? Trwam? Jestem, ale mnie nie ma...







Długo zastanawiałam się co Wam napisać. Powinnam się pożegnać? Zamknąć drzwi i pozostawić za nimi wszystko co było? Wciąż nie wiem czy potrafiłabym tak po prostu zapomnieć o każdym napisanym w pocie czoła zdaniu, o zdjęciach robionych w pośpiechu lub skupieniu, w Słońcu i deszczu, w lesie, na łące, w Polsce i za granicą. Gdy wychodziło i cieszyło lub kiedy blisko celu okazywało się, że gdzieś popełniłam błąd i ciężka praca poszła na marne. Każde doświadczenie, zarówno pozytywne, jak i negatywne czegoś mnie nauczyło. Dało lekcję, która przydała się w życiu, pozwoliła zrozumieć i zaakceptować siebie. Bezpodstawne oskarżenia lub niby niewinne próby odegrania się, gdy wszystko w środku krzyczało z bólu i poczucia niesprawiedliwości, uczyniły mnie silniejszą, pozwoliły obrosnąć w pancerz. Przestałam analizować każde przykre słowo i zastanawiać się dlaczego. Wiedziałam, że jestem tylko workiem treningowym, który uderzany z całych sił ma dać choć chwilę wytchnienia. Jutro już nie będzie pamiętać, jutro już kto inny otrzyma ciosy. Dlaczego więc i ja mam o tym myśleć? Wasze komentarze, wsparcie i wiadomości, także pomagały w budowaniu mojej pewności siebie. Nie znamy się, a mimo to wiedziałam, że zawsze mogę na Was liczyć i gdzieś wśród tej widowni znajdzie się ktoś, kto zrozumie i poklepie po ramieniu. Bezinteresownie pochwali i doda otuchy. A teraz mam odejść?



Nie umiem (umiałam?) żyć bez pisania. Bez przerwy gdzieś klikałam lub notowałam. Już będąc małą dziewczynką, całymi dniami i nocami, pochylona nad zeszytem, siedziałam i przepisywałam książki lub tworzyłam własne teksty. Mama zawsze mi powtarzała, że pewnie zostanę pisarką. A ja wiem, że za dużo mam myśli, zbyt szybko wędrują i piętrzą się w nieskończoność. Nie jestem pewna czy dałabym radę je pozbierać w całość, tak by powstało z tego coś sensownego. Nic nie było w stanie odsunąć mnie od ulubionego hobby, które pozwalało oderwać się od rzeczywistości i pobyć na chwilę w innym świecie. I ta radość z niesienia pomocy. Uzależniająca. Pamiętam, że to był ładny dzień, taki słoneczny i ciepły. A może padał deszcz? I było pochmurno? Chyba nie jestem teraz w stanie zdecydować. Wiem jednak, że wtedy zatrzymał się dla mnie czas. Wszystko zawisło w powietrzu i miałam wrażenie, że świat dzieje się gdzieś obok mnie. W ciągu jednego dnia dowiedziałam się, że bliska mi osoba zemdlała, trafiła do szpitala, a później tak po prostu odeszła… Bez pożegnania! Bez ostatniego spojrzenia i uśmiechu. Tak daleko. Tak samotnie. Zostały wiadomości... Odpisywałam w pośpiechu, bo synek potrzebował uwagi i planowałam, że kiedyś jeszcze się odezwę. Nie będzie kiedyś. Wysłana wiadomość nie zostanie dostarczona. Nikt jej nie odczyta i nie zobaczę już fruwających kropeczek, które dawały znać, że zaraz nadejdzie odpowiedź. Pozostały tylko lub aż wspomnienia. Mnóstwo wspomnień... Dzieciństwo i dorastanie... Wspólne wycieczki, rozmowy i hektolitry wypitych herbat… I jeszcze...




Potrzebowałam czasu by odpocząć, by jakoś sobie to poukładać, wrócić do rzeczywistości i znowu się w niej odnaleźć. Kiedy byłam pewna, że już mogę postawić pierwszy krok, zacząć od nowa żyć, tylko bez jakiejś cząstki mnie, szybko zrozumiałam iż nie będzie to łatwe. Chciałam wrócić. Próbowałam pisać, ale mam wrażenie, że mój ostatni tekst, który miał jakikolwiek sens to mowa pogrzebowa. Reszta wydawała się banalna, małostkowa. Każda chwila z laptopem budziła poczucie winy, straconego czasu i minut, które już nigdy nie wrócą. Tęskniłam za czytelniczkami i pisaniem, ale nie za blogosferą. To już nie jest “moja” blogesfera. Bezinteresowna i z milionem oryginalnych pomysłów. Z kosmetykami, o których nie słyszałam, za którymi nie stałby sponsor i darmowe fanty. Gdzie ta oryginalność, gdzie różnorodność? Dlaczego co drugi post jest o tym samym, a dodatkowo napisany tak mało oryginalnie i bez chęci pomocy? Tylko by odklepać, zaliczyć i cieszyć się “darmowym” fantem. Czy te kilka szczerych wyjątków może jeszcze dać nadzieję? Oczywiście da się uodpornić. Można patrzeć tylko na własne podwórko, ale czy o to w tym wszystkim chodzi? Czy wtedy to ma sens? Wolałam jak byłyśmy wszystkie razem, zjednoczone w chęci pomocy i podzielenia się własnym zdaniem, a nie walczące o kolejnego sponsora. O zdobycie  jednego więcej od koleżanki z innego bloga.


I tak trwam zawieszona między moimi światami. Jednego dnia bardzo chcę, a drugiego nie chcę wcale. W moim życiu wiele się zmieniło. Musiałam wybierać, decydować i oczywiście życie poza tymi stronami jest ważniejsze. Chwile z synkiem, wieczór z narzeczonym, kolacja na mieście (lub w domu) z bliskimi. Jeśli chciałabym tu wrócić musiałabym ciężej pracować i coś poświęcić. Ale czy warto? Byłam pewna, że nie. Sporo z Was jednak upomina się o mnie. Wciąż pisze, zadaje pytania. Ciągle dostaję propozycje współprac i gościnne wystąpienia na Waszych blogach. Są osoby, które przypominają mi, że jestem im potrzebna. Chyba umiałabym żyć bez pisania i bloga, ale zerwanie dialogu z Wami to tak jakbym znowu musiała oddać jakąś cząstkę mnie, a mam wrażenie, że ostatnio trochę za dużo zostało mi zabrane. Wybaczcie, że nie podjęłam jeszcze decyzji, że wciąż toczę wewnętrzną walkę i zmieniam zdanie co pięć minut. Że nie dałam odpowiedzi...


Chcę jednak abyście wiedziały, że pamiętam, że czytam Was i wciąż gdzieś się po tym świecie błąkam. Nie jest on taki jak dawniej, jakim go pamiętam, ale w życiu nie wszystko układa się tak jakbyśmy pragnęli. Mimo wszystko zawsze chętnie pomogę i odpowiem na każde Wasze pytanie. Znajdę czas na rozmowę i kawę. Koniecznie z ciastkiem! Jestem, ale mnie nie ma...


© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig