Multinawilżenie i zmatowienie za mniej niż 20 zł. Czy to może się udać?/ AA Hydro Sorbet Multinawilżenie i zmatowienie/ Skóra tłusta i mieszana



Nawilżona skóra to szczęśliwa skóra! Oczywiście nie jest to jedyny składnik jej pięknego wyglądu, ale zdecydowanie nazwałabym go najważniejszym. Często dostaję od Was pytania jaki podkład kupić by się nie ważył lub której bazy matującej użyć by zmatowić cerę na długi czas? Po krótkiej konwersacji prawie za każdym razem okazuje się, że problem nie leży w produktach, które używacie do wykonania makijażu, a w przygotowaniu skóry do jego aplikacji. Wciąż spotykam się z mitami, że tłusta skóra nie potrzebuje kremu, bo przecież wystarczająco się błyszczy i bez niego. Sporo z Was też gdy już odkryje, że klucz do sukcesu przeważnie leży w nawilżaniu zastanawia się po który produkt sięgnąć tak by optymalnie nawilżał, ale też nie zapychał oraz nie przyspieszał przetłuszczania się cery. Ja mam już kilka takich sprawdzonych kosmetyków pod makijaż, które nigdy mnie nie zawodzą i liczyłam na to, że nowy produkt marki AA czyli Hydro Sorbet dla skóry tłustej i mieszanej dołączy do ich grona. Wiem, że sporo z Was interesowało jak się u mnie sprawdził, a dziś przyszedł w końcu czas przedstawić moje spostrzeżenia po wcale nie krótkim czasie testowania.

Mgiełki do twarzy nie tylko na upały, czyli moje ulubione hydrolaty i mało znana woda termalna.



Mam wrażenie, że mgiełki do twarzy i hydrolaty ostatnio stały się trochę bardziej popularne, ale jeszcze jakiś czas temu nazwałabym je najmniej docenionymi kosmetykami jakie znam. Do dziś sporo osób zadaje sobie pytanie czy robią coś więcej niż zwykła woda, która przynosi jedynie odświeżenie i orzeźwienie w upalny dzień? Odpowiedź jest prosta: tak. Wciąż rozwijający się rynek kosmetyczny obecnie proponuje nam mgiełki, które nawilżają, złuszczają, redukują zmęczenie, matują i chyba tylko nie potrafią uczyć śpiewać. Każdy wizażysta ma zapas swoich ulubionych sprejów, bo pomagają one utrwalić makijaż oraz nadają skórze blasku. Ja dziś rzadko sięgam po toniki, a ich miejsce w mojej łazience zajęły właśnie hydrolaty. Kocham je za składy, które są naturalne oraz pozbawione alkoholu oraz oczywiście cudowne działanie. Wraz z popularnością mgiełek zdecydowanie wzrosła ich dostępność i obecnie praktycznie każda marka, która oferuje nam kosmetyki do pielęgnacji twarzy może się pochwalić tego typu produktami. Nie wszystkie jednak proponują substancje przyjazne naszej skórze, a spora ich ilość zawiera wysuszający alkohol. Ja dziś pragnę Wam przedstawić 5 moich ulubieńców, którzy zasługują na pochwały i uwielbienie :) 

Nowości Rossmanna Sierpień 2017/ Wibo Paletka Modern, Wibo Utrwalacz do makijażu Fixing Spray, Wibo Rozświetlacz Selfie Loose Shimmer, Eveline Liquid Control HD podkład i wiele innych.



Sierpień przyniósł nam paczki od drogerii Rossmann wypchane po same brzegi, a niektórzy klubowicze dostali nawet dwa pudełka, bo zawartość zestawu nie mieściła się w jednym. Oprócz kosmetyków w tym miesiącu testujemy też ręczniki, pędzle, kosmetyczki oraz jedzenie. Jestem prawie pewna, że dziś kilka produktów wpadnie Wam w oko i będziecie na nie czekać z niecierpliwością. Dla wielbicielek makijażu mam nowości marki Wibo i kopię paletki od Anastasia Beverly Hills, która już teraz budzi sporo emocji w sieci. Natomiast fanki pielęgnacji pewnie zaciekawi najnowsza seria Garnier czyli Botanical dla cery normalnej i mieszanej. Dawno nie miałam tak trafionego pudełka, które uzupełniło praktycznie wszystkie luki w moim kosmetycznym arsenale. Cieszy mnie też fakt, że dzięki Rossmannowi mam okazję poznawać polskie produkty bez ruszania się z domu. Ręczniki czy skarpetki, które testuję wykonane zostały przez producentów z naszego kraju i z przyjemnością przyjęłam je pod swój dach. Oj ogromnie jestem ciekawa Waszej oceny pudełka w tym miesiącu dlatego już bez zbędnego przedłużania przedstawiam jego zawartość :)

Lactacyd Precious Oil/ Delikatny olejek do higieny intymnej


Lactacyd to zdecydowanie moja ulubiona marka w kategorii produktów do higieny intymnej. Praktycznie za każdym razem jak jestem w Polsce przywożę kolejny żel z ich asortymentu. Tym razem zamiast niego dostajemy olejek, który bardzo fajnie się pieni i przyjemnie pachnie. Po pierwszych testach mogę jedynie powiedzieć, że tak jak obiecuje producent faktycznie dobrze nawilża oraz oczyszcza. Na pewno zużyję ten kosmetyk do końca bez żadnego problemu, a nawet nie wykluczam, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Fajnie, że nie ma w składzie Sodium Lauryl Sulfate i chociaż znajdziemy w nim inne substancje pianotwórcze to jednak ogólnie nie jest najgorzej. Trzymam kciuki byśmy się na siebie nie obrazili, a Wam na pewno dam znać jak ostatecznie go oceniam. 


AA Formuła Biozgodności/ Ultranawilżający płyn micelarny cera sucha i wrażliwa


Opis na opakowaniu produktu precyzyjnie określa dla jakiego rodzaju cery go przeznaczono, ale ja wcale się tym nie przejmuję. Moja tłusta skóra również potrzebuje nawilżenia i bardzo mnie cieszy, że w tym produkcie na piątym miejscu znajduje się ukochany kwas hialuronowy. Co więcej już po pierwszych testach pozytywnie oceniam sposób w jaki płyn zmywa makijaż. Całkiem dobrze radzi sobie nawet z tym o większym kalibrze, który zazwyczaj towarzyszy mi podczas imprez. Producent obiecuje nam również nowatorską formułę zawierającą  "odtworzone składniki NMFu – naturalnego czynnika nawilżającego, bogatego w aminokwasy, minerały i sacharydy, które uzupełniają występujące w skórze substancje, zapobiegają przeznaskórkowej utracie wody i poprawiają funkcje barierowe oraz elastyczność skóry, chroniąc ją przed czynnikami zewnętrznymi." Przyznam, że po użyciu produktu moja cera była ukojona, bez uczucia ściągnięcia czy podrażnienia. Dodatkowo płyn znajduje się w dużej butelce z wygodnym dozownikiem i minimalistyczną szatą graficzną. Jak na razie jestem na tak i pewnie zdania nie zmienię :)

Eveline Cosmetics/ Liquid Control HD Podkład do twarzy/ 010 Light Beige

Nie moi drodzy to nie jest sławny i dobrze Wam znany podkład Catrice, ale wygląda prawie identycznie więc nie dziwię się, że tak pomyśleliście. Sama byłam w szoku pierwszy raz go widząc, ale obecnie dobra reklama potrafi zdziałać cuda więc pewnie to popchnęło markę Eveline do skopiowania pomysłu. Mimo wszystko po pierwszych użyciach śmiem przypuszczać, że ten produkt znacznie różni się od wspomnianego wyżej dziecka Catrice. Jest przede wszystkim lżejszy, bardziej lejący i ma mniejsze krycie. Bardzo podoba mi się jak wygląda na twarzy, choć może podkreślać suche skórki. Fajnie też, że ma satynowe wykończenie i nie daje efektu płaskiego matu. Całkiem dobrze też oceniam jego trwałość. Po kilku dobrych godzinach noszenia najbardziej chyba ucierpiała strefa T i zdecydowanie wymagała poprawy, ale poza tym naprawdę nie było źle jak na podkład drogeryjny. Niestety mam podejrzenia, że może ciemnieć, ale aplikowałam produkt tylko dwa razy więc jeszcze nie potwierdzam tej informacji. Oczywiście wyposażony został w wygodną pipetę, ale tak jak wcześniej wspomniałam ma on nieco wodnistą konsystencję i zdarza mu się kapać, zatem należy uważać przy aplikacji.  Muszę przyznać, że ten produkt pozytywnie mnie zaskoczył i lubię go zdecydowanie bardziej niż podkład Catrice, który moim skromnym zdaniem jest okropny. Jeśli będziecie chcieli osobną recenzję to dajcie znać, a chętnie Wam opowiem jak Eveline Liquid Control HD spisał się  po dłuższym okresie testowania. 

For Your Beauty Pędzel do konturowania


Gdy pierwszy raz wzięłam pędzel w ręce wywołał uśmiech na mojej twarzy i przyznam, że od razu zaszufladkowałam go jako bubel. Jednak po nieco lepszym poznaniu muszę okazać skruchę, a nawet wypadałoby przeprosić. Produkt jest bardzo mięciutki i nie wywołuje żadnego dyskomfortu podczas nakładania makijażu. Doskonale nada się nie tylko do konturowania, zatem spokojnie możemy zatrudnić go nawet przy aplikacji różu czy bronzera. Od jakiegoś czasu wychodząc gdzieś ze znajomymi staram się dodać do mojego looku coś nowego przemycając aktualnie panujące trendy, które nie do końca nadają się do noszenia na co dzień. Kilka razy ćwiczyłam już konturowanie nosa, ale tylko przy pomocy pędzli do makijażu oka i chyba nie do końca mi to wychodziło. Z produktem For Your Beauty zadanie to wydaje się nieco łatwiejsze, bo wyposażony on został w końcówkę przeznaczoną właśnie do wykonywania tego typu “ulepszeń”. Nie wiem tylko jeszcze jak będzie się prał i czy nie straci wtedy połowy włosia, ale jak na razie spokojnie mogłabym Wam go polecić. 


Wibo Paleta cieni do powiek/ Modern


Modern to nowość marki Wibo, która jest mocno zainspirowana słynną paletką od Anastasia Beverly Hills Modern Renaissance. Jej kolory świetnie wpasują się w nadchodzącą wielkimi krokami jesień i na pewno pozwolą skomponować niepowtarzalny i odważny look. “Paleta zawiera 12 matowych i 3 metaliczne cienie, od neutralnych barw, klasycznych beży, poprzez rudości w różnych tonacjach, aż po najmodniejsze odcienie jagodowe oraz brązy.” Sama na pewno w życiu bym jej nie kupiła, bo chociaż nie miałam okazji testować produktu wiele razy to jednak wstępnie słabo oceniam pigmentacje cieni.  Jedyne co mi się w niej podoba to opakowanie, bo jest małe oraz poręczne. Dodatkowo posiada lusterko przydatne zwłaszcza gdy zabierzemy paletkę w podróż. Posiadaczki sroczych dusz pewnie też zachwycą się brokatowym wykończeniem, które pięknie się mieni i połyskuje. Jeszcze nie chcę wydawać werdyktu, ale wstępnie napiszę: nic specjalnego Wibo. Stać Cię na więcej.


Wibo Utrwalacz do makijażu/ Fixing Spray


Markę Wibo chyba częściej krytykuję niż chwalę, ale przy tym produkcie będą ją komplementować. Fajnie, że wypuszczają swoją mgiełkę do utrwalenia makijażu, która nie jest kropka w kropkę kopią innego, znanego kosmetyku (przynajmniej mam taką nadzieję). Co więcej i tu uwaga, uwaga: nie zawiera ona alkoholu! No to jestem kupiona :) Bardzo podoba mi się małe, minimalistyczne opakowanie produktu. Zastrzeżenia mam trochę do atomizera, bo wypuszcza utrwalacz z taką siłą, że aż mi głowa odskakuje do tyłu. Zdecydowanie nie otula twarzy delikatną mgiełką. Jej zadaniem jest zabezpieczenie makijażu przed ścieraniem i rozmazywaniem. Nie będę Wam jeszcze pisać co sądzę o tym produkcie, bo szykuję jego osobną recenzję i z niej na pewno dowiecie się więcej :)


Wibo Selfie Loose Shimmer/ Rozświetlacz Pink


Rozświetlacz ten na stronie Rossmanna zdecydowanie wydaje się o wiele większy niż jest w rzeczywistości. Tak naprawdę otrzymujemy go w małym opakowaniu przypominającym mi te od pigmentów czy pyłków do paznokci. Pod wieczkiem jednak znajduje się blokada, która po przekręceniu zakrywa dziurki i dzięki temu produkt nie wysypie się na nas przy kolejnym jego podniesieniu. Wystarczy odrobina rozświetlacza by na naszej skórze rozbłysły miliony migoczących drobinek. Według mnie są one trochę za duże i dosyć mocno widoczne na twarzy. Raczej nie odważyłabym się użyć go do dziennego makijażu. Producent zapewnia nas, że kosmetyk nada się do podkreślenia kości policzkowych, grzbietu nosa czy łuku kupidyna oraz modnej ostatnio techniki strobingu. Według mnie jednak lepiej wypadnie na powiekach lub na ciele w okresie karnawału. Też będę pisać Wam osobną recenzję tego produktu za jakiś czas, gdy przetestuję go na wszystkie możliwe sposoby. Na razie nie wystawiam mu żadnej oceny. 


Garnier Botanical/ Tonik odświeżający z ekstraktem z winogron/ Żel odświeżający z ekstraktem z winogron i krem nawilżający z ekstraktem z winogron/ Cera normalna i mieszana


Seria ta zaciekawiła mnie już jakiś czas temu, bo widziałam ją u siebie w drogerii i od razu zwróciła moją uwagę. Ekscytacja oraz radość minęły jednak wraz ze sprawdzeniem składu produktów. Oczywiście nie są one najgorsze, a nawet oceniłabym je całkiem dobrze gdyby nie fakt iż zawierają alkohol. Nie wiem dlaczego większość producentów zakłada, że cerę tłustą lub mieszaną należy wysuszać. Co prawda na początku może się wydawać, że metoda ta naprawdę działa, ale po czasie skóra traktowana każdego dnia alkoholem zacznie wytwarzać jeszcze więcej sebum co może prowadzić do zapychania i powstawania wyprysków. Ten jeden składnik skreśla u mnie serię Botancial, a szkoda, bo kosmetyki naprawdę ślicznie i świeżo pachną. No i zawierają mój ukochany aloes oraz ekstrakt z winogron.  Nie wyobrażam sobie jednak by cała moja pielęgnacja składała się tylko z tych produktów. Żel do mycia twarzy zawiera SLS, tonik alkohol, a jakby Wam jeszcze było go mało to producent dorzucił też troszkę tego składnika do kremu. 



Nie chciałabym już dłużej drążyć w kółko tego samego tematu i mogłabym w tym momencie zakończyć opis najnowszej serii Garnier, ale na uwagę zasługuje jeszcze jedna sprawa. Mowa tu o tłumaczeniu składu, którą wspaniałomyślny producent serwuje nam na opakowaniu. Najpierw w widocznym miejscu i wytłuszczoną czcionką informuje, że kosmetyki które trzymamy w ręku posiadają aż 96 procent składników pochodzenia naturalnego, a później małym druczkiem dodaje iż mogą one pochodzić z różnych źródeł, a poniżej podane tłumaczenie to tylko przykłady. Czytając jego wersję uśmiałam się do rozpuku. Widać, że producent w chamski sposób próbuje każdej substancji znaleźć jakieś źródło w naturze.  I tak na przykład Dicaprylyl Ether, który jest składnikiem syntenyczym to według Garniera orzech kokosowy, z resztą tak samo jak  Caprylic Triglyceride, który faktycznie jest z niego otrzymywany, ale łączy się go też z olejem palmowym, a później poddaje procesowi estryfikacji z gilceryną, więc sporo zostaje przez producenta zatajone. Z resztą Sodium Lauryl Sulfate to też ponoć kokos. Nie zrozumcie mnie źle, bo może faktycznie składniki te mają coś wspólnego z substancjami podanymi na etykiecie, ale nie są nimi w czystej postaci. Dla mnie to celowe wprowadzanie w błąd nieświadomych konsumentów. Może troszkę za ostro reaguję, ale takie interpretowanie listy INCI jest bardzo podejrzane i jeszcze bardziej napawa mnie odrazą do tych produktów. Nie wiem czy po przetestowaniu wezmę pod uwagę ich oddanie, bo mam ochotę całą tą serię umieścić w koszu. 


Mundia Kosmetyczka make-up doktor i duża łódka/ Złoto


Mała oraz duża, złota kosmetyczka. Jako, że często podróżuję na pewno przydadzą mi się i będę z nich korzystać. W środku tej większej mamy dodatkowe przegródki by umieścić w nich małe przedmioty, które później zdecydowanie łatwiej będzie nam znaleźć. Nie rozpisuję się dużo na temat tych kosmetyczek, bo i tak pełną opinię będę mogła wyrazić dopiero po kilku dobrych miesiącach ich wożenia, pakowania i zużywania. Wygląd oceńcie sami według własnego gustu :)



SPLAT Professional/ Pasta do zębów Ultracomplex


Pastę umieszczono w tubce z ładną, minimalistyczną szatą graficzną. Jej zadaniem jest wybielanie i pielęgnacja zębów. Zwłaszcza wrażliwych. Podoba mi się, że nie zawiera fluoru, choć niestety na składach tego typu produktów nie znam się za dobrze i nie jestem w stanie stwierdzić czy cała reszta jest bez zarzutu. Jeszcze za krótko ją stosuję by wydać jakiś werdykt, ale pierwsze wrażenia oceniam jako bardzo pozytywne.

Miss Sporty Crazy Glitter!/ Lakier do paznokci nr 010


Według mnie to po prostu zwykły, bezbarwny lakier do paznokci z tandetnymi drobinkami złota. Na pochwałę zasługuje fajnie wyprofilowany pędzelek, który pozwala w łatwy i nie wymagający większych umiejętności sposób pokryć produktem każdy paznokieć. Dosyć szybko też schnie, ale jego trwałość niestety nie zaskakuje. Trzy dni do maksimum w moim przypadku. Myślę, że zdecydowanie lepiej będzie prezentował się na innych lakierach lub umieszczony tylko na wybranych paznokciach. Nic innowacyjnego czy zaskakującego, ale może komuś akurat wpadnie w oko :)
                                                                                         

Koniec. Tym razem nadchodzące miesiące przyniosą sporo ciekawych produktów do Rossmanna i jestem prawie pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Koniecznie dajcie znać co dokładnie wzbudziło Waszą ciekawość oraz któremu produktowi chcielibyście przyjrzeć się bliżej, a na pewno postaram się wrócić tu z jego recenzją :)






Suplementy diety, które naprawdę działają! Jak zmieniły moje życie i z czym pomogły mi się uporać?



Wrzesień chyba postanowił pozbawić nas złudzeń, bo od razu cisnął deszczem i mam też wrażenie, że na dobre przegonił wysokie temperatury.  Pewnie pragnie wszystkim przypomnieć, że nadchodzi jesień, a wraz z nią przeszywający wiatr, słota i coraz krótsze dni. Według mnie nie ma lepszego czasu na przyjmowanie suplementów więc postanowiłam znowu wprowadzić je do swojej diety. Wiem jednak, że wybór tych odpowiednich dla naszego organizmu nie jest łatwy. Od razu w głowie rodzą się pytania: które produkty faktycznie działają? Lepszy będzie proszek czy kolorowe żelki? Jaką markę wybrać? Sporo osób też wcale nie wierzy w skuteczność suplementów. Przyznaję, że jeszcze do niedawna sama znajdowałam się w tej grupie, a do ich zakupu przekonała mnie jedna z moich ulubionych jutuberek. Po prostu postanowiłam jej zaufać i spróbować, bo nagrodą miała być zdrowa oraz ładna cera, a dla niej jestem w stanie wiele poświęcić. Jesteście ciekawi na co się skusiłam i czy faktycznie zauważyłam poprawę stanu skóry? Nie będę więc dłużej trzymać Was w niepewności i opowiem o dwóch suplementach, które na pewno będą powracać do mojej diety. 

5 produktów do włosów, których potrzebujesz by zwalczyć bad hair day/ Ewa Schmitt, L'biotica, CoLab, Rene Furterer i Schwarzkopf.


Ostatnio chyba staram się nadrobić wszystkie włosowe zaległości, które miały miejsce na tym blogu. Nie będę ukrywać, że winowajcą jest książką o której pisałam Wam ostatnio, bo sprawiła iż poczułam się w tym temacie bardziej pewna siebie. Oczywiście nie myślcie, że jeden poradnik zrobił ze mnie eksperta, bo wcale się nim nie czuję. Informacje, którymi będę się z Wami dzielić nadal oparte są na moich spostrzeżeniach po długich tygodniach testów, a nie regułkach wyczytanych w Internecie czy poradnikach. Czasami nawet nie trzeba być znawcą, bo wystarczy spojrzeć w lustro by widzieć, że produkt który stosujemy działa i ja właśnie takimi ulubieńcami pragnę się dziś z Wami podzielić. Całkowicie odmieniły moje włosy, dodały odwagi i sprawiły, że w końcu chętnie patrzę w lustro. Pozwoliły pożegnać się ze łzami podczas rozczesywania, a większość z nich kosztuje naprawdę niewiele. Mogłabym wręcz przyrzec, że ratują mi życie niemal każdego dnia. Są i jeszcze długo będą w mojej łazience, a dziś wpadną na chwilę na bloga by się przedstawić i nieskromnie pochwalić swoimi wspaniałymi właściwościami. Być może też pomogą Wam zwalczyć bad hair day?

Ewa Schmitt Detangling Ultra Lite szczotka I-Flow


Wpadacie tu regularnie? W takim razie ta szczotka to dla Was żadna nowość. Już wcześniej pisałam peany na jej cześć i po całym tym czasie nic się w tym temacie nie zmieniło. Wiem, że zaraziłam nią kilka osób i każda z nich dziękowała mi za polecenie tego wspaniałego gadżetu. Świetnie rozczesuje moje mokre włosy ( suche też całkiem nieźle), super radzi sobie z rozprowadzaniem odżywki oraz wystarczy kilka sekund by ją porządnie umyć. A co najlepsze kosztuje naprawdę niewiele. Jedyne co bym w niej zmieniła to kolory w których jest dostępna. Pomarańczowy oraz niebieski to zdecydowanie nie moje barwy i ja chętnie zamieniłabym je na czarną lub białą. Jest to jednak jedynie mała fanaberia i w żaden sposób nie wpływa na opinię o produkcie. Obecnie ciężko byłoby mi się obyć bez tej szczotki. Oczywiście dalej lubię tą Ikoo czy klasyczny Tangle Teezer, a jego najnowszą wersję z rączką czyli The Ultimate wręcz kocham. Jednak I Flow zdecydowanie najlepiej spisuje się przy mokrych włosach. Nie będę się rozpisywać na jej temat, bo jakiś czas temu już miała swoją chwilę chwały tutaj na blogu i dziś jedynie pragnę Wam przypomnieć o istnieniu tego fajnego gadżetu, bo zdecydowanie warto go mieć w swoim domu i salonie.  

L’biotica Biovax Intensywnie Regenerująca Maseczka Keratyna + Jedwab




Może troszkę przesadzam okrzykując hitem produkt, który tak naprawdę znam od niedawna, ale efekty jego stosowania widziałam dosyć szybko dlatego i z zachwytem nie mam zamiaru czekać :) Na maski Biovax czaiłam się od dawna, ale nie miałam pojęcia, która będzie odpowiednia do moich kosmyków. Dopiero po przeczytaniu poradnika Marty Klowan dowiedziałam się, że rodzaj włosów który ja posiadam (wysokoporowate) powinien być karmiony keratyną przynajmniej raz w tygodniu i tak problem z wybraniem właściwego kosmetyku rozwiązał się w kilka sekund.

Uwielbiam tą maskę za piękny zapach, gęstą konsystencję, fajny skład i cudowne działanie. Wystarczy jedna aplikacja, a moja kupka siana zmienia się w gładkie, sypkie włosy, które wyglądają na bardzo zdrowe oraz zadbane. Wyprostowane przed wyjściem potrafią w idealnym stanie utrzymać się do następnego mycia. Stosowana regularnie zdecydowanie poprawia stan kosmyków, nie obciąża ich oraz nie sprawia, że wyglądają jak tłuste strąki. Po jej użyciu mam ochotę dotykać moich włosów bez końca. Są takie lśniące i jedwabiste. Nie mogłabym sobie wtedy wymarzyć by wyglądały lepiej.

 
Jedyną jej wadą jest opakowanie. Naprawdę ciężko przechowuje się ten słoiczek pod prysznicem, a po użyciu produktu trzeba mocno dociskać wieczko by je szczelnie zamknąć. Dodatkowo ma on sporo zakamarków, w których łatwo osadzają się resztki produktu, a wilgotnych warunkach nietrudno wtedy o rozwój bakterii.  Muszę jednak pochwalić producenta za prezenty, które znajdziemy w kartoniku z maską. Mowa tu o próbce serum i czepku ułatwiającym stosowanie kosmetyku. Widać, że dla marki bardzo ważne jest zadowolenie klienta i dbałość o szczegóły. Co więcej maskę często można kupić na przecenie za naprawdę niewiele. Chociaż według mnie jest warta każdej złotówki :)

CoLab Suchy szampon


Przyznaję, że kiedyś byłam uzależniona od suchych szamponów. Sięgałam po nie kilka razy w tygodniu i zdecydowanie nadużywałam ich dobroci. Obecnie sporadycznie lądują na mojej głowie, ale w domu zawsze muszę mieć jedną buteleczkę w razie co. Zaszczytne miejsce pierwsze w tej kategorii zajmują szampony od CoLab. Nie wszystkie działają tak jak lubię, ale ta marka rzadko mnie zawodzi. Dlaczego ten a nie inny? Bo nie wysusza włosów, nie odbiera im blasku i nie pozostawia na nich okropnych, białych śladów. Dodatkowo ślicznie pachnie oraz wystarczy odrobina by nasze kosmyki wyglądały na świeże i zadbane. Rozprowadzony palcami nieco zwiększa ich objętość i lekko odbija od nasady. 


Jeszcze jakiś czas temu produkty te nie były dostępne w Polsce, ale obecnie możecie dostać je w Hebe. Spotkałam się już więc z kilkoma recenzjami po polsku szamponów od CoLab i często zdarza się iż panie narzekają na jego działanie. Warto jednak wiedzieć, że ten kosmetyk działa też nieco inaczej niż dobrze Wam znany Batiste. Najlepiej spisuje się aplikowany na dopiero co umyte i wysuszone włosy. To właśnie wtedy znacznie wydłuża ich świeży wygląd. Oczywiście sprzedawany jest w różnych wersjach i niektóre z nich potrafią też odczarować nawet tłuste już kosmyki. Jednak jeśli u Was produkt nie zdaje egzaminu stosowany w tradycyjny sposób polecam więc aplikować go zaraz po umyciu. Według mnie nie ma lepszych i ładniejszych suchych szamponów niż te od CoLab. Polecam gorąco!

Rene Furterer Lumicia Płukanka nabłyszczająca


Obecnie czuję się już sporo douczona w temacie włosów i ostatnio wprowadziłam ogromne zmiany w mojej pielęgnacji, ale płukanki to dla mnie zupełna nowość. Nigdy jakoś mnie do nich nie ciągnęło. Nie pamiętam też bym kiedykolwiek szukała jakiejś lub czytała recenzje na temat tego typu produktów. Pewnie gdybym nie dostała prezentu od marki Rene Furterer Paris to jeszcze do dziś nie wiedziałabym nic o płukankach i ich działaniu. Producent zapewnia nas, że kosmetyk neutralizuje efekt twardej wody oraz wygładza łuski włosa, dzięki czemu uzyskamy upragniony przez każdą kobietę “lustrzany połysk”.

W przypadku tego produktu jestem chyba w stanie podpisać się pod każdą obietnicą. A co więcej dodać jeszcze muszę, że znacznie ułatwia rozczesywanie niesfornych kosmyków. Po użyciu płukanki moje włosy wyglądają tak jakbym dopiero co wyszła z salonu fryzjerskiego. Faktycznie pięknie błyszczą i są niesamowicie gładkie. Niczym u modleki z reklam szamponów. Kosmetyk nie zawiera żadnych świecących drobinek czy tłustych olejków, a cały ten blask uzyskamy dzięki regularnemu stosowaniu w naturalny sposób. Nazwałabym nawet ten produkt magicznym, ale ponoć winowajcy tego cudownego efektu znajdują się w składzie. Mowa tu o wyciągu z aceroli czy tajemniczo brzmiącym Alkoholanie Fioravanti. 


Tak jak już wspominałam kilka razy pielęgnacja włosów to nie jest mój ulubiony temat. Dlatego kosmetyki do nich przeznaczone muszą mieć fajne, ułatwiające stosowanie opakowanie. Płukanka Lumicia zdecydowanie takie posiada. Buteleczka jest zgrabna oraz poręczna, a dodatkowo wyposażono ją w wygodny atomizer. Nie mam żadnego problemu z aplikacją kosmetyku i chociaż chwilę po jego rozpyleniu da się wyczuć zapach octu to jednak po kilku sekundach znika on bezpowrotnie. Chyba jedyne na co mogłabym narzekać to mała wydajność płukanki. Dosyć szybko się zużywa i dlatego nie stosuję jej tak często jakbym chciała. Poza tym już wpisała się na listę ulubieńców i jak tylko ujrzy dno to na pewno w mig zamówię kolejne jej opakowanie.

Schwarzkopf Oil Nutritive Ekspresowa odżywka regeneracyjna do włosów ze skłonnością do rozdwajania


Najlepsza! Może nie jestem specjalistką od płukanek czy toników do włosów, ale na odżywkach w sprayu trochę się znam. Miałam ich naprawdę mnóstwo, bo tak jak wspominałam rozczesywanie moich włosów zaraz po umyciu jeszcze kiedyś spędzało mi sen z powiek. Po ten produkt sięgnęłam przypadkiem, bez czytania recenzji czy opisów. Po prostu zaciekawił mnie jego skład więc postanowiłam spróbować. Zakochałam się w tej odżywce już po pierwszym użyciu! Naprawdę cudownie pachnie, a kosmyki pod jej wpływem w końcu odpuszczają i przestają toczyć nierówną walkę ze szczotką. 


Produkt stosowany kilka razy w tygodniu faktycznie poprawia stan włosów, a nawet mam wrażenie iż zapobiega też rozdwajaniu końcówek. I chociaż w składzie znajdziemy aż 7 olejków nigdy nie zauważyłam by spray obciążał kosmyki lub sprawiał by przetłuszczały się szybciej. Można go stosować zarówno na sucho jak i na mokro. Zawsze niezawodny i satysfakcjonujący. Dodatkowo tak jak mój hit wyżej znajduje się w wygodnym opakowaniu z atomizerem, który się nie zacina oraz działa sprawnie przez cały czas stosowania produktu. Jestem też zdumiona, że kosmetyk z naprawdę ciekawą listą INCI kosztuje tak mało i aż żałuję iż nie jest dostępny w Uk. Wcześniej stosowałam już podobne odżywki od Schwarzkopf i lubiłam prawie każdą, ale Oil Nutritive jest zdecydowanie moich numerem jeden. Chyba nawet jestem w stanie wyznać, że ta marka ma najlepsze produkty do włosów ze wszystkich dostępnych na rynku, które miałam okazję stosować. Po prostu super!
                                                                               

Mam nadzieję, że  wśród mojej złotej piątki znajdują się produkty, które pomogą Wam zwalczyć problemy z włosami. Zadowolone z nich będą na pewno posiadaczki tych wysokoporowatych. Ja już Wam pisałam, że jeszcze kilka miesięcy temu nie wierzyłam, że moje kosmyki mogą wyglądać dobrze i zastanawiałam się nad ich obcięciem. Dziś w końcu mogę być z nich dumna. Oczywiście za tak ogromną poprawą stoi odpowiednia pielęgnacja, ale nie istniałaby ona bez porządnych produktów potrzebnych do jej zdefiniowania. Dziś poznaliście mój włosowy niezbędnik, a ja jestem ciekawa co jest na Waszej liście hitów. Zdradzicie mi swoich ulubieńców? :)







Odkrywam arkana urody z lekkim kremem nawilżającym Arkana Hydrospheric Light Cream.



Moja odwodnienia cera wołając o pomoc zaczyna się bardziej przetłuszczać i wtedy nawet najlepszy podkład nie wygląda na niej dobrze. Rozwiązanie  problemu wydaje się banalnie proste, bo już porządne nawilżanie skóry każdego wieczora może sporo zmienić. Trudniej jednak znaleźć dobry krem, który nie wyrządziłby krzywdy jednocześnie dbając o zdrowy wygląd cery i zapobiegając odwodnieniu. Co jednak kryję się pod słowem DOBRY? Moja definicja tego określenia to: lekki, bez zapychających składników, optymalnie nawilżający i nie pozostawiający tłustej warstwy. Ciężko trafić na taki w dobrze nam znanych drogeriach i jestem prawie pewna, że problemem nie są moje wysokie wymagania. Mam wręcz wrażenie iż tworzenie kosmetyków do tak problematycznej cery jak moja przerasta większość producentów, a wystarczy przecież tylko logicznie myśleć. Gdy marka Arkana zaproponowała mi współpracę pomyślałam, że jest to świetna okazja na sprawdzenie czy profesjonalne produkty, stosowane w gabinetach kosmetycznych mogą być odpowiedzią na moje problemy. Dotychczas aplikowany krem na noc właśnie dobił dna i szukałam dla niego zastępstwa więc wybrałam sobie Hydrospheric Light Cream czyli lekki krem nawilżający. Miał mi towarzyszyć podczas snu i rozpieszczać moją cerę tak by rano wyglądała na wypoczętą oraz zdrową, a co najważniejsze pozbawioną oznak odwodnienia. 

Przepis na włos doskonały czyli "Eliksiry, pomady i inne zaklęcia. Włos doskonały" Marty Klowan.



Do dziś pamiętam swoje zdziwienie gdy pierwszy raz przeczytałam o włsomaniaczkach. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że są na świecie osoby, którym do tego stopnia zależy na wyglądzie swoich kosmyków iż stosują dziwne różności by wyglądały one zdrowo i ładnie. Nie od dziś wiadomo, że mam obsesję na punkcie swojej cery, ale włosy zawsze traktowałam po macoszemu. Nie zwracałam uwagi na stosowane przeze mnie szampony czy inne produkty pielęgnacyjne i kierowałam się głównie tym do jakiego typu włosów są przeznaczone. Sporo czasu też zajęło mi pojęcie, że moje kosmyki są równie kapryśne co skóra twarzy i skalp potrzebuje zupełnie czego innego niż końcówki. Lata w blogosferze nauczyły mnie, że lista INCI ma duże znaczenie i warto wiedzieć co się w niej znajduje. Prawie bezbłędnie rozpoznaję już składniki, które lubi moja cera jednak nie miałam zielonego pojęcia jakie są odpowiednie dla skóry głowy i suchych końców. Poplątane, puszyste włosy ignorowałam latami i dopiero kiedy zaczęły sięgać pasa, a ja ciągle nie mogłam z nimi dojść do ładu postanowiłam coś zmienić. Zadanie trochę utrudniał mi znajdujący się za uszami leń, który podpowiadał, że nie będzie łatwo jednak zwalczyć go próbowałam przy pomocy książki Marty Klowan “Eliksiry, pomady i inne zaklęcia. Włos doskonały”. Dziś dam Wam znać czy była moim antidotum na niesforne kosmyki i dlaczego tak ciężko mi się  ją czytało :)

Kosmetyki, które zmieniły świat czyli 5 kultowych produktów urodowych.




Jako blogerka, która obraca się głównie w temacie urody miałam okazję poznać naprawdę masę produktów do pielęgnacji cery czy makijażu. Kobiety jednak nie od dziś interesują się upiększaniem swojego ciała oraz dbaniem o każdy jego zakamarek, a w ciągu tych setek lat powstało mnóstwo kosmetyków, które miały im w tym pomóc. Na pewno są wśród nich kultowe produkty znane nie tylko blogerkom urodowym i zainspirowana książką Sali Hughes “Pretty Iconic” postanowiłam stworzyć dla Was nową serię, w której opowiadać będę o ukochanych przez wielu kosmetycznych ikonach. Autorka uważa, że zmieniły one życie kobiet na całym świecie oraz co więcej całej branży beauty. Pewnie nie zdziwicie się gdy oznajmię, że w spisie znajdują się takie marki jak: Dior, Chanel czy Sisley, ale nas szczęście są też drogeryjne kosmetyki, które również uznaje się za kultowe. Moja pierwsza piątka to produkty znane większości, ale jestem ciekawa jakie są Wasze opinię na ich temat i czy faktycznie kochane są przez tyle osób na świecie. Liczę na to, że podzielicie się ze mną swoją opinią :)

Odkryj magiczną moc minerałów dostępnych w Rossmann Polska/ Lorigine MASTER KIT for FACE/ Puder i rozświetlacz



Moja kapryśna i tłusta cera zdecydowanie należy do tych, które potrzebują nieskazitelnego makijażu o gwarantowanej trwałości i matowym wykończeniu w strefie T. Ostatnio też wisienką na torcie okazało się ukrycie rozszerzonych porów i tutaj z pomocą przychodzą mi zawsze dobrze zmielone pudry transparentne. Myślę, że niedługo na blogu zrobię Wam ich małe zestawienie, ale zanim poznacie moich ulubieńców opowiem nieco o dwóch produktach marki Lorigine, która od niedawna zamieszkują naszą ukochaną drogerię Rossmann. Jeśli mnie znacie to już pewnie wiecie iż nie lubię tego całego bałaganu związanego z produktami sypkimi, które za każdym razem gdy odkręcę wieczko fundują mi ścianę pyłu bezwstydnie osiadającego na wszystkich meblach, podłodze i moim prywatnym ubraniu. Jednak zestaw, który dziś Wam pokazuje zawiera kosmetyk, który całkowicie odmienił mój makijaż! Obecnie biorę nawet na siebie to całe ryzyko i pakuję go w ciasną kosmetyczkę, która wraz z walizką przed samym lotem pewnie wykonuje różne ciekawe akrobacje nie do końca polecane tego typu produktom. Post jednak nie będzie całkiem pozytywny, a raczej troszkę słodko-gorzki i zaraz dowiecie się dlaczego :)

Dzięlę włos na czworo czyli Braun Silk Epil 9 SkinSpa w pytaniach i odpowiedziach.




Od zawsze nowo napotkane osoby mają problem z ustaleniem mojego wieku, a liczba odjętych latach waha się w przedziale od 4 do 7. Kobiety przeważnie pytają jak to robię i co za magiczne kremy na siebie nakładam, że moja skóra wygląda tak młodo i jędrnie. Myślę, że dbanie o ciało już kiedy byłam nastolatką ma znaczenie, ale chyba największą rolę grają w tym po prostu dobre geny. Chciałabym znać jeden, uniwersalny przyrząd lub mazidło, które mogłabym polecić każdej kobiecie tak by dzięki nim cieszyła się zdrową i zadbaną skórą. Jeszcze jakiś czas temu byłam pewna, że nic takiego nigdy nie powstało i jeszcze długo nie doczekamy się premiery podobnego cuda. Dziś jednak jestem bogatsza o przygodę z urządzeniem, którego opis brzmi co najmniej utopijnie, ale regularne stosowanie może spełnić marzenia o gładkim i pięknym ciele. Zestaw Braun Silk Epil 9 SkinSpa nie był dla mnie nowością, bo przyglądałam mu się od kiedy tylko wszedł na rynek. Pamiętam jak wtedy szukałam szczegółowych informacji na jego temat i brakowało mi konkretnych pytań oraz odpowiedzi. Postanowiłam więc stworzyć dla Was poradnik, w którym odpowiadam na każde pytanie, które ja bym zadała osobie już posiadającej owy depilator wraz z wszystkimi dwunastoma dodatkami. Mam nadzieję, że czytając post od początku do końca nie będziecie już mieć wątpliwości czy warto po niego sięgnąć i co tak naprawdę potrafi on czynić :)

Wyniki Rozdania z Anastasia Beverly Hills!



Obiecałam poprawę w ogłaszaniu wyników rozdania i dlatego już dziś przestanę Was trzymać w niepewności i ogłoszę zwycięzcę :) Cieszę się, że było aż tyle chętnych, a z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi, bo sama chętnie bym przygarnęła nagrodę w postaci kosmetyków od jednej z moich ulubionych marek jaką jest Anastasia Beverly Hills :) Tradycyjnie najpierw przypominam co było do wygrania: 


Nowości Rossmanna/ Lipiec 2017



Lipcowe pudełko nowości Rossmanna tym razem zamiast garści środków czystości obsypało nas słodyczami i herbatkami. Taka różnorodność nawet mi odpowiada, bo w końcu nie samymi kosmetykami blogerka żyje, chociaż i dla nich znalazło się miejsce. Do wyboru mieliśmy sporo kolorówki między innymi matowe pomadki od Wibo i paletki cieni od Maybelline. Ja jednak mam za dużo kosmetyków do makijażu i tym razem postanowiłam wybrać coś zupełnie innego. Dzięki przeczytanym przeze mnie książkom o włosach ułożyłam sobie całkowicie nową, opartą na potrzebach moich kosmyków pielęgnację. Stąd też mile widziane były u mnie szampony czy odżywki,  zwłaszcza te naturalne. Wiem, że wybrane kosmetyki z lipcowego pudełka są już dostępne, chociaż pewnie nie we wszystkich Rossmannach, bo w tych które odwiedzałam jeszcze ich nie widziałam. Bez zbędnego przedłużania zapraszam w końcu na post :)

Moich 5 grzechów głównych czyli spowiedź blogerki po latach.




Oj lata świetlne nie było tu postów typowo pogadankowych, gdzie nie opisywałam percepcji odnośnie przetestowanych produktów, a opowiadałam co mi w głowie siedzi, w duszy gra i leży na sercu.  Kiedyś roiło się tu od wpisów odnośnie blogosfery, współprac i innych tematów związanych z prowadzeniem bloga, ale większość już usunęłam i mam nadzieję, że nigdy więcej nie pokuszę się o opublikowanie tu podobnego tematu. Dlaczego? Bo jestem starsza, bogatsza o pewne doświadczenia i mam większy szacunek do ludzi. Życie nauczyło mnie pokory oraz nakazało ustalić priorytety. Blog jest dla mnie ważny, ale poza nim jest codzienność i nie wpływa on już na moje samopoczucie gdy jestem offline. Poza tym krytykowanie, nakazywanie i wytykanie palcami to raczej nie są zachowania, które chciałabym by były naśladowane. Już nie raz przekonałam się, że to co wysyłam w świat za jakiś czas do mnie wróci dlatego wolałabym żeby ktoś nadał trochę pozytywnej energii czy miłości, bo mam wrażenie iż obecnie właśnie tego najbardziej brakuje naszemu otoczeniu. Zasady moralności zaczęły się zacierać, to co kiedyś było dziwne dziś jest normalne i aby się w tym wszystkim nie pogubić staram się oceniać tylko siebie. Dziś więc pod lupę wezmę moją osobę i wyznam Wam trochę grzechów.

Pycha


Te z Was, które znają mnie od dawna pewnie jako pierwsze pomyślały właśnie o tym. Przyznaję, że na początku prowadzenia bloga (jeszcze wciąż mi się to zdarza) wiele razy wymądrzałam się, krytykowałam i myślałam iż mam do tego prawo, bo wszystko wiem najlepiej. Chciałam być jak inne, popularne blogerki, do których przychodziły czytelniczki prosząc o pomoc i posiłkując się ich wiedzą. Niestety swoimi “mądrościami” zniechęcałam tylko wszystkich do siebie i sprawiłam, że nie mieli ochoty wchodzić na moją stronę, nawet kiedy publikowałam na niej naprawdę dopracowane posty. Dopiero po czasie zrozumiałam, że na szacunek i zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Wymaga to czasu, dziesiątek postów i przede wszystkim ciężkiej pracy. Właśnie wtedy czytelnik zacznie wracać do mnie i prosić o rady. Autorki stron, którym zazdrościłam nie istniały od tygodnia, bo na swoich blogach miały opublikowane setki informacji okraszonych pięknymi zdjęciami i przede wszystkim wiedzą, którą zdobywały od lat. Dziś wiem bardzo dużo o kosmetykach, ale wciąż jeszcze długa droga przede mną i nie raz to co było bezdyskusyjne dziś, jutro ujrzane w innym świetle sprawiło iż zmieniłam zdanie. Obecnie jestem pewna tylko tego co sama metodą prób i błędów odkryłam po długich miesiącach eksperymentów z pielęgnacją i makijażem. Jeśli mam odmienne zdanie po prostu o nim wspominam lub daję znać co u mnie się sprawdziło lub nie. Oszczędzam innym terroryzowania i  pouczania.
Szkoda tylko, że nie miałam tego podejścia wcześniej, bo raz zepsute pierwsze wrażenie ciężko jest mi teraz naprawić :) Poza tym przekonałam się, że doradzanie czytelnikom to nie taka łatwa sprawa, a odpowiadanie na dziesiątki wiadomości może zająć nawet cały dzień. Pozostawię to więc dermatologom :)

Gniew


W większości właśnie tym przepełnione były moje posty. Spora część blogerek zachowywała się w sposób, w który mi nie odpowiadał lub nie był zgodny z moimi zasadami moralnymi. Swoimi wpisami próbowałam im uświadomić, że postępują źle, że tak się nie robi i już natychmiast niech się poprawią. Dziś wiem iż nie mam prawa nikomu mówić jak powinien postępować, nawet gdy nie jest to zgodne z tym co uważam za słuszne. Jeśli ktoś nie krzywdzi drugiego człowieka, mnie i mojej rodziny to nie powinnam się interesować jak kieruje swoim życiem, co kładzie na talerzu lub ile współprac przyjął w ostatnim tygodniu. Patrzę jak w blogosferze co chwila zostaje rozpętana jakaś burza i jedna blogerka drugiej wytyka jakieś zachowania. Obecnie rzadko zaglądam do tego typu postów i to nie dlatego, że oceniam je jako niepotrzebne. Po prostu wiem, że nie znajdę w nich informacji, które wniosłyby coś do mego życia lub nauczyłyby czegoś nowego i przydatnego. Przeważnie i tak te o których się pisze mają opinię reszty gdzieś, bo inaczej nie zachowywałyby się sposób, który według innych zasługuje na ukamienowanie. Wiem to z doświadczenia. Jeśli jednak innym tego typu posty dają to czego potrzebują nic mi do tego i po prostu trzymam się z daleka.  Jak (prawie) każda kobieta zdarza mi się słuchać plotek czy czasem rozmawiać na czyjś temat, ale nikomu już nie mówię co ma robić. Tak jak pisałam wyżej każdy ma swoje powody, które popychają go do konkretnych zachowań, a ja nie jestem Bogiem by rozliczać innych z popełnionych grzechów. 


Zazdrość


Myślę, że powyższe grzechy tak naprawdę zrodziły się z okropnej i niszczącej życie zazdrości. Oczywiście jako blogerzy nie jesteśmy w stanie całkowicie się pozbyć tego uczucia. Nie ma co próbować, bo wyeliminowanie go to misja niemożliwa. Większość z nas wkłada sporo pracy i czasu w swoje blogi, a jak to w życiu bywa karty nie są rozdawane po równo. Bardzo często dostrzegane są blogerki, które charakteryzują się cwaniactwem lub brakiem zasad moralnych. Nie mają skrupułów i regularnie kupują obserwatorów by dostawać lepsze współprace i zajmować topowe miejsca w rankingach. Osoby poświęcające wiele godzin i pieniędzy na utrzymanie poziomu swojej strony mogą wtedy czuć się oszukane i sfrustrowane, a co więcej często też mają ochotę przestać pisać na dobre. Wiele blogerek zarzeka się, że nie publikuje postów dla współprac, a robi to z czystej pasji i ja im wierzę, bo też właśnie dlatego tu jestem. Mimo wszystko każda z nas gdzieś tam w głębi duszy myśli sobie, że fajnie byłoby utrzymywać się tylko z dodawanych w blogosferze recenzji. Miło jest dostać za jeden wpis wysokopółkowe kosmetyki i dużą sumę pieniędzy na konto. Nie każdy jednak zamierza złamać wszelkie swoje zasady byle tylko to osiągnąć. Szkoda tylko, że nie ma optymalnej drogi, bo wtedy nikt nie musiałaby borykać się ze skrajnością. Nie będę też pisać iż nie zdarza mi się zazdrościć, bo byłoby to kłamstwem. Oczywiście patrzę z pożądaniem na gadżety i produkty, które mogłyby mi się faktycznie przydać, a obecnie nie mogę sobie na nie pozwolić. Teraz jednak robię to z taką różnicą, że nie czuję już złości na osobę, która pokazuje kolejną współpracę czy żalu do samej siebie, że jestem na to zbyt mało popularna. Z doświadczenia już wiem, że zakupy czy nawet najlepsze, darmowe fanty szczęścia nie dają, a nawet jeśli to tylko chwilowe. Mogę przecież spokojnie funkcjonować bez tych wszystkich Szanelów i Armanich więc łamanie własnych zasad oraz zazdroszczenie po kątach tak naprawdę nie ma sensu, bo do niczego pozytywnego nie prowadzi. Nie skupiam się już na tym kto co dostał i dlaczego, bo nie ma to żadnego wpływu na moje życie. Jeśli już zazdrość to tylko ta motywująca do działania, bo tylko jej następstwem może być coś naprawdę wartościowego. 




Chciwość


Tak jak wyżej wspomniałam nawet blogerzy, którzy piszą z pasji chętnie przyjmują oferty współpracy. I to nawet nie dla samych rzeczy, które często kosztują niewiele, ale czują się dzięki temu bardziej docenieni i szanowani. Kiedyś przecież zdarzało się to tylko najlepszym. Przyznam, że i mnie dopadła w końcu chciwość. Nie mam na myśli tu brania co popadnie, a bardziej przyjmowanie czegoś co tak naprawdę nie jest mi potrzebne. Pragnęłam mieć więcej niż mam i w końcu nabawiłam się konsumpcjonizmu. Nadmiar wszystkiego niezwykle tuczył moje oczy. Przestałam myśleć racjonalnie i skupiłam się tylko na tym by zdobyć kolejne fanty do kolekcji. Posiadanie ogromnej liczby podkładów dawało mi poczucie bezpieczeństwa, a nawet sprawiało iż czułam się lepsza od innych. Dawało mi swego rodzaju pewność siebie. W końcu jednak nadmiar rzeczy, produktów i gadżetów zaczął mnie przytłaczać, a ja zrozumiałam, że wszystkie te uczucia, które miewam wraz z ich pojawieniem się w domu są po prostu złudne oraz niestety bardzo ulotne. Wyczyściłam więc całe mieszkanie, sprzedałam wszystko to czego od dłuższego czasu nie używałam i w końcu odetchnęłam z ulgą. Skupiłam się głównie na sprawach, które dają niezapomniane wspomnienia i satysfakcję, jak spędzanie czasu z synkiem i narzeczonym, a zamiast przechadzać się po centrach handlowych zaczęłam namawiać rodzinkę na długie spacery lub zwiedzanie różnych, ciekawych miejsc. Teraz zanim coś kupię zadaję sobie kilka razy pytanie czy na pewno tego potrzebuję i możecie mi wierzyć lub nie, ale prawie zawsze odpowiadam: nie. Zaoszczędziłam dzięki temu sporo pieniędzy, a co najważniejsze czasu, który doliczył się do tego spędzanego w gronie najbliższych. Obecnie mocno filtruję też propozycje współprac i często daję sobie chwilę na ich przemyślenie. Nie poświęcam więc czasu na napisanie recenzji produktu, który tak naprawdę mi się nie przyda. Oczyszczenie domu i zredukowanie ilości posiadanych kosmetyków pozwoliło też nieco uporządkować sprawy w mojej głowie i zaoszczędziło wyrzutów sumienia gdy drogi oraz mało używany produkt musiał wylądować w koszu.

Lenistwo

Bardzo często zdarzało mi się zapominać o tym, że regularne prowadzenie bloga wymaga ciężkiej pracy i zaangażowania. Wystarczy spojrzeć na kilka miesięcy wstecz by sprawdzić jak mało postów się tu pojawiało oraz jak rzadko wpadałam do Was. Oczywiście zdarzały się wypadki losowe, które nie pozwalały mi publikować i pisać, ale często też zaglądało do mnie lenistwo. Nie bywałam tu, bo mi się po prostu nie chciało. Wolałam obejrzeć serial czy choćby iść wcześniej spać. Oczywiście nie ma w tym nic złego, bo każdy z nas potrzebuje odpoczynku, ale przyznam, że ja rościłam sobie do niego prawo zbyt często. O tym jak, kiedy i ile postów publikujemy w miesiącu każdy ustala sobie sam. Jednym przynosi satysfakcję dodawanie nowego wpisu każdego dnia, a innym wizyta w blogosferze raz na miesiąc w zupełności wystarczy. Ustalony przeze mnie wcześniej harmonogram był możliwy do zrealizowania przy moim trybie życie jednak często wygrywało z nim lenistwo i brak chęci. Im dłużej pozostawałam bierna, tym ciężej było mi tu wrócić. Wymyślałam tysiące wymówek oby tylko znowu odłożyć publikację na inny dzień. Obecnie staram się wszystko tak zaplanować by mieć wydzielony czas na pisanie oraz nie szukać pretekstów, że coś innego w tym momencie musi być zrobione. Wiem już również, że tylko ciężka praca przynosi owoce i nikt nie mówił, że będzie lekko, a mój blog nawet bez nowych postów przyniesie czytelników. Teraz pogodzenie wszystkich obowiązków wymaga ode mnie trochę poświęceń, ale satysfakcja jaką dzięki temu otrzymuję jest bezcenna i wiem wtedy, że  naprawdę było warto


                                                                 

Na koniec pragnę tylko wspomnieć, że post nie ma na celu nikogo pouczać, wyśmiewać czy szykanować. Pokazuję Wam co zmieniło się tu po tych kilku latach w blogosferze oraz jaki ma to wpływ na mnie oraz na bloga. Nie oceniam też osób, które postępują inaczej, bo nic mi do tego i wcale to nie znaczy, że jesteście lepsi lub gorsi ode mnie. Jeśli ktoś szukał sensacji czy ukrytych nazwisk to przykro mi, ale nigdy więcej nie ujrzycie tego typu postów na moim blogu. Myślę, że dość już krwi napsułam innym i nie jestem oraz nie chcę już być tą osobą. Jeśli kiedykolwiek czymś Was uraziłam to w tym momencie chciałabym przeprosić za moje niedojrzałe zachowanie i gwarantuję, że wcale się z tym nie czułam dobrze. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała tego robić i ta długa lista wstydliwych grzechów jest ostatnią jaką tu publikuję... 




Shape-memory mask czyli innowacyjne, azjatyckie kosmetyki prosto z Rossmanna/ Hada Labo Tokyo 3D Liftng Mask


Kultowe koreańskie marki obecnie nie są już nowością w Polsce i dziś spokojnie można dostać je nawet stacjonarnie. Zazdrośni o ich sławę, europejscy producenci ostatnio prześcigają się w tworzeniu nowych serii, które dosyć mocno inspirowane są produktami ze wschodu.  Nie od dziś przecież nakłada nam się do głowy, że azjatyckie kosmetyki działają cuda, a mieszkanki tej części świata właśnie im zawdzięczają młody wygląd oraz nieskazitelnie gładką cerę. Myślę jednak, że nikt nie jest w stanie pobić Azjatów w konkurencji o najbardziej wymyślne i kolorowe formy kosmetyków. I tak dzięki Hada Labo Tokyo miałam okazję pierwszy raz w życiu testować maskę typu “shape-memory”, która zdecydowanie nie przypomina mi wcześniej stosowanych tego typu produktów. Normalnie też nie zwracam uwagi na sugerowany wiek umieszczony w opisie produktu i o ile jestem dobrze poinformowana nie znajdziecie też tego typu informacji na kosmetykach pochodzących właśnie ze wschodu. Dlaczego więc maska 40 sprawdziła się u mojej mamy, a u mnie nie?

Jak stosować kosmetyki The Ordinary? Których produktów nie można ze sobą łączyć? Przykładowy plan pielęgnacji dla każdego typu cery.

 
Źródło: Blog Caroline Hirons


Gdy pierwszy raz dodawałam tutaj post o kosmetykach The Ordinary byłam pewna, że zna je chyba każdy. Jak się później okazało marka ta wciąż nie jest tak popularna w Polsce, ale jak ktoś tylko raz o niej usłyszał to zaraz zaciera ręce i planuje zakupy. Wiem też, że sporo z Was wciąż zastanawia się, które kosmetyki będą odpowiednie dla potrzeb jego cery. Przecież asortyment marki jest ogromny i już zapoznając się z nim można dostać zawrotu głowy. Postanowiłam więc skorzystać ze strony The Ordinary oraz rad innych zagranicznych kosmetologów i blogerów by stworzyć dla Was mały poradnik po polsku, w którym znajdziecie odpowiedzi na pytania miedzy innymi: jak stosować produkty marki lub których kosmetyków nie wolno ze sobą łączyć? Dodatkowo podam też przykładowy plan pielęgnacji dla różnych typów cery. Myślę, że ułatwi Wam to wybór i pomoże zapobiec niepotrzebnym zakupom.

Jak stosować roztwory wodne i olejowe marki The Ordinary?

Producenci zalecają preparaty stworzone na bazie wody stosować przed tymi olejowymi. Czyli jeśli na przykład posiadamy olej arganowy to aplikujemy go jako ostatni krok naszej pielęgnacji. Pewnie większość z Was już o tym wie, ale wspominam tą zasadę w razie gdyby post czytał ktoś zaczynający swoją przygodę z pielęgnacją.

Jak stosować sera marki The Ordinary?

Należy pamiętać o tym by używać tylko 3 różnych roztworów serum na raz. Nie więcej.

Których produktów The Ordinary nie można ze sobą mieszać?

 
Są dwa produkty marki The Ordinary, których nie można ze sobą mieszać. Oznacza to, że jeśli chcecie je stosować, jeden z nich może być użyty tylko wieczorem a drugi tylko rano lub na odwrót, ale nie powinny być aplikowane w tym samym czasie. Mowa tu o:

Niacinamide 10% + Zinc 1%
Vitamin C Suspension 23% + HA Spheres 2%

Jak stosować produkty marki The Ordinary, które mają różne pH?

Najlepiej stosować produkty o różnym pH osobno. Dlaczego? Bo ich składniki są stabilne, użyteczne i aktywne tylko gdy są utrzymywane na podstawie ustalonych poziomów pH. Jeśli chodzi o asortyment marki The Ordinary najlepiej rozdzielić ze sobą lub chociaż poczekać jakiś czas między aplikowaniem poniżej podanych, dwóch grup produktów.

Produkty z niskim pH:

  • Salicylic Acid 2% Solution (pH 3.2-3.5)
  • AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution (pH 3.5-3.7)
  • Glycolic Acid 7% Toning Solution (pH 3.5-3.7)
  • Lactic Acid 10% + HA 2% (pH 3.8)
  • Lactic Acid 5% + HA 2% (pH 3.8)

Produkty z wyższym pH:

  • Advanced Retinoid 2% (pH 5-6)
  • Niacinamide 10% + Zinc 1% (pH 5.5-6.5)
  • Ascorbyl Glucoside Solution 12% (pH 6-7)
  • Natural Moisturizing Factors + HA (pH 6.5-7)
  • Magnesium Ascorbyl Phosphate 10% (pH 6.5-7.5)
  • Hyaluronic Acid 2% + B5 (pH 6.5-7.5)

Jak stosować kosmetyki marki The Ordinary?





A oto przykładowa pielęgnacja dla poszczególnych typów cery:



Przykładowa pielęgnacja dla skóry z oznakami starzenia :



Rano: Buffet, Hyaluronic Acid 2% + B5

Wieczorem: Buffet, Advanced Retinoid 2%, 100% Organic Cold-Pressed Rose Hip Seed Oil 



Przykładowa pielęgnacja dla skóry z przebarwieniami:



Rano: Alpha Arbutin 2% + HA, Niacinamide 10% + Zinc 1%, Magnesium Ascorbyl Phosphate Solution 10%; 
Wieczorem: Alpha Arbutin 2% + HA, Azelaic Acid Suspension 10% lub Advanced Retinoid 2% 

Przykładowa pielęgnacja dla skóry odwodnionej:

Rano: Hyaluronic Acid 2% + B5, Natural Moisturizing Factors + HA;
Wieczorem: Hyaluronic Acid 2% + B5, 100% Plant-Derived Squalane 

Przykładowa pielęgnacja dla skóry trądzikowej:

Rano: The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1%
Wieczorem: Hyaluronic Acid 2% +B5, Salicylic Acid 2% Solution, 100% Cold Pressed Rosehip Seed Oil

                                                                                               


Mam nadzieję, że ten krótki post chociaż trochę rozjaśnił Wam jak stosować produkty marki The Ordinary i co wybrać dla siebie. Na moim blogu możecie też znaleźć recenzje The Ordinary Azelaic Acid Suspension 10% (klik), podkładu The Ordinary Coverage Foundation (klik) i Niacinamide 10% + Zinc 1% i Hyaluronic Acid 2%+ B5 (klik). Dajcie znać czy już poczyniliście zakupy i jakie są Wasze wrażenia?




PS: Wybaczcie, że tabelce brak granic, ale próbowałam na różne sposoby ją tu wkleić i niestety mój szablon za każdym razem je usuwa, a mistrzem HTMLa to ja nie jestem. Trochę się nad nią napracowałam i zależało mi by tu była. Mam nadzieję, że mimo wszystko znajdziecie potrzebne Wam informacje :)




Post powstał na podstawie informacji znalezionych na stronie Deciem.com  i Honesty For Your Skin.







© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig