Na czym bazuję?/ NYX Pore Filler, Clarins Beauty Flash Balm, MAC Skin Base Visage, Algenist Pore Control Primer.



Każdy malarz wie, że obraz najlepiej wygląda na ładnym, nieskazitelnym płótnie. Bazy pod makijaż stały się dla mnie właśnie takim wstępem odgrywanym zanim sięgnę po pędzel. Wymagać można od nich wiele i tak na przykład ja sama pragnę by utrzymywały makijaż w idealnym stanie przez długie godziny, ułatwiały aplikację podkładu i nieco podnosiły jego atrakcyjność oraz niwelowały widoczność porów. Chociaż bardzo bym chciała to nie sięgam po nie każdego dnia, bo niestety większość by dać mi to czego pragnę, wypełniona jest substancjami, które z moją cerą zwyczajnie się nie dogadują. Poszukując bazy idealnej do codziennego stosowania powoli skłaniam się by spróbować czegoś z naturalnymi komponentami, ale zanim rozpocznę kolejne testy pokażę Wam co dotychczas maglowałam. Przygotujcie się więc na spotkanie z takimi markami jak MAC, Clarins, NYX i Algenist. Każda z nich dała swoje propozycje, a ja zadbam o to byście dowiedziały się wszystkiego czego potrzebujecie. Startujemy :)

Wyniki Rozdania z paletką Too Faced! Jest zwycięzca!



Kochane nie bijcie, wybaczcie i darujcie. Wiem, że wieki czekałyście na wyniki rozdania i z ręką na sercu obiecuję, że to ostatni raz i więcej nie mam zamiaru tego powtarzać. Nigdy wcześniej nie miałam tyle zgłoszeń, a do tego mnóstwo z nich niestety nie było zgodne z regulaminem. Nie trzeba zakładać bloga by mieć szansę na obserwowanie mojej strony i to, że go nie posiadacie nie zwalnia Was z tego warunku. Spora część osób jednak szukała mnóstwa wymówek by ominąć regulamin i dostać nagrodę pomimo ignorowania go. Zawsze moje czytelniczki traktuję z szacunkiem i doceniam to, że udostępniłyście post kilka razy na Instagramie, ale nie mogę w zamian za to pozwalać na ignorowanie zasad. To by było nie fair w stosunku do reszty. I nie możecie się ze mną w tym temacie nie zgodzić.

Szybko kończę te informacje początkowe, bo i tak za długo już czekacie. A oto co zgarnia dziś zwycięzca: 




Najważniejsza premiera w historii pielęgnacji i kosmetyki za grosze! The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1% i Hyaluronic Acid 2% + B5.



Chwalą blogerki i jutuberki. Gwiazdy i wizażyści. Mało sławni oraz niezwykle popularni. Wspaniałe działanie, proste składy i uczciwość,  a to wszystko za grosze. Myśleliście, że właśnie opisuję produkty z moich snów? Te które widzę położywszy głowę na śnieżnobiałą, miękką poduszkę późnym wieczorem po odprężającej kąpieli? Najlepsze w całym tym wydawałoby się utopijnym wstępie jest to, że wspominam o kosmetykach, które istnieją i dostępne są do kupienia nawet dziś.  Produkty The Ordinary nigdy nie walały się zapomniane gdzieś po mało znanych blogach. Spadły na nas jak grom z jasnego nieba pokazując się od razu w rękach lubianych wizażystów i wzdycha do nich nie jeden guru z kolorowego świata makijażu. Wszędzie gdzie spojrzę widzę falę zachwytów i tyle komplementów, że żadna kosmetykoholiczka nie spocznie póki te produkty nie znajdą się pod jej dachem. Sama skusiłam się na razie na dwie niepozorne buteleczki i wciąż zastanawiam się nad kolejnymi. Czy to oznacza, że powielę nikogo nie dziwiące już zachwyty?

Odsyłam toniki do lamusa!/ Mokosh Hydrolat malina z aloesem.


Gdybym miała wymienić kosmetyki, które mają najkrótszy staż pod moim łazienkowym lusterkiem, to pewnie tonik znalazłby się na jednym z pierwszych miejsc. Zaraz po kremie pod oczy. Często zastanawiałam się po co one ludziom do szczęścia i czy faktycznie są niezbędne w mojej pielęgnacji? Przyszedł jednak kiedyś taki dzień, w którym i ja zdecydowałam się upchnąć tonik gdzieś pomiędzy żel do mycia twarzy, a serum. Szybko jednak zrozumiałam iż te przeznaczone do problematycznej cery bardzo często mają w swoim składzie alkohol, który zdecydowanie nie dogaduje się z moją cerą. Mimo wszystko ciągle nienasycona kosmetyczna ciekawość pchała mnie do poszukiwania czegoś delikatnego, naturalnego, nawilżającego i co najważniejsze bez żadnego wysuszania i podrażniania. Aplikując nawet najłagodniejsze żeli czy pianki do mycia twarzy, zaraz po ich użyciu wypadałoby uzupełnić to co zmyliśmy wraz z makijażem i nadmiarem sebum. Tonik powinien, a nawet musi wypełniony być po brzegi składnikami nawilżającymi oraz kojącymi, a już medal mu się należy jak jeszcze da radę pomieścić antyoksydanty. Wystarczy znaleźć idealny tego typu produktu, a na pewno nigdy więcej nie pominiecie tak ważnego kroku w swojej pielęgnacji. Hydrolat malinowy marki Mokosh tonikiem nie jest, ale czy może go zastąpić?


Nowości Rossmanna/Garnier, Biały Jeleń, Rimmel, Barwa Siarkowa, L'oreal, Sally Hansen.





Po długiej przerwie wracam z nowościami Rossmanna. Ostatnio dopisuje mi niezwykłe szczęście w wyborze zestawów i rzadko trafiam na produkty, które  by mnie zawiodły. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak marki się rozwijają, podążają za modą i co najważniejsze starają się spełniać potrzeby swoich klientów. Kosmetyki, które kiedyś pozostawały tylko w sferze marzeń, dziś są dostępne od ręki i za niewielką cenę. Bez względu na to jaką mamy cerę i potrzeby pielęgnacyjne. Moja wizyta w Rossmannie zawsze kończy się przynajmniej godzinnym dreptaniem, czytaniem składów i oglądaniem kosmetyków, które normalnie nie są dla mnie łatwo dostępne. Przeważnie interesują mnie produkty polecane przez Was, a wśród nich takie marki jak: Bielenda, Isana, Tołpa, Tami czy Nacomi. Nigdy nie wychodzę z pustym koszykiem :) Dziś też przygotowałam dla Was listę fajnych nowości i mam nadzieję, że po zapoznaniu się z nią również nie wyjdziecie z drogerii z pustymi rękoma. A co więcej wyniesiecie z niej produkt, który bardzo polubicie. 



© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig