Czy będę bić pianę?/ Ava Łagodząca Pianka Oczyszczająca z aloesem i witaminą B3.




Gęsta, mięciutka i delikatna piana może przywodzić różne skojarzenia. Mi chociażby od razu przed oczami staje piękna bogini miłości Afrodyta, która ponoć została z niej narodzona. Myśląc bardziej przyziemnie wspomniałabym o relaksie, wannie z ciepłą wodą i chwili tylko dla siebie. Na szarym końcu, gdzieś pomiędzy maszyną do pisania, a walkmanem znalazłaby się pianka do mycia twarzy. Nie pamiętałam o niej latami i przez chwilę nawet miałam wrażenie, że w tej kategorii nigdy nie znajdę produktu odpowiedniego dla siebie. Te, które pamiętam z dawnych lat niemożliwie wysuszały skórę i bezlitośnie ją podrażniały. Dopiero bardzo ciekawa marka Ava, która kusiła aloesem wysoko w składzie, była w stanie mnie przekonać do ponownego wprowadzenia pianki na salony. Produkt, o którym dziś opowiem pochodzi z nieznanej mi serii #young. Ta drobna sugestia raczej mi nie przeszkadza, chociaż dziwię się, że producenci znanych marek zapominają iż w dzisiejszych czasach trądzik dotyczy też dorosłych. Nie czuję się jednak dotknięta i zniechęcić się nie dałam dzięki czemu dziś możecie dowiedzieć się jak oceniam Łagodzącą piankę oczyszczającą z aloesem i witaminą B3 (ok. 24zł).



Opakowanie to nie moja bajka, choć rozumiem iż skierowane jest do innej grupy wiekowej. Zakochana w eleganckiej czerni, bieli i różowym złocie, raczej nie zachwycę się seledynową, bijącą po oczach butelką. Nie znaczy to jednak, że żywię do niej nienawiść i płaczę po nocach, że nie mogę przelać zawartości do bardziej wyjściowego opakowania. Po prostu się z nią pogodziłam i zaakceptowałam taką jaka jest. Pewnie zaskoczę Was pisząc, że pompka, która często jest spełnieniem marzeń, wisienką na torcie i najmniej irytującym dozownikiem na świecie, tym razem przynosi wstyd rodzinie. Bardzo ciężko cokolwiek z niej wydobyć i niestety bez użycia dwóch rąk się nie obejdzie. Możliwe iż tylko mi się trafił taki ciężki przypadek, ale w razie co ostrzegam. O konsystencji nie będę się rozpisywać, bo każdy wie iż jest to gęsta, mięciutka, milutka, biała i puszysta pianka. Pachnie świeżo i bardzo aloesowo. Nawet na chwilę nie mamy wątpliwości, że w tym wszystkim chodzi o delikatność i łagodzenie.

Z tym produktem przyjemnościom nie ma końca. Uwielbiam w nim głównie to, że moja skóra po zmyciu pianki nie jest mocno ściągnięta i wysuszona. Nie piecze mnie i nie szczypie. Mimo to mam pewność, że została porządnie oczyszczona, jest gładka i mięciutka. No i oczywiście muszę wspomnieć o tym, że nawet moje oczy zachwycone są brakiem szczypania i podrażnienia. Wiem, że skład produktu nie zachwyci wielbicieli naturalności, ale myślę iż nie jest też najgorszy. Jako miłośniczka aloesu, który w tym produkcie znajduje się zaraz po wodzie i glicerynie, nie mogę narzekać i marudzić. Nie zauważyłam też by produkt spowodował wysyp lub pogorszenie stanu cery. Ja po prostu nie mam się do czego przyczepić (oprócz felernej pompki), a wiecie że lubię to robić i nikomu nie przepuszczę.

Skład: Skład:Aqua, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Polyquaternium-10, Imperata Cylindrica Root Extract, Niacinamide, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Trideceth-9, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Hydroxycitronellal, Linalool, Geraniol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum. 

Producent twierdzi, że pianka nada się też do każdego typu cery, ale ja chętnie wybiłabym mu z głowy to małe kłamstewko. Jestem prawie pewna, że dla osób ze skórą suchą lub wrażliwą będzie to produkt zbyt mocno oczyszczający. Oczywiście nikomu nie zabraniam spróbować, bo stuprocentowej pewności nie mam i jest to jedynie moja mała sugestia. Na koniec więc nie będę bić piany i po prostu napiszę, że lubię ten produkt i zdecydowanie dostaje ode mnie kciuka w górę :)

 Zaciekawiała Was choć trochę ta pianka? 

PS:  Produkt pochodzi z pięciostopniowego programu Pore Revolution. Oprócz niej w ofercie znajdziecie: Czekoladową Bio Maskę, Bio Peeling Kwasowy, Matujące serum/żel i Aktywny Krem Seboregulator.








© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig