Moich 5 grzechów głównych czyli spowiedź blogerki po latach.




Oj lata świetlne nie było tu postów typowo pogadankowych, gdzie nie opisywałam percepcji odnośnie przetestowanych produktów, a opowiadałam co mi w głowie siedzi, w duszy gra i leży na sercu.  Kiedyś roiło się tu od wpisów odnośnie blogosfery, współprac i innych tematów związanych z prowadzeniem bloga, ale większość już usunęłam i mam nadzieję, że nigdy więcej nie pokuszę się o opublikowanie tu podobnego tematu. Dlaczego? Bo jestem starsza, bogatsza o pewne doświadczenia i mam większy szacunek do ludzi. Życie nauczyło mnie pokory oraz nakazało ustalić priorytety. Blog jest dla mnie ważny, ale poza nim jest codzienność i nie wpływa on już na moje samopoczucie gdy jestem offline. Poza tym krytykowanie, nakazywanie i wytykanie palcami to raczej nie są zachowania, które chciałabym by były naśladowane. Już nie raz przekonałam się, że to co wysyłam w świat za jakiś czas do mnie wróci dlatego wolałabym żeby ktoś nadał trochę pozytywnej energii czy miłości, bo mam wrażenie iż obecnie właśnie tego najbardziej brakuje naszemu otoczeniu. Zasady moralności zaczęły się zacierać, to co kiedyś było dziwne dziś jest normalne i aby się w tym wszystkim nie pogubić staram się oceniać tylko siebie. Dziś więc pod lupę wezmę moją osobę i wyznam Wam trochę grzechów.

Pycha


Te z Was, które znają mnie od dawna pewnie jako pierwsze pomyślały właśnie o tym. Przyznaję, że na początku prowadzenia bloga (jeszcze wciąż mi się to zdarza) wiele razy wymądrzałam się, krytykowałam i myślałam iż mam do tego prawo, bo wszystko wiem najlepiej. Chciałam być jak inne, popularne blogerki, do których przychodziły czytelniczki prosząc o pomoc i posiłkując się ich wiedzą. Niestety swoimi “mądrościami” zniechęcałam tylko wszystkich do siebie i sprawiłam, że nie mieli ochoty wchodzić na moją stronę, nawet kiedy publikowałam na niej naprawdę dopracowane posty. Dopiero po czasie zrozumiałam, że na szacunek i zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Wymaga to czasu, dziesiątek postów i przede wszystkim ciężkiej pracy. Właśnie wtedy czytelnik zacznie wracać do mnie i prosić o rady. Autorki stron, którym zazdrościłam nie istniały od tygodnia, bo na swoich blogach miały opublikowane setki informacji okraszonych pięknymi zdjęciami i przede wszystkim wiedzą, którą zdobywały od lat. Dziś wiem bardzo dużo o kosmetykach, ale wciąż jeszcze długa droga przede mną i nie raz to co było bezdyskusyjne dziś, jutro ujrzane w innym świetle sprawiło iż zmieniłam zdanie. Obecnie jestem pewna tylko tego co sama metodą prób i błędów odkryłam po długich miesiącach eksperymentów z pielęgnacją i makijażem. Jeśli mam odmienne zdanie po prostu o nim wspominam lub daję znać co u mnie się sprawdziło lub nie. Oszczędzam innym terroryzowania i  pouczania.
Szkoda tylko, że nie miałam tego podejścia wcześniej, bo raz zepsute pierwsze wrażenie ciężko jest mi teraz naprawić :) Poza tym przekonałam się, że doradzanie czytelnikom to nie taka łatwa sprawa, a odpowiadanie na dziesiątki wiadomości może zająć nawet cały dzień. Pozostawię to więc dermatologom :)

Gniew


W większości właśnie tym przepełnione były moje posty. Spora część blogerek zachowywała się w sposób, w który mi nie odpowiadał lub nie był zgodny z moimi zasadami moralnymi. Swoimi wpisami próbowałam im uświadomić, że postępują źle, że tak się nie robi i już natychmiast niech się poprawią. Dziś wiem iż nie mam prawa nikomu mówić jak powinien postępować, nawet gdy nie jest to zgodne z tym co uważam za słuszne. Jeśli ktoś nie krzywdzi drugiego człowieka, mnie i mojej rodziny to nie powinnam się interesować jak kieruje swoim życiem, co kładzie na talerzu lub ile współprac przyjął w ostatnim tygodniu. Patrzę jak w blogosferze co chwila zostaje rozpętana jakaś burza i jedna blogerka drugiej wytyka jakieś zachowania. Obecnie rzadko zaglądam do tego typu postów i to nie dlatego, że oceniam je jako niepotrzebne. Po prostu wiem, że nie znajdę w nich informacji, które wniosłyby coś do mego życia lub nauczyłyby czegoś nowego i przydatnego. Przeważnie i tak te o których się pisze mają opinię reszty gdzieś, bo inaczej nie zachowywałyby się sposób, który według innych zasługuje na ukamienowanie. Wiem to z doświadczenia. Jeśli jednak innym tego typu posty dają to czego potrzebują nic mi do tego i po prostu trzymam się z daleka.  Jak (prawie) każda kobieta zdarza mi się słuchać plotek czy czasem rozmawiać na czyjś temat, ale nikomu już nie mówię co ma robić. Tak jak pisałam wyżej każdy ma swoje powody, które popychają go do konkretnych zachowań, a ja nie jestem Bogiem by rozliczać innych z popełnionych grzechów. 


Zazdrość


Myślę, że powyższe grzechy tak naprawdę zrodziły się z okropnej i niszczącej życie zazdrości. Oczywiście jako blogerzy nie jesteśmy w stanie całkowicie się pozbyć tego uczucia. Nie ma co próbować, bo wyeliminowanie go to misja niemożliwa. Większość z nas wkłada sporo pracy i czasu w swoje blogi, a jak to w życiu bywa karty nie są rozdawane po równo. Bardzo często dostrzegane są blogerki, które charakteryzują się cwaniactwem lub brakiem zasad moralnych. Nie mają skrupułów i regularnie kupują obserwatorów by dostawać lepsze współprace i zajmować topowe miejsca w rankingach. Osoby poświęcające wiele godzin i pieniędzy na utrzymanie poziomu swojej strony mogą wtedy czuć się oszukane i sfrustrowane, a co więcej często też mają ochotę przestać pisać na dobre. Wiele blogerek zarzeka się, że nie publikuje postów dla współprac, a robi to z czystej pasji i ja im wierzę, bo też właśnie dlatego tu jestem. Mimo wszystko każda z nas gdzieś tam w głębi duszy myśli sobie, że fajnie byłoby utrzymywać się tylko z dodawanych w blogosferze recenzji. Miło jest dostać za jeden wpis wysokopółkowe kosmetyki i dużą sumę pieniędzy na konto. Nie każdy jednak zamierza złamać wszelkie swoje zasady byle tylko to osiągnąć. Szkoda tylko, że nie ma optymalnej drogi, bo wtedy nikt nie musiałaby borykać się ze skrajnością. Nie będę też pisać iż nie zdarza mi się zazdrościć, bo byłoby to kłamstwem. Oczywiście patrzę z pożądaniem na gadżety i produkty, które mogłyby mi się faktycznie przydać, a obecnie nie mogę sobie na nie pozwolić. Teraz jednak robię to z taką różnicą, że nie czuję już złości na osobę, która pokazuje kolejną współpracę czy żalu do samej siebie, że jestem na to zbyt mało popularna. Z doświadczenia już wiem, że zakupy czy nawet najlepsze, darmowe fanty szczęścia nie dają, a nawet jeśli to tylko chwilowe. Mogę przecież spokojnie funkcjonować bez tych wszystkich Szanelów i Armanich więc łamanie własnych zasad oraz zazdroszczenie po kątach tak naprawdę nie ma sensu, bo do niczego pozytywnego nie prowadzi. Nie skupiam się już na tym kto co dostał i dlaczego, bo nie ma to żadnego wpływu na moje życie. Jeśli już zazdrość to tylko ta motywująca do działania, bo tylko jej następstwem może być coś naprawdę wartościowego. 




Chciwość


Tak jak wyżej wspomniałam nawet blogerzy, którzy piszą z pasji chętnie przyjmują oferty współpracy. I to nawet nie dla samych rzeczy, które często kosztują niewiele, ale czują się dzięki temu bardziej docenieni i szanowani. Kiedyś przecież zdarzało się to tylko najlepszym. Przyznam, że i mnie dopadła w końcu chciwość. Nie mam na myśli tu brania co popadnie, a bardziej przyjmowanie czegoś co tak naprawdę nie jest mi potrzebne. Pragnęłam mieć więcej niż mam i w końcu nabawiłam się konsumpcjonizmu. Nadmiar wszystkiego niezwykle tuczył moje oczy. Przestałam myśleć racjonalnie i skupiłam się tylko na tym by zdobyć kolejne fanty do kolekcji. Posiadanie ogromnej liczby podkładów dawało mi poczucie bezpieczeństwa, a nawet sprawiało iż czułam się lepsza od innych. Dawało mi swego rodzaju pewność siebie. W końcu jednak nadmiar rzeczy, produktów i gadżetów zaczął mnie przytłaczać, a ja zrozumiałam, że wszystkie te uczucia, które miewam wraz z ich pojawieniem się w domu są po prostu złudne oraz niestety bardzo ulotne. Wyczyściłam więc całe mieszkanie, sprzedałam wszystko to czego od dłuższego czasu nie używałam i w końcu odetchnęłam z ulgą. Skupiłam się głównie na sprawach, które dają niezapomniane wspomnienia i satysfakcję, jak spędzanie czasu z synkiem i narzeczonym, a zamiast przechadzać się po centrach handlowych zaczęłam namawiać rodzinkę na długie spacery lub zwiedzanie różnych, ciekawych miejsc. Teraz zanim coś kupię zadaję sobie kilka razy pytanie czy na pewno tego potrzebuję i możecie mi wierzyć lub nie, ale prawie zawsze odpowiadam: nie. Zaoszczędziłam dzięki temu sporo pieniędzy, a co najważniejsze czasu, który doliczył się do tego spędzanego w gronie najbliższych. Obecnie mocno filtruję też propozycje współprac i często daję sobie chwilę na ich przemyślenie. Nie poświęcam więc czasu na napisanie recenzji produktu, który tak naprawdę mi się nie przyda. Oczyszczenie domu i zredukowanie ilości posiadanych kosmetyków pozwoliło też nieco uporządkować sprawy w mojej głowie i zaoszczędziło wyrzutów sumienia gdy drogi oraz mało używany produkt musiał wylądować w koszu.

Lenistwo

Bardzo często zdarzało mi się zapominać o tym, że regularne prowadzenie bloga wymaga ciężkiej pracy i zaangażowania. Wystarczy spojrzeć na kilka miesięcy wstecz by sprawdzić jak mało postów się tu pojawiało oraz jak rzadko wpadałam do Was. Oczywiście zdarzały się wypadki losowe, które nie pozwalały mi publikować i pisać, ale często też zaglądało do mnie lenistwo. Nie bywałam tu, bo mi się po prostu nie chciało. Wolałam obejrzeć serial czy choćby iść wcześniej spać. Oczywiście nie ma w tym nic złego, bo każdy z nas potrzebuje odpoczynku, ale przyznam, że ja rościłam sobie do niego prawo zbyt często. O tym jak, kiedy i ile postów publikujemy w miesiącu każdy ustala sobie sam. Jednym przynosi satysfakcję dodawanie nowego wpisu każdego dnia, a innym wizyta w blogosferze raz na miesiąc w zupełności wystarczy. Ustalony przeze mnie wcześniej harmonogram był możliwy do zrealizowania przy moim trybie życie jednak często wygrywało z nim lenistwo i brak chęci. Im dłużej pozostawałam bierna, tym ciężej było mi tu wrócić. Wymyślałam tysiące wymówek oby tylko znowu odłożyć publikację na inny dzień. Obecnie staram się wszystko tak zaplanować by mieć wydzielony czas na pisanie oraz nie szukać pretekstów, że coś innego w tym momencie musi być zrobione. Wiem już również, że tylko ciężka praca przynosi owoce i nikt nie mówił, że będzie lekko, a mój blog nawet bez nowych postów przyniesie czytelników. Teraz pogodzenie wszystkich obowiązków wymaga ode mnie trochę poświęceń, ale satysfakcja jaką dzięki temu otrzymuję jest bezcenna i wiem wtedy, że  naprawdę było warto


                                                                 

Na koniec pragnę tylko wspomnieć, że post nie ma na celu nikogo pouczać, wyśmiewać czy szykanować. Pokazuję Wam co zmieniło się tu po tych kilku latach w blogosferze oraz jaki ma to wpływ na mnie oraz na bloga. Nie oceniam też osób, które postępują inaczej, bo nic mi do tego i wcale to nie znaczy, że jesteście lepsi lub gorsi ode mnie. Jeśli ktoś szukał sensacji czy ukrytych nazwisk to przykro mi, ale nigdy więcej nie ujrzycie tego typu postów na moim blogu. Myślę, że dość już krwi napsułam innym i nie jestem oraz nie chcę już być tą osobą. Jeśli kiedykolwiek czymś Was uraziłam to w tym momencie chciałabym przeprosić za moje niedojrzałe zachowanie i gwarantuję, że wcale się z tym nie czułam dobrze. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała tego robić i ta długa lista wstydliwych grzechów jest ostatnią jaką tu publikuję... 




© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig