Nowości Rossmanna/ Wrzesień 2017/ Nowa marka makijażowa, brokatowy Tangle Teezer i serum Bielendy, które "brudzi" skórę.


Pora na jeden z Waszych ulubionych postów, czyli przedstawienie nowości, które niedługo zamieszkają na półkach Rossmanna. W tym miesiącu pudełko było mocno makijażowe i na początku nie mogłam się zdecydować czy to dobrze, ale na szczęście miałam okazję sprawdzić produkty marki, która jeszcze nie jest dobrze znana więc nie nudziłam się podczas testów. Od serii Carbo Detox marki Bielenda starałam się trzymać z daleka i choć początkowo mnie kusiła, to później bardzo często pokazywana jakoś przestała wzbudzać zainteresowanie. Przyznam jednak, że gdy zobaczyłam najnowsze Serum węglowe to serce zabiło mocniej, a ja nie mogłam doczekać się aż wpadnie w moje ręce. Z dodatków niekosmetycznych tym razem mieliśmy okazję testować posiłki dla niemowląt od BoboVita, parasolki Ideenwelt i różnego rodzaju zdrowe przekąski. Po tym bardzo ogólnym oraz mocno okrojonym wstępie zapraszam na to co najlepsze czyli bardziej szczegółowe przedstawienie zawartości boxa :)


Manhattan Last & Shine Lakier do paznokci nr 009 (17,99 zł)


Z tego co widziałam na stronie drogerii produkt ten już jest dostępny w sprzedaży, a nawet obecnie można kupić go na promocji. Posiada on piękny, jesienny odcień czerwonego wina w sam raz na obecny sezon. Producent obiecuje nie tylko długotrwały blask, ale też pielęgnację aż do 10 dni i precyzyjny pędzelek ułatwiający aplikację. Obecnie noszę hybrydy więc jeszcze nie miałam okazji go testować, ale lakier przekazałam już w dobre ręce i wkrótce się dowiem czy faktycznie jest godny polecenia. Nic więcej na jego temat dziś nie mogę napisać i jestem ciekawa czy Wy już mieliście okazję poznać właściwości tego produktu. Koniecznie dajcie znać :)

SINSKIN Must.Have Utrwalacz Makijażu (48,99 zł)


Kolejny utrwalacz makijażu do kolekcji. Jeśli czytaliście ostatni post to pewnie wiecie, że tego typu produkty nie sprawdzają się na mojej tłustej cerze i jeszcze żaden nie zasłużył na zaszczytne pierwsze miejsce. Tej mgiełce jednak nie można odmówić uroku. Ma bardzo ładne, minimalistyczne opakowanie, które od razu pozwala nam poczuć, że mamy do czynienia z produktem luksusowym. Aż nie mogłam się doczekać pierwszego użycia, a gdy już się spotkaliśmy to dodatkowo oczarował mnie cudownym zapachem. Oczywiście super, że nie ma alkoholu w składzie, a dodatkowo zawiera mój ukochany kwas hialuronowy. Obietnice producenta potrafią zawrócić w głowie, bo ponoć kosmetyk ten niweluje efekt maski, nawilża, chroni przed czynnikami zewnętrznymi, nie podkreśla suchych skórek i zmarszczek, nie zapycha porów oraz przedłuża trwałość makijażu nawet w sytuacjach wzmożonej potliwości i stresu.  Sporo prawda? Chyba nigdy nie widziałam tylu fajnych właściwości na raz, ale w głębi duszy marzę bym choć połowę z nich mogła potwierdzić. Co sądzicie o tej nowej marce? Zainteresowała Was?


SINSKIN Must.Have Eyeliner w długopisie (48,99 zł)


Eyeliner niestety nie jest kosmetykiem po który sięgam dosyć często, a tak prawdę mówiąc to obecnie prawie wcale go nie używam. Poza tym mam już swój ulubiony produkt tego typu i pewnie nie wykończę go do końca życia. Jednak i tym razem wzrok przykuwa piękne, eleganckie opakowanie oraz moja ukochana, minimalistyczna szata graficzna. Produkt jest mocno napigmentowany, łatwo sunie po powiece i ma naprawdę mocny, czarny kolor. Posiada on również super cienki aplikator niczym w długopisie, dzięki czemu łatwo nim uzyskać upragniony efekt.  Nie jestem specjalistką jeśli chodzi o eyelinery, ale coś czuję, że ten naprawdę Wam się spodoba i wszystkie fanki kresek będą nim zachwycone. 


SINSKIN Must.Have Pomadka Matowa w płynie nr 421 (64,99 zł)


Matowe pomadki obecnie opanowały Instagram oraz inne media społecznościowe i pewnie każda z Was ma chociaż jedną sztukę tego typu produktów. Ja zostałam obdarowana ustami, które nawet dobrze nawilżone ukazają sporo zmarszczek więc bardzo ciężko znaleźć mi kosmetyk, który świetnie się na nich prezentuje. Oczywiście odcień 421 to nie do końca mój kolor, ale bardzo chętnie ponoszę go od czasu do czasu by spróbować czegoś nowego. Już pierwsza aplikacja tego produktu sprawiła, że szczęka mi opadła i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Pomadka sunęła po ustach niczym mięciutki welur, pozostawiając za sobą jedynie idealnie pomalowane wargi bez podkreślania suchych skórek czy innych niedoskonałości. Dodatkowo bez problemu przetrwała jedzenie oraz picie i zeszła w bardzo subtelny, fajny sposób. Aż chce mi się biec do Rossmanna po więcej, a już na pewno po jakiś nudziak w bardzo moim stylu. W tym przypadku też mam wrażenie, że kosmetyk ten będzie hitem i podbije Wasze serca. Nie mogę się już doczekać innych recenzji oraz prezentacji reszty odcieni. 


Bielenda Carbo Detox Serum węglowe (27,99 zł)


Najnowsze serum z serii, którą już pewnie dobrze znacie. Wyżej pisałam Wam, że byłam nim zainteresowana i cieszę się, że znalazło się we wrześniowym pudełku. Zaskoczył mnie fakt, że produkt tworzy na skórze ciemne smugi jakbym dosłownie zmieszała krem z węglem, choć patrząc na nazwę to przecież oczywiste. Poza tym posiada bardzo lekką konsystencję, która dosyć szybko się wchłania oraz nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. Mam za sobą jedynie kilka aplikacji serum i na pewno pozostawia moją cerę super gładką, miękką, a nawet mam wrażenie, że przyspiesza gojenie się wyprysków. Jeszcze też nie odnotowałam by wpływał negatywnie na stan skóry więc jak na razie jestem bardzo pozytywnie nim zaskoczona. Zwłaszcza, że skład serum pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli będziecie chcieli to na pewno pojawi się jego osobna recenzja po dłuższym czasie stosowania. Na razie jestem na tak. 

Maybelline Color Sensational Higlighter do ust nr 01 (19,99 zł)


Produkt, który ma służyć do rozświetlania ust to według mnie lekka fanaberia i na pewno w życiu nie zdecydowałabym się na jego zakup. Zwłaszcza, że od dawna łuk kupidyna podkreślam po prostu rozświetlaczem, który moim zdaniem najładniej tam wygląda. Producent na opakowaniu zaznacza, że kosmetyk świetnie się nada do obrysowania konturów ust, ale szczerze przyznam, że nigdy w życiu nie przeszło mi przez myśl by rozświetlać nawet tę część twarzy. Jednak ponoć wtedy nasze wargi wyglądają na większe oraz bardziej ponętne. Higlighter wygląda jak kredka, a po otwarciu nakładki należy przekręcić dół opakowania by go lekko wysunąć. Mi trafił się ładny, subtelny perłowy odcień, który faktycznie ślicznie się błyszczy tymi swoimi małymi drobinkami. Poza tym rozświetlacz jest miękki, łatwo sunie po skórze i nadaje się też do użycia w wewnętrznych kącikach oka. Mimo mojej początkowej niechęci do tego kosmetyku oceniam higlighter bardzo dobrze, a nawet jest nadzieja, że go zużyję do końca :)



Max Factor Brow Conturing Paletka do brwi nr 1


Nowej paletki do brwi również nie potrzebowałam, bo w Polsce kupiłam w końcu kredkę Catrice i od tamtej pory nie daję jej spokoju. Mam też wrażenie, że dziś nie piszę o niczym innym jak tylko o konturowaniu. Ten produkt ma nam pozwolić na wypełnienie oraz zdefiniowanie brwi i dlatego do wyboru otrzymaliśmy aż trzy odcienie brązu oraz rozświetlacz. Całość mieszka w ślicznej, maleńkiej i zgrabnej paletce do której nawet dołączono pędzelek mający ułatwić pracę z cieniami. Przyznam, że początkowo zastanawiałam się jak miałabym skorzystać z wszystkich dobroci tego produktu, ale na szczęście na spodzie opakowania umieszczono ściągę, która podpowiada jak mieszać ze sobą kolory i gdzie je aplikować. Cienie są naprawdę porządnie napigmentowane więc na pewno trzeba uważać by nie nałożyć ich za dużo. Nie chcę jeszcze oceniać tej paletki, ale jest to kolejny produkt z pudełka, który wydawał mi się zbędny, a okazał się całkiem fajny :)



Tangle Teezer Compact Styler Szczotka do włosów Glitter Gem


Tej szczotki chyba nie muszę nikomu przedstawiać, a nawet na moim blogu mówiłam już o niej kilka razy. Tym razem jednak dostajemy ją w mocno brokatowym wydaniu w sam raz dla fanek błysku z sroczymi duszami. Już na moim Instagramie pisałam Wam, że według mnie ma w sobie trochę kiczu, ale na pewno przyciąga wzrok i jestem pewna, że znajdą się dziewczyny (lub chłopaki), które będą chciały ją mieć. O właściwościach tego produktu nie będę się już rozpisywać, bo tak jak wspominałam pewnie doskonale wiecie jak się sprawuje. Daję jedynie znać, że w razie gdyby Wasz stary egzemplarz się już zużył i planujecie zakup nowej szczotki TT lub jeszcze jej nie macie, ale jesteście pewni, że pragniecie sprawdzić czy faktycznie jest taka super to od listopada w Rossmannie będzie dostępna jej nowa, błyszcząca wersja. 

                                                                         

Tak jak obiecałam w tym miesiącu było mocno makijażowo i nie obyło się bez pozytywnych zaskoczeń co bardzo mnie cieszy. Tradycyjnie na koniec przypominam, że jeśli tylko macie ochotę na szersze, bardziej szczegółowe recenzje wyżej wymienionych kosmetyków to dajcie znać, a ja postaram się o nich więcej napisać w osobnych postach. Prawie cała zawartość boxa jest już dostępna w Rossmannie i chyba tylko na końcu opisaną szczotkę TT i paletkę do brwi będzie można kupić w listopadzie. A teraz przyznajcie się co Wam najbardziej wpadło w oko?  :)



© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig