Nowości w pielęgnacji: oczyszczające płatki na nos, olejek do demakijażu, płyn do skóry trądzikowej oraz Tołpa.


Czy ja już pisałam, że staram się ograniczyć nabywanie kosmetyków? Cieszę się, że wychodzi mi to tak dobrze, ale w kolejce czeka jeszcze kilka produktów, które zostały kupione na kiedyś (czyli wieczne nigdy) i na szczęście moje nowe postanowienie zmusza mnie do ich zużycia. Tak jak wspominałam wcześniej nie zawsze mam czas opisywać nowości w mojej pielęgnacji dlatego dziś znowu przychodzę z mini recenzjami, które pomogą Wam poznać kilka zdaje mi się jeszcze mało znanych mazideł. Akurat tak się złożyło, że wszystkie kosztują naprawdę niewiele i cieszę się iż (w razie co) nie będę musiała dziś nikogo kusić produktami, które mogą nadszarpnąć budżet lub zezłościć mało kochającego kosmetyki partnera. Trochę miałam tego opisywania dlatego nie będę nic więcej dodawać do wstępu tylko po to by wydał się dłuższy i ładniej wyglądał w układzie bloga :) Zapraszam na post!


Beauty Formulas| Deep Cleansing Nose Pore Strips (ok.5zł) 


Jeśli kiedykolwiek aplikowaliście płatki oczyszczające na nos to pewnie wiecie, że znalezienie idealnych jest bardzo trudne. Osobiście testowałam już te z różnych półek cenowych i żadne nie powaliły mnie na kolana. Odwiedzając popularne tu w Uk sklepy gdzie wszystko można kupić za symbolicznego funta w oko wpadł mi produkt marki Beauty Formulas, który ma skrajne recenzje, ale mimo wszystko postanowiłam sama spróbować. I nie żałuję! Co prawda płatki nie są perfekcyjne, ale idealnie przylegają do nosa, a ściągnięcie ich precyzyjniej bym musiała określić jako zdarcie. Nie sprawiły mi jednak wielkiego bólu czy dyskomfortu, a odeszły ze sporą ilością zaskórników. Naprawdę zauważyłam różnicę po ich użyciu, a mało którym tego typu produktom się to udaje. Marka ta jest dostępna na niektórych stronach w Polsce i jedyne co mnie martwi to fakt, że trzeba zapłacić za nią sporo więcej niż tutaj co chyba nigdy się nie zmieni... Tak czy siak jeśli kiedykolwiek na nie traficie to polecam spróbować, bo może akurat zrobią więcej niż dotychczas stosowane przez Was płatki na zaskórniki. Zwłaszcza gdy będą kosztowały tylko jednego funta lub około 5 zł :)

Skład: Polyvinyl Alcohol, Glycerin, Almond Oil PEG-6 Esters, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Dipotassiuym Glycyrrhizate.


VIPERA Acne-Prone Skin Clarifying Lotion Daily Care Cleanser - Płyn oczyszczający do skóry trądzikowej


Miałam już wcześniej styczność z kosmetykami Vipera, a zauroczyło mnie w nich to, że przeznaczone  są stricte do mojej cery co rzadko się zdarza. Ten “tonik” kupiłam już dawno temu i zdążyły mi się już zmienić  (cha cha) preferencje co do składów produktów, które aplikuję na twarz więc obecnie niechętnie po niego sięgałam. Co prawda początek listy INCI tego płynu jest super, bo znajdziemy tam mój ukochany aloes i azelogilycnę, która jest pochodną kwasu azelainowego głównie lubianego za rozjaśnianie przebarwień oraz normalizację produkcji sebum. Niestety im dalej w las tym ciemniej i co prawda na końcu, ale znajdziemy też w tym kosmetyku składniki dyplomatycznie mówiąc uważane są za podejrzane. Miałam jednak nadzieję, że po jego wykończeniu wciąż będę żyć, a co więcej iż nie spowoduje on żadnego wysypu lub pogorszenia stanu cery. Gdybym zupełnie nie zwracała uwagi na to co umieszcza się z tyłu opakowania to na pewno polecałabym ten płyn każdemu, bo naprawdę bardzo dobrze oczyszcza cerę. Co więcej nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy i chociaż nie da rady zaskórnikom to jednak mam wrażenie iż pomaga goić się wypryskom faktycznie działając antybakteryjnie oraz przeciwzapalnie. Sprawia też, że moja skóra staje się super gładka, miękka bez uczucia ściągnięcia czy dyskomfortu. 

Mówiąc krótko ten produkt naprawdę działa i jeżeli nie za bardzo przejmujecie się gadaniem o szkodliwości niektórych składników uważając, że jest ono przesadzone to zachęcam spróbować. “Tonik” posiada fajne, niespotykane opakowanie jak u zmywaczy do paznokci i na szczęście mi żadnej zauważalnej gołym okiem krzywdy nie wyrządził. 

Skład: Aqua, Poloxamer 184, PEG-8, Aloe Barbadensis (Aloe ) Leaf Juice, Potassium Azeloyl Diglycinate, Sodium Cocoamphoacetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Diosodium EDTA, Citric Acid.  

Tołpa Dermo Face Sebio| Mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy (27,99zł)


I ten biedak musiał leżeć spory czas na dnie szuflady, bo dawno już przestałam sięgać po produkty, które zawierają jakiekolwiek drobinki. Szkoda mi jednak było odsyłać go do kosza, bo z marką Tołpa czasami się lubimy i byłam bardzo ciekawa czy tym razem też rozstaniemy się w zgodzie. Producent obiecuje nam porządne oczyszczenie cery z nadmiaru sebum i brudu oraz odblokowanie porów bez podrażnienia i wysuszenia. Ucieszył mnie również fakt iż żel ten zawiera korund, bo jakiś czas temu stosowałam go bardzo często i zawsze byłam zadowolona z rezultatów jakie dzięki niemu osiągałam. Wygodna, przezroczysta tubka pozwala na bieżąco kontrolować zużycie produktu, a jej wieczko nie naraża na szwank moich paznokci. Co prawda zapach kosmetyku nie należy do najprzyjemniejszych, bo kojarzyć się może z środkami czystości, ale na szczęście nie jest intensywny i mi akurat nie przeszkadza. 

Produkt nie pieni się jakoś super, ale ma fajną żelową konsystencję z maleńkimi, ledwo wyczuwalnymi oraz delikatnymi drobinkami. Wcale nie podrażnia cery i nie pozostawia jej ściągniętej oraz wołającej o nawilżenie. Uwielbiam stosować go zawsze rano przed aplikacją makijażu, bo fajnie złuszcza martwy naskórek i moja skóra jest super gładka, miękka, a podkład od razu lepiej na niej wygląda. Teraz wymienię Wam same nie, bo żel: nie wysusza cery, nie powoduje pogorszenia jej stanu, nie szczypie mnie w oczy i nie kosztuje dużo. Naprawdę nie mam mu (kolejne nie) nic do do zarzucenia prócz tego, że skład nie spodoba się wielbicielkom naturalnych kosmetyków. Poza tym spisał się u mnie bardzo dobrze i na pewno zużyję go do ostatniej kropli. Co prawda raczej nigdy więcej się nie spotkamy, bo do mycia twarzy znacznie bardziej preferuję kosmetyki z naturalnymi składnikami, ale nie żałuję, że się poznaliśmy i tym razem Tołpa znowu pozytywnie mnie zaskoczyła. 

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Betaine, Glycerin, Alumina, Polysorbate 20, Polyglyceryl-3 Caprate, disodium Cocoamphodiacetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum Salicylic Acid, Commiphora Myrrha Resin Extract, Peat Extract, Hydrolyzed Algin, Propylene Glycol, Xanthan Gum, Zinc Sulfate, Sodium Citrate, Alcohol denat., Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Simple Kind To Skin Hydrating Cleansing Oil| Olejek do demakijażu


Kupiony za grosze, spontanicznie, bez jakichkolwiek wymagań i poleceń. Bardzo lubię myć moje pędzle oraz gąbeczki właśnie takimi emulgującymi olejkami dlatego byłam pewna, że się u mnie nie zmarnuje. Ma on dosyć krótki skład, a na jego pierwszym miejscu znajduje się olej z pestek winogron więc na początku bardzo dobrze się zapowiadał. Niestety dalej znajdziemy też substancje komedogenne i dlatego nie odważyłam się sięgać po niego każdego dnia. Mimo wszystko naprawdę super zmywa makijaż, jest leciutki, a usunąć go można dosłownie w kilka sekund. Nie spełnił jednak oczekiwań względem czyszczenia akcesoriów do makijażu i będę musiała jakoś powoli zużyć go do czegoś innego. Cieszę się jednak, że zapłaciłam za niego grosze i dzięki temu nie muszę płakać iż znowu zmarnowałam pieniądze. Marka Simple jest bardzo popularna w Uk i mają tanie oraz dla wielu dziewczyn naprawdę dobre kosmetyki. Ja jakoś nie mogę odnaleźć wśród nich hitu dla siebie, ale nie powiedziałam jeszcze koniec. Ich zaletą jest też na pewno to, że często można znaleźć je na promocji i wtedy to już w ogóle kosztują tyle co nic. Wiem, że Simple jest też dostępna w Polsce na niektórych stronach internetowych, ale u nas popularność przyniosła im łatwa dostępność oraz niskie ceny, a na półkach Rossmanna czy Natury pewnie nigdy się nie znajdzie. Mnie trochę oburza fakt, że marka kreuje się jako ta przyjazna dla skóry i projektuje swoje opakowania tak by wyglądały na naturalne, a ich składy pozostawiają wiele do życzenia i wcale nie są takie "przyjazne" (kind to skin). 

Skład: Vitis Vinifera Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Sorbeth-30 Tetraoleate, Phenoxyethanol, BHT, Helianthus Annuus Seed Oil, Isopropyl Myristate, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate

                                                      

Dzisiejszy post raczej nie zmienił Waszego życia dlatego produkty o których wspominam nie doczekały się pełnych recenzji i większej uwagi. Mało się jednak o nich pisze w Internecie więc mam nadzieję, że jednak kiedyś pomogą komuś w podjęciu decyzji o zakupie. Bardzo mocno staram się nie nabywać kosmetyków spontanicznie, bez przemyślenia oraz dokładnego sprawdzenia składów, bo przeważnie właśnie kończy się to tak jak powyżej. Niby fajnie, niby ok, ale jednak zawsze znajdę coś co nie pozwala mi ponownie po nie sięgnąć. Też Wam się to zdarza?


PS: Na pierwszym zdjęciu bardziej spostrzegawczy zauważą też nowe serum LIQ C, które miało się znaleźć w tym poście, ale ostatecznie stwierdziłam, że zasługuje na osobny wpis :D




© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig