NIOD - "marka dla wyżej wykształconych". Dlaczego musisz ją poznać?


Gdyby właśnie dziś ktoś w bardzo brutalny sposób zmusił mnie do stosowania tylko jednej marki kosmetycznej do końca mojego życia w kilka sekund, bez zbędnego zastanawiania się wybrałabym właśnie NIOD od Deciem. Skąd ta dziwna nazwa z której wymówieniem ma problem tak wiele osób? Jest to skrót z angielskiego Non Invasive Options in Dermatology co można tłumaczyć jako nieinwazyjne sposoby na  poprawę wyglądu naszej skóry. Mimo iż marka jest siostrą dobrze znanej Wam The Ordinary musicie się nastawić na znacznie wyższe ceny, a to wszystko dlatego, że jej formuły i opakowania są bardziej luksusowe, receptury potrzebują masy eksperymentów by naukowo potwierdzić ich skuteczność, a co więcej NIOD raczej koncertuje się na długoterminowych wynikach. Marka stawia na technologię nowej generacji  i uwielbia przekraczać granice nauki w kwestii pielęgnacji skóry. Jeśli w pracowni Deciem jakiś szalenie zdolny naukowiec odkryje nowy i rewolucyjny składnik, macie to jak w banku, że wkrótce pojawi się on właśnie w kosmetykach NIOD. Uwielbiam praktycznie każdy ich produkt, a nawet jeśli nie czuję się którymś oczarowana to i tak żadnego nie nazwę bublem. Dziś mam zamiar w końcu po dość długich testach opowiedzieć Wam o każdym kosmetyku marki, który znalazł się na mojej twarzy w ciągu ostatniego roku, a trochę ich było. Niestety nie do każdego mam zdjęcie, bo zdążyłam się pozbyć opakowań w czasie gdy nie byłam aktywna w blogosferze, ale na szczęście sporządziłam notatki, które w przyszłości miały mi pomóc w podjęciu decyzji o kolejnym zakupie. W poście znajdziecie recenzję: NIOD Survival 30 i Survival 20, Survival 0, NIOD Superoxide Dismutase Saccharide Mist, NIOD Low Viscosity Cleansing Ester, NIOD Photography Fluid Opacity 8%, NIOD Hydration Vaccine, NIOD Multi-Molecular Hyaluronic Complex, NIOD Fracionated Eye Contour Concantrate, NIOD Sankrit Saponins

NIOD Survival 30 i NIOD Survival 20 S20/S30| Serum Antyoksydacyjne z Filtrem SPF/ 125 i 119 zł oraz 24 i 25 GBP


Zdecydowanie najlepszy produkt marki! Sama zużyłam około 10 opakowań Survivalu i to na pewno nie koniec. Moja tłusta, trądzikowa cera naprawdę nie lubi się z kremami lub serami zawierającymi SPF, a znalezienie tego jedynego, ukochanego zajęło mi wieki. Obecnie nie zamieniłabym wyżej wspomnianego kosmetyku na żaden inny i nawet nie sięgam po inne tego typu produkty, bo jestem pewna iż lepszego na pewno nie znajdę (ten mógłby być jedynie trochę tańszy).

Początkowo Survival otrzymywało się w buteleczce z pipetą i nie pamiętam czy sprawiała mi jakiś ogromny problem, ale po jakimś czasie zmieniono ją na pompkę, którą można łatwo zablokować poprzez przekręcenie na pozycję wskazującą 0. Oczywiście jak na luksusową markę przystało wszystkie produkty zapakowano w czarne, minimalistyczne i eleganckie kartoniki, a ich zawartości chronią szklane, ciemne opakowania. NIOD znany jest mi również z naprawdę dziwnych, rzadko spotykanych konsystencji i z tą od Survivalu też początkowo nie umiałam współpracować. Jest na pewno rzadka, ale nie super lejąca o lekko beżowym zabarwieniu i nigdy nie byłam pewna jak duża jej ilość powinna się znaleźć na mojej twarzy. Z tego też powodu pierwsze użycia Survivalu nie zakończyły się sukcesem i byłam rozczarowana, że wcale się u mnie nie sprawdził. Nie poddając się jednak szukałam sposobu byśmy się w końcu dogadali i tak oto odkryłam iż na mojej tłustej cerze spisuje się najlepiej bardzo cienko aplikowany, przy porządnym rozprowadzeniu na każdej partii twarzy. Następnie muszę odczekać około 15 minut by dokładnie się wchłonął, a potem już dzieje się magia.


Co prawda produkt pozostawia po sobie lekko lepką warstwę, ale wystarczy zaaplikować makijaż by zupełnie się jej pozbyć. Co więcej już samo serum dzięki swojemu zabarwieniu wyrównuje koloryt skóry i sprawia iż wygląda ona dużo ładniej i zdrowiej, choć zdaję sobie sprawę iż jest to opcja dla osób, które naprawdę lubię swoją cerę bez aplikowania na nią niepotrzebnej warstwy podkładu czy pudru. Survival kocham za to, że przede wszystkim chroni moją skórę przez szkodliwymi promieniami UVA i UVB, nie pozostawia po sobie białych śladów, jest super lekki, nawilża i co najważniejsze przedłuża trwałość mojego makijażu. Mogłabym naprawdę godzinami zachwycać się tym produktem, bo prócz Zinc Oxide i Titanium Dioxide zawiera również w swoim składzie tak modne dziś antyoksydanty zapobiegające rozwojowi wolnych rodników, a co za tym idzie opóźniające proces starzenia się cery, poprawiające jej jędrność i elastyczność, polepszające nawilżenie oraz wzmacniające płaszcz hydrolipidowy dzięki czemu nasza skóra staje się odporna na przesuszenia czy wysyp wyprysków. Jak widzicie sporo jest tego, ale nie będę wypisywać wszystkich właściwości Survivalu widniejących na opakowaniu, bo zainteresowani szybko do nich dotrą, a reszty nie będę zbędnie zanudzać.


 
Jeśli zastanawiacie się dlaczego umieściłam Survival 30 i Survival 20 razem to już śpieszę z odpowiedzią. Według mnie różni je tylko mniejsza ochrona, bo żadnej rozbieżności w działaniu raczej nie odnotowałam. Po ten pierwszy sięgam tylko dlatego, że preferuję wyższe filtry, ale gdy na półkach brakuje 30 to bez problemu sięgam po 20 i nie płaczę z tego powodu. Zdecydowanie polecam oba produkty i kocham je tak mocno iż chyba nigdy wcześniej nie darzyłam żadnych kosmetyków tak wielką miłością. Oby nigdy nie wycofano ich z produkcji, bo będę musiała wtedy przeżyć długie miesiące żałoby, a na to nie jestem gotowa.


  


  Skład: Cyclopentasiloxane, Aqua (Water), Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Glycerin, PEG-10 Dimethicone, PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Propanediol, Acrylates/Ethylhexyl Acrylate Crosspolymer, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Hexyl Laurate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Dimethylmethoxy Chromanol, Inulin, Alpha-glucan oligosaccharide, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Superoxide Dismutase, Xanthophyll, Pinus Pinaster Bark Extract, Polygonum Aviculare Extract, Alteromonas Ferment Extract, Padina Pavonica Thallus Extract, Arginine, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Aspartic Acid, PCA, Sodium PCA, Sodium Lactate, Squalane, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Melanin, Sucrose, Tapioca Starch, Stearic Acid, Trimethylsiloxysilicate, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Sodium Chloride, Dipropylene Glycol, Tromethamine, Ethoxydiglycol, Alumina, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, 1,2-Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Survival 0 S0| Serum antyoksydacyjne| 101 zł lub 20 GBP


Mimo iż to serum należy do mojej ulubionej rodzinki Survivali, jako jedyne nie chroni przed promieniami UVA, a co więcej przeznaczone jest do stosowania wyłącznie na noc. Oczywiście nie spalą Was ognie piekielne gdy zaaplikujecie produkt o poranku, ale warto wiedzieć iż nie zastąpi on kosmetyku z filtrem przeciwsłonecznym. Nie jest to serum jak każde inne ponieważ jego główne zadanie to ochrona cery przed szkodliwym działaniem środowiska oraz obecnego stylu życia. Survival 0 jest wręcz napakowany innowacyjną technologią pomagającą nam w obronie skóry przed wyżej już wspomnianymi wolnymi rodnikami, zanieczyszczeniami, stresem, podczerwienią oraz niebieskim światłem emitowanym przez urządzenia takie jak telefony czy komputery, a to coś zupełnie nowego w świecie kosmetyków. Dotychczas żadne z nas pewnie nie zastanawiało się nad tym, że spędzając długie godziny przed ekranami chociażby urządzeń mobilnych możemy szkodzić swojej cerze. Zanim jeszcze wiedzieliśmy o problemie, Deciem już szykowało nam jego rozwiązanie. W składzie tego serum znajdziecie oczyszczoną luteinę pozyskiwaną z kwiatu nagietka czy kompleks karotenoidów pomidorowych i wiele innych fajnych składników.


Tak jak w przypadku poprzednich Survivali początkowo 0 też był umieszczony w ciemnej buteleczce z pipetą, która później została zamieniona na pompkę. Poza tym serum posiada dosyć ciemną, rzadką, coś jakby pomarańczowo/brązową konsystencję. Bardzo łatwo rozprowadza się na twarzy, pozostawiając lekki film, który wchłania się bez problemu w kilkanaście minut. Pachnie lekko ziołowo, bardzo naturalnie, ale zupełnie nie drażniąco no i co więcej jest niesamowicie wydajne.

Pewnie jednak najbardziej ciekawi Was działanie Survivalu 0. I w tym przypadku potrzebowałam czasu by docenić jego wspaniałe właściwości. Oczywiście nie jestem w stanie ocenić czy ochronił moją cerę przed wszystkimi tymi szkodliwymi czynnikami, które powinien zwalczać, ale zdecydowanie poprawił stan skóry. Tak naprawdę początkowo byłam pewna, że nie robi żadnych cudów. Dopiero gdy skończyłam pierwszą buteleczkę serum i przestałam po nie sięgać przez kilka dni, moja buzia zaczęła wyglądać dużo gorzej, a ja od razu wiedziałam iż po prostu tęskni za Survivalem 0. Kupiłam więc kolejne opakowanie produktu i wtedy już potwierdziły się moje przypuszczenia, że to on stał za dobrze nawilżoną, zdrowo wyglądającą, jędrną oraz pełną blasku skórą. Od tamtej pory tak jak reszta jego rodzinki trafił do grona moich ulubieńców. Co więcej lubię go też za tą lekkość, delikatność i oczywiście nie mogłabym nie docenić faktu iż nie zapycha mojej trądzikowej cery. Jest również świetną alternatywą dla osób, które nie mogą stosować witaminy C, a chciałyby skorzystać z dobroczynnego wpływu antyoksydantów na skórę. Kwas askrobinowy niestety ma to do siebie iż może podrażniać, szczególnie cery naczyniowe i super wrażliwe. Wtedy właśnie polecam sięgnąć po Survival 0. Jak dla mnie super produkt! 

    Skład:  Aqua (Water), Glycerin, Squalane, Inulin, Algae Extract, Alpha-glucan oligosaccharide, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Superoxide Dismutase, Dimethylmethoxy Chromanol, Xanthophyll, Pinus Pinaster Bark Extract, Polygonum Aviculare Extract, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Alteromonas Ferment Extract, Padina Pavonica Thallus Extract, Arginine, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Aspartic Acid, PCA, Sodium PCA, Sodium Lactate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Melanin, Sucrose, Tapioca Starch, Propanediol, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Isoceteth-20, Tromethamine, Triethanolamine, Polyurethane-34, Ethoxydiglycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, 1,2-Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

NIOD  Superoxide Dismutase Saccharide Mist SDSM| 34 GBP

 


Nic nie sprawia mi większej przyjemności o poranku niż okrycie twarzy przyjemną mgiełką hydrolatu czy wody termalnej. Jak jednak na NIOD przystało Superoxide Dismutse Saccharide Mist to nie taka zwykła, mało skomplikowana woda, która jest tylko przyjemnym dodatkiem do pielęgnacji. By nie przynieść wstydu marce musi robić coś więcej niż tylko nawilżać, umilać nam czas czy chłodzić w upalne dni. Producenci od razu podkreślają iż kosmetyk ten ma leczyć i nie należy go błędnie klasyfikować jako toniku do twarzy. Co więcej nazywają mgiełkę naszą fundamentalną siłą do walki ze stresem oksydacyjnym (czy ktoś wcześniej w ogóle wiedział, że taki istnieje?), utratą wody w naskórku czy stanami zapalnymi. W jej składzie znalazłam substancje o których nigdy w życiu nie słyszałam. Mowa tu choćby o dysmutazie ponadtlenkowej (drugie miejsce w składzie) czyli przeciwutleniaczu, który jest zdecydowanie najlepszym wyborem jeśli chodzi o walkę właśnie ze stresem oksydacyjnym będącym skutkiem naszego obecnego stylu życia. Mam tu na myśli ciągłe życie w biegu, sporo nerwów oraz oczywiście niezdrowe odżywianie. Mogłabym dodać do tego jeszcze zanieczyszczone powietrze czy palenie papierosów i wtedy opisać Wam jakie procesy zachodzą w naszym organizmie podczas takiego egzystowania, ale znawcą nie jestem więc wspomnę tylko iż jednym ze skutków stresu oksydacyjnego jest uszkodzenie błony komórkowej skóry co prowadzi do jej szybszego zwiotczenia i starzenia się, a nawet raka. Kolejnym składnikiem o którym należy wspomnieć jest Marine Exopolysaccharides. Ponoć zatrzymuje wodę w skórze nawet lepiej niż osławiony kwas hialuronowy, a co więcej powiadają iż potrafi poprawić poziom jej  nawilżenia nawet o 35% w ciągu dwóch godzin! Naprawdę chciałabym Wam napisać sporo na temat substancji, w które NIOD wyposaża swoje kosmetyki, ale o większości brak jakichkolwiek szczegółowych informacji w Internecie mimo iż pisząc ten post spędziłam naprawdę sporo czasu by bardziej zrozumieć markę i składniki, które dodaje do swoich kosmetyków.




Sam produkt otrzymujemy w wielkiej, transparentnej butelce z bardzo wygodnym atomizerem. Producent poleca mgiełkę aplikować również na ciało, ale któż by odważył się marnować w ten sposób tak cenny produkt? Niestety obecnie nie posiadam owego cuda w moim domu więc nie jestem Wam w stanie pokazać jego fajnego, turkusowego zabarwienia (na zdjęciu widzicie inny tonik, który po prostu przelałam do pustego pojemnika by dalej cieszyć się wspaniałym, wygodnym atomizerem). Kolor ten zawdzięczamy składnikowi o nazwie Malachite Extract, który jest minerałem bogatym w miedź również chroniącym właśnie przed wyżej wspomnianym stresem oksydacyjnym. Aż wzdycham na myśl jak przyjemne doznania dostarcza nam ta delikatna, lekko ziołowo pachnąca "mgiełka". To uczucie odprężenia, nawilżenia oraz luksusu. Wystarczy kilka zastosowań by zauważyć poprawę stanu skóry. Z dnia na dzień staje się bardziej promienna, gładka, jędrna i mniej odwodniona. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kolejny mój hit, kolejny ulubieniec, którego zapas chciałabym mieć do końca życia.



    Skład: Aqua (Water), Superoxide Dismutase, Malachite Extract, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Mirabilis Jalapa Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Arginine, Propanediol, Glycerin, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Sodium Salicylate, Gellan Gum, Sodium Chlorideachite Extract, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Mirabilis Jalapa Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Arginine, Propanediol, Glycerin, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Sodium Salicylate, Gellan Gum, Sodium Chloride, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Tromethamine, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.



NIOD Low Viscosity Cleaning Ester LVCE| Emolientowy płyn oczyszczający| 159 zł lub 30 GBP

Źródło: www.niod.com

Ten płyn oczyszczający to kolejny produkt z jakim nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Jego zadaniem jest porządne oczyszczenie skóry z wszelkich zanieczyszczeń i makijażu, ale bez obdzierania jej z cennej warstwy ochronnej, wysuszenia czy pozostawienia z uczuciem napięcia oraz dyskomfortu jednocześnie regulując wydzielanie sebum. W jego składzie znajdziecie głównie estry oczyszczające i to takie, które potrafią pozbyć się nawet najgorszych silikonów, olejów czy pigmentów ale również i filtrów UV. Co więcej ekstra dostajemy ekstrakt z rozmarynu oraz witaminę E.


Miękka, transparentna butelka zakończona wygodnym dziobkiem, doskonale dozuje upragnioną ilość produktu nie sprawiając żadnych problemów. Jednak najbardziej chyba urzekła mnie konsystencja płynu. Niby olejek, ale jednak nie, niby woda, ale przecież nie ma jej ani grama w składzie, zachowuje się jak balsam myjący choć to też nie to. Najważniejsze jednak, że produkt ten naprawdę świetnie usuwa każdy makijaż czy jakiekolwiek zanieczyszczenia, a co więcej robi to w najlepszy i najdelikatniejszy sposób jaki znam. Osobiście jestem wielką fanką dwuetapowego oczyszczania twarzy (olejek + płyn myjący), ale jeśli musiałabym wykonać demakijaż bez użycia wody, żaden inny produkt nie nadałby się do tego lepiej, a co więcej jestem pewna iż nie zostawiłby mnie z uczuciem brudnej, zanieczyszczonej twarzy. Wystarczy kilka kropelek płynu oraz szmatka muślinowa lub zwykły wacik i wtedy możecie zaczynać czarować. Bez mgły na oczach oraz długich minut zmywania produktu żelem do mycia twarzy. A co więcej na koniec zostajecie z miękką, porządnie oczyszczoną i dopieszczoną skórą. Cóż mogę znowu rzec? Zdecydowanie najlepszy produkt do demakijażu jaki znam.



    Skład: Cetyl Ethylhexanoate, Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate, Butyl Avocadate, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Tocopherol, Propyl Gallate, Ethoxydiglycol, Dimethyl Isosorbide, Farnesol, Linalool.



NIOD Photography Fluid Opacity 8% PF8|Baza koloryzująca- korygująca| 107 zł lub 21 GBP


Na bazę dającą efekt rozświetlenia pewnie sama bym się nie zdecydowała, bo moja cera raczej nie dogaduje się z tego typu produktami, ale ta dołączona była do jakiegoś zestawu ze znacznie bardziej interesującymi mnie kosmetykami. Nie sięgałam po nią długi czas, bo nie miałam pojęcia jak mogłaby mi pomóc, a co więcej posiada ona dosyć mocny, złoty odcień, który przerazić może nawet największych wielbicieli błysku. Dopiero siostra jako posiadaczka suchej cery skuszona głównie obiecanym przez producenta nawilżeniem postanowiła spróbować się z tą bazą i od razu skradła jej serce. NIOD obiecuje nam wyrównanie kolorytu skóry, wygładzenie, dodanie jej blasku oraz świeżości oraz powinna też niwelować widoczność niedoskonałości. Co więcej baza ta polecana jest do sesji zdjęciowych by nasza cera prezentowała się nienagannie i wręcz perfekcyjnie. 



Photography Fluid Opacity to taki trochę podrasowany, znacznie lepszy natychmiastowy samoopalacz w butelce. Warto wiedzieć iż może nie polubić się z produktami, które zaaplikujecie przed nim przez co wszystko zacznie się rolować a co więcej mogą nawet powstać plamy. Zdecydowanie należy nakładać go oszczędnie i bez przesady. Przyznam, że głęboki, błyszczący, złoty kolor bazy naprawdę robi wrażenie. Po aplikacji na całą twarz zdecydowanie zauważycie iż lekko przyciemnia cerę i pięknie ją rozświetla, ale niestety moja trądzikowa, pełna plam oraz blizn skóra nie nadaje się bym mogła nosić ją solo bez podkładu lub choćby innego, lekko kryjącego produktu. Co więcej kosmetyk ten również nie sprawdza się na mojej tłustej skórze aplikowany bezpośrednio z butelki. Mimo iż każdy podkład wygląda na nim pięknie to niestety znacznie skracał on jego trwałość. Na szczęście udało mi się znaleźć sposób na tą bazę i obecnie nie wyobrażam sobie bez niej życia. Co takiego zrobiłam, że rozkochała mnie w sobie? Po prostu któregoś dnia zmieszałam jej odrobinę z moim filtrem przeciwsłonecznym czyli Survivalem 30 i wtedy zadziała się magia! Zyskałam super trwałość oraz wygładzoną, pięknie rozświetloną i nieskazitelnie wyglądającą cerę. Obecnie stosuję ten kosmetyk codziennie. Zdążyłam już zauważyć, że dzięki niemu nawet po zmyciu makijażu moja skóra wygląda po prostu super, jest w całkiem dobrej kondycji, a co najważniejsze nie spowodował on u mnie zaskórników czy wysypu niedoskonałości. Od dawna kocham bazę od Hourglass i byłam pewna, że nigdy nie znajdę jej konkurencji, a teraz sama nie wiem czy nie wolę właśnie tej od NIOD. W moich planach mam jeszcze przetestowanie Photography Fluid Opacity 12% i jestem ogromnie ciekawa czy też się tak pokochamy.

    Skład: Aqua (Water), Caprylyl Methicone, Titanium Dioxide, Isodecyl Neopentanoate, Mica, Trimethylsiloxysilicate, Cetearyl Alcohol, Propanediol, Caramel, Ceteth-20 Phosphate, Red Iron Oxide (CI 77491), Sodium Hyaluronate, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Allantoin, Glucose, Fructose, Maltose, Trehalose, Sodium Lactate, Sodium PCA, Urea, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Pentylene Glycol, Glycerin, Carrageenan, Acacia Senegal Gum, Methyl Methacrylate/PEG/PPG-4/3 Methacrylate crosspolymer, Dicetyl Phosphate, Synthetic fluorphlogopite, Tin Oxide, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Sodium Salicylate, Triethanolamine, Citric Acid, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

NIOD Hydration Vaccine HV| Serum zapobiegające utracie wody w naskórku| 185 zł lub 35 GBP




Hydration Vaccine - szczepionka nawilżająca. Nazwa produktu jest naprawdę chwytliwa oraz brzmi obiecująco. Gdyby tylko dało się wynaleźć taki specyfik, który w kilka sekund uodparniałby nas na wysuszenie i zwiotczenie skóry to pewnie ustawiałyby się do niego kolejki. Niestety na razie zostaje nam spróbować tego co oferuje marka NIOD. Głównym zadaniem serum jest po prostu zapobieganie utracie wody w naskórku. Niestety w składzie znajdują się silikony, a z doświadczenia wiem iż moja cera nie zawsze się z nimi dogaduje. Na szczęście oprócz nich mamy też mnóstwo wyciągów roślinnych: z szarotki alpejskiej (silne działanie przeciwstarzeniowe i przeciwutleniające, nawilżenie, ochrona, regeneracja), wyciąg z baobabu ("ma właściwości antyoksydacyjne, regenerujące, uelastyczniające i ujędrniające, zapobiega powstawaniu zmarszczek oraz wiotczeniu skóry"), wyciąg z porostu islandzkiego ( odtruwa, oczyszcza, nawilża, osłania, działa antyseptycznie, przeciwzapalne, przeciwłuszczycowo i przeciwtrądzikowo), no i oczywiście kilka innych składników o których nie mogłam znaleźć za wiele informacji w sieci.

Akurat to serum według mnie nie pozostaje bez wad, bo po pierwsze irytuje mnie iż zostało umieszczone w słoiczku, który nie jest wygodnym rozwiązaniem i zmusza nas do zanurzenia w produkcie palców lub użycia specjalnych gadżetów by wszystko odbywało się bardziej higienicznie. Co więcej nie potrafię się przyzwyczaić do jego okropnie silikonowej konsystencji przez co aplikacja produktu jest dla mnie po prostu nieprzyjemna.  Mimo iż Hydration Vaccine naprawdę świetnie działa, bo faktycznie super nawilża i odżywia skórę, na pewno jest zbawieniem przy odwodnionej, dojrzałej cerze, ale ja w życiu nie dałabym rady sięgać po ten kosmetyk każdego dnia. Obecnie serum stosuję na noc, przeważnie dwa razy w tygodniu jako maseczkę gdy widzę iż moja skóra potrzebuje super nawilżenia, ale jestem prawie pewna iż więcej po ten produkt nie sięgnę. Nie uważam go za bubel, po prostu nie nadaje się do mojej cery. Tym razem jestem na nie. 


    Skład: Caprylyl Methicone, Aqua (Water), PEG-12 Dimethicone/PPG-20 Crosspolymer, Glycerin, Propanediol, Sodium Polyacrylate, Leontopodium Alpinum Callus Culture Extract, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Proline, Alanine, Serine, Xylitol, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Adansonia Digitata Fruit Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Mangifera Indica Seed Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Squalane, Lecithin,Hexamethyldisiloxane, Trimethylsiloxysilicate, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Polysilicone-11, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Xanthan Gum, Citric Acid, Sodium Phosphate, Sodium Hydroxide, Gluconolactone, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

NIOD Multi Molecular Hyaluronic Complex MMHC| Serum z kwasem hialuronowym| 130 zł lub 25 GBP

 

Źródło zdjęcia: www.niod.com


Obecnie dostępna już jest nowa, ulepszona formuła tego produktu czyli MMHC2. W składzie serum znajdziecie aż 15 form związków hialuronowych plus kilka innych, wysokiej jakości substancji mających na celu zapewnienie skórze niezwykłego nawilżenia. Nie będę się już Wam tutaj o nich rozwodzić, ale jak zwykle marka chwali się, że jest inaczej, lepiej, wplątane w to są zaawansowane technologie i rzadko stosowane składniki jak choćby Direct Form Hyaluronic Acid czyli nie hialuronian sodu jak w przypadku większości produktów z kwasem hialuronowym, a jego bezpośrednia forma wykazująca wysoką aktywność biologiczną. Na pewno jest to jeden z najważniejszych produktów marki i jeśli nie wiecie jeszcze co chcielibyście przetestować od NIOD to sięgnijcie właśnie po MMHC, bo przecież nawilżenie to jeden z najistotniejszych składników zdrowej skóry. Co ważne formuła tego produktu została tak skonstruowana by nie zapychała porów i nie powodowała wysypu niedoskonałości. Według mnie jest to jeden z najlepszych, najbardziej zaawansowanych produktów z kwasem hialuronowym dostępnych obecnie na rynku kosmetycznym.

Zdecydowanie największym atutem tego serum jest jego niezwykle lekka, wodnista konsystencja, bezbarwna i praktycznie bezzapachowa, która wchłania się naprawdę ekstremalnie szybko. Oczywiście nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy, oraz nie uprzykrza nam życia rolując się po aplikacji kolejnych kroków pielęgnacji. Wystarczy kilka kropelek by pokryć produktem całą twarz co znacznie wpływa na jego wydajność ( i dobrze, bo kosztuje nie mało). Tak jak obiecuje producent znajdziemy w tej cudnej buteleczce z ciemnego szkła nawilżenie, poprawę stanu skóry, wygładzenie, polepszenie elastyczności i jędrności, a dodatkowo działanie przeciwzmarszczkowe. MMHC polecam dosłownie każdemu bez względu na to jaki rodzaj cery posiadacie. To jest po prostu must have!


    Skład: Aqua (Water), Hydrolyzed Yeast Extract, Glycerin, Hyaluronic Acid, Sodium Hyaluronate, Sodium Butyroyl Hyaluronate, Sodium Hyaluronate Crosspolymer, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Tetradecyl Aminobutyroylvalylaminobutyric Urea Trifluoroacetate, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Tamarindus Indica Seed Gum, Tremella Fuciformis Sporocarp Extract, Ceratonia Siliqua Gum, Myristoyl Nonapeptide-3, Plantago Lanceolata Leaf Extract, Salvia Sclarea Extract, Arginine, Aspartic Acid, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Isoleucine, Proline, Threonine, Histidine, Phenylalanine, PCA, Sodium PCA, Betaine, Sodium Lactate, Epigallocatechin Gallatyl Glucoside, Gallyl Glucoside, Algae Extract, Sodium Salicylate, Lecithin, Polyglucuronic Acid, Xanthan Gum, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Sclerotium Gum, Pullulan, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Propanediol, Pentylene Glycol, Dimethyl Isosorbide, Citric Acid, Magnesium Chloride, Silica, Polysorbate 20, Ethoxydiglycol, Propyl Gallate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol.

NIOD Fracionated Eye Contour Concentrate FECC| Peptydowe serum pod oczy| 225 zł lub 43 GBP



To serum od NIOD ma chyba najdłuższą listę składników z całej gamy produktów marki. No, ale nic dziwnego skoro producent chwali się zastosowaniem aż 28 technologii, a wszystko po to by ujędrnić, nawilżyć, zredukować przebarwienia, opuchliznę, cienie pod oczami czy spłycić zmarszczki. Nawet nie będę zaczynać opisywać tych wszystkich najnowszych technologii i substancji, bo większości składników nie znam i pewnie tak jak w przypadku reszty produktów nie będę mogła znaleźć konkretnych informacji na ich temat w sieci. Serum to również dostałam jako gratis w którymś zestawie, bo sama pewnie w życiu bym się nie zdecydowała na kupno tak drogiego kosmetyku pod oczy.


Bardzo lubię wodnistą oraz super lekką konsystencję produktu, który szybko się wchłania i co najważniejsze już kilkanaście sekund po jego aplikacji można przejść do kolejnych kroków pielęgnacji bez obawy o tak uciążliwe rolowanie. Skłamałabym pisząc iż serum to wcale nie działa, ale też nie jestem pewna czy zapłaciłabym za nie aż taką dużą kwotę. Na pewno nie mogę mu odjąć tego, że super nawilża, jest lekkie, lekko napina i ujędrnia skórę oraz faktycznie może niwelować opuchliznę pod oczami dając fajne uczucie chłodu chwilę po aplikacji. Nie wiem jednak dlaczego wydaje mi się, że za płacąc taką cenę i smarując się wynalazkiem z taką ilością technologii aż chciałoby się prosić o więcej. Chociaż z drugiej strony akurat kosmetyki pod oczy naprawdę rzadko robią to co im się przypisuje i serum od NIOD mające tyle fajnych właściwości jest jednym z niewielu tego typu produktów na rynku. Decyzję o tym czy warto kupić FECC zostawiam Wam samym i tym razem ani nie polecam ani nie odradzam.

    Skład:  Aqua (Water), Glycerin, Butylene Glycol, Propanediol, Hydrolyzed Yeast Extract, Albizia Julibrissin Bark Extract, Niacinamide, Dipeptide Diaminobutyroyl Benzylamide Diacetate, Palmitoyl Tripeptide-38, Acetyl Hexapeptide-8, Acetyl Tetrapeptide-5, Decapeptide-22, Oligopeptide-78, Palmitoyl Decapeptide-21, Palmitoyl Hexapeptide-52, Zinc Palmitoyl Nonapeptide-14, Palmitoyl Tetrapeptide-50, Pentapeptide-18, Acetyl Hexapeptide-30, Heptapeptide-15 Palmitate, Palmitoyl Heptapeptide-18, S-Mu-Conotoxin CnIIIc Acetate, Sodium Hyaluronate, Darutoside, Epigallocatechin Gallatyl Glucoside, Gallyl Glucoside, Ascorbyl Glucoside, Zinc PCA, Methylglucoside Phosphate, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Copper Lysinate/Prolinate, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Superoxide Dismutase, Escin, Ascorbic Acid, Ammonium Glycyrrhizate, Polyglucuronic Acid, Ascophyllum Nodosum Extract, Asparagopsis Armata Extract, Fraxinus Excelsior Bark Extract, Olea Europaea Leaf Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Centella Asiatica Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Arginine, Panthenol, Hydrolyzed Rice Protein, Glycine Soja (Soybean) Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Yeast Protein, Lecithin, Polyacrylate Crosspolymer-6, Xanthan Gum, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Silanetriol, Sodium Dextran Sulfate, Sorbitol, Pentylene Glycol, Dimethyl Isosorbide, Citric Acid, Glycolic Acid, Lactic Acid, Lactic Acid/Glycolic Acid Copolymer, PPG-26-Buteth-26, Polyvinyl Alcohol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propyl Gallate, Potassium Sorbate, Caprylyl Glycol, Glyceryl Caprylate, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Phenylpropanol, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

NIOD Sankrit Saponins| 21 GBP



Na koniec przyszła pora na niezwykły balsam myjący zawierający naturalne, ajuwerdyjskie surfakanty zamiast dobrze nam znanych SLSów (siarczanów), olei, estrów lub miceli. Zadaniem tego produktu jest porządne i dogłębne oczyszczenie twarzy bez naruszenia bariery ochronnej skóry. Marka uważa iż obecnie za bardzo skupiamy się na tym by myć buzię tylko po to by usunąć makijaż, a za rzadko czyścimy ją po prostu z nadmiaru sebum, zanieczyszczeń i by pozbyć się martwego naskórka. Przyznaje również iż dostępne są na rynku kosmetyki, dzięki którym "zetrzemy" produkty kolorowe, ale nic poza tym. Nie usuną bakterii z naszych porów i nie pozbędą się nadmiaru łoju byśmy mogli cieszyć się nie tylko czystą, ale i zdrową cerą, nie powodując przy tym żadnych zniszczeń. NIOD stawia więc na saponiny, które są naturalne oraz posiadają naprawdę wspaniałe właściwości. Miedzy innymi działają przeciwgrzybicznie, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, mogą nawet częściowo zastąpić leki sterydowe w leczeniu skóry. W tym przypadku oczyszczają pory, usuwają zanieczyszczenia i nadmiar sebum.


Bardzo podoba mi się opakowanie SS czyli miękka tubka, która na myśl przywodzi jakieś apteczne maści czy leki. Kosmetyk ma konsystencję lekkiej, kremowej pasty, która w kontakcie z wodą staje się rzadsza i tworzy delikatnie mleczną piankę. Zapach balsamu dosyć długo mi przeszkadzał, ale w końcu się do niego przyzwyczaiłam. Jest on dosyć mocny, jakby drzewny i orzechowy. Na szczęście udało mi się zużyć produkt do końca, bo przez cały czas stosowania moja opinia na jego temat zmieniła się kilka razy. Chwilę po aplikacji czułam iż moja skóra jest tak mocno oczyszczona iż ledwo mogłam przesunąć po niej dłońmi by na koniec spłukać kosmetyk z twarzy. Lubię porządnie domytą cerę, ale nie aż do takiego stopnia. Oczywiście po wszystkim czułam iż moja buzia jest nieco sucha, ale nie ściągnięta lub podrażniona. Co prawda NIOD ostrzega nas przed tym i zapewnia, że to normalny proces, który trwa dosłownie kilka chwil, a potem wszystko wraca do normy. Pamiętajcie też by uważać na oczy, bo gdy SS się do nich dostanie potrafi skutecznie oślepić i wydusić z nas kilka  siarczystych przekleństw.


Wciąż zastanawiam się czy nie kupić kolejnej tubki SS, bo chociaż nie daje mi super miłych doświadczeń podczas stosowania to jednak naprawdę działa. Używany regularnie, kilka razy w tygodniu faktycznie porządnie oczyszczał, pomagał pozbyć się niedoskonałości, zmniejszał widoczność porów i pozostawiał moją skórę super gładką oraz miękką bez podrażnienia czy wysuszenia. Nie polecam go jednak stosować każdego dnia, chociaż sądzę iż nada się do każdego rodzaju cery. Jestem prawie pewna, że jeszcze kiedyś ja i SS się spotkamy, a Wam zdecydowanie polecam zakup, zwłaszcza gdy Deciem oferuje zniżki.

    Skład: Aqua (Water), Stearic Acid, Sapindus Mukurossi Fruit Extract, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Arginine, Polysorbate 60, Acacia Concinna Fruit Extract, Balanites Aegyptiaca (Desert Date) Fruit Extract, Gypsophila Paniculata Root Extract, Polyacrylate Crosspolymer-6, Acacia Senegal Gum, Xanthan Gum, Pentylene Glycol, Melanin, Sorbic Acid, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Caprylyl Glycol, 1,2-Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

_____________________________________________
 
I tak oto dotarliśmy wreszcie do końca. Jak widzicie mam wiele do powiedzenia jeśli chodzi o NIOD, bo tak jak pisałam uwielbiam tą markę. Wiem, że nie każdy będzie miał podobne odczucia, ale mnie ostatnio bardzo kręcą najnowsze technologie i nietuzinkowe, rzadko stosowane składniki. Niełatwo zrozumieć żargon, którym opisany jest każdy kosmetyk, a jeszcze trudniej przetłumaczyć go na nasz język polski. Nie jest to marka dla mas, która skupia się na prostocie, a raczej dąży do perfekcji wykorzystując do tego najnowsze technologie i naukę. Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam Wam asortyment NIOD i pomogłam zrozumieć dlaczego tak bardzo się lubimy. W planach mam przetestowanie każdego produktu marki więc na pewno jeszcze poczytacie o niej na blogu. Zaciekawił Was któryś z wyżej wymienionych kosmetyków? A może sami testowaliście już coś od NIOD? Czekam na Wasze opinie.
© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig