Niedrogie i skuteczne gadżety: ice roller, nożyk do brwi, płatki kosmetyczne wielokrotnego użytku, szczotka do masażu skalpu, naturalna gąbka do mycia ciała i sauna do twarzy.


Cześć mam na imię Magdalena i jestem uzależniona od kupowania na Amazonie. Jeśli jeszcze nie upadliście na samo dna tak jak ja radzę nawet nie patrzeć w stronę subskrypcji Prime. A tak już całkiem serio to myślę iż moją dziwną przypadłość zrozumieją tylko osoby, które równie mocno lubią robić zakupy w tym internetowym sklepie. Sama często oglądałam na YT filmiki, w których dziewczyny polecają świetne produkty za grosze dostępne na Amazonie, ale jego fenomenu nie zrozumiałam póki nie wykupiłam wyżej wspomnianej subskrypcji, która upoważnia nas do bardzo szybkiej wysyłki: często rzecz kupiona rano przychodzi do nas jeszcze tego samego dnia wieczorem, a przeważnie już następnego popołudnia. Co więcej w tej cenie £7.99 za miesiąc macie również dostęp do przeróżnych filmów, programów telewizyjnych, muzyki, książek, bezpłatnego przechowywania zdjęć i wiele innych korzyści, które w tym poście nie mają żadnego znaczenia. To właśnie jutuberki i ich filmiki z setkami produktów, które można dostać na Amazonie często dużo taniej sprawiły, że zaczęłam kupować polecane przez nie gadżety urodowe, które na zawsze miały odmienić moją rutynę pielęgnacyjną. Dziś podzielę się z Wami spostrzeżeniami po przetestowaniu wszystkiego na co dałam się namówić. Spodziewajcie się więc recenzji: sauny do twarzy, ice rollera, nożyków do brwi, szczotki do masażu głowy, płatków wielokrotnego użytku czy naturalnej gąbki do mycia ciała.  Zapraszam! 

Ice Roller| Masażer do twarzy (cena około £5-£8, ale pewnie z łatwością można go dostać na Ali za grosze)


Próbowałam już różnego rodzaju rollerów do twarzy i zawsze kończyło się tym, że po jakimś czasie po prostu nudziło mi się ich stosowanie, które nie dawało żadnych widocznych efektów, a i w końcu przestawało sprawiać mi przyjemność. Jednak po obejrzeniu kilku filmików dałam się namówić na kupno jeszcze jednego tego typu produktu myśląc, że jak nie teraz to nigdy, bo kolejne rozczarowanie na pewno uodporni mnie na  kuszenie do nabycia kolejnego masażera do twarzy. I tym razem naprawdę się udało!

Ice roller lubię za to, że sięganie po niego naprawdę sprawia mi mega frajdę, a co za tym idzie nie zmuszam się do pamiętania o tym by regularnie go stosować. Zdecydowanie też preferuję jego duży rozmiar, bo nie muszę po sto razy rolować twarzy by dotrzeć do każdego zakamarka przez co cały proces trwa o wiele krócej. Musicie mieć jednak na uwadze, że osoby z małych rozmiarów buzią mogą mieć problem z dotarciem chociażby w okolice oczu. Oczywiście  masażer najlepiej spisuje się rano, zaraz po przebudzeniu gdy moja twarz jest opuchnięta i wręcz krzyczy o ukojenie. Potrafi w kilka sekund pomóc mi się rozluźnić, zmniejszyć nieco worki pod oczami, sprawić, że skóra wydaje się bardziej napięta, wypoczęta, świeża, a pory wyglądają na mniejsze. Świetnie też nada się po różnego rodzaju zabiegach gdy cera jest podrażniona i potrzebuje czasu by dojść do siebie. Niestety cudotwórcą nie jest więc efekt ten nie będzie utrzymywał się przez długi czas, ale już samo to jaką przyjemność sprawia mi jego stosowanie sprawia, że nie żałuję ani funta wydanego na ten gadżet i choć zdaję sobie sprawę iż nie jest niezbędny do życia to ja obecnie nie wyobrażam sobie go nie mieć w mojej zamrażalce. Myślę, że jeszcze bardziej pokocham ice roller latem gdy żar będzie się lał z nieba. 

Szczotka do masażu skalpu (Hair Scalp Massager Shampoo Brush) | £5.99 lub około 15-40 zł, choć pewnie też jest dostępna na Ali


Do zakupu tej szczotki nikt nie musiał mnie namawiać. Ja wręcz szukałam jej od lat. Jedynie moja fryzjerka potrafi mi tak dokładnie umyć skórę głowy iż nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że została porządnie oczyszczona oraz dobrze wymasowana. Sama od lat próbowałam powtórzyć tę technikę bym również w domowym zaciszu miała pewność iż nie zaniedbuję mojego skalpu. Niestety choć bardzo się starałam, nie dałam rady usprawnić mojego sposobu na mycie głowy co często mnie frustrowało oraz powodowało nieprzyjemne oraz natarczywe swędzenie. Dopiero ta szczotka dosłownie spadła mi z nieba i dziś zdecydowanie ląduje w gronie ulubieńców.



Posiada wygodny uchwyt, dzięki któremu nie wyślizguje mi się z ręki podczas masowania, a jej kolce mają idealną długość i bez problemu docierają do skóry głowy, ale bez jej podrażniania czy uszkadzania. Od kiedy szczotka mieszka pod moim prysznicem mycie włosów to dla mnie w końcu prawdziwa przyjemność, bo mam pewność, że robię to dokładnie i tak jak zawsze chciałam. Skalp nareszcie przestał mnie swędzieć, a i ponoć wykonywanie nią masażu głowy sprawia iż włosy szybciej rosną. Widziałam właśnie na Amazonie opinie kobiet o tym produkcie, które utrzymują, że pomógł im zapuścić długie oraz gęste kosmyki. Samej jest mi ciężko potwierdzić tego typu recenzje, bo nie posiadam cienkich włosów i chociaż faktycznie ostatnio mam dosłownie wysp baby hair to równie dobrze może to być sprawka ciąży, a nie szczotki więc nie będę siać herezji. Tak czy inaczej bez tego gadżetu również już nie wyobrażam sobie życia i choć jest taki niepozorny sprawił, że w końcu śpię spokojnie. 

Naturalna gąbka morska do mycia ciała (Natural Sea Sponge) | ok. £5.80 lub od 15 do 50 zł w zależności od sklepu


O tym produkcie też już Wam wspominałam na moim Instagramie. Kupiłam go z myślą o delikatnej skórze synka, bo testowaliśmy już różnego rodzaju gąbki i żadne na dłuższą metę nie zdawały egzaminu. Najbardziej polubiliśmy się z Konjackiem do mycia ciała, ale niestety mimo codziennego suszenia oraz przestrzegania higieny szybko zagościła na nim pleśń (Anglia to bardzo wilgotny kraj), a nie należy do najtańszych na rynku. Na szczęście usłyszałam o naturalnej gąbce morskiej, która jest niezwykle miękka i potrafi wytworzyć morze piany. Znana jest również z tego iż potrafi wchłonąć kilka razy więcej wody niż jej tradycyjne, sztuczne koleżanki ze sklepowych półek. Zalety tego produkty mogłabym wymieniać bez końca. Dla mnie istotna jest również jego niezwykła trwałość. Mój synek ma na swoim koncie już kilkanaście porwanych i rozniesionych na strzępy gąbek, a tą posiadamy już jakieś 7 miesięcy i dalej wygląda tak jak w dniu gdy do nas przyszła. Świetnie nadaje się dla dzieci oraz wrażliwej skóry, bo nie wywołuje żadnych alergii. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza ciało, stymuluje układ krążenia oraz odblokowuje pory. Jest w 100% naturalna i ulega całkowitej biodegradacji. Widziałam, że stosuje się ją nawet do demakijażu, ale tego jeszcze nie próbowałam. Możecie jej używać solo lub z produktem myjącym i za każdym razem będzie równie skuteczna. Z ciekawostek jeszcze dodam, że gąbki te stosowane są od tysięcy lat, a jeśli się zastanawiacie skąd pochodzą to warto wspomnieć iż wydobywane są z głębin morskich gdzie mieszkają sobie przyczepione do skał. Jestem pewna, że gdy tylko nasz egzemplarz wyda ostatnie tchnienie to na pewno ani minuty się nie będę zastanawiać nad zakupem następnej sztuki. 

Płatki wielokrotnego użytku (Reusable Make-up Remover Pads)| £6.99 za 10 sztuk lub 5 sztuk około 25- 30zł)


Nie jestem typem osoby super pro-eko, która bardzo dobrze zna ten temat oraz na co dzień bez trudu potrafi wyrzec się wszystkich czynników, które mają zły wpływ na środowisko. Staram się jednak cały czas edukować i robię co mogę by choć trochę pomóc lub co najważniejsze nie szkodzić jeszcze bardziej. Właśnie dlatego zdecydowałam się na płatki oczyszczające wielokrotnego użytku, bo dopiero widząc wyliczenia gdzie zużywając dwa takie waciki dziennie, rocznie wyrzucamy ich do kosza aż 730 sztuk! Moje przyszły w malutkiej siateczce w której umieszczamy już zużyte brudne waciki, a potem tylko wkładamy do właśnie czekającej na uruchomienie pralki. Posiadają dwie strony: jedna jest bardziej szorstka wykonana z  naturalnego bambusowego włókna węglowego, a druga to niezwykle miękki, aksamitny materiał. 

Bardzo ciężko było mi się przestawić do stosowania tylko i wyłączenie tych płatków, bo chociaż całkiem dobrze radzą sobie z makijażem, to jednak mam problem by aplikować nimi kwasowe toniki. Wydaje mi się, że muszę wtedy użyć znacznie okazalszej ilości produktu, a moja twarz i tak nie jest nim wystarczająco pokryta. Tak jakby jego większość została zaabsorbowana do wnętrza płatka. Poza tym nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Cieszę się, że sięgając po tego typu produkt mogę zaoszczędzić pieniądze oraz przyczynić się do zmniejszenia ilości generowania odpadów. Płatki nie podrażniły mojej skóry, bo są naprawdę bardzo delikatne więc jestem pewna, że spokojnie nadadzą się dla każdego, nawet wrażliwców. Prałam je już kilka razy i wciąż wyglądają jak nowe. Nie noszą na sobie ani śladu produktów, tuszu czy podkładu. To był świetny wybór!

Nożyki do brwi (Eyebrow Razors)| £2.99 za 15 sztuk lub ok 2-10 zł za sztukę 


Od kiedy mam synka i wróciłam do pracy od poniedziałku do piątku nie zawsze znajduję czas by wybrać się do kosmetyczki na depilacje brwi. W sumie moją ulubioną metodą jest nitkowanie i chociaż próbowałam się nauczyć jak wyrywać włoski właśnie w ten sposób, nie idzie mi to tak sprawnie oraz dokładnie jak paniom do których chodzę. Wtedy z pomocą przychodzą właśnie nożyki do brwi. Dzięki nim w szybki oraz bezbolesny sposób pozbywam się niechcianego owłosienia bez wychodzenia z domu. Oczywiście należy z tymi gadżetami postępować ostrożnie, bo są bardzo ostre i mogą zranić delikatną skórę twarzy. Przykładać je należy do buzi pod odpowiednim kątem, najlepiej lekko ją naciągając w miejscu, które chcemy wydepilować. Raz w miesiącu też pozbywam się dzięki tym nożykom owłosienia z całej twarzy. I tutaj uwaga nikogo nie zachęcam do tego typu praktyk, zwłaszcza jeśli macie bardzo problematyczną cerę z aktywnymi wypryskami. U mnie akurat ten sposób działa i nie zrobiłam sobie jeszcze krzywdy, ale nie mogę ręczyć iż każdy przejdzie tego typu zabieg bezproblemowo tak jak ja. Bo chociaż po takiej depilacji skóra jest niezwykle miękka, mega gładka i każdy podkład wygląda na niej pięknie, to jednak nożyk wykonuje peeling, który może roznieść bakterie lub podrażnić wrażliwą cerę. Mam nadzieję, że nie muszę też wspominać, że tego typu urządzenia dezynfekujemy przed oraz po każdym użyciu. Mimo to zalecam zachować ostrożność i jeśli nie jesteście pewne czy nożyk wyrządzi Wam krzywdę, lepiej ograniczcie się tylko do usuwania nim owłosienia w okolicach brwi. 


Sauna do twarzy (Aiemok Nano Ionic Facial Steamer) | £22.90 (w zestawie dodatkowo dołączono opaskę i zestaw 5 przyrządów do usuwania zaskórników) lub około 100 zł



Saunę do twarzy kupiłam nie tylko dlatego, że wszędzie głoszą iż jest świetnym rozwiązaniem dla osób z tłustą cerę, ale już samo oglądanie dziewczyn, które używają tego urządzenia sprawiało, że czułam się bardziej zrelaksowana więc od razu zapragnęłam je mieć. Tematem tym zaczęłam się interesować dopiero po zakupie i okazuje się, że nie wszyscy specjaliści zgodnie, chórem potwierdzą zalety płynące z regularnego stosowania "parówek". Oczywiście posiadaczki wrażliwej, płytko unaczynionej cery muszą całkowicie zrezygnować z tego typu zabiegów, bo skierowanie twarzy bezpośrednio w strumień pary jest działaniem inwazyjnym, co może prowadzić do podrażnienia skóry czy nawet osłabienia bariery ochronnej. Stosowanie sauny tak jak wspomniałam wyżej poleca się głównie tym, którzy posiadają cerę tłustą by w ten sposób oczyścić oraz odblokować pory. Mam wrażenie, że metoda ta stała się na tyle popularna iż krzyczą o tym w każdej gazecie czy poradniku. Ja specjalistką nie jestem, ale nie do końca zgodzę się z tym, że wykonywanie peelingu po tym zabiegu lub co gorsza wyciskanie zaskórników to dobry pomysł tak jak idzie o tym przeczytać na stronach Internetowych. Zwłaszcza jeśli nie ma się w tym doświadczenia. Widziałam nawet opinie dziewczyn, które twierdzą, że w ten sposób pozbyły się trądziku. Pewnie dlatego, że wcześniej po prostu źle lub nieregularnie oczyszczały twarz, a niekoniecznie jest to zasługa pary. 

Próbowałam nawet zapytać o zdanie kilku specjalistów i w większości nie dostałam żadnych, konkretnych odpowiedzi (jeśli to się zmieni dam znać aktualizując post). Dr Agnieszka Nalewczyńska (polecam jej super profil na Instagramie, masa przydatnych, wiarygodnych informacji) na przykład odpowiedziała mi, że jest na nie, bo taka sauna do twarzy powoduje zbyt duże uwrażliwienie naczyń. Jak widzicie więc stanowiska w tym temacie są różne. 

Jakie są jednak moje doświadczenia? Wykonując "parówkę" przed aplikacją maseczki miałam wrażenie, że działa ona znacznie lepiej niż w przypadku nałożenia jej po prostu na całkiem suchą cerę. To samo tyczy się różnego rodzaju mgiełek czy innych produktów nawilżających, które polecam zastosować bezpośrednio po zakończeniu sauny by wzmocnić barierę ochronną skóry. Nie wspominając już, że takie delikatne omiatanie twarzy ciepłą parą po ciężkim dniu działa niesamowicie relaksująco i właśnie to mnie uzależniło od regularnego jej stosowania. A jeśli coś pomaga zredukować stres, który również źle wpływa na stan naszej cery to jak mam zrezygnować z tego typu zabiegów? Czytałam również, że świetnie sprawdza się podczas przeziębienia, bo wystarczy dodać do niej chociażby olejek miętowy i pomoże nam wtedy uporać się z infekcją górnych dróg oddechowych. Widziałam też, że Czarszka w swoim sklepie sprzedaje specjalne mieszanki, które można wykorzystać przy wykonywaniu "parówki". Jak widzicie więc nie jestem Wam w stanie potwierdzić czy sauna do twarzy to urządzenie godne polecenia, a i obecnie sama zastanawiam się czy jej używanie to dobry pomysł. Mi nie zrobiła żadnej krzywdy, a wręcz przynosi sporo frajdy, ale nie jestem w stanie gołym okiem stwierdzić, że robi mojej skórze tylko dobrze. Tutaj zostawiam ten temat jako otwarty i mam nadzieję, że niedługo będę w stanie go wyczerpać.


Jak widzicie większość gadżetów na które dałam się namówić sprawdziła się u mnie super i nie żałuję ani funta wydanego na ich zakup, jestem więc pewna, że w przyszłości dam się też przekonać do innych tego typu produktów ułatwiających życie, a wtedy na pewno dodam je do tego posta. Oczywiście wcale nie twierdzę, że są nam niezbędne do funkcjonowania i już dziś musicie biegnąć do sklepu by je posiadać, ale zdecydowanie pomagają w codziennej rutynie pielęgnacyjnej  i sprawiają, że staje się przyjemniejsza. Zaciekawił Was któryś z wyżej wymienionych gadżetów?

PS: Post nie jest sponsorowany przez Amazon. Wszystkie produkty kupiłam sama i nie mam żadnego zysku z tego, że Wam je tu pokazuje. Robię to tylko dlatego, że uważam iż są godne polecenia i mogą ułatwić Wam życie lub codzienną rutynę pielęgnacyjną. 
© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig