Beauty Bay Skincare czyli kolejna inspiracja The Ordinary i kosmetyki w przystępnych cenach. Recenzja rutyny pielęgnacyjnej dla skóry tłustej i trądzikowej za grosze!


Bᴇᴀᴜᴛʏ Bᴀʏ od teraz nie będzie się już Wam kojarzyć tylko ze stroną gdzie wpadacie zgrzeszyć i kupić nowe produkty takie jak palety cieni, pielęgnacje czy kosmetyki do włosów. Całkiem niedawno wypuścili swoją własną linię produktów do skóry twarzy, którą cechują przede wszystkim przystępne, niskie ceny. I tutaj dopiero zaczyna się lista zalet, bo poza tym przy ich produkcji nie cierpią zwierzęta, posiadają przyjazne dla środowiska opakowania oraz są odpowiednie dla wegan. Co więcej do ich promowania nie zostały wynajęte tylko modelki z idealnie gładką, pozbawioną niedoskonałości cerą za którą stoją soki z jarmużu pite pięć razy dziennie, dieta przygotowana przez specjalistów i zabiegi warte miliony. W końcu mamy okazję popatrzeć na skórę, która ma pory, łuszczy się oraz męczy z okropnym trądzikiem. Wreszcie też wystarczy spojrzeć na opakowanie i już wiemy, że mamy do czynienia z rozświetlającym serum, złuszczającym tonikiem czy nawilżającym kremem, a nie kwasem ferulowym w połączeniu z resweratrolem co niewiele mówi osobie, która zupełnie się na składach nie zna. I to jeszcze nie koniec. Nie wiecie, który produkt najbardziej będzie odpowiadał potrzebom Waszej cery? Wystarczy, że wejdziecie na stronę Beauty Bay i zaznaczycie z jakimi problemami skóry się borykacie na co dzień (rozszerzone pory, zbyt duża produkcja sebum, łuszczenie, wrażliwość, zmarszczki itp) i w kilka sekund dostaniecie pełną listę produktów, które pomogą Wam się z nimi  wszystkimi uporać! Czy można prościej? Raczej nie. Każdy znajdzie kosmetyk dla siebie, a w nim "udowodnione klinicznie formuły i składniki aktywne". Dziś opowiem o moim całym miesiącu z rutyną pielęgnacyjną od Beauty Bay Skincare odpowiednią dla skóry tłustej i trądzikowej. Czy jest się czym zachwycać?

Super Jelly Cleansing Gel ( 6 GBP)



Niby żel do mycia twarzy, a jednak zachowuje się bardziej jak mleczko czy raczej krem. Zapakowany został w bardzo wygodną buteleczkę z pompką, która nigdy nie sprawia problemów i dozuje odpowiednią ilość produktu. Jego zapach przypomina mi jakiś naturalny olej czy masło, ale wciąż nie mogę skojarzyć co dokładnie czuję. Nie musicie się jednak martwić, że są to jakieś niepotrzebne substancje zapachowe, które spokojnie każdy producent mógłby sobie podarować. Kosmetyk naprawdę bardzo dobrze sobie radzi ze zmyciem makijażu, nie podrażniając przy tym oczu i nie wysuszając skóry. Co więcej po jego zmyciu mam wrażenie, że właśnie posmarowałam twarz jakimś porządnym kremem nawilżającym. Jest tak niesamowicie gładka i miękka. Gdy dodacie do "żelu" odrobinę wody od razu zamienia się w mleczko i dzięki temu super łatwo mogę je usunąć. Oczywiście nie ma tutaj mowy o żadnej pianie oraz uczuciu ściągnięcia cery po każdym myciu. W jego składzie znajdziecie prebiotyki (Alpha-Glucan Oligosaccharide), glicerynę oraz olej z awokado, który może zapychać, ale u siebie niczego takiego nie odnotowałam. Kosmetyk zaleca się stosować zarówno na sucho jak i na mokro, rano czy wieczorem. Według mnie to jeden z najłagodniejszych produktów myjących jakie znam. Zdecydowanie polecam!

Skład:


 Aqua (Water), Glycerin, Avocado Oil Polyglyceryl-6 Esters, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Panthenol, Phenoxyethanol, Caprylic/Capric Triglyceride, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Maltodextrin, Sorbitan Isostearate, Polysorbate 60, Gluconolactone, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Biosaccharide Gum-1, Tasmannia Lanceolata Leaf Extract, Syzygium Luehmannii Fruit Extract, Kunzea Pomifera Fruit Extract

Acid Trip Exfoliating Toner (6.75 GBP)





Tym razem mamy butelkę, której górę należy przekręcić by naszym oczom ukazała się dziurka pozwalająca wylać tonik na wacik. Może wydawać się, że w ten sposób łatwo zmarnować produkt, ale nic z tych rzeczy. Jest ona optymalnej wielkości i nie sprawia żadnych problemów. Po przetarciu twarzy tonikiem zdecydowanie wyczuwalna jest lekko lepka warstwa jak przy większości tego typu kosmetyków. Przez pierwsze dwa dni jego stosowania moja skóra chwilę po aplikacji była zaczerwieniona i chociaż mnie nie piekła gdyby reakcja ta utrzymywała się cały czas, zdecydowanie zrezygnowałabym ze stosowania tego produktu. Na szczęście jednak nie trwało to długo i szybko zapomniałam o przykrych skutkach ubocznych. Myślę, że winić tutaj należy aż trzy rodzaje kwasów: glikolowy, mlekowy oraz glukonolakton (PHA), ale nie samą ich zawartość. Producent mógł natomiast już darować sobie kwas cytrynowy, olejek ze skórki pomarańczy, oczar wirginijski czy podrażniający limonen. Raczej nie polecałbym tego produktu wrażliwcom, choć oczywiście na opakowaniu znajdziecie informacje by nie aplikować kosmetyku na podrażnioną cerę, zrobić test przed jego użyciem, przestać stosować gdy tylko poczujecie dyskomfort oraz nie łączyć go witaminą z C, retinolem lub innymi kwasami. Na szczęście też wspomina o aplikacji kremu z SPF gdy tylko sięgamy po ten produkt wieczorem. 

Regularne stosowanie tego toniku na pewno pomogło mi trzymać w ryzach mój trądzik, poza tym skóra była gładka, bardziej rozświetlona i miękka. Niestety nie kupiłabym go ponownie, bo mimo iż kosztuje niewiele posiada za dużo substancji mogących wywołać podrażnienie i uważam, że na rynku obecnie można kupić o wiele lepsze tego typu produkty w podobnej cenie.

Skład:


Aqua, Glycerin, Glycolic Acid, Sodium Hydroxide, Gluconolactone, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Maltodextrin, Biosaccharide Gum-1, Butylene Glycol, Citric Acid, Citrus Sinensis (Sweet Orange) Peel Oil, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract, Limonene.


Dot-A-Spot Blemish Sticker (5.95 GBP)


Od kiedy odkryłam, że moje wypryski nie mają szans z Sudocremem (link do posta na samym dole) to rzadko już sięgam po inne produkty aplikowane punktowo. Zwłaszcza, że po plasterkach często zostają mi trudne do usunięcia plamy. Przez cały czas testowania pielęgnacji od Beauty Bay na szczęście tylko raz miałam okazję zaaplikować ich Blemish Sticker, które ku mojemu zaskoczeniu zadziałały świetnie i to bez skutków ubocznych! W opakowaniu znajdziecie naprawdę sporą ilość różnej wielkości plasterków (72 sztuki), świetnie przylegających do skóry i przez całą noc pozostających na swoim miejscu. Od innych tego typu produktów wyróżniają się tym, że zawierają tylko i wyłącznie Hydrocolloid (hydrokoloid). Składnik ten nie jest substancją, która ma za zadnie uleczyć wyprysk tak jak w przypadku tych, które zawierają na przykład kwas salicylowy czy olejek z drzewa herbacianego, a raczej wchłania on płyny oraz ropę bez wysuszania otaczającej go skóry. Oryginalnie został wynaleziony właśnie do leczenia ran. Przyda się więc bardziej do tych podskórnych, zawierających płyny wyprysków niż malutkich, czerwonych plamek. Osobiście uważam, że to jedne z najlepszych plasterków jakie miałam i cieszę się iż posiadam taki ich zapas, chociaż mam nadzieję, że nie będę musiała sięgać po ten produkt zbyt często.  



Skład:


Hydrocolloid


SkinHit Brightening Serum (6.50 GBP)| Serum z witaminą C i peptydami

 

Opakowanie serum to plastikowa buteleczka ze szklaną pipetą. Nie miałam nigdy problemu z wydobyciem produktu, ale przeszkadza mi trochę fakt, że praktycznie wszystkie kosmetyki z serii SkinHit wyglądają tak samo i naprawdę ciężko jest je odróżnić od siebie gdy stoją na łazienkowej półce. Rozumiem również, że mało transparentne opakowanie ma chronić jego zawartość przed niszczycielskim światłem, ale wolałabym jednak kontrolować zużycie produktu i wiedzieć ile go jeszcze zostało co w tym przypadku jest trudne. Poza tym jest to jedno z niewielu serum z witaminą C, które ma tak wspaniałą, leciutką konsystencję o lekko pomarańczowym odcieniu. Przypomina mi ona trochę kwas hialuronowy, bez uczucia tłustości i obciążenia cery. Wystarczy porządnie rozsmarować jego niewielką ilość na twarzy, a wchłonie się w mig i pozostawi po sobie jedynie miękką oraz gładką cerę. 

W składzie produktu nie znajdziecie czystej witaminy C, a raczej kwas askrobinowy, który jest łagodniejszy oraz bardziej stabilny. Ma on też możliwość przenikania w głębsze warstwy skóry i często stosuje się go w kosmetykach na przebarwienia. Niestety producent nie podaje na opakowaniu stężenia tej substancji co w tych czasach można uznać za podejrzane, a na pewno trochę rozczarowujące. Poza tym peptyd, który dodano do tego serum to niskocząsteczkowy  Acetyl Hexapetide-1, umieszczony nieco na końcu składu. Pomaga on naszej skórze lepiej bronić się przed zanieczyszczeniami środowiska, koi oraz stymuluje syntezę melaniny. 



Bardzo lubię to serum, bo jest lekkie, faktycznie nadaje blasku skórze, wygładza oraz sprawia iż jest ona super mięciutka. Świetnie też nadaje się do stosowania pod filtr SPF nie wpływając w żaden sposób na trwałość mojego podkładu. Jeśli chodzi jednak o przebarwienia to niestety produkt nie dał sobie z nimi rady ani trochę. Oczywiście rozumiem, że tego typu efekty osiąga się przy kuracji dłuższej niż miesiąc, ale tutaj naprawdę nie odnotowałam choćby najmniejszej zmiany. Mimo wszystko za taką cenę, działanie, brak pomarańczowego zabarwienia cery, delikatność oraz co najważniejsze brak tłustości polecam to serum jako jedne z najlepszych kosmetyków z witaminą C jakie miałam. 


Skład: Aqua (Water), Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Glucoside, Sodium Citrate, Phenoxyethanol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Canola Oil, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, 1,2-Hexanediol, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Acetyl Hexapeptide-1, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Beta-Carotene, Tocopheryl Acetate, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract


SkinHit Soothing Serum (5 GBP)| Serum z niacynamidem i miedzią


Tak jak wyżej wspominałam wszystkie sera z tej serii posiadają identyczne opakowania: plastikowe buteleczki ze szklaną pipetą. Tym razem jednak mamy do czynienia z błękitną konsystencją, ale równie lekką i żelową. Produkt bardzo szybko się wchłania bez pozostawiania nieprzyjemnej, tłustej warstwy. W jego składzie znajdziemy 10% niacynamidu pomagającego w walce z nadprodukcją sebum oraz miedź, która jest tu sprawcą tego pięknego, lagunowego odcienia serum. Wspomaga ona procesy regeneracyjne skóry, gojenie się ran i zapobiega powstawaniu blizn. Nie tylko lekko złuszcza, ale też nawilża oraz wiąże wilgoć w naskórku. Chciałabym jeszcze wytknąć, że skoro mamy serum kojące (soothing serum) to producent mógłby sobie podarować ten dodatek oleju miętowego, który fakt znajduje się na końcu składu, ale wciąż może podrażniać wrażliwą skórę. 


 
Działanie produktu także oceniam jako bardzo dobre. Podczas jego stosowania nie miałam żadnych niedoskonałości, skóra również była gładka oraz miękka. Tak jak wyżej wspomniałam stosując całą pielęgnację od Beauty Bay nie borykałam się z dużą ilością wyprysków, ale gdy czasami pojawiały się małe krostki to serum pomagało mi je zlikwidować. Kolejny raz zdecydowanie jestem na tak, choć ostrzegam, że nie stosowałam tego kosmetyku na pokrytą trądzikiem oraz mocno zapchaną, wymagającą skórę.


Skład: Aqua (Water), Niacinamide, Propanediol, Sodium Citrate, Xanthan Gum, Copper PCA, Zinc PCA, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Disodium EDTA, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Mentha Piperita (Peppermint) Oil


Skin Fixer Clay Mask (7.50 GBP) | Maseczka z glinką i kwasami PHA


Produkt ten zapoczątkował moją miłość do maseczek z kwasami! Umieszczony został w słoiczku tak jak większość tego typu kosmetyków. Posiada on naprawdę fajny, gliniany kolor i uwielbiam aplikować go na moją twarz! Początkowo daje przyjemne uczucie chłodzenia, ale na szczęście nie odnotowałam żadnego szczypania i podrażnienia mimo iż moja cera obecnie jest bardzo wrażliwa. Oczywiście zawartość glinki powoduje szybkie zasychanie kosmetyku, należy go więc co jakiś czas zwilżać hydrolatem lub wodą termalną, ale jeśli nie macie na to ochoty producent poleca zmieszać odrobinę produktu choćby z wyżej wspomnianymi serami. Przy okazji też usprawniając jego działanie uderzając w te potrzeby skóry, które w danej chwili pragniemy zaspokoić.


Maseczkę zostawiam na mojej twarzy dłużej niż zaleca to producent (10-15 min), bo zwyczajnie uważam, że kwasy potrzebują więcej czasu by odnotować jakiekolwiek ich działanie. Po naprawdę ekspresowym usunięciu produktu z twarzy odsłaniam rozświetloną, odświeżoną, miękką, oczyszczoną oraz gładką cerę. Nie jest ona zbyt sucha i ściągnięta, świetnie więc aplikuje się na nią makijaż, który wygląda wtedy dużo lepiej. Uważam, że kosmetyk ten stosowany regularnie 2 lub 3 razy w tygodniu naprawdę może pomóc w walce z trądzikiem i niedoskonałościami.

Nie będę kłamać, że Skin Fixer Clay Mask to jakaś rewolucja i musicie ją mieć, ale uważam, że ma sporo zalet. Chociażby fakt iż jest jej w opakowaniu naprawdę sporo, starcza więc na dłużej, działa super oraz kosztuje naprawdę niewiele. Jak dla mnie super! 


Skład: Aqua, Kaolin, Glycerin, Bentonite, Citric Acid, Gluconolactone, Phenoxyethanol, Maltodextrin, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Biosaccharide Gum-1.

______________________________________

Moja rutyna pielęgnacyjna podczas stosowania wszystkich wyżej wymienionych produktów: 

Rano:
  • CeraVe Foaming Facial Cleanser
  • Beauty Bay SkinHit Brightening Serum
  • NIOD Survival 30
Wieczorem:
  • Your Good Skin Comforting Gel Cleanser
  • Beauty Bay Super Jelly Cleansing Gel
  • Beauty Bay Acid Trip Exfoliatnig Toner
  • Beauty Bay SkinHit Soothing Serum
Plus dwa lub trzy razy w tygodniu Skin Fixer Clay Mask

________________________________________

Gdybym nie miała obsesji na punkcie testowania nowych kosmetyków to spokojnie mogłabym zostać przy tym zestawie i cieszyłabym się pozbawioną wyprysków, gładką oraz rozświetloną cerą. Jedynie tonik zamieniłabym na ten glikolowy od The Ordinary. Poza tym uważam, że cała ta rutyna pielęgnacyjna od Beauty Bay, która kosztowała naprawdę niewiele ( 38 GBP za 6 produktów) mimo iż nie dała mi żadnych spektakularnych efektów, trzymała z daleka wypryski, pomogła rozświetlić, ale też wygładzić skórę i dzięki niej wyglądała ona po prostu lepiej oraz zdrowiej. Jak dla mnie super!

Produkty, o których wspominam w poście:

KREM ZA 15 ZŁ HITEM DO CERY TŁUSTEJ I TRĄDZIKOWEJ! SUDCOREM NA WYPRSYKI? CZY TO NAPRAWDĘ DZIAŁA?


THE ORDINARY VS CERA TŁUSTA I TRĄDZIKOWA. CZY ZNALAZŁAM COŚ DLA SIEBIE? THE ORDINARY PEELING Z 7% KWASEM GLIKOLOWYM, THE ORDINARY OLEJEK Z WITAMINĄ C I F, THE ORDINARY SERUM POD OCZY Z KOFEINĄ I ZIELONĄ HERBATĄ, THE ORDINARY PEELING KWASOWY AHA 30% + BHA 2%, THE ORDINARY OLEJEK Z NASION OGÓRECZNIKA I THE ORDINARY PEELING Z KWASEM MLEKOWYM I HIALURONOWYM 10%.


YOUR GOOD SKIN COMFORTING GEL CLEANSER- IDEALNY PRODUKT MYJĄCY ZA GROSZE? O TAK!





© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig