Kolorówka miesiąca #1 | Eveline, Benefit, Maybelline, Wibo, Ciate London, Revlon.


Jako prawdziwa #skincarejunkie zdaję sobie sprawę, że bardzo mało Wam wspominam o tym jak wygląda mój makijaż. Od jakiegoś czasu wpadłam w rutynę i praktycznie nie kupuję już kolorówki, bo mam za duży jej zapas w domu, a z uwagi na to, że nie chcę być kolekcjonerką, bo nie jest to dobre dla mojej kieszeni oraz środowiska staram się zużywać tylko to co posiadam w szufladach i toaletce. Nie znaczy to jednak, że nie mam w tym temacie nic do powiedzenia i od dziś na blogu postaram się wprowadzić serię wpisów o kosmetykach kolorowych po które sięgałam najczęściej w ostatnim miesiącu, ewentualnych zastępstwach tego co już zużyłam oraz produktach, które ostatnio wpadły mi w oko. Mam nadzieję, że taki typ postów przypadnie Wam do gustu, pozwoli odnaleźć przydatne opinie na temat szukanych kosmetyków lub nawet odkryć jakiegoś ulubieńca ;) Zapraszam!

Makijaż Lutego 2020


Podkład




Tutaj nie będzie zaskoczenia, bo od dawna moim ulubieńcem w tej kategorii jest Eveline Liquid Control. Od kiedy odkryłam, że aplikowany z filtrem NIOD Survival 30 (link do recenzji poniżej) trzyma się naprawdę świetnie na mojej skórze przez praktycznie cały dzień, bez ścierania, bez zapychania i nieestetycznego błyszczenia. Nie  potrafię już zastąpić go nikim innym. Co jakiś czas sprowadzam podkład z Polski po kilka buteleczek na raz by zawsze był pod ręką. Mój must have! Jeśli jesteście ciekawi pełnej recenzji zapraszam tutaj:

ALE TO JUŻ BYŁO?/ EVELINE LIQUID CONTROL HD/ PODKŁAD DO TWARZY LIGHT BEIGE 010 


NIOD - "MARKA DLA WYŻEJ WYKSZTAŁCONYCH". DLACZEGO MUSISZ JĄ POZNAĆ?


Korektor




W końcu udało mi się zużyć wszystkie korektory, które nadają się jedynie do stosowania na co dzień czyli Bell Multi Mineral, Bell Ms Perfect oraz Revlon Colorstay i poczułam wielką ulgę gdy wylądowały w koszu, bo niestety nie robiły nic ciekawego. Zero krycia czy rozświetlenia więc równie dobrze mogłabym zastąpić je jedynie podkładem i nie zauważyłabym większej różnicy. Na szczęście na ich miejsce miałam korektor Revlon Photoready Candid,  o którym pisałam całkiem niedawno. Jedyne z czym nie trafiłam to odcień, ale poza tym zrobił na mnie wrażenie kilkoma naprawdę fajnymi właściwościami. Pełna recenzja:

KOREKTOR Z ANTYOKSYDANTAMI, CHRONIĄCY PRZED NIEBIESKIM ŚWIATŁEM I ZANIECZYSZCZENIAMI POWIETRZA! REVLON PHOTOREADY CANNDID ANTIOXIDANT CONCEALER.

Puder 




Maybelline Fit me! Matte+ Poreless (odcień 105 lub 110) to puder po który sięgałam przez prawie cały ostatni rok i chociaż nie mam na jego punkcie obsesji, spisywał się u mnie bardzo dobrze. Głównie lubię go za to, że jest lekki, nie daje efektu płaskiego matu oraz faktycznie przedłuża trwałość podkładu. Poza tym łatwo go dostać i nie kosztuje wiele (ok. 20zł) więc gdy tylko się skończył od razu biegłam po kolejne opakowanie. Z wygody mogłabym sięgać po ten produkt do końca życia, bo tak naprawdę jedyne czego mi w nim brakuje to bardziej naturalny skład więc pewnie jeszcze nie raz znajdzie się w mojej kosmetyczce. Zdecydowanie polecam ten puder jeśli posiadacie tłustą lub mieszaną cerę. 

Róż/Bronzer


Niestety produkt od Ciate London, który Wam teraz pokażę pochodzi z limitowanej edycji Olivia Palermo i jest to Bronzer and Blush Duo w odcieniu Bluff Point. Ostatnio sięgam po niego regularnie nie tylko dlatego, że czas by już w końcu dobił dna, ale ja naprawdę bardzo lubię ten duet. Posiada bronzer w chłodnym, nie pomarańczowym odcieniu i ciemniejszy czyli taki jak lubię, matowy róż. Produkty łatwo się rozprowadzają, fajnie wyglądają razem oraz ciężko sobie nimi zrobić krzywdę. Efekt jaki pozostawiają na skórze nie jest mocny, ale łatwo można go budować bez zbytniego obciążania cery czy obawy o przesadę. Na pewno nie kupiłabym tego produktu ponownie nawet gdyby był dostępny, ale chętnie go zużyję do końca, bo świetnie nadaje się do szybkiego, codziennego makijażu. 


Rozświetlacz


Wibo Glamour Shimmer to jeden z moich ulubionych, drogeryjnych rozświetlaczy, chociaż zakochałam się w nim jeszcze przed tym gdy marka masowo zaczęła kopiować inne, znane i popularne produkty. Pozostawiając jednak w tyle tą bardzo indywidualną kwestię wspierania marki, muszę przyznać, że akurat wyżej wspomniany miks rozświetlaczy naprawdę im się udał. Uwielbiam jego wykończenie, dobrą pigmentacją oraz fakt, że nie daje przesadnego, dyskotekowego błysku (choć możecie go osiągnąć jeśli tylko chcecie po prostu dokładając więcej warstw). Poza tym fajnie podkreśla opaleniznę, jest porządnie napigmentowany i mega wydajny. Pełna recenzja i swatche tutaj:

WIBO BAKED MIX BRONZER I GLAMOUR SHIMMER/ I NIE OPUSZCZĘ WAS AŻ DO ŚMIERCI?

Brwi


W mojej stylizacji brwi nie może zabraknąć najlepszych w tej kategorii produktów czyli tych od Benefit. Tym razem regularnie sięgałam po puder Foolproof Brow Powder 5. Na pewno jeden z lepszych tego typu kosmetyków jakie miałam. Mimo iż posiada świetną pigmentacje efekt jaki chcecie osiągnąć możecie stopniować i jeszcze nie zdarzyło mi się bym z nim przesadziła i zbyt mocno podkreśliła brwi. Poza tym nawet jeśli gdzieś zbierze się trochę więcej produktu to wystarczy rozczesać włoski szczoteczką i wtedy usuniecie jego nadmiar. Na większe wyjścia zdecydowanie wolę  pomadę, ale na co dzień wystarczy mi subtelny, naturalny efekt jak daje ten puder. Poza tym na mojej tłustej skórze utrzymuje się cały dzień i przy zmyciu wygląda dokładnie tak samo jak przy aplikacji o poranku. Zdecydowanie polecam spróbować! 

Na koniec brwi utrwalam żelem Gimme Brow w odcieniu 5. Zadaniem tego produktu jest nadanie objętości brwiom oraz trzymanie ich w ryzach przez cały dzień. Tutaj też nie mam żadnych zastrzeżeń i pochwalę kosmetyk za fajną, precyzyjną szczoteczkę, naturalny efekt, trwałość oraz faktyczne wypełnienie miejsc gdzie widać braki. Osobiście wolę jego bezbarwną wersję i gdy tylko mi się skończy, a należy jeszcze podkreślić iż jest bardzo wydajny to na pewno sięgnę po jego transparentnego brata.

Tusz


Eyeko Black Magic Mascara Drama & Curl (99 zł) to jeden z moich ulubionych tuszy do rzęs i ubolewam nad tym, że właśnie dobija dna. Posiada bardzo wygodną szczoteczkę w kształcie litery C, która wydobywa optymalną ilość produktu, dzięki czemu nie obciąża nim rzęs oraz pozwala uzyskać naturalny, lekki efekt. Fajnie podkręca oraz wydłuża, nie posiada grudek i nie zauważyłam by się kruszył. Dodatkowo tusz utrzymuje się bez zarzutu cały dzień oraz zmywa w kilka sekund bez podrażniania oczu. Na pewno jeszcze kiedyś kupię go ponownie. 


Nowości


Nowości, które testuję od niedawna to puder Hourglass Veil Transluscent Setting Powder, korektor Hourglass Vanish Airbrush Concealer oraz podkład Revlon Photoready Candid (do obejrzenia niżej).  

Czego potrzebuję?

Ze względu na moje zapasy nie ma tego wiele, ale obecnie poszukuję lekko kryjącego produktu z filtrem SPF, który mogłabym stosować zamiast podkładu. Na mojej liście na razie znalazł się NARS Velvet Matte Skin Tint SPF 30 oraz bareMinerals Complexion Rescue Tinted Moisturiser SPF!


To do następnego miesiąca!

© Land of Vanity

This site uses cookies from Google to deliver its services - Click here for information.

Professional Blog Designs by pipdig